![]() |
|
Gone Girl (2014) - Wersja do druku +- Forum KMF - internetowe cwaniaki i snoby filmowe (https://forumkmf.pl) +-- Dział: FILM i wszystko co z nim związane (https://forumkmf.pl/Forum-FILM-i-wszystko-co-z-nim-zwi%C4%85zane--3) +--- Dział: Filmy zagraniczne (https://forumkmf.pl/Forum-Filmy-zagraniczne--12) +---- Dział: Filmy Davida Finchera (https://forumkmf.pl/Forum-Filmy-Davida-Finchera--64) +---- Wątek: Gone Girl (2014) (/Thread-Gone-Girl-2014--3501) |
RE: Gone Girl ( 2014, reż. David Fincher) - Capt. Nascimento - 17-10-2014 Mefisto napisał(a):Nie, bo cytowałem konkretną wypowiedź, a nie wszystkie Twoje wpisy. Gdzie tu sens, gdzie logika. Piszę np 10 elementów które sprawiają że ten film jest rewelacyjny. Ty wybierasz jeden element i pytasz "jak tylko to mogło niby sprawić że film jest rewelacyjny?" pomijając pozostałe 9. Bezsens. A wypowiedź jeszcze zaczynasz wrzutką rodem z gimnazjum. ![]() Mefisto napisał(a):O Siedem? Nie bardzo właśnie. Poza powtarzaniem jak mantry, że nie ma treści i jest cool (w jaki sposób w ogóle?), jakichś poważnych zarzutów jeszcze nie usłyszałem. Po Gone Girl zresztą też przejechałeś się po łebkach - zdjęcia, klimat, śmo, owo, a pod koniec i tak wyszło, że chyba nie ogarniasz tematu, skoro skupiasz się głównie na nagonce na media. Więc może spytam wprost: o czym jest GG wg Ciebie? Jaki jest jego przekaz ogólny? Człowieku. O czym ty gadasz. Mówię że Siedem to rewelka i 9+ a może nawet 10/10, a Ty wyskakujesz z poważnymi zarzutami? Jakbym miał poważne zarzuty to film miałby 6 lub 7. A mówię o tym żeby zaznaczyć, że Gone Girl uważam nie tyle za "dorównujący do Siedem i Fight Clubu", co nawet je przewyższający. Mefisto napisał(a):Ponieważ...? 1. Porównujesz jedną scenę z GG do CAŁEJ osi fabularnej Siedem. 2. Dopiero ta scena podkreśliła w pełni, że mamy do czynienia z socjopatą. Dzięki czemu w końcówce zwyczajne sceny w domu były tak efektowne, a pierwsza scena nabrała innego znaczenia. 3. "Seryjny morderca zabija według grzechów głównych" - co tu więcej tłumaczyć? Zdecydowana większość Siedem to śledztwo i kolejne grzechy - szokujące brutalnością - czy to pokazywaną wprost, czy sugerowaną zostawiając widzowi do wyobrażenia. Jest w międzyczasie prosty choć solidny character development i ponury zarys miasta. Osobiście wolę bardziej realistyczną oś fabularną, z bogatym tłem (vide satyra społeczna czy komentarz na temat mediów, przemyślenia na temat relacji z związku, więcej i bogatsze relacje między postaciami). Mefisto napisał(a):Ponieważ...? Tylko nie wyskakuj tu z łączeniem w sobie kilku gatunków i takich tam. 1. Umiejętności Finchera. Siedem nakręcił rewelacyjnie, ale tu wykazał się jeszcze bardziej - to trudny scenariusz. Dlatego zmieszanie robiło na mnie wrażenie - ostatnio zawsze gdy widziałem mix gatunkowy to film stawał się głupi, rozłaził się fabularnie itp. A w tym wypadku pełna spójność, zachowany klimat... zaś sam film nic na tym nie traci. Mamy thriller, budowane napięcie... potem film zmienia kompletnie kierunek a mimo to ogląda się go tak samo dobrze. A może nawet lepiej. Gdziekolwiek film nie skręca to nie ogląda się go przez to ani odrobinę gorzej. 2. Większy realizm, bogatsza psychologia postaci, wkręcenie w thriller również dramatu. Więcej sugestii przekazywanych w drobnych gestach, szczegółach tła, dziwnych zachowaniach postaci. Ot zwyczajny dom, zwyczajna rodzina, ale ich historia jest stopniowo przekazywana i budzi wiele pytań, choćby dlaczego mąż tak lekko to wszystko przechodzi? Dlaczego skłamał? A może to ona skłamała? Historia ich związku jest stopniowo przekazywana, jednocześnie nie zapominając o stronie thrillera. W Siedem były kolejne trupy, oczekiwanie "ciekawe jak załatwi kolejną ofiarę", a relacje psychologiczne były znacznie uboższe. Być może zależy od tego co kto woli, ale do mnie przemawia bardziej taka historia z większym zarysem psychologicznym, dokładniej opowiedziana i z większym realizmem. 3. Treść czyli przemyślenia na temat związków, satyra na temat mediów. 4. Bogatszy scenariusz, bardziej pomysłowy. 5. I taki już czysto subiektywny punkt (tylko żadnych przemyśleń na temat natury subiektywizmu/obiektywizmu! ) czyli: Gone Girl zrobił na mnie większe wrażenie.
RE: Gone Girl ( 2014, reż. David Fincher) - Crash - 17-10-2014 Co się dzieje z tym forum? Kapitanie, nie trudno napisać "bogatszy scenariusz", "przemyślenia na temat związków", "satyra na media", "większy realizm" czy "większy zarys psychologiczny", bo za samymi tymi stwierdzeniami nic się nie kryje. Równie dobrze mogę to napisać o każdym innym filmie i skończyć na tym dyskusję. "Postal" Bolla też był satyrą, ale czy to świadczy o jakości samego filmu? Większy realizm obserwuję w dzisiejszym kinie rumuńskim, co nie znaczy, że np. filmy amerykańskie odbieram jako czystą fantazję. "Siedem" to kino noir, taka konwencja, specjalne upraszczająca pewne elementy, ale wcale przez to nie mniej skuteczna w obrazowaniu psychologii postaci. Nieprzypadkowo jest tam wątek Gwyneth Paltrow, która ma urodzić dziecko w mieście, które napawa ją strachem i obrzydzeniem. Albo historia, którą opowiada Pitt, nie mogąc sobie przypomnieć nazwiska zastrzelonego gliniarza - mogłoby tego nie być, a jest. Buduje to świat przedstawiony, jednocześnie niepowiązane jest to z główną osią fabularną. Nie można pisać o "szczegółach" i "drobnych gestach" w nowym filmie Finchera, jeżeli nie widzi się ich w jego starszych dziełach. "Gone Girl" natomiast to również pewna konwencja i stylistyczna zabawka - ten film wygląda wręcz identycznie jak ostatnie dzieła Finchera czyli "Social Network" i "Dziewczyna z tatuażem". Postacie mogłyby przejść z jednego filmu do drugiego i nie odczulibyśmy żadnego dysonansu. Podobne tempo, kadrowanie, chłód zdjęć, a nawet postaci to też jakaś konwencja. Nazywanie tego filmu bardziej realistycznym jest lekkim nieporozumieniem - to, że nie dzieje się w brudnym i nihilistycznym świecie "Siedem" wcale nie oznacza, że świat "GG" jest realistyczny. Zwłaszcza, że czarna komedia w pewnym momencie zaczyna górować nad thrillerem i dramatem, a jest to gatunek wyjątkowo odrealniający rzeczywistość. I co to znaczy "dokładniej opowiedziana"? Za pomocą lupy to zrobił, czy jak? Do opowiadania kina noir trzeba użyć innych narzędzi niż do nakreślenia małżeńskiego dramatu, który zamienia się powoli w dreszczowiec. Według mnie zresztą Fincher lepiej wywiązał się z zadania w "Siedem" - pomijając fabułę, jest to film żywszy i ciekawszy wizualnie (nie tylko chodzi mi o wizję miasta, ale i nawet ubiór bohaterów). W "GG" Fincher się powtarza, co wcale nie jest złe, ale nie powinno już robić wrażenie, jeżeli zna się jego wcześniejsze dokonania. Uważam podobnie jak Mefisto, że bardziej jesteś pod wrażeniem gatunkowej sprawności Finchera i licznych twistów niż rzeczywistej wartości "GG". RE: Gone Girl ( 2014, reż. David Fincher) - Mefisto - 17-10-2014 (17-10-2014, 21:06)Capt. Nascimento napisał(a): A wypowiedź jeszcze zaczynasz wrzutką rodem z gimnazjum. Staram się dostosować do poziomu. Cytat:1. Porównujesz jedną scenę z GG do CAŁEJ osi fabularnej Siedem. Właśnie dlatego, że w GG jest ona jedna, ergo wybija się, ergo można sobie zadać pytanie czy jest potrzebna, zwłaszcza w takiej, taniej było nie było, formie horrorowej dosłowności. W Siedem to świat przedstawiony, jego nieodłączna część mówiąc dokładniej, która stanowi główną zagadkę (kto zabija i dlaczego), ale nie sedno historii - zresztą dalej nie odpowiedziałeś na moje pytania. Cytat:Dopiero ta scena podkreśliła w pełni, że mamy do czynienia z socjopatą. Wcześniej tego nie wiedziałeś? LOLz Jak dla mnie ta scena bardziej pokazuje desperację bohaterki, która sama siebie zapędziła w kozi róg, choć chciała być przecież lepsza i mądrzejsza od wszystkich; oraz to do czego jest zdolna, byleby wyjść na swoje. Cytat:pierwsza scena nabrała innego znaczenia Pierwsza scena, będąca jednocześniej ostatnią nabiera innego znaczenia dzięki całej fabułe, a nie scenę zabójstwa jedynie. Cytat:"Seryjny morderca zabija według grzechów głównych" - co tu więcej tłumaczyć? A więc zapytam jeszcze raz: tylko tak widzisz Siedem? Tylko o tym wg Ciebie prawi ten film? Jeśli tak, to nie mamy o czym rozmawiać. Cytat:Osobiście wolę bardziej realistyczną oś fabularną, z bogatym tłem Co jest nierealnego w Siedem? Wszak to właśnie GG jest bardziej przerysowane. Cytat:W Siedem były kolejne trupy, oczekiwanie "ciekawe jak załatwi kolejną ofiarę", a relacje psychologiczne były znacznie uboższe. Uboższe, bo Pitt i Freeman nie byli małżeństwem ergo nie ma tej historii między nimi czy może dlatego, że postać żony jest na drugim planie? WTF ja paczę w ogóle? RE: Gone Girl ( 2014, reż. David Fincher) - Capt. Nascimento - 17-10-2014 No żeby od razu przywoływać Bolla? ![]() Satyra na media w tym filmie jest trafna, podobnie jak głupota ludzi czy to idących za sensacją, czy zgrywających obrońców moralności. Oczywiste czy nie - co chwilę czyta się takie krzykliwe "newsy", które w większości są tylko przejaskrawionymi wersjami faktów, by jak najlepiej się sprzedać. A tłum reaguje bezmyślnie. Crash napisał(a):"Siedem" to kino noir, taka konwencja, specjalne upraszczająca pewne elementy, ale wcale przez to nie mniej skuteczna w obrazowaniu psychologii postaci. Jednak strona psychologiczna