Ląd, o którym zapomniał czas (1974) i inne filmy z jaskiniowcami
#1
[Obrazek: TheLandThatTimeForgot_quad_UK_TomChantrell-2.jpg]

„Ląd, o którym zapomniał czas” („The Land That Time Forgot”) z 1974 r. w reż. Kevina Connora to ekranizacja powieści przygodowej o tym samym tytule z 1918 r. autorstwa Edgara Rice’a Burroughsa (1875-1950) autora najbardziej znanego jako twórca postaci Tarzana. Jednakże Burroughs jako bardzo płodny autor rzecz jasna nie ograniczał się do opowieści o Czarnym Lądzie. W swojej twórczości był on prekursorem  współczesnych powieści przygodowych, który wycisnął swoje niepowtarzalne piętno na amerykańskiej kulturze popularnej.

„Ląd, o którym zapomniał czas” to początek trylogii o zaginionym lądzie Caspak/Capronie, zamieszkanym przez rozmaite przedpotopowe zwierzęta i gatunki ludzi na różnym poziomie rozwoju. Zasadniczo jeśli miałbym scharakteryzować pisarstwo Burroughsa to chyba najbardziej trafne będzie to, że po przeczytaniu Juliusza Verne’a stwierdził, że warto dorzucić do nich nieco więcej akcji.

[Obrazek: cae1c1ecc7c4728aff2a653f8b4e5891.jpg] 

W l. sześćdziesiątych i siedemdziesiątych XX wieku, studio Amicus Productions konkurowało na brytyjskim i światowym rynku z bardziej znanym Hammer Film Productions Gdy te ostatnie studio nakręciło nową wersję filmu „Milion lat przed naszą erą” w 1966 r. ze zjawiskową Raquel Welch w roli głównej kwestią czasu pozostało kiedy po podobny temat sięgnie Amicus. Trwało to prawie osiem lat i w 1974 r. studio wypuściło na międzynarodowy rynek „Ląd, o którym zapomniał czas” z Dougiem McClure’em nieco podupadłą wtedy gwiazdą amerykańskiej telewizji.

Jak to wygląda? Coby się nie przepracować przeklejam reckę z nieodżałowanej Zakzaanej planety (pozdrawiam komandora Johna J. Adamsa:

„W tej wersji wszystko zaczyna się jak najlepszy film wojenny. Podczas Pierwszej Wojny Światowej niemiecka łódź podwodna torpeduje brytyjski statek. Los sprawia, że mimo pozostawienia rozbitków bez pomocy niektórym udaje się przeżyć. Ocaleni znów trafiają na wyłaniającego się z głębin U-Boota odpowiedzialnego za storpedowanie ich statku. Gdy dowódca wychodzi ze swoimi ludźmi ocenić sytuacje na powierzchni, szybko zostaje obezwładniony przez rozbitków, a sama łódź zostaje przejęta przez Brytyjczyków.

Jednak chwała nie trwa długo, niebawem okazuje się, że radio zostało w akcie sabotażu zniszczone i mimo sygnałów świetlnych brytyjski statek wojenny płynący w pobliżu nie ufa w zapewnienia o pochodzeniu załogi i oddaje strzały w kierunku łodzi. Ocaleni w blaszanej pułapce muszą szybko uciekać, z zamieszenia korzystają Niemcy i znów przejmują łódź.

Pewni zwycięstwa kierują się po zapasy do najbliższego niemieckiego statku i tu znów następuje bunt i przejęcie sterów przez Brytyjczyków. Próba dotarcia do lądu kończy się jednak niepowodzeniem, Brytyjczycy są zdani na doświadczenie niemieckich żołnierzy. Wspólnie decydują się wybrać nieznaną drogę prowadzącą do tajemniczego mitycznego lądu opisywanego w starych księgach - Caprony. Przy ograniczonych zapasach, awarii, zagubieniu na oceanie wydaje się, że jest to jedyna szansa na przeżycie.
Okazuje się, że Caprona istnieje, mało tego – wśród dolin można znaleźć wciąż żywe prehistoryczne zwierzęta. I od tego momentu mamy do czynienia z przygodami żywo przypominające te z „Zaginionego Świata”. Efekty specjalne bazują na tradycyjnych modelach i kukiełkach, czasem nawet pacynkach! Prehistoryczne gady czasami miast straszyć widza, wzbudzają śmiech. Nie umniejsza to wartości doskonałej akcji i dynamiki obraz”.


https://zakazanaplaneta.pl/2008/08/25/2698/

Całościowo obraz jest dosyć wierny książce Burroghsa, przy czym scenarzyści Michael Moorcock (notabene autor licznych powieści utrzymanych w duchu burroghsowskiej przygody i wielki fan autora) oraz James Cawthorn wycięli z niego cały nieszczęsny wątek romansowy pomiędzy love interest głównego bohatera i niemieckim kapitanem, co nieco ulepszyło dynamikę relacji miedzy bohaterami i jednocześnie wyrzuciło z filmu ten żenujący wątek deus ex machina. Niemniej widać, że sam koniec z nagłym wybuchem/wybuchami wulkanu-ziemi (!?) pod stopami bohaterów był nieco wymyślony na siłę i brakło już kasy na lepsze efekty. Kukiełki i pacynki w roli dinozaurów były hmm... kontrowersyjnym wyborem, ale rozumiem, że liczył się czas i pieniądze, które to elementy nie pozwoliły na stop-motion jak u Hammera. Pterodaktyl na linkach zasadniczo jest tylko wisienką na torcie tych efektów.

 [Obrazek: the-land-that-time-forgot-1974-movie-pte....jpg?w=981]

Ogólnie jednak wrażenia z seansu po lekturze książki miałem dosyć miłe, nic specjalnego, ale widać, że twórcom zabrakło nie tyle chęci co środków.  Ocena 6 na 10. 

Odpowiedz
#2
Cytat:to ekranizacja powieści przygodowej o tym samym tytule z 1918 r. autorstwa Edgara Rice’a Burroughsa (1875-1950) autora najbardziej znanego jako twórca postaci Tarzana.

Ciekawostka - w serialowej kontynuacji disnejowskiego Tarzana, tytułowy bohater opowiada o tym, że pod ziemią znalazł podziemną krainę z dalej żyjącymi dinozaurami i odbyły się tam z dwa odcinki. Jak można się domyśleć był to hołd do innej powieści Burroughsa ;).


A skoro to temat ogólny o jaskiniowcach i zaginionych prehistorycznych krainach (znowu powstały o kilka lat za późno :P) to wrzucę jeden, który widziałem:


Lost Continent - wiele lat temu, gdy w gimbazie rządził emule, a nastoletni OGPUEE nieograniczenie uprawiał piractwo celem ujrzenia filmów, których w Polsce legalnie jeszcze długo by nie ujrzał, Lost Continent był jednym z takowych filmów. Ponoć ma opinię gniota i był w MSTK3, ale wtedy mi się podobał. Jak teraz?

Z tych wszelkich B-klasowców lat 50. kręconych w tydzień ten wyróżnia się większym budżetem - zastosowano animację lalkową (wykorzystaną potem w Robot Monster), a także w scenach w prehistorycznym jest zielono miętowy filtr ze zmiękczeniami. A także obsada nie składa się z no-name'ów, bo w roli głównej jest Cesar Romero. Więc tutaj wyróżnia się na plus. Jak na 11 dni kręcenia łącznie z postprodukcją wypada nieźle. Animacja to nie Harryhausen, i pierwszym dinozaurem jest po prostu jakaś powiększona optycznie agama, ale daje to radę. Także nieco wiarygodnie wypada scenografia i erupcja wyspy.

Pierwsze minuty to dość długie zapychacz, np. scena gdy poznajemy bohaterów. A aktorstwo poza Romerem nie jest wybitne. Wiele narzeka, że dużo jest czasu, jak ekspedycja wspina się nieskończenie po płaskowyżu, nim dotrze do tytułowego zaginionego kontynentu. Niby tak, ale film mówi, że płaskowyż jest w diabli wysoki, a jak domyślam się, wspinaczka po miejscu słynącym z tego, że nikt z niego nie wraca żywy, będzie sporym wyzwaniem (i tam pada pierwszy trup). Ale fabularnie trochę jest przewrotnie, bo np. jest podejrzany koleś o rosyjskojęzycznym nazwisku, a wiadomo jak to było z Zimną Wojną. A potem gościu okazuje się być dobry i ofiarą obozów Hitlera. A także ginie typ postaci, która w kinie rzadko ginie.

I najważniejsze - w ekspedycji NIE MA KOBIET! I w filmie jest zero debilnych wątków romansowych i zero irytujących babiszonów, które nic nie wnoszą do fabuły, a i tak są szowinistycznym wyobrażeniem nt. płci pięknej. Jedyne sceny z postaciami kobiecymi to jak Cesar Romero rozmawia na początku filmu ze swą kobietą oraz krótka scena z tubylką robiącą ekspozycję. I gdy bohaterowie proponują jej uczestnictwo, to ona mówi że mowy nie ma, bo to święte miejsce i śmiertelnicy nie wracają żywi.

Na plus bardzo epicki motyw muzyczny, który zapada w pamięć.

Może klasykiem nie zostanie, ale jak na standardy shlocka z lat 50. do zapełnienia ramówki w kinie wypada wręcz wybitnie.

6/10

Odpowiedz
#3
Ostatnio w ramach przygotowań do prelki na Pyrkon oglądam zagraniczne monster movies. Dwa poniższe tytuły średnio nadają się na temat o starych scif-fi, bo zero motywów fantastyczno-naukowych, więc daję tu, bo są tu prehistoryczne kreatury.

The Mighty Peking Man - podobno najlepszy knock-off King Konga za mną. Oglądałem w oryginalnym języku, bo nie będę katować się chujowym anglojęzycznym dubbingiem (choć i tak wszyscy aktorzy pewnie byli dubbingowani). Czemu wcześniej tego nie obejrzałem z kolegami? Na pewno byłby u nas kultowy obraz obok Troll 2 i Riki-Oh, bo są tu memogenne momenty. Jest scena ataku tygrysów na członków wyprawy i tygrys odryza nogę jednemu z Hindusów, a sierściucha odciąga doktorek o żałosnej muskulaturze. Mamy ckliwe, aż kiczowate sceny jak główny hero wspomina piękne dni ze swą dziewczyną (a potem nastąpił twist rodem z Ukrytej prawdy, bo dziewczyna go zdradza z jego własnym bratem, który nie wiedział o ich związku).

Jako, że kanibale wyszli z mody, to kolejna scena to nagle jest walka z rozjuszonymi słońmi rozwalającymi wioskę hinduską. A gdy główny hero spotyka tytułowego sinantropa, okazuje się że to też knock-off Tarzana, gdyż pojawia się jakaś półdzika blondowłosa Jana z dżungli. I tak jak Jana ma ona za przyjaciela lamparta. Całe szczęście, że mimo bycia białą kobietą chowaną od dzieciństwa w głuszy zna kantoński :). A potem Jana i poszukiwacz biegają niczym w Disneyu do romantycznej ballady, a lampart jest bujany jak dziecko (kocisko ma wówczas genialną minę z cyklu "co ja robię ze swoim życiem?").

Fani potworzej rozwałki będą zadowoleni, bo w pierwszych minutach już wyłania się tytułowy potwór w glorii i chwale i robiący rozpierduchę w rasistowsko przedstawionej wiosce. I jestem w szoku widząc maskę Peking Mana z ruchomą szczęką i animatroniką. Efekty specjalne są tu... naprawę dobre. W każdym razie nie bije aż taka taniocha jak w innych kiepskich monster movies. Nic dziwnego, wszak do pomocy wzięto ludzi z Toho i Daiei. Nawet sinantrop nie wygląda jak n-ty goryl, a coś pomiędzy człowiekiem. Kręcili to w prawdziwej indyjskiej dżungli i walczyli z tygrysem bez dublerów (jestem pewien, że te sceny wszystkie były bez BHP, bo u Kitajców to norma ;)). Część wzięli Hindusów, choć część tragarzy to Chińczycy w kiepskim brownface :).

4/10 i serduszko. 

Warto ujrzeć dla strony technicznej, a także dla Evelyn Kraft wcielającej się w Janę, bo to piękna dziewoja.

PS. Aż dziw, że Rogerowi Ebertowi się podobał film, bo akurat jego bym nie podejrzewał. Może dla niego to był film tak zły, że aż zajebisty, tak jak dla mnie i moich kolegów wspomniane Troll 2 i Riki-Oh.



Secret of the Loch (1934) - nareszcie w internecie wypłynęła kopia tego filmu! Bo wcześniej tylko widniały jakieś pojedyncze kadry, a film jest tak obskurny, że nie miał nawet plakatu. Pierwsza próba skapitalizowania sukcesu na King Kongu, a także na doniesieniach o potworze z Loch Ness, szczególnie że w tym samym roku pojawiły się słynne Zdjęcia Chirurga.

Trwa 70 minut, ale wlecze się jak najgorzej. Spodziewacie się jakiegoś klimatycznego monster-movie albo mystery? A takiego, bo to jakaś komedyjka, może z okazjonalnym mrokiem. Więcej skupienia się na nadaktywnym reporterzynie z wkurwiającym głosem, który m.in. zabiera swej współpracownicy krawat w szkocką kratkę jak jakieś trofeum. Potem próbuje się włamać na wywiad do jakiegoś magistra od krypto zoologii, który szczuje wszystkich psami i Groudskeeperem Williem z Simpsonów. I ów reporterzyna zakochuje się w wnuczce magistra, bo musi być wątek romansowy, a jakże kurde (taki plus, że dziewucha odrzuca jego końskie zaloty). I cały film to bardziej kiepska wizytówka Szkocji, na pewno przedstawiona powierzchownie i rasistowsko. Gdy to wątek potwora z Loch Ness jest niby tym głównym, a stoi bardzo z boku i mógł zostać wykreślony ze scenariusza.

W końcu łaskawie pojawiają się sceny z Nessiem po 50 minutach. Ostanie 20 minut to jest to, czego oczekiwałem po tym filmie. W sumie to pierwszy slurpasaur, gdyż Nessie to nie plezjozaur, jak to wtedy donoszono, a wielki legwan czarno-biały. To wciąż jednak za mało, by wynagrodzić nieangażującą fabułę i kiepskich aktorów. Lepiej zapuścić sobie Gorgo i Kongę.

1/10 i bez serduszka

Odpowiedz
#4
"Milion lat przed naszą erą" ("One Million Years B.C.") z 1966 r. czyli film, który powinien otwierać temat.

[Obrazek: RAD116?d=2&sh=v&p=1&bg=g]

Zasadniczo "Milion lat..." to film, który każdy z kinomanów kojarzy chociażby poprzez pojedyncze sceny, które weszły do popkultury, niemniej warto przy tym zauważyć, że (jak uświadomił mnie wcześniej OGUPEE) remake filmu z 1940 r. o tym samym tytule.

Fabuła nie jest zbytnio skomplikowana: Tumak (John Richardson) syn wodza prymitywnego ciemnowłosego plemienia wskutek wewnętrznych niesnasek musi odejść ze wspólnoty. Wygnaniec przemierza jałowe pustkowia, gdzie od czasu do czasu natyka się na niebezpieczne dinozaury czy małpoludy. W trakcie swej wędrówki napotyka plemię jasnowłosych, które zdecydowanie stoi na wyższym poziomie kulturowym od jego pierwotnego plemienia. Tam też poznaje piękną Loanę (Raquel Welch), która będzie mu towarzyszyć w wyprawie powrotnej. 

Można powiedzieć wyprawa z punktu A do punktu B i z powrotem, wzbogacona o stosowne przygodowe epizody. 

Film ogląda się dla dwóch rzeczy: dinozaurów w mistrzowskiej stoplaktkowej animacji Raya Harryhausena oraz Raquel Welch (notabene plakat z nią z tego filmu zdobi celę Andy'ego Dufresne w "Skazanych na Shawshank"). 

Całośc oceniam na 5 na 10, dodając po jednym punkciku za dinozaury i Welchową, która jest tutaj w szczycie swej urody.

[Obrazek: images?q=tbn:ANd9GcTdvIYWP0a_6fcs3VlQisD...W68R6Vpw&s]

BTW oczywiście bytność jaskiniowców i dinozaurów w jednym czasie to czyste fantasy rodem z powieści Burroughsa, niemniej bardziej fantastyczny element jak dla mnie stanowią ubrane w bikini z skór prehistoryczne kobiety, które najwidoczniej potrafią też zadbać o depilację nóg w wysoce niebezpiecznym środowisku. Faceci jak faceci, dać im skóry, zabronić golić i cyk niskokosztowo otrzymujemy jaskiniowca. 

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Zakazana planeta (1956) i inne stare science fiction Scheckley 68 10,607 24-05-2026, 19:23
Ostatni post: OGPUEE
  Code of Silence (1985) i inne filmy Chucka Norrisa slepy51 5 487 11-04-2026, 07:34
Ostatni post: Rozgdz
  Hard Rain (1998) i inne mniej znane filmy katastroficzne lat 90-tych i wcześniejszych slepy51 7 310 16-03-2026, 12:23
Ostatni post: Scheckley
  Silence of the Lambs (1991) i inne filmy o psycholach SPOILERY Mental 173 66,235 07-09-2024, 18:50
Ostatni post: shamar
  Boss Nigger (1974, reż. Jack Arnold) Derelict Machine 0 617 19-11-2023, 17:13
Ostatni post: Derelict Machine
  Czas zabijania (1996) - reż. Joel Schumacher Scheckley 7 2,026 03-10-2021, 13:40
Ostatni post: Mental
  Chinatown (reż. Roman Polański, 1974) Rodia 33 7,632 10-03-2021, 18:21
Ostatni post: Bucho
  About Time (pol. Czas na miłość) - reż. Richard Curtis Persona non grata 33 9,284 31-01-2017, 00:23
Ostatni post: Krismeister
  Starsze filmy, które kochacie salad_fingers 15 3,324 08-12-2012, 15:01
Ostatni post: Phlogiston2
  Cashback [i inne filmy krótkometrażowe] hops 2 1,446 26-05-2007, 21:57
Ostatni post: hops



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości