![]() |
|
Love Actually - Wersja do druku +- Forum KMF - internetowe cwaniaki i snoby filmowe (https://forumkmf.pl) +-- Dział: FILM i wszystko co z nim związane (https://forumkmf.pl/Forum-FILM-i-wszystko-co-z-nim-zwi%C4%85zane--3) +--- Dział: Filmy zagraniczne (https://forumkmf.pl/Forum-Filmy-zagraniczne--12) +--- Wątek: Love Actually (/Thread-Love-Actually--1611) Strony:
1
2
|
Love Actually - jarod - 21-12-2009 Powiedzmy sobie szczerze: komromy (i ogólnie tzw. romantyczne kino) w chwili obecnej mają się gorzej niż źle. Na palcach jednej ręki policzyć mogę twórców, którzy z tej tematyki potrafią zrobić coś dającego się oglądać. W tym gronie zdecydowanie wybija się Richard Curtis, scenarzysta serialowy i kinowy (Four Weddings and a Funeral, Notting Hill, Bridget Jones obie części), którego reżyserskim debiutem jest właśnie właśnie Love Actually. Debiutem nadspodziewanie udanym, który z miejsca wskoczył do klasyki gatunku. Curtis stworzył komroma totalnego, zachowując wszystkie zalety tego gatunku i eliminując większość jego wad. Wziął na warsztat najbardziej wyświechtane sceny i motywy, często podkręcając je i umieszczając w nowym kontekście czy też scenerii. W jednym filmie opowiedział circa dziesięć historii, dzięki czemu zarówno zdołał uniknąć dialogowej i scenariuszowej waty, jak i sklecił historię praktycznie z samych fabularnych highlightów. Zatrudnił armię angielskich (głównie) aktorów wymiataczy i napisał dla nich znakomite dialogi. Umieścił w filmie kilka rewelacyjnych piosenek, które nie tylko służą jako ozdobnik, ale znakomicie współgrają z historią i komentują poczynania bohaterów. Gwoli ścisłości: score Craiga Armstronga również jest rewelacyjne. Love Actually to dla mnie zjawisko. Znakomita, inteligentna rozrywka i czysta filmowa przyjemność. Film wielokrotnego użytku, w moim przypadku odpowiednik świątecznych Kevinów i innych takich: wolę po raz -nasty patrzeć na Emmę Thompson słuchającą Joni Mitchell od oglądania wybuchających kibli i cegłówek na ryju. Mam nadzieję, że chociaż jedna osoba na tym forum się ze mną zgadza. - desjudi - 21-12-2009 się zgadza, się zgadza. najlepszy film w tzw. duchu świątecznym ostatnich lat i przy tym dość gorzki. choć też pozytywny. ale i smutny. i prawdziwy. choć bajkowy. słowem - rewelacja. drugiego takiego nie ma. poza tym, to jedna właśnie ten romantyzm strawny w takim samym stopniu dla facetów, jak i dla kobiet, bo każdy w którejś postaci odnajdzie kawałek siebie (jakkolwiek tendencyjnie to brzmi) - takiego jakim chciałby/chciałaby być albo takiego jakim się jest lub bywa. I to wszystko w bezpretensjonalnej formie. Na święta - koniecznie. PS. 27 grudnia na TVP1. - Mefisto - 21-12-2009 klasyka - 10/10 i 20/20, a już megakultowy jest Colin :D o superaśnej Natalie nie wspominam nawet - fuck! wydawało mi się, że jest już jednak temat (?) - mroziek - 21-12-2009 Kocham ten film, zabierałem się za niego kilka lat temu przez prawie pół roku. Jak już zobaczyłem to tego samego dnia widziałem go jeszcze raz i przez następne kilka dni oglądałem dziennie. To mój pierwszy film na DVD dlatego mam dla niego jeszcze większy sentyment. Pięknie połączone historie, przepasane świetnymi wątkami. W tym tygodniu na pewno obejrzę ten film. Ostatnie 20 minut i to prawdziwa poezja, gęsia skórka nie opuszcza mojego ciała aż do napisów końcowych. Jak tak myślę o tym filmie to nie mam on w sumie słabych punków, jest rewelacyjny i cieszę się że jak do tej pory inni są tego samego zdania:) - Pitero - 21-12-2009 a mnie się tak sobie podobał. Co więcej denerwował miejscami. Najbardziej wątek chłopka z Anglii co pojechał sobie do Stanow zarywać a tam juz trzy laski na niego czekały (w tym Elisha Cuthbert :shock: ). A Hugh Grant jako premier to juz lekka przesada. 5/10 - Snuffer - 21-12-2009 O tak - pełna dycha. Ciepły, zabawny, przyjemny film. Świetny zespół aktorski i Bill Nighy którego wątek jest chyba najmocniejszym punktem filmu. Dzieci, nie kupujcie narkotyków! Kiedy zostaniecie gwiazdami dostaniecie je za darmo! - mroziek - 21-12-2009 Dla mnie motyw ze Stanami był świetnym przerywnikiem dla każdego coś miłego. A E. Cuthbert to prawdziwa perła tego wątku - (kochałem się w niej po Dziewczynie z sąsiedztwa). Hugh Grant - po tym filmie i scenie jak tańczy sam w rezydencji stwierdziłem ze jest zajebisty. - Anonymous - 21-12-2009 Piękny film, mówienie o tym jest parszywym truizmem, ale jedno warto tu powiedzieć: nie było do tej pory w kinie piękniejszej opowieści o miłości niż wątek z Laurą Linney i jej upośledzonym bratem. Ta miłośc daleka jest od romantycznych uniesień, nieefektowna, pełna goryczy, poświęceń. W ogóle to chyba rola Linney jest jej rolą życia - minimalne środki i ekspresja a przekaz - gigantyczny. Cudowna opowieść o miłości i poświęceniu. I chyba najmniej doceniany wątek w tym filmie.
- jarod - 22-12-2009 Też bardzo lubię wątek z Linney - w ogóle ona miała tu chyba najtrudniejsze zadanie z całej ekipy, gdyż jej postać miała spory potencjał dramatyczny, a dostała w zasadzie trzy sceny na krzyż; mimo wszystko, całość wypadła co najmniej równie przekonująco jak watek Thompson - Rickman. No i piękna jest scena, w której wprowadza faceta do mieszkania: "poczekaj, zaraz wracam", gest Marcinkiewicza i ekspresowe porządki w pokoju. Uwielbiam takie szczególiki, bo często więcej mówią o charakterze postaci niż dialogi czy sama historia. A tutaj Linney na chwilę odkłada to swoje smutne życie w kąt i jest po prostu szczęśliwa. A, Solo, to żadna złośliwość z mojej strony - ale bardzo ciekaw jestem na ile oceniłeś ten film :-) - mroziek - 22-12-2009 desjudi napisał(a):Na święta - koniecznie. TVP 2 jarod napisał(a):A, Solo, to żadna złośliwość z mojej strony - ale bardzo ciekaw jestem na ile oceniłeś ten film :-) Tu jestem przekonany że było 10/10 lub 20/20 :) - Anonymous - 22-12-2009 jarod napisał(a):A, Solo, to żadna złośliwość z mojej strony - ale bardzo ciekaw jestem na ile oceniłeś ten film mroziek napisał(a):Tu jestem przekonany że było 10/10 lub 20/20 Spokojnie - dałem całe 8/10, o ile mnie pamięć nie myli. - Phlogiston2 - 28-12-2009 Kapitalny film- po obejrzeniu miałem nawet ochotę zatańczyć jak hugh grant :smile: Kurde, ciężko jest pisać o tym filmie- w zasadzie każdy wątek był urokliwy, jeden śmieszny, jeden wzruszający mój faworyt to chyba para grająca w pornolach :lol:, Colin Firth z Aurelią, duet Thompson&Rickman (poznałem skubańca dopiero po głosie-przedwczoraj zaliczyłem "szklaną pułapkę";-), premier i natalie, wątek Laury Linney(szkoda, że nie było go w samej końcówce :< ) Neeson grający wdowca(teraz jest nim naprawdę:/) i ojczyma dla 11 letniego Wertera... i oczywiście Billy Nighy <ok> ...i Atkinson :-> W sumie do tego filmu ciężko się przyczepić. Zgadzam się z jarodem- powinni dać sobie spokój z Kevinami, i zacząć puszczać love actually Jedno mnie frasuje: czemu taka fajna aktorka nie zagrała już potem w niczym bardziej znanym? Zazdroszczę GrantowiTo samo mógłbym powiedzieć o aktorce grającej Aurelię. Ciężko zrobić taki feel-good-movie, w którym wszystko by zagrało 9.5/10 za drobne pierdółki - Kaczor - 29-12-2009 Uwielbiam :) Moje ulubione wątki to pisarz, premier i nieśmiała para "erotycznych dublerów" ;) PS. Moja siostra na swoim ślubie dostała niespodziankę żywcem wyjętą z filmu - piosenkę "All You Need Is Love" z muzykami wyskakującymi z publiczności :D - Phlogiston2 - 29-12-2009 Kaczor napisał(a):Moja siostra na swoim ślubie dostała niespodziankę żywcem wyjętą z filmu - piosenkę "All You Need Is Love" z muzykami wyskakującymi z publiczności :DZapomniałem o tym wspomnieć- kapitalna scena <ok> Ps. The Ultimate Romancy Comedy- ten taglajn prawdę ci powie. - Snuffer - 29-12-2009 Jak dla mnie najlepszy jest wątek Billa Nighy'iego.. Takie prawdziwe spojrzenie na męską przyjaźń, na uczucia o których prawdziwi twardziele przecież nie wspominają. Jeśli już mam się przyznawać to największe wzruszenie mnie właśnie złapało w scenie kiedy przytula swojego grubego managera :] Świetna rola, później właściwie ją powtórzył w The Boat that Rocked. - Phlogiston2 - 29-12-2009 I te słowa wspomnianego producenta: No nie! 5 minut z Eltonem Johnem i już jesteś gejem? Mocna rzecz :wink: - Joe Chip - 26-03-2010 Słodkie to bardziej niż "To wspaniałe życie" czego bym się nie spodziewał. Miły film lecz mną nie porwał. Na święta w sam raz do obejrzenia z kobietą u boku ( lub na odwrót :wink: ). A dla mnie to raczej do oglądania jak się nie ma czegoś lepszego do roboty. 7/10 - Bart - 26-03-2010 Joe Chip napisał(a):w sam raz do obejrzenia z kobietą u boku ( lub na odwrót :wink: ) Na odwrót? Z bokiem u kobiety? ;] - Joe Chip - 26-03-2010 Dokładnie. - BezcelowyAlbatros - 26-03-2010 Lepiej z bokiem u kobiety, niż inaczej - rozumując w logiczny sposób wydźwięk wypowiedzi ujętej w nawias - z facetem u boku :) |