jest ledwie muśnięta, bo niemalże całą fabułę pochłaniają kolejne morderstwa. Które szokują, ale funkcjonują bardziej jako straszak niż jako konsekwentne kontynuowanie historii. Zdecydowanie wolałem odkrywanie historii małżeństwa i próbę rozwiązania zagadki "czy Affleck zabił?", niż oglądanie kolejnych morderstw. Zarys postaci i relacji jest bardzo oszczędny w Siedem, większą wagę przykłada się do szokowania/straszenia niż do opowiedzenia historii. Crash napisał(a):"Gone Girl" natomiast to również pewna konwencja i stylistyczna zabawka - ten film wygląda wręcz identycznie jak ostatnie dzieła Finchera czyli "Social Network" i "Dziewczyna z tatuażem". Postacie mogłyby przejść z jednego filmu do drugiego i nie odczulibyśmy żadnego dysonansu. Podobne tempo, kadrowanie, chłód zdjęć, a nawet postaci to też jakaś konwencja. Każdy reżyser ma pewne znaki rozpoznawcze pod tym względem. Łatwo można rozpoznać film Paula Thomasa Andersona, Clinta Eastwooda, Martina Scorsese, Kubricka, Sergio Leone czy właśnie Finchera po samej tonacji zdjęć i sposobie montażu. Nie odczuwam tego jako wadę. Crash napisał(a):Nazywanie tego filmu bardziej realistycznym jest lekkim nieporozumieniem Mefisto napisał(a):Co jest nierealnego w Siedem? Wszak to właśnie GG jest bardziej przerysowane. Historia opowiedziana w "Gone Girl" jest bardziej przyziemna. Obserwujemy młode małżeństwo, zwykłe osoby. W "Siedem" jest antagonista niemalże wyjęty z komiksu i naciągana w realnym świecie seria morderstw. Crash napisał(a):I co to znaczy "dokładniej opowiedziana"? Z jaką dokładnością została zarysowana postać Rosamund Pike, a z jaką Kevina Spacey? Z jaką Ben Affleck a z jaką Brad Pitt? Historia małżeństwa jest powoli rozwijana w "Gone Girl", w "Siedem" większą wagę przywiązuje się do kolejnych morderstw. Crash napisał(a):Według mnie zresztą Fincher lepiej wywiązał się z zadania w "Siedem" - pomijając fabułę, jest to film żywszy i ciekawszy wizualnie (nie tylko chodzi mi o wizję miasta, ale i nawet ubiór bohaterów). Fabułą IMHO jest dla mnie ciekawsza w "Gone Girl". Crash napisał(a):Uważam podobnie jak Mefisto, że bardziej jesteś pod wrażeniem gatunkowej sprawności Finchera i licznych twistów niż rzeczywistej wartości "GG". Rzeczywista wartość, to dopiero trudne do określenia pojęcie. Dla jednego Mroczny Rycerz jest niezwykle wartościowym filmem, dla innego Star Wars, a dla kogo innego filmy Bergmana czy Felliniego. Dla mnie thriller który opiera się na serii morderstw i chwytliwym pomyśle, powinien sobą prezentować coś jeszcze. A ja poza tym i bardzo wysoką stroną techniczną, nie zobaczyłem w nim nic więcej. Nie wbił mnie w fotel, nie wzruszyłem się, nie sprowokował do żadnych przemyśleń. Lubię jak film oprócz rozrywki na wysokim poziomie zapewnia coś więcej. I jestem przekonany że "Gone Girl" zapewnił więcej oprócz samego thrillera. Siedem jako czysty thriller noir jest dla mnie kinem rozrywkowym, Gone Girl ma w sobie więcej dramatu niż samej rozrywki. Mefisto napisał(a):Staram się dostosować do poziomu. Gdybyś chciał dostosować się do mojego poziomu to nie stosowałbyś żenujących wycieczek osobistych. ![]() Bo ja staram się tego unikać. Mefisto napisał(a):Uboższe, bo Pitt i Freeman nie byli małżeństwem ergo nie ma tej historii między nimi czy może dlatego, że postać żony jest na drugim planie? WTF ja paczę w ogóle? Bo nacisk i większość czasu została poświęcona odkrywaniu kolejnych miejsc zbrodni i znajdowaniu kolejnych ofiar psychopaty. A w Gone Girl fabuła jest bezpośrednio związana z głównymi bohaterami. Mefisto napisał(a):Jak dla mnie ta scena bardziej pokazuje desperację bohaterki, która sama siebie zapędziła w kozi róg, choć chciała być przecież lepsza i mądrzejsza od wszystkich; oraz to do czego jest zdolna, byleby wyjść na swoje. To już pokazała scena, w której została okradziona. Przed tą sceną można było pomyśleć, że naprawdę chce popełnić samobójstwo i jest tak zniszczona psychicznie zdradą Afflecka, że opracowała tak "niekonwencjonalny" plan zemsty. Ale dopiero zabójstwo Harrisa pokazało jaka z niej zimna i bezwzględna suka. ![]() Mefisto napisał(a):Pierwsza scena, będąca jednocześniej ostatnią nabiera innego znaczenia dzięki całej fabułe, a nie scenę zabójstwa jedynie. Gdy Affleck mówi w pierwszej scenie, że myśli o rozbiciu jej czaszki i naprostowaniu zwojów mózgu, to oczywiście pasuje pod początkową wersję z Affleckiem-mordercą. A gdy okazuje się jaką socjopatką jest Amy, jego słowa nabierają sensu - wypowiedziane przez normalnego faceta. Mefisto napisał(a):A więc zapytam jeszcze raz: tylko tak widzisz Siedem? Tylko o tym wg Ciebie prawi ten film? Jeśli tak, to nie mamy o czym rozmawiać. Poza tym że fabuła stanowi bardzo sprawny thriller noir, a końcówka oprócz przewidywalnej sceny z pudełkiem (choć i tak nadal mocnej) ma błyskotliwy pomysł z "zazdrością" i "gniewem" i teoretycznym zwycięstwem psychopaty. Strona moralitetu czy tła społecznego nie robi na mnie wrażenia. Mefisto napisał(a):O Siedem? Nie bardzo właśnie. Niee, o Gone Girl. Uważnie żeś przeczytał tamten akapit nie ma co.
RE: Gone Girl ( 2014, reż. David Fincher) - und3r - 17-10-2014 (17-10-2014, 10:48)patyczak napisał(a): Już abstrahując od samego Se7en, mam wrażenie, że ludzie często nie doceniają prostoty, a skomplikowanie i udziwnianie utożsamiają z głębią.Niestety, to jest obecny gdzieś od początków XXI wieku trend w kinie, który zdaje się wciąż przyśpieszać. Pisałem już przy okazji premiery Incepcji, jak nad tym ubolewam Teraz jak chcesz aby film zebrał dobre opinie (zwłaszcza na forach i w social mediach szeroko pojętych) to musisz go na siłę pogmatwać, choćby pozornie. Chronologię pomieszać, dodać jakieś wątki okazujące się później majakiem bohatera, twisty jakieś z dupy dopisać do scenariusza na kolanie (nie wierzę np., że zakończenie HIMYM było takie w pierwotnym zamyśle, jestem pewien, że to wymyślili producenci na potrzeby mody na twisty z dupy) - nakręca to dyskusje w internecie, ludzie muszą przecież swoje teorie poprzedstawiać, itp. Weźmy np. popularny ostatnio twist polegający na tym, że niby jakiś villain zostaje ujęty, ale co za niespodzianka! - trafienie do super-ściśle chronionego (ewentualnie też tajnego, zależy od filmu) więzienia było jego master evil planem od samego początku! Motyw ten widzę w blockbusterach dosłownie co roku, a nawet parę razy w roku od 5 lat. Co ciekawe, trend ten rozpoczęło chyba Seven właśnie, ale nie to chciałem powiedzieć<lol> Bowiem zgadzam się z patyczakiem, że właśnie proste fabuły (a zwłaszcza w klasycznych thrillerach) potrafią być najbardziej mocarne i Siedem jest wzorem dla całego gatunku. Film nie musi mieć 5 przeplatających się wątków, żeby być ambitnym.A tak poza tym... Co się dzieje na tym forum?! Siedem "skupia się tylko na rozrywce"? Wtf? Pamiętasz Ty ten film w ogóle, kapitanie? RE: Gone Girl ( 2014, reż. David Fincher) - Crash - 17-10-2014 (17-10-2014, 22:36)Capt. Nascimento napisał(a):Crash napisał(a):"Siedem" to kino noir, taka konwencja, specjalne upraszczająca pewne elementy, ale wcale przez to nie mniej skuteczna w obrazowaniu psychologii postaci. Zastanawiam się nad ostatnim zdaniem i nie wiem, co o nim myśleć. Jak to "funkcjonuje bardziej jako straszak niż jako konsekwentne kontynuowanie historii"? Z jednej strony morderstwa mają szokować, ale mówienie, że nie posuwają dalej historii jest jakąś brednią. Gdyby nie było morderstw, nie byłoby filmu, więc chyba służą opowieści. Poza tym na stronę psychologiczną nie składają się tylko dialogi i zachowanie bohaterów, ale i przytłaczająca atmosfera miasta, koszmarne mieszkanie Pitta i Paltrow, ascetyczne lokum Freemana, a nawet komisariat i wszechogarniający brud. To jest świat, który się stacza i bez morderstw Johna Doe. To jest świat, który niejako stworzył Johna Doe, więc również nadaje głębi psychologicznej całości. (17-10-2014, 22:36)Capt. Nascimento napisał(a):Crash napisał(a):"Gone Girl" natomiast to również pewna konwencja i stylistyczna zabawka - ten film wygląda wręcz identycznie jak ostatnie dzieła Finchera czyli "Social Network" i "Dziewczyna z tatuażem". Postacie mogłyby przejść z jednego filmu do drugiego i nie odczulibyśmy żadnego dysonansu. Podobne tempo, kadrowanie, chłód zdjęć, a nawet postaci to też jakaś konwencja. Nigdzie nie napisałem, że to wada. Ale ten realizm, który Cię zachwyca jest po pierwsze przejawem stylu czyli artystycznym zabiegiem, a po drugie jest już nieco nudny. Uwielbiam Finchera za jego precyzję, ale w "GG" była ona już nazbyt rzucająca się w oczy, ergo sztuczna. (17-10-2014, 22:36)Capt. Nascimento napisał(a):Crash napisał(a):Nazywanie tego filmu bardziej realistycznym jest lekkim nieporozumieniem Znów - może i bardziej przyziemna, lecz piszesz o tym, jakby to była zaleta. Nie jest, bo nie musi. Pisałem wcześniej o narzędziach, jakich reżyser używa do różnych konwencji. Fincher inaczej opowiada w "Siedem", a inaczej w "Gone Girl" - w obu równie skutecznie, więc nie ma co się o to wykłócać. Ale świat z "Siedem" trudno nazwać realnym. To śmietnik, gdzie taki bohater jak John Doe ma prawo bytu. (17-10-2014, 22:36)Capt. Nascimento napisał(a):Crash napisał(a):I co to znaczy "dokładniej opowiedziana"? Po pierwsze, "GG" jest filmem, gdzie 2 odrębne punkty widzenia są bardzo ważne, więc i samym bohaterom należy poświęcić więcej czasu. Po drugie, Spacey ujawnia się na jakieś 25 minut przed końcem filmu, w którym chodzi o schwytanie nieznanego (!) mordercy. Pitt, a Affleck? O obu dowiadujemy się dokładnie tyle, ile powinniśmy. Pewnie, że w "Siedem" morderstwa są na głównym planie, to przecież kryminał o serii morderstw. To tak jakbyś narzekał, że "Akademia policyjna" jest o policjantach. Dodatkowe pół godziny w metrażu też robi swoje. Sorry, ale akurat ten argument jest zwykłym czepianiem się. (17-10-2014, 22:36)Capt. Nascimento napisał(a):Crash napisał(a):Według mnie zresztą Fincher lepiej wywiązał się z zadania w "Siedem" - pomijając fabułę, jest to film żywszy i ciekawszy wizualnie (nie tylko chodzi mi o wizję miasta, ale i nawet ubiór bohaterów). Nie dlatego napisałem "pomijając fabułę", żebyś ripostował, że ta jest dla Ciebie ciekawsza w "GG". (17-10-2014, 22:36)Capt. Nascimento napisał(a):Crash napisał(a):Uważam podobnie jak Mefisto, że bardziej jesteś pod wrażeniem gatunkowej sprawności Finchera i licznych twistów niż rzeczywistej wartości "GG". To już Twój problem, jeżeli nie widzisz w "Siedem" nic więcej poza sprawnym thrillerem. "GG" ma wspaniałą historię, która rzeczywiście wykracza poza ramy kina rozrywkowego, lecz jest to bardziej zasługa tekstu niż samej reżyserii. W nowym filmie styl Finchera służy opowieści, zaś w "Siedem" wynosi ją ponad, wręcz wzbogaca i nadaje oryginalności. Tej w "GG" nie ma, bo wcześniej powstało choćby "Social Network", stylistycznie jednorodne. RE: Gone Girl ( 2014, reż. David Fincher) - Capt. Nascimento - 18-10-2014 Crash napisał(a):Nie dlatego napisałem "pomijając fabułę", żebyś ripostował, że ta jest dla Ciebie ciekawsza w "GG". A to źle Cię zrozumiałem, myślałem że chodziło o wyższość fabuły "Siedem". Crash napisał(a):Zastanawiam się nad ostatnim zdaniem i nie wiem, co o nim myśleć. Jak to "funkcjonuje bardziej jako straszak niż jako konsekwentne kontynuowanie historii"? Z jednej strony morderstwa mają szokować, ale mówienie, że nie posuwają dalej historii jest jakąś brednią. Gdyby nie było morderstw, nie byłoby filmu, więc chyba służą opowieści. W "Gone Girl" przez cały czas opowiadana jest jedna historia, odkrywając kolejne sekrety a na koniec zawiązuje całość wracając do pierwszej sceny, odwracając jej znaczenie. W "Siedem" większość czasu zajmuje odkrywanie nowych miejsc zbrodni, kolejnych trupów - samo w sobie jest to rozrywką, straszy i trzyma w napięciu, ale nie stanowi rozwinięcia historii. Wiadomo, bohaterowie musieli przejść przez kolejne grzechy by dojść do ostatniego albo wcześniej schwytać psychopatę. Ale ta ścieżka "morderstw" opierała się na straszeniu i budowaniu napięcia, a "Gone Girl" postawiło na jednoczesne rozwijanie stron większej opowieści. Przez co było dla mnie ciekawsze i bardziej wciągające. Crash napisał(a):Po pierwsze, "GG" jest filmem, gdzie 2 odrębne punkty widzenia są bardzo ważne, więc i samym bohaterom należy poświęcić więcej czasu. No niezupełnie czepianiem się, bo każdy lubi nieco inne elementy w filmach. Historia małżeństwa jest dla mnie w tym przypadku ciekawsza od serii morderstw. Pełna szczegółów, z bogatszym tłem, bardzo skrupulatnie opowiedzianą relacją między dwójką bohaterów, dokładnie zarysowaną motywacją. Bliższe dramatu, odrealnionego nieco przez elementy groteski i humoru. A "Siedem" jest dla mnie bliższe komiksu, z anonimowym miastem, komiksowym psychopatą, przerysowanymi morderstwami. Skromniejszą opowieścią, prostą, podczas gdy ta w "Gone Girl" jest znacznie bogatsza. Crash napisał(a):To już Twój problem, jeżeli nie widzisz w "Siedem" nic więcej poza sprawnym thrillerem. Oo no właśnie. Dokładnie o to chodzi. "GG" ma wspaniałą historię - czego nie mogę opowiedzieć o "Siedem" gdzie historia sama w sobie jest "jedynie" bardzo dobra, zaś wykonanie wznosi ją jeszcze o poprzeczkę wyżej. "Siedem" jest też bliższe komiksu, a "Gone Girl" bliższe dramatowi (w sensie gatunku) z "życia wziętego". und3r napisał(a):Siedem "skupia się tylko na rozrywce"? Wtf? Pamiętasz Ty ten film w ogóle, kapitanie? Pamiętam go bardzo dobrze. ![]() Siedem nie jest filmem który prowokuje mnie do przemyśleń, ani takim który mnie głęboko poruszył. und3r napisał(a):Bowiem zgadzam się z patyczakiem, że właśnie proste fabuły (a zwłaszcza w klasycznych thrillerach) potrafią być najbardziej mocarne i Siedem jest wzorem dla całego gatunku. Film nie musi mieć 5 przeplatających się wątków, żeby być ambitnym. Ale to nie chodzi o to jak film jest ambitny, tylko czego kto oczekuje po filmie. Na mnie lepiej działają elementy dramatu i rozwinięte relacje między postaciami, większa odkrywana powoli historia. Zwroty akcji mile widziane, ale nie obowiązkowe. I tego ma więcej "Gone Girl". Poza tym zależy na ile kupiło się konwencję przyjętą przez reżysera. Bo chcąc czystego thrillera można się zawieźć wczesnym ujawnieniem intrygi przez Amy, albo zakończeniem ze "zwykłym" pogodzeniem się między Amy i Affleckiem, zamiast jakiegoś ostrego konfliktu, albo wsadzenia jej za kratki, czy czegoś w tym stylu. A mi się takie zakończenie idealnie wkomponowało w ten cały groteskowy klimat. RE: Gone Girl ( 2014, reż. David Fincher) - patyczak - 18-10-2014 Cytat:Poza tym na stronę psychologiczną nie składają się tylko dialogi i zachowanie bohaterów, ale i przytłaczająca atmosfera miasta, koszmarne mieszkanie Pitta i Paltrow, ascetyczne lokum Freemana, a nawet komisariat i wszechogarniający brud. To jest świat, który się stacza i bez morderstw Johna Doe. To jest świat, który niejako stworzył Johna Doe, więc również nadaje głębi psychologicznej całości. Otóż to Kapitan chce odkrywać historię, lecz wcale tego nie robi. No chyba, że to zrobił i nie widzi tu żadnej historii.A Siedem jest bliskie komiksowi? Eeeee... Ps. Pewnie zaraz ktoś wklei tu jakiegoś gifa, np. tego z gościem w okularach do 3D wcinającego popcorn
RE: Gone Girl ( 2014, reż. David Fincher) - Mefisto - 18-10-2014 Kapitan tak trolluje, że zacząłem się poważnie zastanawiać nad wpadnięciem w narkotykowy nałóg, bo na trzeźwo tego nie idzie ogarnąć. (17-10-2014, 22:36)Capt. Nascimento napisał(a): Historia opowiedziana w "Gone Girl" jest bardziej przyziemna. Obserwujemy młode małżeństwo, zwykłe osoby. Jak dla mnie o wiele bardziej naciągane jest to, co zrobiła zwykła, drobnomieszczańska Girl by zrobić Gone, niż perfekcyjny, opracowywany przez lata plan Johna Doe. Poza tym (i poza nim) w Siedem też obserwujemy normalne osoby. Cytat:w "Siedem" większą wagę przywiązuje się do kolejnych morderstw. Polecam w takim razie ponowny seans Siedem - tym razem z otwartymi oczami. Cytat:Fabułą IMHO jest dla mnie ciekawsza w "Gone Girl". Jedyne czym fabuła GG góruje nad Sidem jest fakt jej dwutorowości i większej złożoności - w Siedem zastanawiamy się (do pewnego momentu) kto zabija i dlaczego. W GG zastanawiamy się natomiast nad tym (również do pewnego momentu) gdzie jest Girl i czy on mówi prawdę. A więc rozkmin jest po prostu potencjalnie więcej. Ale to tyle. Cytat:Dla mnie thriller który opiera się na serii morderstw i chwytliwym pomyśle, powinien sobą prezentować coś jeszcze. A ja poza tym i bardzo wysoką stroną techniczną, nie zobaczyłem w nim nic więcej. Nie wbił mnie w fotel, nie wzruszyłem się, nie sprowokował do żadnych przemyśleń. W takim razie nie mam pytań - nie pojąłeś sensu Siedem w takim razie, skoro nie widzisz wyłożonych na tacy refleksji. Cytat:Gdybyś chciał dostosować się do mojego poziomu to nie stosowałbyś żenujących wycieczek osobistych. Ale ja jestem chamem i skurwysynem, więc mi wolno. Cytat:A w Gone Girl fabuła jest bezpośrednio związana z głównymi bohaterami. W Siedem też. Nie wiem jak można tego nie widzieć. Cytat:To już pokazała scena, w której została okradziona. Scena, w której zostaje okradziona pokazuje jedynie, że jest głupsza i bardziej ciapowata, niż sama myśli (serio, kto chodzi na mini-golfa z nieznajomymi z paskiem pękającym od dolarów na biodrze?). Cytat:Przed tą sceną można było pomyśleć, że naprawdę chce popełnić samobójstwo i jest tak zniszczona psychicznie zdradą Afflecka, że opracowała tak "niekonwencjonalny" plan zemsty. CDK? Chyba inne filmy oglądaliśmy - szczególnie, że przed tą sceną jest jeszcze wiele innych znaczących scen. Cytat:Ale dopiero zabójstwo Harrisa pokazało jaka z niej zimna i bezwzględna suka. To w takim razie co pokazał jej pierwotny plan? Że to miła, sympatyczna i kochana osoba jest? Ja pierdole. Cytat:Gdy Affleck mówi w pierwszej scenie, że myśli o rozbiciu jej czaszki i naprostowaniu zwojów mózgu, to oczywiście pasuje pod początkową wersję z Affleckiem-mordercą. No i ja to wiem. Ale Ty chyba zdajesz się zgrywać idiotę albo nie wiem co. Bo fakt, że jego słowa i sama scena nabiera innego sensu jest rezultatem całej, ponad dwugodzinnej fabuły, a nie jedynie pojedynczej sceny morderstwa. Cytat:Strona moralitetu czy tła społecznego nie robi na mnie wrażenia. dowolny gif, whatever, ja wymiękam RE: Gone Girl ( 2014, reż. David Fincher) - Crash - 18-10-2014 Wydaje mi się, że cała moja dyskusja z Kapitanem sprowadza się do prostego i trywialnego wartościowania, że skoro coś jest (rzekomo) bliższe komiksowi to musi być gorsze od quasi-realistycznego dramatu. Daj Boże takie komiksy na ekranie jak "Siedem". I tak, przyznałem - co Kapitan raczył wytłuszczyć - że "GG" ma znakomitą historię. Ale to samo dotyczy "Siedem". To, że woli skupiać się na samym śledztwie (fantastycznie poprowadzonym, uwielbiam sceny w bibliotece) nie oznacza, że ma do zaoferowania tylko kryminalną intrygę. Kapitanie, "GG" może Ci się bardziej podobać, ale próba udowodnienia, że jest to głębsze i bogatsze kino niż "Siedem" niejako mija się z celem. Nie dlatego, że w "GG" nie ma tego, o czym piszesz, lecz dlatego, że ignorujesz wielowarstwowość "Siedem", zrzucając to na barki prostej fabuły i najwyraźniej braku wyczerpującej charakterystyki postaci. No i komiksowości
RE: Gone Girl ( 2014, reż. David Fincher) - Capt. Nascimento - 18-10-2014 Szkoda Mefisto że nie umiesz prowadzić kulturalnej rozmowy. Wrzutki, a jak w czymś się z Tobą nie zgadzam to musisz zaznaczyć jaki jestem głupi albo jak bardzo ja się mylę a Ty masz rację. Albo przeklnąć parę razy lub stwierdzić że chyba robię z siebie idiotę. A no i oczywiście na pewno nie zrozumiałem filmu - argument godny onetu. To musi być bardzo frustrujące, gdy ma się wiecznie świętą rację a ktoś inny ośmielił się z nią nie zgodzić. ![]() Crash napisał(a):Daj Boże takie komiksy na ekranie jak "Siedem". Jeszcze tak dobrego nie widziałem. ![]() patyczak napisał(a):A Siedem jest bliskie komiksowi? Eeeee... Chodzi o poziom przerysowania. A nie o to że Seven przypomina komiksy np Marvela albo DC. Crash napisał(a):Kapitanie, "GG" może Ci się bardziej podobać, ale próba udowodnienia, że jest to głębsze i bogatsze kino niż "Siedem" niejako mija się z celem. Ja tego nie chcę udowodnić, bo to subiektywne odczucie. Podobnie jak to, że ja przesłania Siedem nie kupiłem, ale kogoś innego może ono przekonywać. Mefisto napisał(a):Scena, w której zostaje okradziona pokazuje jedynie, że jest głupsza i bardziej ciapowata, niż sama myśli (serio, kto chodzi na mini-golfa z nieznajomymi z paskiem pękającym od dolarów na biodrze?). Mefisto napisał(a):Jak dla mnie ta scena bardziej pokazuje desperację bohaterki, która sama siebie zapędziła w kozi róg, choć chciała być przecież lepsza i mądrzejsza od wszystkich; oraz to do czego jest zdolna, byleby wyjść na swoje. Scena kradzieży pokazała jak sama siebie zapędziłą w kozi róg, bo myślała że jest lepsza i mądrzejsza od wszystkich. I od niej zaczęła się poważna desperacja bohaterki. Mefisto napisał(a):To w takim razie co pokazał jej pierwotny plan? Że to miła, sympatyczna i kochana osoba jest? Ja pierdole. Żyłka zaraz Ci pęknie. Nie, nie pokazał że to miła sympatyczna kochana osoba. Ale były wspomnienia w których widziała jak Affleck ją zdradza z cycatą studentką, podrywając ją w ten sam sposób co swoją żonę. I mogła się kompletnie po tym załamać, że planowała popełnić samobójstwo... i przez to właśnie wymyśliła taki diaboliczny plan, a nie przez to że jest psychopatyczną zimną suką. Ale tą opcję wykresliła scena z Harrisem. Cytat:W Siedem też. Nie wiem jak można tego nie widzieć. Tak, każdy kolejny trup i każde kolejne morderstwo bardzo rozwija głównych bohaterów, pokazując ich historię i powodując gruntowne zmiany. Cytat:CDK? Chyba inne filmy oglądaliśmy - szczególnie, że przed tą sceną jest jeszcze wiele innych znaczących scen. A ta wiecznie przekładana data w kalendarzu "dziś się zabiję" i podczas gry w golfa jak powiedziała sama do siebie że może jednak nie warto się zabijać? Cytat:No i ja to wiem. Ale Ty chyba zdajesz się zgrywać idiotę albo nie wiem co. Bo fakt, że jego słowa i sama scena nabiera innego sensu jest rezultatem całej, ponad dwugodzinnej fabuły, a nie jedynie pojedynczej sceny morderstwa. Scena morderstwa podkreslała jaką psychopatką jest Amy. A to tłumaczyło czemu normalny facet w pierwszej scenie filmu mówi o tym, że myśli o rozwaleniu czaszki swojej żonie. RE: Gone Girl ( 2014, reż. David Fincher) - Mefisto - 18-10-2014 (18-10-2014, 01:33)Capt. Nascimento napisał(a): A no i oczywiście na pewno nie zrozumiałem filmu - argument godny onetu. Póki co ani razu jeszcze nie przekonałeś mnie, że jest inaczej - chociażby odpowiadając na rzeczone pytania ![]() Cytat:To musi być bardzo frustrujące, gdy ma się wiecznie świętą rację a ktoś inny ośmielił się z nią nie zgodzić. Niespecjalnie. Mam duże ego, o takie o: |-o-| Cytat:Żyłka zaraz Ci pęknie Nie. Mam dużą żyłkę, o taką, o: :>o<: Cytat: i przez to właśnie wymyśliła taki diaboliczny plan, a nie przez to że jest psychopatyczną zimną suką. Ale taki plan mogła wymyślić tylko zimna, psychopatyczna suka - zresztą nie był to jej pierwszy i zapewne nie ostatni plan. Zabiła natomiast, bo przez własną głupotę stała się więźniem również własnej przeszłości i jednego z wcześniejszych planów. Cytat:A ta wiecznie przekładana data w kalendarzu "dziś się zabiję" i podczas gry w golfa jak powiedziała sama do siebie że może jednak nie warto się zabijać? Fucking game, mate. It's all part of the plan. RE: Gone Girl ( 2014, reż. David Fincher) - Gal Anonim - 18-10-2014 Czy moglby KTOŚ to wydzielić? Bo serio... RE: Gone Girl ( 2014, reż. David Fincher) - Mush Room - 18-10-2014 No bez kitu, Crov, sam chciałem to napisać. To może ja jeszcze powiem - ależ to był film! Serio, Fincher to jednak potrafi, kurna, właściwy facet na właściwym miejscu. Jak dla mnie jedna z najlepszych premier tego roku, ale szczerze mówiąc - nie wydaje mi się, żeby to był film na jeden raz, to nie jest film, który bazuje na twiście. Crov (bodajże) zastanawiał się jakieś pierdyliard nikomu niepotrzebnych postów wcześniej, czy to nie jest film, który wyłożył mu wszystko na tacy za pierwszym razem. Słuszne pytanie, ale z drugiej strony - nawet, jeśli to zrobił, to co z tego? Nawet jeśli nie będziemy odkrywać za każdym razem, czegoś nowego, to moim zdaniem ten film ma całkiem sporą rewatch value, przede wszystkim ze względu na to, że jest zajebisty Słuszny argument, co? Wszystko w tym filmie gra, jak w zegarku, film we mnie siedzi od wczoraj, dawno nie widziałem czegoś, co by sprawiło, że ciągle po seansie mam.. niesmak?, zdziwienie?, zachwycenie?. Cholera wie, ale siedzi mi w głowie, bo historia jest taka, że chyba trzeba siedzieć z zamkniętymi oczami, żeby nie ruszyła człowieka w żaden sposób.Aha, jeszcze słówko o muzyce - ktoś tu mówił, że pasowała jak pięść do nosa. Nic bardziej mylnego, to muzyka właśnie od samego początku mówiła, że coś tutaj jest "off", nawet w scenach pozornie "radosnych" w tle sobie plumkało coś pozornie niepasującego do danej sceny. Plumkało zresztą, do dobre określenie, bo muzyka nie gra pierwszych skrzypiec tutaj, to jest tylko i wyłącznie tło, ale tekstury tego tła są tak pokrzywione i rozmazane, że człowiek podskórnie zdaje sobie sprawę z tego, że coś tu nie gra i zaczyna się wiercić w fotelu. To jest działanie na podświadomość i to jest moim zdaniem mistrzostwo. Na zakończenie: RE: Gone Girl ( 2014, reż. David Fincher) - Bogdan - 18-10-2014 Jeśli chodzi o muzykę, to ten kawałek uczynił wiadomą scenę jeszcze lepszą: Rewelacyjne zgranie z obrazem, rewelacyjny impact. RE: Gone Girl ( 2014, reż. David Fincher) - Mental - 18-10-2014 W Polsce jest jeden polityk, który powinien ten film obejrzeć Jak w końcówce Affleck mówił do tej suczy z telewizji: "Zrobiłaś ze mnie mordercę. Niedwuznacznie zasugerowałaś, że uprawiam seks z siostrą" pomyślałem sobie: "Zrobiłaś ze mnie gwałciciela kobiet" Ale to tak na marginesie. Przy okazji trochę się zastanawiam, czy przypadkiem warsztat Finchera nie robi się już zbyt wykalkulowany i chirurgiczny, w sensie: zbyt perfekcyjny, przez co odrealnia rzeczywistość, którą chce ukazać. Nie odnosicie takiego wrażenia?
RE: Gone Girl ( 2014, reż. David Fincher) - soldamn - 18-10-2014 Ja mam tylko jedną prośbę do panów nazywających Siedem kinem Noir. Obejrzyjcie sobie jakiś klasyczny film noir i przestańcie gadać bzdury. Siedem z kinem noir to ma wspólne tylko to, że w obu są przestępstwa. RE: Gone Girl ( 2014, reż. David Fincher) - nawrocki - 18-10-2014 Ja się dziwię, że nikt tutaj nie obniżył oceny do 2/10 z powodu zakończenia - gdzie Serio, spore nagięcia realizmu mogę zrozumieć, ale to już była spora przesada i naprawde, aż się powtórzę, że jestem w cholere zdziwiony, bo to przecież TO FORUM, a nikt się tutaj tego za bardzo nie czepia. RE: Gone Girl ( 2014, reż. David Fincher) - patyczak - 18-10-2014 Cytat:Obejrzyjcie sobie jakiś klasyczny film noir i przestańcie gadać bzdury. Siedem z kinem noir to ma wspólne tylko to, że w obu są przestępstwa. No chyba nie tylko. Owszem, jak porównasz sobie fabułę Siedem z filmami z Bogartem, to może nie znajdziesz zbyt wielu punktów stycznych, ale Fincher mocno nawiązuje do stylistyki filmu noir, więc przestań gadać bzdury. RE: Gone Girl ( 2014, reż. David Fincher) - Mush Room - 18-10-2014 Do Moderatorów: czy możecie oznaczyć temat, że są w nim spoilery? Bo ciężko rozmawiać o tym filmie bez spoilerów, a bez sensu cały czas je oznaczać. I wracając: O tak, Bogdan, zgadza się, to jest kocurek Mental, myślałem, że to dość oczywiste? Tutaj odrealnienie rzeczywistości jest nam wręcz wyłożone na tacy (nawrocki - to też do Ciebie ). Przecież, no cholera jasna, w sytuacji Ten film nie stara się być filmem realistycznym, bo nim nie jest i jeśli będziemy patrzyli na niego w taki sposób, to w ogóle go nie zrozumiemy. To jest film, który stara się nam coś powiedzieć, robi to w karykaturalny, odrealniony, poryty sposób, ale to robi, przez co zostawia ślad i to czyni go obrazem z wyższej półki. Chętnie obejrzę go jeszcze raz. |