"Pathfinder" (Tropiciel, 2007)
#1
[Obrazek: pathfinderul9.jpg]

Na początku przyznaję, że jestem frajerem na takie filmy - "13 wojownik" McTiernana, "Conan barbarzyńca" Miliusa czy "Ostatni Mohikanin" Manna. Tak więc przykro to stwierdzić, ale "Tropiciel" w reżyserii Marcusa Nispela, faceta od "Texas Chainsaw Massacre" w wersji bay-owskiej to film totalnie straconej szansy. Wspaniałe zdjęcia, wizualne koncepcje, oddanie atmosfery mrocznego świata sprzed parunastu wieków, piękna przyrody mieszają się z traktowaniem widza jak debila, dennym, komputerowym scenariuszem i fatalnie kliszowymi postaciami. Pod względem fabuły to takie "Apocalypto" bez nerwu, które ma film Gibsona. Może wypunktuję co "na tak" a co na "nie":
+ znakomite fotografowanie lasu, przyrody, prześwitujące przez konary drzew promienie słońca, udźwiękowienie przyrody. Jest tak dobrze jak u McTiernana czy w "Legendzie" Scotta.
+ surowość wykreowanego świata, mrok, mróz, krew, śmierć, warunki survivalu, w którym jeden człowiek musi wykorzystać przyrodę i pomysłowość by pokonać przeciwnika (tutaj nostalgia za "Predatorem" ;)
i na tyle koniec plusów. Teraz minusy:
- kiepski Karl Urban w roli głównej. Może grać trzeci plan w LOTR-ze, ale na 'leading mana' się on zdecydowanie nie daje
- rozbrajająca dowolność reżysera co do czasu toczenia się akcji. W połowie filmu jest sekwencja zasadzki na najeźdźców, która trwa kilkanaście minut. Sceneria zmienia się z ciemnej nocy na jaśniutki dzień by po sekundzie wracać do ciemnej nocy, i tak bez przerwy, zupełna dowolność, chyba tylko po to, żeby fajnie skomponować wizualnie scenę...
- Wikingowie. Są tak okrutni, przerysowani, że aż idiotyczni. Na dodatek kostiumolog ubrał ich w tak ogromne zbroje i kostiumy, że nie dziwię się, że główny bohater z taką łatwością wygrywa praktycznie każdy pojedynek 1 na 1. W tym się nie da ruszać! :-P
- pseudofilozofia indiańska, która do banalnej fabuły i rozwałki na ekranie ma się jak pięść do nosa.
- krajobrazowa wstawka (obowiązkowo kamera z lotu ptaka lecąca w stylu LOTR-owskim) co jakieś 5 minut, jako, że reżyser pewnie musiał zmieścić się w zakładanym metrażu filmu. Można raz, dwa popatrzeć, nacieszyć oko krajobrazem, ale po 10 razie nuuuuuuży....
- sposób filmowania walk. Żenada. Nic nie widać, kupa cięć, nie wiadomo kto kogo, z kim. Na dokładkę ujęcia w zwolnionym tempie, w którym reżyser "usprawiedliwia" w rozbrajającym stylu ubermensch-owe zdolności Urbana albo nieudolność Wikingów, którzy celują mu mieczem w twarz, a miecz upada oczywiście 10 cm od niej...
- tanie chwyty rodem z horrorów, których jest pełno tutaj i strasznie irytują, czyli: dziewczynka albo kobieta stoi tyłem a z tyłu sięga wielka dłoń Wikinga-monstrum i następuje "uderzenie" muzyki. Reżyser ma widza za idiotę albo 12-latka.
- kiepskie dialogi, żeby było śmieszniej: Indianie prowadzą je po angielsku, Wikingowie w jakimś nordyckim dialekcie. Pewnie rozwiązanie gibsonowskie było nie do przejścia dla studyjnych decydentów, a z pewnością urealniło by w pewien sposób film, "przeniosło" jeszcze bardziej do tamtych czasów

Na nic nie zdają się niestety, żadne nawet najbardziej wymyślne koncepcje wizualne Nispelowi i klimat, bo chyba gwóźdź do trumny leży w scenariuszu, który jest prosty jak budowa cepa i spokojnie mógłby starczyć na 45 minut projekcji. Szkoda potencjału, bo mogło to by być dobre kino spod znaku przygody, pogoni i survivalu :(

Odpowiedz
#2
Nie chciało mi się tego czytać. O filmie powiem kilka słów: nudny, przewidywalny, schematyczny, źle zagrany. Jedyną jego zaletą jest plakat :)

Odpowiedz
#3
0/10, jeden z najgorszych filmów 2007. Na szczęście dotrwałem do końca, za co chciałbym serdecznie podziękować producentom Prozacu.

Nie wiem co miałbym o tym jeszcze napisać.

Odpowiedz
#4
Ale stary topic - na ostatniej stronie działu :). Film akurat leciał w TV, to rzuciłem okiem.

Nawet gówniane filmy o Indianach były kiedyś lepsze. W przeciwieństwie do takiego Prey indiańscy wojownicy to nie suchoklatesy, jakoś tam czuć liźnięcie kultury rdzennoamerykańskich ludów, a Pocahontas podczas bitki wypada wiarygodnie. No i nikt nie próbował tworzyć moralitetu o przemijającej kulturze Indian i destruktywnym wpływie europejskich kolonizatorów. To miała być odmóżdżająca rozrywka oferująca efekciarstwo - tutaj film sra na zgodność historyczną, bo tu Wikingowie mają rogate hełmy (coś co nigdy nie miało pokrycia w faktach) i wyglądają jak bossowie z jakiejś gry komputerowej fantasy. A research do znajomości wschodnioamerykańskich plemion był ten sam co w disneyowskim Piotrusiu Panie. Jakbym obejrzał w momencie premiery, to może bym się ślinił.

A trza przyznać, że fabuła głupia jest jak but i przewidywalna jak diabli. Można wymieniać klisze - jak szefi Wikingów maca naszyjnik starego wodza, to wiedziałem że go zerwie, bo to zawsze dzieje się tak w filmach :D. Czy potem ta sama postać zabija zdradziecko swego henchmena. Jest nawet ta głupota/klisza w tego typu kinie, że główny hero mówi plemieniu, że bad guye są niezniszczalni, ale plemię i tak wie swoje. I potem dają się na własne życzenie dają się zabić - nic dziwnego, że dali się wytłuc jakimś europejskim śmierdziuchom :P. Hero prowadzi Wikingów przez zamarznięte jezioro, którego lód potem efektownie pęka. Co jak co, ale w Skandynawii są zaznajomieni z zimowymi warunkami i Wikingowie na pewno nie szli po lodzie - zwłaszcza w ociężałej zbroi. Poza tym, w jaki sposób bohater jest w stanie porozumiewać po islandzku, skoro przez całe dzieciństwo i adolescencję wychowywał wśród Indian? Takie rzeczy to jednak się zapomina i trzeba się ponownie uczyć podstaw. 

Na pewno warto pochwalić zdjęcia i scenografię. Gorzej z teledyskowym montażem, ale jakoś uchodzi. Na duży minus zdawkowe co prawda ilości CGI, które jest słabe i na poziomie SyFy. I krew była chyba komputerowa.

Jak wikipedia donosi, film to znowu jankeski remake zagranicznego filmu. Stawiam, że norweski oryginał jest lepszy. 

4/10

Odpowiedz
#5
Dobrze stawiasz. Zresztą wystarczy zobaczyć sobie zwiastun oryginału:



Nie ma tego przestylizowania co u Nispela, jest za to świetny klimat a także bardziej naturalistyczne i realistyczne podejście od tematu. Polecam obczaić jeśli gdzieś trafisz bo to o wiele lepszy film.
The height and weight of the victim can only be estimated from the partial remains. The torso has been severed in mid-thorax; there are no major organs remaining. Right arm has been severed above the elbow with massive tissue loss in the upper musculature... partially denuded bone remaining...

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Film akcji z Brucem Willisem z 2007 roku Mental 405 70,241 29-08-2025, 15:37
Ostatni post: shamar
  Rise of the Footsoldier (2007) reż. Julian Gilbey Predator895 11 3,766 03-12-2017, 12:32
Ostatni post: Predator895
  Payback Straight Up (2007) Galahard 8 3,363 03-01-2015, 02:02
Ostatni post: Gemini
  The Hitcher z 2007 roku [brak spojlerów] Mental 30 7,646 16-06-2013, 23:48
Ostatni post: shamar
  Seven Days (2007) Anielski_Pyl 0 1,633 08-03-2012, 17:14
Ostatni post: Anielski_Pyl
  Ex Drummer (2007; reż. Koen Mortier) zdarteglany 6 3,333 25-08-2011, 22:54
Ostatni post: Mental
  Sleuth [2007] Snuffer 13 3,464 16-08-2011, 21:41
Ostatni post: Rinzler
  Son of Rambow (2007) BezcelowyAlbatros 10 2,815 24-05-2009, 22:43
Ostatni post: Don Vito
  Battle for Haditha (2007) dillinger 1 1,652 24-04-2008, 11:40
Ostatni post: dillinger



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości