Stały bywalec
Liczba postów: 3,408
Liczba wątków: 23
Powiedzmy sobie szczerze: komromy (i ogólnie tzw. romantyczne kino) w chwili obecnej mają się gorzej niż źle. Na palcach jednej ręki policzyć mogę twórców, którzy z tej tematyki potrafią zrobić coś dającego się oglądać. W tym gronie zdecydowanie wybija się Richard Curtis, scenarzysta serialowy i kinowy ( Four Weddings and a Funeral, Notting Hill, Bridget Jones obie części), którego reżyserskim debiutem jest właśnie właśnie Love Actually. Debiutem nadspodziewanie udanym, który z miejsca wskoczył do klasyki gatunku.
Curtis stworzył komroma totalnego, zachowując wszystkie zalety tego gatunku i eliminując większość jego wad. Wziął na warsztat najbardziej wyświechtane sceny i motywy, często podkręcając je i umieszczając w nowym kontekście czy też scenerii. W jednym filmie opowiedział circa dziesięć historii, dzięki czemu zarówno zdołał uniknąć dialogowej i scenariuszowej waty, jak i sklecił historię praktycznie z samych fabularnych highlightów. Zatrudnił armię angielskich (głównie) aktorów wymiataczy i napisał dla nich znakomite dialogi. Umieścił w filmie kilka rewelacyjnych piosenek, które nie tylko służą jako ozdobnik, ale znakomicie współgrają z historią i komentują poczynania bohaterów. Gwoli ścisłości: score Craiga Armstronga również jest rewelacyjne.
Love Actually to dla mnie zjawisko. Znakomita, inteligentna rozrywka i czysta filmowa przyjemność. Film wielokrotnego użytku, w moim przypadku odpowiednik świątecznych Kevinów i innych takich: wolę po raz -nasty patrzeć na Emmę Thompson słuchającą Joni Mitchell od oglądania wybuchających kibli i cegłówek na ryju. Mam nadzieję, że chociaż jedna osoba na tym forum się ze mną zgadza.
Why are you firing wallnuts at me?
21-12-2009, 21:03
VIP
Liczba postów: 7,127
Liczba wątków: 292
się zgadza, się zgadza. najlepszy film w tzw. duchu świątecznym ostatnich lat i przy tym dość gorzki. choć też pozytywny. ale i smutny. i prawdziwy. choć bajkowy.
słowem - rewelacja. drugiego takiego nie ma. poza tym, to jedna właśnie ten romantyzm strawny w takim samym stopniu dla facetów, jak i dla kobiet, bo każdy w którejś postaci odnajdzie kawałek siebie (jakkolwiek tendencyjnie to brzmi) - takiego jakim chciałby/chciałaby być albo takiego jakim się jest lub bywa. I to wszystko w bezpretensjonalnej formie.
Na święta - koniecznie.
PS. 27 grudnia na TVP1.
21-12-2009, 21:17
Miszczu AVTAKa 2014/18/22
Liczba postów: 30,232
Liczba wątków: 67
klasyka - 10/10 i 20/20, a już megakultowy jest Colin :D o superaśnej Natalie nie wspominam nawet - fuck!
wydawało mi się, że jest już jednak temat (?)
21-12-2009, 21:19
Stały bywalec
Liczba postów: 750
Liczba wątków: 13
Kocham ten film, zabierałem się za niego kilka lat temu przez prawie pół roku. Jak już zobaczyłem to tego samego dnia widziałem go jeszcze raz i przez następne kilka dni oglądałem dziennie. To mój pierwszy film na DVD dlatego mam dla niego jeszcze większy sentyment. Pięknie połączone historie, przepasane świetnymi wątkami. W tym tygodniu na pewno obejrzę ten film. Ostatnie 20 minut i to prawdziwa poezja, gęsia skórka nie opuszcza mojego ciała aż do napisów końcowych. Jak tak myślę o tym filmie to nie mam on w sumie słabych punków, jest rewelacyjny i cieszę się że jak do tej pory inni są tego samego zdania:)
http://www.facebook.com/BLUVISIONPL
21-12-2009, 21:33
Don Sinatio
Liczba postów: 2,947
Liczba wątków: 11
a mnie się tak sobie podobał. Co więcej denerwował miejscami. Najbardziej wątek chłopka z Anglii co pojechał sobie do Stanow zarywać a tam juz trzy laski na niego czekały (w tym Elisha Cuthbert :shock: ). A Hugh Grant jako premier to juz lekka przesada. 5/10
I can see your conciliation. I wanna see your conciliation.
21-12-2009, 21:36
McMillan Man
Liczba postów: 6,532
Liczba wątków: 51
O tak - pełna dycha.
Ciepły, zabawny, przyjemny film. Świetny zespół aktorski i Bill Nighy którego wątek jest chyba najmocniejszym punktem filmu.
Dzieci, nie kupujcie narkotyków! Kiedy zostaniecie gwiazdami dostaniecie je za darmo!
21-12-2009, 22:01
Stały bywalec
Liczba postów: 750
Liczba wątków: 13
Dla mnie motyw ze Stanami był świetnym przerywnikiem dla każdego coś miłego. A E. Cuthbert to prawdziwa perła tego wątku - (kochałem się w niej po Dziewczynie z sąsiedztwa).
Hugh Grant - po tym filmie i scenie jak tańczy sam w rezydencji stwierdziłem ze jest zajebisty.
http://www.facebook.com/BLUVISIONPL
21-12-2009, 22:04
Piękny film, mówienie o tym jest parszywym truizmem, ale jedno warto tu powiedzieć: nie było do tej pory w kinie piękniejszej opowieści o miłości niż wątek z Laurą Linney i jej upośledzonym bratem. Ta miłośc daleka jest od romantycznych uniesień, nieefektowna, pełna goryczy, poświęceń. W ogóle to chyba rola Linney jest jej rolą życia - minimalne środki i ekspresja a przekaz - gigantyczny. Cudowna opowieść o miłości i poświęceniu. I chyba najmniej doceniany wątek w tym filmie.
21-12-2009, 22:15
Stały bywalec
Liczba postów: 3,408
Liczba wątków: 23
Też bardzo lubię wątek z Linney - w ogóle ona miała tu chyba najtrudniejsze zadanie z całej ekipy, gdyż jej postać miała spory potencjał dramatyczny, a dostała w zasadzie trzy sceny na krzyż; mimo wszystko, całość wypadła co najmniej równie przekonująco jak watek Thompson - Rickman. No i piękna jest scena, w której wprowadza faceta do mieszkania: "poczekaj, zaraz wracam", gest Marcinkiewicza i ekspresowe porządki w pokoju. Uwielbiam takie szczególiki, bo często więcej mówią o charakterze postaci niż dialogi czy sama historia. A tutaj Linney na chwilę odkłada to swoje smutne życie w kąt i jest po prostu szczęśliwa.
A, Solo, to żadna złośliwość z mojej strony - ale bardzo ciekaw jestem na ile oceniłeś ten film :-)
Why are you firing wallnuts at me?
22-12-2009, 00:40
Stały bywalec
Liczba postów: 750
Liczba wątków: 13
desjudi napisał(a):Na święta - koniecznie.
PS. 27 grudnia na TVP1.
TVP 2
jarod napisał(a):A, Solo, to żadna złośliwość z mojej strony - ale bardzo ciekaw jestem na ile oceniłeś ten film :-)
Tu jestem przekonany że było 10/10 lub 20/20 :)
http://www.facebook.com/BLUVISIONPL
22-12-2009, 01:03
jarod napisał(a):A, Solo, to żadna złośliwość z mojej strony - ale bardzo ciekaw jestem na ile oceniłeś ten film
mroziek napisał(a):Tu jestem przekonany że było 10/10 lub 20/20
Spokojnie - dałem całe 8/10, o ile mnie pamięć nie myli.
22-12-2009, 11:19
pernikovy tatko
Liczba postów: 3,364
Liczba wątków: 30
Kapitalny film- po obejrzeniu miałem nawet ochotę zatańczyć jak hugh grant :smile:
Kurde, ciężko jest pisać o tym filmie- w zasadzie każdy wątek był urokliwy, jeden śmieszny, jeden wzruszający mój faworyt to chyba para grająca w pornolach :lol:, Colin Firth z Aurelią, duet Thompson&Rickman (poznałem skubańca dopiero po głosie-przedwczoraj zaliczyłem "szklaną pułapkę";-), premier i natalie,
dobry był też gość zakochany w żonie(Keira K.) przyjaciela
wątek Laury Linney(szkoda, że nie było go w samej końcówce :< )
Neeson grający wdowca(teraz jest nim naprawdę:/) i ojczyma dla 11 letniego Wertera...
i oczywiście Billy Nighy <ok>
...i Atkinson :->
W sumie do tego filmu ciężko się przyczepić. Zgadzam się z jarodem- powinni dać sobie spokój z Kevinami, i zacząć puszczać love actually
Jedno mnie frasuje: czemu taka fajna aktorka nie zagrała już potem w niczym bardziej znanym?
Zazdroszczę Grantowi
To samo mógłbym powiedzieć o aktorce grającej Aurelię.
Ciężko zrobić taki feel-good-movie, w którym wszystko by zagrało
9.5/10 za drobne pierdółki
28-12-2009, 00:23
Nowy
Liczba postów: 437
Liczba wątków: 10
Uwielbiam :) Moje ulubione wątki to pisarz, premier i nieśmiała para "erotycznych dublerów" ;)
PS. Moja siostra na swoim ślubie dostała niespodziankę żywcem wyjętą z filmu - piosenkę "All You Need Is Love" z muzykami wyskakującymi z publiczności :D
29-12-2009, 01:04
pernikovy tatko
Liczba postów: 3,364
Liczba wątków: 30
Kaczor napisał(a):Moja siostra na swoim ślubie dostała niespodziankę żywcem wyjętą z filmu - piosenkę "All You Need Is Love" z muzykami wyskakującymi z publiczności :D
Zapomniałem o tym wspomnieć- kapitalna scena <ok>
Ps. The Ultimate Romancy Comedy- ten taglajn prawdę ci powie.
29-12-2009, 01:10
McMillan Man
Liczba postów: 6,532
Liczba wątków: 51
Jak dla mnie najlepszy jest wątek Billa Nighy'iego.. Takie prawdziwe spojrzenie na męską przyjaźń, na uczucia o których prawdziwi twardziele przecież nie wspominają.
Jeśli już mam się przyznawać to największe wzruszenie mnie właśnie złapało w scenie kiedy przytula swojego grubego managera :]
Świetna rola, później właściwie ją powtórzył w The Boat that Rocked.
29-12-2009, 01:34
pernikovy tatko
Liczba postów: 3,364
Liczba wątków: 30
I te słowa wspomnianego producenta:
No nie! 5 minut z Eltonem Johnem i już jesteś gejem?
Mocna rzecz :wink:
29-12-2009, 21:39
Miyabi
Liczba postów: 695
Liczba wątków: 3
Słodkie to bardziej niż "To wspaniałe życie" czego bym się nie spodziewał. Miły film lecz mną nie porwał. Na święta w sam raz do obejrzenia z kobietą u boku ( lub na odwrót :wink: ). A dla mnie to raczej do oglądania jak się nie ma czegoś lepszego do roboty.
7/10
L.A. Confidential - 8/10
He liu - 7/10
The Insider - 8/10
Dredd - 6/10
Total Recall ( 2012 ) - 5/10
G.I. Joe: The Rise of Cobra - 5/10
26-03-2010, 11:17
Dużo pisze
Liczba postów: 399
Liczba wątków: 24
Joe Chip napisał(a):w sam raz do obejrzenia z kobietą u boku ( lub na odwrót :wink: )
Na odwrót? Z bokiem u kobiety? ;]
fb.com/bart.poznaniak
26-03-2010, 14:14
Miyabi
Liczba postów: 695
Liczba wątków: 3
Dokładnie.
L.A. Confidential - 8/10
He liu - 7/10
The Insider - 8/10
Dredd - 6/10
Total Recall ( 2012 ) - 5/10
G.I. Joe: The Rise of Cobra - 5/10
26-03-2010, 14:22
Stały bywalec
Liczba postów: 2,292
Liczba wątków: 34
Lepiej z bokiem u kobiety, niż inaczej - rozumując w logiczny sposób wydźwięk wypowiedzi ujętej w nawias - z facetem u boku :)
26-03-2010, 14:33
|