Forum KMF - internetowe cwaniaki i snoby filmowe
"Pathfinder" (Tropiciel, 2007) - Wersja do druku

+- Forum KMF - internetowe cwaniaki i snoby filmowe (https://forumkmf.pl)
+-- Dział: FILM i wszystko co z nim związane (https://forumkmf.pl/Forum-FILM-i-wszystko-co-z-nim-zwi%C4%85zane--3)
+--- Dział: Filmy zagraniczne (https://forumkmf.pl/Forum-Filmy-zagraniczne--12)
+--- Wątek: "Pathfinder" (Tropiciel, 2007) (/Thread-Pathfinder-Tropiciel-2007--258)



"Pathfinder" (Tropiciel, 2007) - Tomek-1 - 27-01-2008

[Obrazek: pathfinderul9.jpg]

Na początku przyznaję, że jestem frajerem na takie filmy - "13 wojownik" McTiernana, "Conan barbarzyńca" Miliusa czy "Ostatni Mohikanin" Manna. Tak więc przykro to stwierdzić, ale "Tropiciel" w reżyserii Marcusa Nispela, faceta od "Texas Chainsaw Massacre" w wersji bay-owskiej to film totalnie straconej szansy. Wspaniałe zdjęcia, wizualne koncepcje, oddanie atmosfery mrocznego świata sprzed parunastu wieków, piękna przyrody mieszają się z traktowaniem widza jak debila, dennym, komputerowym scenariuszem i fatalnie kliszowymi postaciami. Pod względem fabuły to takie "Apocalypto" bez nerwu, które ma film Gibsona. Może wypunktuję co "na tak" a co na "nie":
+ znakomite fotografowanie lasu, przyrody, prześwitujące przez konary drzew promienie słońca, udźwiękowienie przyrody. Jest tak dobrze jak u McTiernana czy w "Legendzie" Scotta.
+ surowość wykreowanego świata, mrok, mróz, krew, śmierć, warunki survivalu, w którym jeden człowiek musi wykorzystać przyrodę i pomysłowość by pokonać przeciwnika (tutaj nostalgia za "Predatorem" ;)
i na tyle koniec plusów. Teraz minusy:
- kiepski Karl Urban w roli głównej. Może grać trzeci plan w LOTR-ze, ale na 'leading mana' się on zdecydowanie nie daje
- rozbrajająca dowolność reżysera co do czasu toczenia się akcji. W połowie filmu jest sekwencja zasadzki na najeźdźców, która trwa kilkanaście minut. Sceneria zmienia się z ciemnej nocy na jaśniutki dzień by po sekundzie wracać do ciemnej nocy, i tak bez przerwy, zupełna dowolność, chyba tylko po to, żeby fajnie skomponować wizualnie scenę...
- Wikingowie. Są tak okrutni, przerysowani, że aż idiotyczni. Na dodatek kostiumolog ubrał ich w tak ogromne zbroje i kostiumy, że nie dziwię się, że główny bohater z taką łatwością wygrywa praktycznie każdy pojedynek 1 na 1. W tym się nie da ruszać! :-P
- pseudofilozofia indiańska, która do banalnej fabuły i rozwałki na ekranie ma się jak pięść do nosa.
- krajobrazowa wstawka (obowiązkowo kamera z lotu ptaka lecąca w stylu LOTR-owskim) co jakieś 5 minut, jako, że reżyser pewnie musiał zmieścić się w zakładanym metrażu filmu. Można raz, dwa popatrzeć, nacieszyć oko krajobrazem, ale po 10 razie nuuuuuuży....
- sposób filmowania walk. Żenada. Nic nie widać, kupa cięć, nie wiadomo kto kogo, z kim. Na dokładkę ujęcia w zwolnionym tempie, w którym reżyser "usprawiedliwia" w rozbrajającym stylu ubermensch-owe zdolności Urbana albo nieudolność Wikingów, którzy celują mu mieczem w twarz, a miecz upada oczywiście 10 cm od niej...
- tanie chwyty rodem z horrorów, których jest pełno tutaj i strasznie irytują, czyli: dziewczynka albo kobieta stoi tyłem a z tyłu sięga wielka dłoń Wikinga-monstrum i następuje "uderzenie" muzyki. Reżyser ma widza za idiotę albo 12-latka.
- kiepskie dialogi, żeby było śmieszniej: Indianie prowadzą je po angielsku, Wikingowie w jakimś nordyckim dialekcie. Pewnie rozwiązanie gibsonowskie było nie do przejścia dla studyjnych decydentów, a z pewnością urealniło by w pewien sposób film, "przeniosło" jeszcze bardziej do tamtych czasów

Na nic nie zdają się niestety, żadne nawet najbardziej wymyślne koncepcje wizualne Nispelowi i klimat, bo chyba gwóźdź do trumny leży w scenariuszu, który jest prosty jak budowa cepa i spokojnie mógłby starczyć na 45 minut projekcji. Szkoda potencjału, bo mogło to by być dobre kino spod znaku przygody, pogoni i survivalu :(


- Don Vito - 27-01-2008

Nie chciało mi się tego czytać. O filmie powiem kilka słów: nudny, przewidywalny, schematyczny, źle zagrany. Jedyną jego zaletą jest plakat :)


- Mierzwiak - 27-01-2008

0/10, jeden z najgorszych filmów 2007. Na szczęście dotrwałem do końca, za co chciałbym serdecznie podziękować producentom Prozacu.

Nie wiem co miałbym o tym jeszcze napisać.


RE: "Pathfinder" (Tropiciel, 2007) - OGPUEE - 23-08-2023

Ale stary topic - na ostatniej stronie działu :). Film akurat leciał w TV, to rzuciłem okiem.

Nawet gówniane filmy o Indianach były kiedyś lepsze. W przeciwieństwie do takiego Prey indiańscy wojownicy to nie suchoklatesy, jakoś tam czuć liźnięcie kultury rdzennoamerykańskich ludów, a Pocahontas podczas bitki wypada wiarygodnie. No i nikt nie próbował tworzyć moralitetu o przemijającej kulturze Indian i destruktywnym wpływie europejskich kolonizatorów. To miała być odmóżdżająca rozrywka oferująca efekciarstwo - tutaj film sra na zgodność historyczną, bo tu Wikingowie mają rogate hełmy (coś co nigdy nie miało pokrycia w faktach) i wyglądają jak bossowie z jakiejś gry komputerowej fantasy. A research do znajomości wschodnioamerykańskich plemion był ten sam co w disneyowskim Piotrusiu Panie. Jakbym obejrzał w momencie premiery, to może bym się ślinił.

A trza przyznać, że fabuła głupia jest jak but i przewidywalna jak diabli. Można wymieniać klisze - jak szefi Wikingów maca naszyjnik starego wodza, to wiedziałem że go zerwie, bo to zawsze dzieje się tak w filmach :D. Czy potem ta sama postać zabija zdradziecko swego henchmena. Jest nawet ta głupota/klisza w tego typu kinie, że główny hero mówi plemieniu, że bad guye są niezniszczalni, ale plemię i tak wie swoje. I potem dają się na własne życzenie dają się zabić - nic dziwnego, że dali się wytłuc jakimś europejskim śmierdziuchom :P. Hero prowadzi Wikingów przez zamarznięte jezioro, którego lód potem efektownie pęka. Co jak co, ale w Skandynawii są zaznajomieni z zimowymi warunkami i Wikingowie na pewno nie szli po lodzie - zwłaszcza w ociężałej zbroi. Poza tym, w jaki sposób bohater jest w stanie porozumiewać po islandzku, skoro przez całe dzieciństwo i adolescencję wychowywał wśród Indian? Takie rzeczy to jednak się zapomina i trzeba się ponownie uczyć podstaw. 

Na pewno warto pochwalić zdjęcia i scenografię. Gorzej z teledyskowym montażem, ale jakoś uchodzi. Na duży minus zdawkowe co prawda ilości CGI, które jest słabe i na poziomie SyFy. I krew była chyba komputerowa.

Jak wikipedia donosi, film to znowu jankeski remake zagranicznego filmu. Stawiam, że norweski oryginał jest lepszy. 

4/10


RE: "Pathfinder" (Tropiciel, 2007) - slepy51 - 23-08-2023

Dobrze stawiasz. Zresztą wystarczy zobaczyć sobie zwiastun oryginału:



Nie ma tego przestylizowania co u Nispela, jest za to świetny klimat a także bardziej naturalistyczne i realistyczne podejście od tematu. Polecam obczaić jeśli gdzieś trafisz bo to o wiele lepszy film.