Love Actually
#1
[Obrazek: loveactuallyplakatx.jpg]

Powiedzmy sobie szczerze: komromy (i ogólnie tzw. romantyczne kino) w chwili obecnej mają się gorzej niż źle. Na palcach jednej ręki policzyć mogę twórców, którzy z tej tematyki potrafią zrobić coś dającego się oglądać. W tym gronie zdecydowanie wybija się Richard Curtis, scenarzysta serialowy i kinowy (Four Weddings and a Funeral, Notting Hill, Bridget Jones obie części), którego reżyserskim debiutem jest właśnie właśnie Love Actually. Debiutem nadspodziewanie udanym, który z miejsca wskoczył do klasyki gatunku.

Curtis stworzył komroma totalnego, zachowując wszystkie zalety tego gatunku i eliminując większość jego wad. Wziął na warsztat najbardziej wyświechtane sceny i motywy, często podkręcając je i umieszczając w nowym kontekście czy też scenerii. W jednym filmie opowiedział circa dziesięć historii, dzięki czemu zarówno zdołał uniknąć dialogowej i scenariuszowej waty, jak i sklecił historię praktycznie z samych fabularnych highlightów. Zatrudnił armię angielskich (głównie) aktorów wymiataczy i napisał dla nich znakomite dialogi. Umieścił w filmie kilka rewelacyjnych piosenek, które nie tylko służą jako ozdobnik, ale znakomicie współgrają z historią i komentują poczynania bohaterów. Gwoli ścisłości: score Craiga Armstronga również jest rewelacyjne.

Love Actually to dla mnie zjawisko. Znakomita, inteligentna rozrywka i czysta filmowa przyjemność. Film wielokrotnego użytku, w moim przypadku odpowiednik świątecznych Kevinów i innych takich: wolę po raz -nasty patrzeć na Emmę Thompson słuchającą Joni Mitchell od oglądania wybuchających kibli i cegłówek na ryju. Mam nadzieję, że chociaż jedna osoba na tym forum się ze mną zgadza.
Why are you firing wallnuts at me?

Odpowiedz
#2
się zgadza, się zgadza. najlepszy film w tzw. duchu świątecznym ostatnich lat i przy tym dość gorzki. choć też pozytywny. ale i smutny. i prawdziwy. choć bajkowy.

słowem - rewelacja. drugiego takiego nie ma. poza tym, to jedna właśnie ten romantyzm strawny w takim samym stopniu dla facetów, jak i dla kobiet, bo każdy w którejś postaci odnajdzie kawałek siebie (jakkolwiek tendencyjnie to brzmi) - takiego jakim chciałby/chciałaby być albo takiego jakim się jest lub bywa. I to wszystko w bezpretensjonalnej formie.

Na święta - koniecznie.

PS. 27 grudnia na TVP1.

Odpowiedz
#3
klasyka - 10/10 i 20/20, a już megakultowy jest Colin :D o superaśnej Natalie nie wspominam nawet - fuck!
wydawało mi się, że jest już jednak temat (?)
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
#4
Kocham ten film, zabierałem się za niego kilka lat temu przez prawie pół roku. Jak już zobaczyłem to tego samego dnia widziałem go jeszcze raz i przez następne kilka dni oglądałem dziennie. To mój pierwszy film na DVD dlatego mam dla niego jeszcze większy sentyment. Pięknie połączone historie, przepasane świetnymi wątkami. W tym tygodniu na pewno obejrzę ten film. Ostatnie 20 minut i to prawdziwa poezja, gęsia skórka nie opuszcza mojego ciała aż do napisów końcowych. Jak tak myślę o tym filmie to nie mam on w sumie słabych punków, jest rewelacyjny i cieszę się że jak do tej pory inni są tego samego zdania:)
http://www.facebook.com/BLUVISIONPL

Odpowiedz
#5
a mnie się tak sobie podobał. Co więcej denerwował miejscami. Najbardziej wątek chłopka z Anglii co pojechał sobie do Stanow zarywać a tam juz trzy laski na niego czekały (w tym Elisha Cuthbert :shock: ). A Hugh Grant jako premier to juz lekka przesada. 5/10
I can see your conciliation. I wanna see your conciliation.

Odpowiedz
#6
O tak - pełna dycha.
Ciepły, zabawny, przyjemny film. Świetny zespół aktorski i Bill Nighy którego wątek jest chyba najmocniejszym punktem filmu.

Dzieci, nie kupujcie narkotyków! Kiedy zostaniecie gwiazdami dostaniecie je za darmo!

Odpowiedz
#7
Dla mnie motyw ze Stanami był świetnym przerywnikiem dla każdego coś miłego. A E. Cuthbert to prawdziwa perła tego wątku - (kochałem się w niej po Dziewczynie z sąsiedztwa).
Hugh Grant - po tym filmie i scenie jak tańczy sam w rezydencji stwierdziłem ze jest zajebisty.
http://www.facebook.com/BLUVISIONPL

Odpowiedz
#8
Piękny film, mówienie o tym jest parszywym truizmem, ale jedno warto tu powiedzieć: nie było do tej pory w kinie piękniejszej opowieści o miłości niż wątek z Laurą Linney i jej upośledzonym bratem. Ta miłośc daleka jest od romantycznych uniesień, nieefektowna, pełna goryczy, poświęceń. W ogóle to chyba rola Linney jest jej rolą życia - minimalne środki i ekspresja a przekaz - gigantyczny. Cudowna opowieść o miłości i poświęceniu. I chyba najmniej doceniany wątek w tym filmie.

[Obrazek: loveactually3-8.jpg]

Odpowiedz
#9
Też bardzo lubię wątek z Linney - w ogóle ona miała tu chyba najtrudniejsze zadanie z całej ekipy, gdyż jej postać miała spory potencjał dramatyczny, a dostała w zasadzie trzy sceny na krzyż; mimo wszystko, całość wypadła co najmniej równie przekonująco jak watek Thompson - Rickman. No i piękna jest scena, w której wprowadza faceta do mieszkania: "poczekaj, zaraz wracam", gest Marcinkiewicza i ekspresowe porządki w pokoju. Uwielbiam takie szczególiki, bo często więcej mówią o charakterze postaci niż dialogi czy sama historia. A tutaj Linney na chwilę odkłada to swoje smutne życie w kąt i jest po prostu szczęśliwa.

A, Solo, to żadna złośliwość z mojej strony - ale bardzo ciekaw jestem na ile oceniłeś ten film :-)
Why are you firing wallnuts at me?

Odpowiedz
#10
desjudi napisał(a):Na święta - koniecznie.

PS. 27 grudnia na TVP1.

TVP 2

jarod napisał(a):A, Solo, to żadna złośliwość z mojej strony - ale bardzo ciekaw jestem na ile oceniłeś ten film :-)

Tu jestem przekonany że było 10/10 lub 20/20 :)
http://www.facebook.com/BLUVISIONPL

Odpowiedz
#11
jarod napisał(a):A, Solo, to żadna złośliwość z mojej strony - ale bardzo ciekaw jestem na ile oceniłeś ten film

mroziek napisał(a):Tu jestem przekonany że było 10/10 lub 20/20

Spokojnie - dałem całe 8/10, o ile mnie pamięć nie myli.

Odpowiedz
#12
Kapitalny film- po obejrzeniu miałem nawet ochotę zatańczyć jak hugh grant :smile:
Kurde, ciężko jest pisać o tym filmie- w zasadzie każdy wątek był urokliwy, jeden śmieszny, jeden wzruszający mój faworyt to chyba para grająca w pornolach :lol:, Colin Firth z Aurelią, duet Thompson&Rickman (poznałem skubańca dopiero po głosie-przedwczoraj zaliczyłem "szklaną pułapkę";-), premier i natalie,
wątek Laury Linney(szkoda, że nie było go w samej końcówce :< )
Neeson grający wdowca(teraz jest nim naprawdę:/) i ojczyma dla 11 letniego Wertera...
i oczywiście Billy Nighy <ok>
...i Atkinson :->
W sumie do tego filmu ciężko się przyczepić. Zgadzam się z jarodem- powinni dać sobie spokój z Kevinami, i zacząć puszczać love actually

Jedno mnie frasuje: czemu taka fajna aktorka nie zagrała już potem w niczym bardziej znanym?
[Obrazek: Martine_loveactually.0.0.0x0.447x305.jpeg] Zazdroszczę Grantowi
To samo mógłbym powiedzieć o aktorce grającej Aurelię.


Ciężko zrobić taki feel-good-movie, w którym wszystko by zagrało
9.5/10 za drobne pierdółki

Odpowiedz
#13
Uwielbiam :) Moje ulubione wątki to pisarz, premier i nieśmiała para "erotycznych dublerów" ;)

PS. Moja siostra na swoim ślubie dostała niespodziankę żywcem wyjętą z filmu - piosenkę "All You Need Is Love" z muzykami wyskakującymi z publiczności :D

Odpowiedz
#14
Kaczor napisał(a):Moja siostra na swoim ślubie dostała niespodziankę żywcem wyjętą z filmu - piosenkę "All You Need Is Love" z muzykami wyskakującymi z publiczności :D
Zapomniałem o tym wspomnieć- kapitalna scena <ok>

Ps. The Ultimate Romancy Comedy- ten taglajn prawdę ci powie.

Odpowiedz
#15
Jak dla mnie najlepszy jest wątek Billa Nighy'iego.. Takie prawdziwe spojrzenie na męską przyjaźń, na uczucia o których prawdziwi twardziele przecież nie wspominają.
Jeśli już mam się przyznawać to największe wzruszenie mnie właśnie złapało w scenie kiedy przytula swojego grubego managera :]
Świetna rola, później właściwie ją powtórzył w The Boat that Rocked.

Odpowiedz
#16
I te słowa wspomnianego producenta:
No nie! 5 minut z Eltonem Johnem i już jesteś gejem?
Mocna rzecz :wink:

Odpowiedz
#17
Słodkie to bardziej niż "To wspaniałe życie" czego bym się nie spodziewał. Miły film lecz mną nie porwał. Na święta w sam raz do obejrzenia z kobietą u boku ( lub na odwrót :wink: ). A dla mnie to raczej do oglądania jak się nie ma czegoś lepszego do roboty.

7/10
L.A. Confidential - 8/10
He liu - 7/10
The Insider - 8/10
Dredd - 6/10
Total Recall ( 2012 ) - 5/10
G.I. Joe: The Rise of Cobra - 5/10


Odpowiedz
#18
Joe Chip napisał(a):w sam raz do obejrzenia z kobietą u boku ( lub na odwrót :wink: )

Na odwrót? Z bokiem u kobiety? ;]
fb.com/bart.poznaniak

Odpowiedz
#19
Dokładnie.
L.A. Confidential - 8/10
He liu - 7/10
The Insider - 8/10
Dredd - 6/10
Total Recall ( 2012 ) - 5/10
G.I. Joe: The Rise of Cobra - 5/10


Odpowiedz
#20
Lepiej z bokiem u kobiety, niż inaczej - rozumując w logiczny sposób wydźwięk wypowiedzi ujętej w nawias - z facetem u boku :)
https://the-twilight-area.com/ - strona poświęcona serialowi "The Twilight Zone"
http://www.strefamrokupodcast.pl/ - podcast o "Strefie Mroku"
https://readersinitiative.podbean.com/ - podcast o literaturze wszech treści

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Love (2015) reż. Gaspar Noé simek 26 9,709 19-03-2016, 05:09
Ostatni post: Mefisto
  Love & Mercy (2014) Szaman 0 1,213 17-09-2015, 16:19
Ostatni post: Szaman
  To Rome with Love / Zakochani w Rzymie (Woody Allen 2012) simek 19 4,232 30-12-2012, 22:06
Ostatni post: simek
  [oddzielony] To Rome with Love / Zakochani w Rzymie (Woody Allen 2012) Arahan 0 590 05-09-2012, 09:01
Ostatni post: Arahan
  Crazy, stupid, love. (2011 r.) Rodia 34 9,907 10-12-2011, 14:41
Ostatni post: Berus
  Summer Love Azgaroth 15 3,728 23-10-2007, 23:19
Ostatni post: Gal Anonim



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości