Telewizyjną a DC jakoś specjalnie się nie różni, z tego co widzę. Jedynie trochę dodane, trochę alternatywnie, czasem zmieniona kolorystyka i muzyka.
Może rzeczywiście zbyt surowo to oceniam ale początek wydawał się dobry, zapowiadało się na tzw. kwasową baśń ale w momencie kiedy pojawiły się te postaci poboczne i doszły wątki pseudokomediowe - padło to. Obejrzałem tylko dla wrażeń wizualnych.
A takie "Neverending Story" ciągle ogląda się całkiem nieźle.
welcome to prime time bitch!
Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.
01-05-2012, 18:23 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 01-05-2012, 18:23 przez shamar.)
Let Me In - o maj gad, to da się jednak nakręcić film bez padaczkowej pracy kamery i cięć co pół sekundy? I ten film może być o WAMPIRACH? Nie ma przyspieszone ani zwolnionego tempa? Niesamowite. W Hollywood coś musiało eksplodować po pierwszej projekcji Let Me In. 8/10
A fuj, trzeba było najpierw obejrzeć oryginał który jest pod każdym względem lepszy.
Nie ma padaczkowej pracy kamery i cięć co pół sekundy bo reżyser staje na głowie kopiując styl oryginału.
Niczym szczególnym z tego co pamiętam się fabularnie nie różnią, jedyna poważna różnica to początek po którym cofamy się w czasie i oszpecenie opiekuna wampirzycy, w oryginale nie ma akcji z samochodem tylko w szatni w szkole.
Martinipl napisał(a):Kosmiczni kowboje
To jeden z filmów posiadających NAJBARDZIEJ wy*ebaną w kosmos obsadę: Eastwood, Sutherland, Garet, Lee Jones, Marcia Gay Harden, Ian Holm, James Cromwell
Martinipl napisał(a):Dobry film skupiający się na dwóch postaciach: agencie secreet service i płatnym zabójcy na usługach rządu (wygnanym), który postanowił zabić prezydenta USA. Fabuł z takim wątkiem jest na pęczki, więc nie ma co tu oczekiwać ponad standard. Eastwood skręca jednak w inną stronę, bardziej psychologiczny aspekt działań. Niestety, jego postać ma słabo umotywowaną rację bytu, zaś grający złego John Malkovich miażdży głębią postaci i tym jak ją odegrał. Końcówka dobitnie pokazuje, czym ten film jest dla Eastwooda - kolejnym łamaniem utartych schematów i tzw "powrót do rzeczywistości" człowieka w pracy.
6/10
6/10... chyba cię pogięło ;) Jedyna obiektywna ocena to moja ocena:
Gettysburg - w końcu obejrzane w pełni i w kompletnej wersji rozszerzonej. I nie powiem, miejscami film jest mocnym sprawdzianem dla cierpliwości. Co prawda większość tego fresku ogląda się naprawdę znośnie, w czym pomaga świetna ekipa aktorska z absolutnie fantastycznym Danielsem na czele (i kij z tym, że niektórzy skryci są za kuriozalnymi, sztucznymi brodami), bardzo dobre zdjęcia i wszechobecny rozmach (my z naszą Bitwą Wawską nakręconą 20 lat później nie powinniśmy się nawet w telewizji wychylać), a także całkiem zgrabne rozłożenie ekranowych sił na poszczególne postaci i wydarzenia, dzięki czemu po 2 godzinach widz nie łapie się na pytaniach w stylu "kto, co i dlaczego?", a także potrafi odpowiednio ulokować swoje sympatie. Ba! Miejscami narracja jest tu wręcz aż nadto przejrzysta - jednak będąc Europejczykiem, trochę na bakier z tym wszystkim, trudno mi było uznać to za minus.
Za ten mogę natomiast uznać kategorię PG (sic!), która sprawia, że nawet gdy ludzie fruwają w powietrze, to krew pojawia się raczej w ilościach śladowych, w roli make-upowego dodatku. A to z kolei niemiłosiernie kłóci się z parciem na detale i próbą autentycznego przedstawienia historycznych wydarzeń. To ostatnie także tu lekko kiksuje. Prawda historyczna, prawdą historyczną, ale taśma filmowa wymaga pewnych wyrzeczeń. Dlatego też końcowa potyczka przypomina zwykłe kuriozum pokroju strzelanin z "Nagiej broni", gdzie dwóch oponentów siedzi tuż obok siebie, skryci są za niewielkimi przedmiotami i jeden drugiego trafić nie może. W dodatku szarża zapowiadana jako szybki i zsynchronizowany atak na najsłabszy punkt przeciwnika sprowadza się do mega długiego przemarszu (nawet nie biegną, bo i po co...) przez pole głównych sił i przyglądaniu się temu przez dowódców. A to z kolei potrafi dać wyraźny obraz generała Lee, jako idioty nieziemskiego, a przecież tak nie było...
Aha, jest jeszcze rzecz jasna patos i sporo ważkich przemów, ale mówiąc szczerze u Baya w krótszych i gorszych pod każdym względem filmach jest tego wielokrotnie więcej, więc tu mi to tak nie przeszkadzało. Zresztą film prawi o dość ważnym wydarzeniu, więc patos wręcz musiał wylewać się z ekranu.
Generalnie solidne kino, choć jego czas i problematyka mogą stanowić poważny problem w odbiorze.
(01-05-2012, 18:23)shamar napisał(a): Telewizyjną a DC jakoś specjalnie się nie różni
Dawno oglądałem wersję z telewizji, ale wydaje mi się, że różnice są jednak całkiem sporawe. Nie tyle w przebiegu akcji czy atmosferze (choć muzyka inna), co po prostu w lepszym (dłuższym o około 20 minut!) ukazaniu różnych rzeczy.
Co do "Pozwól mi wejść"...
(01-05-2012, 21:22)Mierzwiak napisał(a): A fuj, trzeba było najpierw obejrzeć oryginał który jest pod każdym względem lepszy.
[...]
Niczym szczególnym z tego co pamiętam się fabularnie nie różnią, jedyna poważna różnica to początek po którym cofamy się w czasie i oszpecenie opiekuna wampirzycy, w oryginale nie ma akcji z samochodem tylko w szatni w szkole.
Oryginał jest lepszy, ale moim zdaniem warto obejrzeć remake, który - nie przesadzając - jest jednym z bardziej niezrozumianych filmów ostatnich lat. Doskonale pokazuje to post Mierzwiaka, ale w internecie znajdziemy takich tysiące - nawet wśród krytyków. Otóż 95% scen filmu to kalka oryginału, nie przeczę, ale tutaj rozchodzi się właśnie o te 5%, bo to zdecydowanie nie jest prawie taki sam film. Przez drobne (acz istotne) zabiegi o 180% zmienia się wymowa całej opowieści (relacja dwojga ma tu zupełnie inny charakter), a poza tym umiejscowienie akcji w czasach Reagana nadaje historii całkiem nowy kontekst, w gruncie rzeczy nawet bardziej interesujący niż w oryginalne. To nie zmienia jednak faktu, że Anderson jest po prostu o wiele lepszym reżyserem niż Reeves i jego dziełko stoi mimo wszystko o klasę wyżej. Tak czy siak - warto to filmidło zobaczyć, chociaż zdecydowanie lepiej jako drugie w kolejności.
02-05-2012, 05:10 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 02-05-2012, 05:12 przez Albertino.)
Martinipl napisał(a):Kosmiczni kowboje
To jeden z filmów posiadających NAJBARDZIEJ wy*ebaną w kosmos obsadę: Eastwood, Sutherland, Garet, Lee Jones, Marcia Gay Harden, Ian Holm, James Cromwell
Ian Holm? Chyba William Devane?!
Ano, Devane - A myślałem dotąd, że to Ian Holm :)
(02-05-2012, 01:13)Mental napisał(a): 6/10... chyba cię pogięło ;) Jedyna obiektywna ocena to moja ocena:
Underworld: Awakening - nie liczyłem na cuda-wianki, ale i tak film ssie rurę w niemal każdym aspekcie. Fabuła poprowadzona od linijki, na szybko, byle pokazać walki przesiąknięte ogromną dozą absurdu. Reżyseria nie istnieje tzn. szwedzki duet próbuje coś tam opowiedzieć, ale to wszystko jest nudne, po recyklingu (motyw z córką - seriously????), na dodatek czarny charakter jest tu katastrofalny, a sam twiścik jest do przewidzenia po około 15 minutach. Jeszcze jedno - chamska autocenzura. Rozwalanie łba Lykanowi i wyrywanie krtani można pokazać bez skrupułów, za to gdy na ziemi leży naga Kate Beckinsale to musi ją okrywać "mgiełka" aby czasem sutek nie przedostał się do oka kamery. Jedynie Charles Dance daje rade, ale i on zostaje spuszczony w kiblu, nie wspominając o Speedmanie, ktory odebral czek i się zmył.
2/10 za parę fajnych ujęć i tryskającą juchę.
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.
A lonely place to die - krótko: Angole są obecnie niezrównani w tworzeniu kina dla dorosłych. Świetny, bardzo satysfakcjonujący survival z zaskakująco dobrą Melissą George, której w innych filmach po prostu nie znoszę. No i jeszcze psychol z Harrego Browna tutaj odgrywa równie popieprzonego gościa - i robi to fenomenalnie. 9/10
Rum Diary - w porządku film, choć taki trochę... pusty. Bez kopniaka w żadnym aspekcie. Ale historia fajna, bohaterowie fajni, no i fajnie, że Depp wreszcie gra trochę inaczej niż w Piratach. 7/10
Koń Rafał, to znaczy War Horse - całkiem sympatyczna familijna przygodówka o pierwszej wojnie światowej.:) Ckliwe i grzeczne, ale nie nudziłem się. Zdjęcia i scenografia wydupczają w kosmos. 6/10
military napisał(a):Angole są obecnie niezrównani w tworzeniu kina dla dorosłych
Mam podobny pogląd :)
Outlaw - grupa cywili, nękana przez przestępczość, organizuje się oddolnie i na własną rękę wymierza sprawiedliwość. Wśród nich są różni ludzie: adwokat, pracownik korpo, student, pracownik ochrony w hotelu. Szwadronem śmierci dowodzi Sean Bean, który niedawno wrócił z Afgana i nie może znaleźć miejsca dla siebie w ojczyźnie. Najlepsza scena: Sean Bean wykonujący egzekucję poprzez powieszenie i przestrzelenie kolan.
Bardzo krzepiące kino, 7/10
03-05-2012, 14:21 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 03-05-2012, 14:23 przez Mental.)
Rampart - dobry film, aczkolwiek zupełnie inny od tego, którego oczekiwałem.:) Kolejny zakłamany zwiastun. Tak czy siak, największą wadą Ramparta jest to, że pod koniec miałem wrażenie, że nie dowiedziałem się niczego ciekawego/nowego/wartościowego. To jest film, który próbuje niby sprzedawać życiowe mądrości, ale na końcu można tylko wzruszyć ramionami i powiedzieć: "no tak, właśnie tak jest. Co z tego?". Ale to może i dobrze, że nie przegina w żadnym kierunku, bo przynajmniej nie jest pretensjonalny. 7/10