Stały bywalec
Liczba postów: 13,391
Liczba wątków: 77
Nie rozumiem ludzi którzy jedynkę cenią bardziej niż dwójkę. Przecież oba filmy są niemalże identyczne w kwestii zawartości. Slapsticki tu i tam, trochę ględzenia o życiu, rozkminy, kolejne cameo, docinki (już nie pamiętacie wrzut na Jeta Li? ;)). Czego mi zabrakło w E2:
- więcej scen dla Arnolda z gunem (piękny rozpierdol szerzy exgubernator)
- więcej scen z Carismą Carpenter i jej biustem
- Mickeya Rourke'a
I to w zasadzie wsio. Trochę wadzi Czak, ale jak to Czak - fajnie, że jest i trzeba mu oddać, że pięknie kiedyś strollował wszystkich na TVN mówiąc o PG-13. Nawet młokos nie wkurzał za bardzo. Podsumowując - solidna rozrywka, trochę śmieszna, ale krwawa kiedy trzeba.
7/10
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.
07-10-2012, 22:02
Captain Skullet
Liczba postów: 20,339
Liczba wątków: 128
Cytat:Nie rozumiem ludzi którzy jedynkę cenią bardziej niż dwójkę. Przecież oba filmy są niemalże identyczne w kwestii zawartości.
A ja nie rozumiem i nigdy nie zrozumiem ludzi, którzy stawiają dwójkę wyżej czy nawet na równi z jedynką. W głowie mi się to po prostu nie mieści. Natomiast z twoją oceną mogę się zgodzić 7/10, może lekko naciągane. Przy bezdyskusyjnym 10/10 dla jedynki :)
07-10-2012, 22:15
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07-10-2012, 22:17 przez Gieferg.)
Stały bywalec
Liczba postów: 13,391
Liczba wątków: 77
Jedynka ma ode mnie 7 z minusem, bo jednak odstaje od sequela jeśli chodzi występ Arnolda, a na niego najbardziej czekałem.
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.
07-10-2012, 22:22
^^
Liczba postów: 5,286
Liczba wątków: 73
Nie lubię jedynki i dwójki też nie polubiłem. Cały czas miałem wrażenie, że grupka kumpli pojechała sobie na wakacje i przy okazji zrobili film. Nie mam nic przeciwko szczątkowej fabule o ile jest ciekawa i angażująca, a ta nie była. Już nie wspominając o tym jaka jest głupia. Ten film powinien zakończyć się na pierwszym spotkaniu z Van Dammem, ale oczywiście główny zły musi pozostawić bohaterów przy życiu i dać im motywacje do zemsty. Strasznie słabo i nieporadnie wyszła ta scena. . Wszystko wyglądało jak wycieczka grupki komandosów połączona z atrakcjami typu strzelanina. Postacie kompletnie nie ciekawe, teksty w większości były słabe, a te z udziałem Arnolda bardzo słabe. Ile razy można cytować w filmach Terminatora? To jednak nie było najgorsze. Totalnie żenujące i nieśmieszne okazały się sceny z Chuckiem Norrisem. Scena z historyjką o kobrze to totalny facepalm. Bruce Willis oczywiście słaby, Jet Li szybko znika z ekranu, Stallone i Statham nudni. Reszta gdzieś tam przemyka sobie w tle.
Z plusów mogę wymienić początkową sekwencję z ratowaniem Azjaty, kilka śmiesznych tekstów i postać Lundgrena. Cóż film w zasadzie spełnia swoje zadanie i trzyma poziom akcyjniaków z lat 80-tych w stylu Commando czy Cobry, problem w tym, że żaden z tym filmów mi się nie spodobał :). Jak dla mnie 5/10.
www.filmweb.pl/user/Azgaroth_2
10-10-2012, 16:14
Captain Skullet
Liczba postów: 20,339
Liczba wątków: 128
Recenzja pod którą mógłbym się podpisać:
http://www.avforums.com/movies/The-Expendables-2-review_11124/movie.html
Cytat:Seeing it again just confirms this as being a big dumb disappointment with only that incredible opening delivering the power-surge of pure repeatability.
Sceny wycięte:
17-12-2012, 05:37
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 17-12-2012, 05:54 przez Gieferg.)
Nowy
Liczba postów: 44
Liczba wątków: 1
(17-12-2012, 05:37)Gieferg napisał(a): Recenzja pod którą mógłbym się podpisać:
Cytat:Seeing it again just confirms this as being a big dumb disappointment with only that incredible opening delivering the power-surge of pure repeatability.
Sceny wycięte:
dobre - czemu oni to wycięli??
Dla mnie dwójka też lepsza o jakieś 50 % ;)
aloha, proud to be a member of Forum KMF Film.org.pl since Dec 2012.
17-12-2012, 16:44
悟
Liczba postów: 11,556
Liczba wątków: 37
A po grzyba cytujesz w całości posta, który jest tuż nad twoim, i na który bezpośrednio odpowiadasz?
Postępować należy tak, aby niczego nie robić, a wtedy panować będzie ład.
-- Laozi
17-12-2012, 22:33
CGI Paul Walker
Liczba postów: 22,424
Liczba wątków: 29
Jackie Chan ma jaja i nie da z siebie robić wklejaka na 5 minut. Tylko te "sceny humorystyczne"... Zresztą czego ja oczekuje po tym kolejnym gniocie...
http://www.stopklatka.pl/wydarzenia/wydarzenie.asp?wi=93237
"Aktor potwierdza, że w rozmowie ze Stallonem od razu zgodził się zagrać w trzeciej części, lecz pod jednym warunkiem - nie będzie występować w roli epizodycznej w kilku scenach. Stallone przystał także na oczekiwania Chana, by z jego postacią były związane typowe dla niego sceny humorystyczne. Obecnie są wprowadzane odpowiednie poprawki w scenariuszu. "
welcome to prime time bitch!
Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.
18-12-2012, 13:24
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 18-12-2012, 13:25 przez shamar.)
悟
Liczba postów: 11,556
Liczba wątków: 37
Może Chan nabierze rozpędu na starość, bo jego ostatnich rzygowin nie da się oglądać. W miarę znośny jeszcze był "Rob-B-Hood", choć też miewał momenty, od których fejspalmami można było sobie rozłupać czaszkę.
Cytat:Tylko te "sceny humorystyczne"...
Akurat to mu wychodzi bardzo dobrze, o ile są z rozwagą wplecione w akcję i nie są nachalne.
Postępować należy tak, aby niczego nie robić, a wtedy panować będzie ład.
-- Laozi
18-12-2012, 21:59
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 18-12-2012, 22:01 przez Hitch.)
Rating: Awesome
Liczba postów: 10,313
Liczba wątków: 55
padaka :D
18-12-2012, 22:27
CGI Paul Walker
Liczba postów: 22,424
Liczba wątków: 29
(18-12-2012, 21:59)Hitch napisał(a): Może Chan nabierze rozpędu na starość, bo jego ostatnich rzygowin nie da się oglądać.
Czy to oznacza, że "Shaolin" jest do dupy? A ten historyczny też?
Czy odnosisz się tylko do typowego kina ala Jackie?
(18-12-2012, 21:59)Hitch napisał(a): Cytat:Tylko te "sceny humorystyczne"...
Akurat to mu wychodzi bardzo dobrze, o ile są z rozwagą wplecione w akcję i nie są nachalne.
Chodziło mi o to, że mimo iż jest znany z tego typu scen to mogliby se darować. Z drugiej strony na bank będzie to lepsze niż żenujący Jet Li robiący za skośnookie popychadło.
welcome to prime time bitch!
Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.
19-12-2012, 00:59
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19-12-2012, 01:01 przez shamar.)
Jessica Buch
Liczba postów: 1,683
Liczba wątków: 6
Właściwie to niewiele można napisać o tym filmie. Prosty i głupiutki ale jednocześnie widać przy tym, że chłopacy nakręcili go dla samych siebie, tak dla kaprysu bo mieli forsę, bo mogli i dobrze bawili się przy tym na planie jak za dawnych lat. Siódemka - za dystans do samych siebie i za to, że doskonale sami zdają sobie sprawę z tego, że ich nienaturalne twarze wypełnione botoksem powinny już dawno przejść do lamusa. Ale na przekór wszystkim pokazują tak jak studenci z III wieku, że na naukę i strzelanie nigdy nie jest się za starym.
22-12-2012, 19:15
Olek Krupa
Liczba postów: 77
Liczba wątków: 0
Jedynkę oceniam jako totalne arcydzieło kina akcji i wyznaję kultem totalnym. Dwójka w zasadzie nie odbiega klasą, sprawia wrażenie nieco bardziej jajcarskiej, ale tylko momentami. Dużym plusem jest ograniczenie udziału Jeta Li do niezbędnego minimum(choć wolałbym, żeby znowu dostał łomot od Dolpha i na tym zakończył swój udział w filmie). Na plus w zasadzie cały film, wszystkie kreacje i epizody. Jedyną skazą jest rola Van Damme'a, któremu postać i dialogi rozpisano jak w kreskówce. Ma być zły do szpiku kości i do tego rzuca kretyńskie teksty. Brakowało mi tu powagi z jedynki na tej płaszczyźnie. Do tego, jego finałowa walka z Slajem srogo mnie rozczarowała - jak 80's, to 80's panowie. Wyrównana naparzanka musi trwać.
Generalnie jednak - wielbię. Niepokoi mnie natomiast, co zrobia z trójką. Obecność Jackie Chana, do tego w jednej z głównych ról, do tego z typowymi akcentami komediowymi(jakby sama jego obecność w filmie nie była żartem) nie wróży to dobrze. Mam nadzieję, że pozostali aktorzy zostaną dodani rozsądniej.
27-12-2012, 00:51
CGI Paul Walker
Liczba postów: 22,424
Liczba wątków: 29
(27-12-2012, 00:51)Critters napisał(a): Jedynkę oceniam jako totalne arcydzieło kina akcji i wyznaję kultem totalnym.
Stary dowcip, już niemodny.
Już to gdzieś pisałem - takie "Con Air" jest 10 razy lepszym hołdem dla oldskulowego kina akcji 80's/90's niż ten wymuszony chłam Sly'a.
(27-12-2012, 00:51)Critters napisał(a): Obecność Jackie Chana, do tego w jednej z głównych ról, do tego z typowymi akcentami komediowymi(jakby sama jego obecność w filmie nie była żartem) nie wróży to dobrze. Mam nadzieję, że pozostali aktorzy zostaną dodani rozsądniej.
Co masz do niego?
Chłop pasuje tam 50 razy bardziej niż niektóre śmieszne pomioty, które zatrudniono we wcześniejszych częściach.
welcome to prime time bitch!
Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.
27-12-2012, 01:05
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 27-12-2012, 01:09 przez shamar.)
Olek Krupa
Liczba postów: 77
Liczba wątków: 0
(27-12-2012, 01:05)shamar napisał(a): (27-12-2012, 00:51)Critters napisał(a): Jedynkę oceniam jako totalne arcydzieło kina akcji i wyznaję kultem totalnym.
Stary dowcip, już niemodny.
Już to gdzieś pisałem - takie "Con Air" jest 10 razy lepszym hołdem dla oldskulowego kina akcji 80's/90's niż ten wymuszony chłam Sly'a.
(27-12-2012, 00:51)Critters napisał(a): Obecność Jackie Chana, do tego w jednej z głównych ról, do tego z typowymi akcentami komediowymi(jakby sama jego obecność w filmie nie była żartem) nie wróży to dobrze. Mam nadzieję, że pozostali aktorzy zostaną dodani rozsądniej.
Co masz do niego?
Chłop pasuje tam 50 razy bardziej niż niektóre śmieszne pomioty, które zatrudniono we wcześniejszych częściach.
Co do opinii o 'Expendables 2', to widzę, że się nie dogadamy bo oba filmy to dla mnie arcydzieła, powrót do lat 80tych za duże bańki, ale zrobiony z sercem i ja to kupuję całkowicie. Natomiast 'Con Air', który przywołujesz to dla mnie zwykły przeciętniak, który nie ma nic wspólnego z epoka lat 80tych. Wszystko co ma w obsadzie Mikołaja Klatkę, musi wypierdalać - najlepiej w kosmos i najlepiej bezpowrotnie ;)
Co do Chana, to zwyczajnie nie pasuje mi w nim wszystko, zaczynając od jego aparycji, komediowości, poprzez całą jego filmografię(za wyłączeniem 'Rush Hour', ale to akurat nie z jego powodu). Kręcimy film, w którym liczy się pompa, przemoc, brutalność i skurwysyństwo, to nie ma tam miejsca dla komediowego azjaty używającego w walce drabinek i innych przedmiotów codziennego użytku. Pomijam już fakt, że on nie jest żadną gwiazdą kina akcji made in USA (a jakby nie patrzeć o hołd dla takiego kina chodzi w 'EX' a nie dla kina made in HK). Nie bardzo wiem, kto ci mniej pasuje niż Chan w obu częściach EX? Może Jet Li, ale ten przynajmniej potrafi być czasem poważny i nie robi gagów w stylu Benny Hilla swoją facjatą.
Tak samo, z całego serca nie chce żadnego Cage'a, Neesona i innych tego typu wynalazków. Robimy kino akcji z ikonami kina akcji (wysokobudżetowego, czy niskobudzetowego - bez znaczenia) a nie ludzi, którzy poprostu mają duże nazwisko na rynku. Z tego tytułu nie widziałem tu Travolty, którego cenię jako aktora, ale nie był aktorem kina akcji i już nim nie będzie. Jak oldschool, to oldschool.
27-12-2012, 01:51
Captain Skullet
Liczba postów: 20,339
Liczba wątków: 128
Cytat:Dwójka w zasadzie nie odbiega klasą,
Odbiega i to drastycznie. O ile w jedynce zaczynamy od stosunkowo słabej akcji by potem serwować coraz to lepszą rozwałkę, tak dwójkę po otwierających 15 minutach można spokojnie wyłączyć bo wszystko co najlepsze już było. Poza popisami Stathama nie ma tam potem już KOMPLETNIE NIC, jeśli idzie o porządną akcję, a finałowy pojedynek wart jest conajwyżej uśmiechu politowania. Nie ten poziom, nie ta klasa, a Norris i Arnold jak mają zaliczać takie występy jak tutaj, to lepiej niech się schowają i w ogóle nie pokazują.
Chan też nie wiem na co im potrzebny w Ex3. Seagal, Snipes, Russell, Michael Biehn jak najbardziej, nawet Speakmana bym chętnie zobaczył w jakiejś epizodycznej roli, ale Chan... thanks, but no thanks.
27-12-2012, 02:06
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 27-12-2012, 02:13 przez Gieferg.)
Olek Krupa
Liczba postów: 77
Liczba wątków: 0
No, przyznaję, że akcyjkę na początku odwalili taką, że bardziej by pasowała na koniec bo jej rozmach jest epicki i pod względem efektowności kasuje akcję na lotnisku z miejsca.
Mimo wszystko uważam, że nie odbiega od jedynki, może minimalnie.
Końcowa walka to dla mnie rozczarowanie, ale w jedynce spotkanie Slaja z Robertsem i koszmarnie rozpisane, to jak Roberts skończył, to nieporozumienie większe niż głupoty wyczyniane tu przez JCVD.
Dwójka momentami jest znacznie bardziej jajcarska, chłopaki żartują sobie na lewo i prawo, ale jak przychodzi czas na zemstę to jest zemsta jak należy a gnój dzieje się na lewo i prawo.
O trójce wiemy póki co, tylko tyle, że olał ich Eastwood i szczerze, to mu się nie dziwię. Zbyt duży dorobek reżyserski i aktorski na najwyższym poziomie żeby się pojawić w jakimś epizodzie jako 'dobry wujek', tak jak to zrobił Norris.
27-12-2012, 02:15
Captain Skullet
Liczba postów: 20,339
Liczba wątków: 128
Cytat: ale w jedynce spotkanie Slaja z Robertsem i koszmarnie rozpisane, to jak Roberts skończył, to nieporozumienie większe niż głupoty wyczyniane tu przez JCVD.
Ale Roberts to nie był przeciwnik po którym należało się czegokolwiek ciekawego w zakresie końcowej walki spodziewać. Było za to dynamiczne i bardzo dobre starcie Sly'a z Austinem, które nie skończyło się wcale zwycięstwem głównego bohatera, a Austina załatwił Couture. W ogóle w jedynce każdy z ekipy miał jakiś swój moment. Dolph miał cały swój wątek zwieńcxzony walką z Jetem, Jet miał walkę z Dolphem i fajne starcie z Danielsem, sporo robił w końcowej akcji, Crews miał swoją świetną akcję w tunelach, Couture walczył z Austinem na końcu, Statham wiadomo, razem ze Sly'em mieli do roboty najwięcej, a w dwójce? Dolph poza robieniem z siebie głupka parę razy strzelił, a w finałowej walce kogoś kopnął i kogoś dziabnął nożem, a poza tym robił za comic relief, Couture i Crews praktycznie nic ciekawego nie zrobili bo ich sceny walki wycięto z finałowej bitwy. Tylko Statham i Sly mieli coś ciekawego do roboty, a Arnold i Willis wepchani do scenariusza zupełnie bez polotu ukradli czas ekranowy innym poświęcając go na przerzucanie się mega "subtelnymi" nawiązaniami. Puh-leaaase..
Cytat:ale jak przychodzi czas na zemstę to jest zemsta jak należy a gnój dzieje się na lewo i prawo.
Kiedy niby? Jak Norris off-screen odwala za nich robotę? Jak w wiosce załatwiają sprawę w minutkę? Jak w jaskini załatwiają sprawę w 5 sekund? Jak Arnold ot tak sobie wpada by ich wyciągnąć? A może gdy w finałowej walce tłuką wszystkich jak chcą i nikt łącznie z głownymn bossem nawet nie próbuje udawać, że stawia im jakikolwiek opór? (dobra, Adkins chwilę próbuje, ale i tak mamy zero jakiegokolwiek napięcia). Przecież tu między początkową, a finałową (cienką zresztą) akcją nie ma nawet jednej godnej zapamiętania walki czy strzelaniny (z wyjątkiem może Stathama w kościele). Jest za to pełno pierdolenia o bzdetach, a to o żarciu, a to o tym jak chłopaczkowi psa zabili postanowił w związku z tym "zrobić coś innego" więc z armii przeniósł się do ekipy najemników zajmującej się rozpierduchą, o tym jak to chłopaczek chce zrezygnować itd. itp. a monolog Rourke'a z Ex1 wypada przy tym całym pierdoleniu jak oskarowa rola.
Jakby nie sentyment do kilku aktorów i świetne otwarcie nie miałbym nawet powodu by toto stawiać na półce (a i tak kupiłem tanie wydanie Monolithu, byle se było, podczas gdy jedynkę mam na półce w dwóch angielskich wydaniach - steel z kinówką i extended director's cut). Jak ta seria ma podążać w kierunku wyznaczonym przez dwójkę, to ja podziękuję. W chwili obecnej nawet nie mogę powiedzieć z przekonaniem, że czekam na Ex3.
27-12-2012, 02:42
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 27-12-2012, 02:59 przez Gieferg.)
悟
Liczba postów: 11,556
Liczba wątków: 37
Cytat:liczy się pompa, przemoc, brutalność i skurwysyństwo
ROTFL. "Niezniszczalni" to fajne filmy, ale nie ma w nich ani grama żadnej z tych rzeczy.
Postępować należy tak, aby niczego nie robić, a wtedy panować będzie ład.
-- Laozi
27-12-2012, 09:29
Olek Krupa
Liczba postów: 77
Liczba wątków: 0
Cytat:Ale Roberts to nie był przeciwnik po którym należało się czegokolwiek ciekawego w zakresie końcowej walki spodziewać.
Zależy jak dla kogo bo jak dla mnie - było. Agent CIA, główny zły jakby nie patrzeć, koleś, który w serii 'Best of the Best' naparzał aż miło. Prosiło się o starcie.
Ale pomijam konfrontację hand to hand. To, co miało miejsce, gdy doszło do spotkania obu panów było zwyczajnie idiotyczne. Roberts spierdziela z dziewczyną, nagle zatrzymuje się po to aby strzelić idiotyczną gadkę Slajowi. Slaj rzuca broń, Roberts zamiast rozwalić go na miejscu(o to przecież chodzi!) to strzela mu w ramię, czy coś takiego, potem jeszcze każe mu 'przestać iść naprzód' (zamiast kolejnej kulki), potem daje się odepchnąć jakiejś dziewce po to aby Slaj mógł z prędkością światła wyciągnąć drugiego guna i oczywiście strzelić szybciej niż Roberts, który miał w niego broń wycelowaną i palec na spuście(takie wiksy scenariuszowe, to są ok, ale z somalijskimi piratami - burakami a nie wysoko postawionymi agentami CIA) władować w niego magazynek do spółki z cgi maczetą Stathama. Przecież scenariuszowo to jest na poziomie przedszkola, ewentualnie pijanego gimnazjalisty, którego poniosła fantazja.
Wystarczyło aby Slaj rzucił broń, dostał od Robertsa kulkę(miał kamizelkę) i przed dostaniem drugiej kulki został uratowany przez Stathama. Wtedy miałoby to ręce i nogi.
Cytat: Było za to dynamiczne i bardzo dobre starcie Sly'a z Austinem, które nie skończyło się wcale zwycięstwem głównego bohatera, a Austina załatwił Couture. W ogóle w jedynce każdy z ekipy miał jakiś swój moment. Dolph miał cały swój wątek zwieńcxzony walką z Jetem, Jet miał walkę z Dolphem i fajne starcie z Danielsem, sporo robił w końcowej akcji, Crews miał swoją świetną akcję w tunelach, Couture walczył z Austinem na końcu, Statham wiadomo, razem ze Sly'em mieli do roboty najwięcej, a w dwójce? Dolph poza robieniem z siebie głupka parę razy strzelił, a w finałowej walce kogoś kopnął i kogoś dziabnął nożem, a poza tym robił za comic relief, Couture i Crews praktycznie nic ciekawego nie zrobili bo ich sceny walki wycięto z finałowej bitwy. Tylko Statham i Sly mieli coś ciekawego do roboty, a Arnold i Willis wepchani do scenariusza zupełnie bez polotu ukradli czas ekranowy innym poświęcając go na przerzucanie się mega "subtelnymi" nawiązaniami. Puh-leaaase..
Tylko, że walka Stathama z Austinem to nie była końcowa walka, walka Couture z Austinem była raczej słabawa(do tego cgi płomienie) bo schab Austin, który sprawiał wrażenie gościa najbardziej kozaczącego oddał życie praktycznie walkowerem. Pozostali panowie walczyli z anonimowymi żołnierzami, tak samo jak i w dwójce, więc trochę nie kumam argumentu (pomijając krótką walkę Danielsa z Li)
Poprostu końcowa rozpierducha była większa, wybuchy non stop, setki żołnierzy itd. W dwójce mieliśmy Van Damme'a - najemnika, który ukradł pluton na czyjeś zamówienie i nie miał do dyspozycji armii o rozmiarach małego państwa.
Ja tam Dolpha w dwójce pamiętam całkiem sporo, zaczynając od rozpierduchy z czołgiem na początku, poprzez strzelaniny później aż do epickiej sceny, gdy na lotnisku połamał kolesia o kolumnę.
Mnie akurat nie przeszkadza, że Couture i Crews nie mieli nic do pokazania w tej końcowej walce bo dla mnie to najmniej interesujące postacie ze wszystkich i żadni z nich 'kultowcy'. Wolę widzieć na ekranie jak Slaj rozwala 50 typów niż wspomnianą dwójkę.
Statham obok slaja, to główna postać i najlepiej zarysowana - w obu częściach, więc nic dziwnego, że ma dużo do roboty i moim zdaniem spełnił w dwójce swoje zadanie.
Walki Slaja z JCVD nie będę po raz kolejny komentował bo pisałem już, że mnie rozczarowała na każdej płaszczyźnie. Natomiast walka Stathama z Adkinsem, to dla mnie najlepsza walka obu części, za drugim razem musiałem iść na seans w 4 parach gaci - tak mnie trzymała w napięciu, może dlatego, że Hector był zajebisty i chciałem aby to wygrał.
Tobie występ Ahnolda nie przypadł do gustu a dla mnie to właśnie tam jest jego miejsce i bardzo dobrze, że sobie troche postrzelał, walnął kilka pierwszorzędnych onlajnerów, Willis w każdym filmie jest wepchnięty na siłę, ale jego wymiana zdań z Ahnoldem przyniosła mi odpowiednią dawkę kultu.
Cytat: Kiedy niby? Jak Norris off-screen odwala za nich robotę? Jak w wiosce załatwiają sprawę w minutkę? Jak w jaskini załatwiają sprawę w 5 sekund? Jak Arnold ot tak sobie wpada by ich wyciągnąć? A może gdy w finałowej walce tłuką wszystkich jak chcą i nikt łącznie z głownymn bossem nawet nie próbuje udawać, że stawia im jakikolwiek opór? (dobra, Adkins chwilę próbuje, ale i tak mamy zero jakiegokolwiek napięcia). Przecież tu między początkową, a finałową (cienką zresztą) akcją nie ma nawet jednej godnej zapamiętania walki czy strzelaniny (z wyjątkiem może Stathama w kościele). Jest za to pełno pierdolenia o bzdetach, a to o żarciu, a to o tym jak chłopaczkowi psa zabili postanowił w związku z tym "zrobić coś innego" więc z armii przeniósł się do ekipy najemników zajmującej się rozpierduchą, o tym jak to chłopaczek chce zrezygnować itd. itp. a monolog Rourke'a z Ex1 wypada przy tym całym pierdoleniu jak oskarowa rola.
Tylko, że dwójka ma jednak trochę inną fabułę, przeciwnik jest inny a co za tym idzie inaczej poczynają sobie bohaterowie. W jedynce musieli rozdupczyć całą wyspę i jej armię aby się wydostać i przeżyć.
JCVD ani razu nie próbuje udawać, że jest tam po to aby walczyć. Cały czas podkreślane jest to, że chcą wywieźć pluton, tylko dlatego wogóle wdają się w strzelaninę na lotnisku aby 'kupić' trochę czasu.
Inny typ postaci - unikają bezpośrednich starć.
Wejście Norrisa, to dla mnie - kogoś, kto wychował się na jego filmach - kisiel i galareta w majtach. Nieważne, czy off screen, czy nie, ludzie giną na ekranie, wtedy wyłania się Chuck i rzuca taką gadkę, że klękajcie narody.
Kamp i kult mieszają się tu i tworzą wybuchową mieszankę. Rozumiem, że ktoś liczył na coś innego, ja tam się nie zawiodłem, więc i nie mam się za bardzo do czego przyczepić.
A gadka Rourke'a z jedynki przepełniona była takim patosem, że chciało mi się bełtać i bardzo mnie cieszy, że tego ćpuna i pijaczka nie było w dwójce, zwłaszcza za biurkiem, gdzie upchnęli go w pierwszej części.
Cytat: ROTFL. "Niezniszczalni" to fajne filmy, ale nie ma w nich ani grama żadnej z tych rzeczy.
To widać kiepsko oglądałeś bo wszystko jest do maximum. Oczywiście jak na standardy mainstreamowego kina, ale jest.
A pompa podczas konfrontacji Slaja z JC jest wręcz epicka.
27-12-2012, 11:15
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 27-12-2012, 11:20 przez Critters.)
|