Chinatown (reż. Roman Polański, 1974)
#1
[Obrazek: chinatown_xlg.jpg]

"Forget it, Jake, it's Chinatown"

Z jakąś połowę polskich i amerykańskich dziennikarzy zapewne zaskoczyłby fakt, że zanim Roman Polański zaczął ukrywać się po Europie, molestować biedne dziewczynki i ministrantów w kościołach i uczestniczyć w rytuałach satanistycznych, gdzie jego nasienia używano do masowej produkcji oddanych sprawie komunistów i wszelkiego innego paskudztwa, to naprawdę zdarzyło mu się zrobić parę przyzwoitych filmów.
Najlepszym na to przykładem jest oczywiście Chinatown, uznawany za największe osiągnięcie polskiego mistrza, docenione zarówno przez krytyków jak i publiczność, zauważone nawet przez Akademię Filmową (11 nominacji), a później oczywiście przez nią olane (2 statuetki).
Chinatown to najbardziej klasyczny jak się tylko da kryminał, składający hołd czarnym kryminałom z amerykańskiego kina lat 30. i 40. Genialny scenariusz Towne'a, perfekcyjna reżyseria i prowadzenie historii przez Polańskiego i doskonałe kreacje aktorskie Nicholsona, Dunaway czy Johna Hustona stworzyły jedyny w swoim rodzaju obraz korupcji i moralnej degrengolady Los Angeles z II połowy 30. lat.
Napisać, że film jest przesycony duchem tamtych czasów byłoby nieporozumieniem - w Chinatown "amerykańskość" wręcz wypływa i wylewa się z ekranu, a film absolutnie miażdży niepowtarzalnym klimatem. Czuć go w klasycznie wykonanych, chropowatych zdjęciach, uber klimatycznej partyturze Jerry'ego Goldsmitha (napisanej w 10 dni...), a nawet w dźwiękach pluskającej wody, o którą toczy się tutaj bój, w chrząstającym, suchym piasku i wymowach kwestii wypowiadanych przez bohaterów z maksymalnie amerykańskim "r" :)
Polańskiemu udało się odtworzyć ducha pewnych czasów, pewien zapomniany gatunek filmowy ze wszystkimi jego stylistycznymi wyznacznikami, co wcale nie jest tak łatwe jakby się mogło wydawać. Mamy tu i chandlerowskiego bohatera i femme fatale (która pełni nieco inną rolę niż w starych noirach... :) ), mamy marynarki, kapelusze i stare samochody, a przede wszystkim mamy mega skomplikowaną intrygę, której niemal nie sposób ogarnąć za pierwszym podejściem (dlatego niniejszy post piszę dopiero po drugim obejrzeniu :P).
Stopień skomplikowania fabuły wydaje mi się nawet w pewien sposób wadą tego filmu - o ile wadą można nazwać fakt, że w dzisiejszych czasach Chinatown nie miałoby szansy powstać (co powiedział kiedyś sam Polański). Ten film jest po prostu zbyt wymagający jak na dzisiejsze czasy. Wymaga absolutnego zaangażowania, skupienia, śledzenia akcji i rozkminiania całej intrygi wraz z Nicholsonem - inaczej zonk. Dzisiaj w sensacjach postacie najpierw mówią co chcą zrobić zanim to zrobią (i nie mówię wcale, że to jest złe) - w Chinatown tego nie ma, tam po prostu się robi rzeczy, a zrozumienie dlaczego się je robi zależy już od stopnia zaangażowania widza w opowiadaną historię. Dziś taki scenariusz by po prostu nie przeszedł.
Wydaje mi się też, że Chinatown jest chyba najbardziej "niepolańskim" filmem Polańskiego - nie ma tu ani zamkniętej przestrzeni, ani chorych psychicznie bohaterów z traumami, ani ich obsesji czy lęków materializowanych schizofrenicznymi sposobami. Jest za to coś zupełnie innego - całkowite oddanie opowiadanej historii i scenariuszowi. I jedynie pewien dystans i chłód emocjonalny przebijające z ekranu, jakby zimne wyrachowanie z jakim opowiedziana jest historia mogą delikatnie wskazywać na osobę stojącą za obiektywem kamery.
Oczywiście 10/10 i jak na razie najlepszy film Romana jaki widziałem - choć Nóż W Wodzie depcze mu po piętach :)

EDIT: Aha, Chinatown ma jeden z najlepszych posterów filmowych jakie w życiu widziałem, zresztą zarówno do wydania kinowego jak i na dvd. 3/4 współczesnych plakatów nie dorasta mu do pięt.

Odpowiedz
#2
Cytat:Wydaje mi się też, że Chinatown jest chyba najbardziej "niepolańskim" filmem Polańskiego - nie ma tu ani zamkniętej przestrzeni, ani chorych psychicznie bohaterów z traumami, ani ich obsesji czy lęków materializowanych schizofrenicznymi sposobami.

Może zamkniętej przestrzeni nie ma, ale Los Angeles pozbawione wody wydaje się bardzo duszne i w pewien sposób zamknięte. Poza tym, jak przystało na film Polańskiego, film jest bardzo pesymistyczny.

Ze skomplikowaniem intrygi to bym nie przesadzał, ale Polański faktycznie zawierza sporo inteligencji widza:)

Odpowiedz
#3
Obejrzałam dziś Chinatown pierwszy raz w życiu i jestem nieco rozczarowana. Niby wszystko jest w porządku - jest zmyślna intryga, ciekawe postacie, doborowi aktorzy w świetnej formie, tematyka jak najbardziej wpadająca w moje gusta, ale coś nie trybiło jednak, bo film totalnie nie zaangażował mnie emocjonalnie. Siedziałam zupełnie obojętna, malując w trakcie seansu paznokcie, bo wzrok sam uciekał mi od ekranu.

Zawsze, kiedy dochodziło do niespodziewanego zwrotu akcji, pojawiał mi się błysk w oku i przez moment angażowałam się na 100% z nadzieją, że zaraz poczuję, czemu film ten uważany jest za najlepsze dzieło Polańskiego i zawsze po chwili opadały mi skrzydła, bo dalej wszystko znów zaczynało się ślimaczyć. Film mógłby skończyć się w dowolny sposób, a mi byłoby wszystko jedno, bo zupełnie mnie to nie obchodziło.

Co mnie urzekło - to, co zawsze u Polańskiego. Niesamowita dbałość o szczegóły, wybitne przemyślenie każdej sceny w najdrobniejszych detalach.

Czytałam już kilka opinii, że film zyskuje przy drugim seansie, ale póki co, nie wiem, czy dałabym radę dobrnąć drugi raz do końca...

Odpowiedz
#4
Bo Polański ma gdzieś czy ktoś jest zaangażowany emocjonalnie w jego film czy nie :D On po prostu pokazuje. W Chinatown chodzi o rozkminianie intrygi, tu ci umysł pracuje, a nie serce. Ja sam jakiekolwiek emocje poczułem właściwie dopiero w ostatniej scenie.
I tak, film zyskuje przy drugim seansie, który się przydaje do zrozumienia fabuły i całej intrygi. Bo po pierwszym razie wiedziałem tylko, że obejrzałem coś zajebistego, ale za cholerę nie wiedziałem o co w tym chodziło :D

Odpowiedz
#5
Pierwszy raz oglądałem w czasach gimnazjum i uznałem, że jest dobrze, spoko klimacik, ale intryga skomplikowana, rozciągnięta i jakaś taka smętna. Wczoraj wróciłem do Chinatown i muszę arcydzieło Polańskiego zaliczyć w poczet moich dziesiątek, jako 25. film w kolei. Siedziałem przez cały seans w fotelu z opadniętą szczeną nie mogąc się nadziwić jak Polański to zrobił, że KAŻDA scena jest idealnie zagrana, sfotografowana, udźwiękowiona - cudo. Chinatown to jeden z tych filmów, które są nakręcone dokładnie tak jak bym chciał, zdjęcia autorstwa Alonza to bez problemu podium najlepszych jakie w życiu widziałem, wspaniale współgra z nimi montaż; nieśpieszny, metodyczny, jakby pewny siebie, cięć jest dokładnie tyle ile potrzeba, jakaż to wspaniała odmiana od większości współczesnych twórców, którzy tną każdą scenę jak opętani bojąc się pewnie, że jak postawią kamerę na dłużej w jednym miejscu to będzie nudno. Obraz na Blu jest świetny, może nie tak dobry jak najnowsze hity, ale jak na 40-letni film nie mogę narzekać. Oglądanie tego na DVD albo nie daj boże w tv to musi być straszna sprawa - w kadrach jest tyle smaczków i dyskretnie zaakcentowanych elementów, że głowa mała.
Wszelkie nagrody należą się również scenarzyście Robertowi Towne'owi, niby niektórzy mogliby się czepiać, że za pierwszym razem ciężko ogarnąć całą intrygę, ale wina jest tylko i wyłącznie po stronie widza, bo skrypt jest po prostu perfekcyjny, wszystkie tropy podrzucane są subtelnie, intrygująco, a co najważniejsze w odpowiedniej ilości. Główkowanie i rozwiązywanie sprawy wspólnie z Jakiem sprawiły, że wczorajszy seans Chinatown zaliczam jako jeden z najbardziej satysfakcjonujących w moim życiu. Skończone arcydzieło.

Odpowiedz
#6
No, wreszcie ktoś tu docenił ten film w takim samym stopniu jak ja :)

Odpowiedz
#7
No tak, bo przecież Chinatown nikt nie zna, a ci co znają, to nienawidzą. el-o-el
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
#8
Wszyscy znają, szanują, ale jakoś w tym temacie wieje niemożebną pustką.

Odpowiedz
#9
No więc właśnie. Zresztą zawsze miałem wrażenie, że "Chinatown" uchodzi bardziej za film do docenienia, szanowania, ale nie kochania, jarania się nim i wracania do niego. Bo lepsze Heat albo coś. A niesłusznie ;]

Odpowiedz
#10
Ja na pewno do niego jeszcze wrócę. Oprócz bycia genialnie zrobionym, Chinatown ma jeszcze zajebistą stylówe - wszystko tutaj jest piękne, od domów poprzez samochody, ubrania, na lornetce Jake'a kończąc :D Sama rozkosz patrzeć.

Odpowiedz
#11
(27-01-2014, 18:59)simek napisał(a): Wszyscy znają, szanują, ale jakoś w tym temacie wieje niemożebną pustką.

1. Bo trudno pisać dla samego pisania o oczywistościach.
2. Bo wyszukiwarka jest do dupy - w zeszłym roku sobie jakoś powtarzałem film, to chyba opinia jest w krótkiej piłce albo gdzieś, nie chce mi się szukać.
3. W wielu tematach zieje pustkami.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
#12
Mnie to arcydzieło po prostu onieśmiela:D No cóż można nowego dodać?

Odpowiedz
#13
Zawsze istnieje możliwość, że komuś nie spasowało magnum opus Polańskiego i chciałby się tym podzielić. Bo w to, że ktoś znajdzie wadę w scenariuszu nie wierzę :p

Odpowiedz
#14
Ja znalazłem - na 14 stronie w 5 kwestii brak przecinka. :P
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
#15
A jednak!

7/10

Odpowiedz
#16
Nie 7/10, a 6/10. Dzisiaj gdzieś się dowiedziałem, że to jest chyba ocena jaką shamar wystawia wszystkim filmom ;)
/www.filmmusic.pl - me recki 
#istandbydaenerys






Odpowiedz
#17
I tak się rodzą głupie plotki. Shamar wcale nie ocenia wszystkich filmów na 6:)

Odpowiedz
#18
Serio, o czym tu dyskutować, arcydzieło obwołane, obkrzyczane, zaklepane. To tak jak dyskutować o "Ojcu chrzestnym" :)

Szczerze mówiąc to wolałbym więcej postów w temacie (albo temat w ogóle :P) o "Matni", bo to mój drugi ulubiony film Polańskiego (i najbardziej depczący po piętach "Chinatown"), a jednocześnie tak cholernie niedoceniany ;(

Odpowiedz
#19
Hola, hola. Ja przed Chinatown nie klękam. Co prawda film widziałem ostatnio dość dawno, ma on genialnego Jacka i fenomenalny klimat (zdjęcia, muzyka), ale fabuła wrażenia na mnie nie zrobiła szczególnego. Chyba czas na powtórkę.

Odpowiedz
#20
Jak to fabuła nie zrobiła wrażenia Mierzwiak? Jak to nie zachwyca, skoro zachwyca? :)

Nicholsona bym nie nazwał genialnym - gra to, co zawsze gra i jest w tym zajebisty, to wystarczy.

Cytat:Szczerze mówiąc to wolałbym więcej postów w temacie (albo temat w ogóle :P) o "Matni", bo to mój drugi ulubiony film Polańskiego (i najbardziej depczący po piętach "Chinatown"), a jednocześnie tak cholernie niedoceniany ;(
Lubię Cul-de-sac, ale to jest bardzo specyficzny film, nie każdemu przypadnie do gustu, a Chinatown jest idealne i nie wiem jakim cudem komuś się może nie podobać.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Shot Caller (reż. Ric Roman Waugh) Mental 20 6,676 15-10-2025, 22:29
Ostatni post: Dr Strangelove
  Ląd, o którym zapomniał czas (1974) i inne filmy z jaskiniowcami Scheckley 3 1,052 15-08-2024, 15:28
Ostatni post: Scheckley
  Boss Nigger (1974, reż. Jack Arnold) Derelict Machine 0 613 19-11-2023, 17:13
Ostatni post: Derelict Machine
  An Officer and a Spy (2019) - reż. Roman Polański Kryst_007 20 5,170 10-01-2020, 23:51
Ostatni post: srebrnik
  Czysta formalność(Tornatore+Polański+Depardieu) Phlogiston2 3 4,129 18-11-2011, 23:12
Ostatni post: Capt. Nascimento



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości