The Hobbit, Parts 1 & 2 & 3
Oglądając Hobbita z komentarzem Jacksona włączyłem sobie w TV opcję 24p Smooth Film i oczywiście sprawiło to, że film wyglądał tak plastikowo, że jego przeciwników mogłoby to przyprawić o zawał. Jednocześnie tak płynny obraz czyni wszystko - tak jakby w normalnej wersji obraz nie był już najwyższej jakości - niesamowicie ostrym, namacalnym wręcz.

Z czystej ciekawości może obadam kinowe 48 fps, ale raczej przy drugim seansie.

Odpowiedz
Pierwszą część widziałem w 48 fps... i trochę mi to zepsuło film. Część scen wyglądała ładnie, ale co z tego, jeśli wszystkie postacie poruszały się dwa lub trzy razy szybciej niż powinny.

W jakim rzędzie najlepiej siedzieć w Imaxie?

Odpowiedz
Cytat:jeśli wszystkie postacie poruszały się dwa lub trzy razy szybciej niż powinny.

Zastanawiam się ile jeszcze osób pomyli szybkość z płynnością? Film trwał dokładnie tyle samo, nie mogli się szybciej poruszać.

Odpowiedz
W Katowickim IMAX najlepiej w 9 miejsca 18-19 ;)
sprawdzone podczas 4 seansów PR w tym roku ;)

Odpowiedz
Cytat:podobnie z Beornem.

W ogóle co niektórzy skarżą się, że z sześciu książkowych rozdziałów, które film obejmuje, trzy opowiedziano w 40 minut, kolejne 3 w 50, a reszta to ponoć rzeczy, których w książce nie ma na czele z
- i w sumie bardzo dobrze, bo tego w książce brakowało. Tolkienowskich purystów pewnie krew zaleje ale kij z nimi, książkowy hobbit był słabiutki (tak, oczywiście, szacunek się należy ze względu na prekursorstwo, ale nic ponad to) , raz przeczytałem, więcej nie zamierzam, bardzo dobrze, że Jackson potraktował go tylko jako podstawę do stworzenia czegoś bardziej rozbudowanego.

Odpowiedz
Właśnie wróciłem z pierwszego, najwcześniejszego sobotniego seansu i, niestety, muszę powiedzieć, że uczucia mam strasznie mieszane. Jak większość z Was wie, jestem wielkim LOTR i zjawisk pochodnych, które wyszły pod dyrekcją P. Jacksona, i zazwyczaj... kogo, ja oszukuję?... ZAWSZE przymykam oko na drobiazgi, które inny mają za wielkie babole, albo, mówiąc wprost kretynizmy, które się na przestrzeni filmów, które się pod tym szyldem do tej pory ukazały. No, w tym wypadku ciężko mi było w kilku momentach, co sprawiło, że bardzo waham się pomiędzy oceną 7/10 a 8/10 The Desolation of Smaug.

To, co napiszę, może być trochę chaotyczne, ale postaram się uporządkować spostrzeżenia, w takiej kolejności, w jakiej mi przychodziły do głowy

Na minus: prolog! Zarówno w trylogii LOTR, jak i pierwszej części Hobbita były to fajne, efektowne i często okraszone dramatyzmem retrospekcje. Tym razem też mamy flashbacka, tym razem z Bree, który jest tak cholernie nudny i nic niewnoszący do całości, że już w tym momencie zacząłem się nieco niepokoić.

Na minus: Beorn. No, jakoś mnie kompletnie ni ziębiła, ni grzała ta postać. Fakt, faktem, że epizod ten trwa krótko, ale jest równie niewiele wnoszącym fragmentem, co wyżej wspomniany prolog. Spodziewałem się jakiejś grubszej akcji z niedźwiedziołakiem (kto wie, może w kolejnej części?). W ogóle najśmieszniejsze z tym fragmentem jest to, że wracając z kina musiałem się trochę skupić, żeby przypomnieć sobie, co się działo pomiędzy prologiem, a dotarciem wesołej kompanii do Mrocznej Puszczy.

Na plus: Błąkanie się i zwidy w Mrocznej Puszczy i takoż akcja z pomiotem Ungolianty, a następnie wejście elfów.

Na plus: Legolas i Tauriel. Ten pierwszy dużo fajniejszy niż w LOTR, a już na pewno większy z niego badass. No, ci którym przeszkadzały jego akcje tamój, to tym razem zaleją sekwencje z jego udziałem srogim shitstormem. To, co tu wyprawia, to już przechodzi, ludzkie, krasnoludzkie, elfie i nawet smocze pojęcie :) Całej sekwencji na rzece niemal nie sżło wzrokiem, a co dopiero rozumem okiełznać, ale przyznać trzeba, że jest to zajebiście efektowne i serce rosło, jak się krasnoludy pospołu z nielubianymi elfami przeciw orkom biły. Ale, ale... Tauriel to jest KUCHWA! najfaniejszy elf ze wszystkich elfów, jakie dane nam było poznać w LOTR (niestety, w tym filmie jest też najbardziej chujowy elf w historii LOTR, dla przeciwagi, ale o nim później). Raz, że wymiata za dwóch, dwa, że jest miła dla oka, a trzy, że... cóż, jest tak bardzo zbliżona do RPG'owego typu elfa, że nie sposób tego nie docenić. Ja wolę jednak takie, niż te inne dumne pawiany z rogami :)

Na minus: wątek romansowy, który ciężko zaakceptować ortodoksyjnemu fanowi fantasy. Większości widzów to nie obejdzie a sporo z nich uzna to za słodkie. Niestety, takie rzeczy, to pozwalam, żeby uchodziły płazem tylko Pratchettowi.

Na minus: Thranduil. Postać głupia, nadęta, chujowa. Zagrana dokładnie tak, jak się tego można było spodziewać po wyglądzie. Sposób wysławiania, ruchy i wygląd jest średnią wypadkową z drag queen i Michała Szpaka. Zero charyzmy, nie wiem, jak ktokolwiek może go cenić, jako króla, i w ogóle brać poważnie. Skoro już jesteśmy przy upodlaniu elfów - uchlane do nieprzytomności elfy? Po jednym antałku wina? Eee... pamięta ktoś jeszcze pojedynek Gimliego i Legolasa i kto kogo przepił!? Cóż za niekonsekwencja, Panie Jackson ;-)

Na minus: To chyba przeszkadzało mi najbardziej - nierówne tempo narracji. Pierwsza część miała to do siebie, że zaczynała się z wolna, ale jak już się rozkręciła, to szło o bożym świecie zapomnieć. Tu jednak dynamiczne sekwencje za często przerywane są spokojnymi, często mało wnoszącymi do fabuły. Wspomniany tu wątek romantyczny jest właśnie takim "wpieprznikiem" przerywającym, co wartką akcję.

Na plus: Sceny akcji - bardzo, bardzo dynamiczne, świetnie zrealizowane, no po prostu sprawiające, że oglądało się to na wstrzymanym oddechu. Brakowało, co prawda wielkich bitew ;-) (ale był przynajmniej jeden wymarsz wojska, ufff...), ale i tak było fajnie.

Na plus: Gandalf w Dol Guldur, objawienie się Necromancera, moment dość schizowy, ale fajnie korespondujący z LOTR. Zjawa Necromancera budzi dużo większą grozę niż Oko, swoją drogą.

Na, ni w tę, ni we wtę: Smaug - ogólnie nie jestem fanem tych smoków, więc specjalnie nie czekałem na jego objawienie, ale wiadomo, że jest on gwoździem programu. Wygląda bardzo dobrze, jest odpowiednio wredny, budzi respekt i grozę. Zabawy w chowanego z nim i bohaterami mocno naciągane (zwłaszcza, jeśli chodzi o wprowadzanie w czyn przebiegłego planu krasnoludów w końcówce), ale zarówno to, jak i wszystkie inne akcje w tym filmie są przecież usankcjonowane Via Licentia Magica, więc się czepiał nie będę. Od siebie dodam, że myślałem jednak, że Smaug będzie sprytniejszy (choć może i był?).

Na plus: Humor dużo bardziej stonowany, cytatów z LOTR dużo mniej (wiem, że niektórych to drażniło w pierwszej części), Bombur dowiódł swojej wartości bojowej ;-)

Na minus: CHAMSKI cliffhanger! Takiego czegoś jeszcze nie było w LOTR. Każde z zakończeń zostawiało bohaterów w różnych trudnych sytuacjach, ale generalnie był to zrobione elegancko. Tu zrobione zostało tak, że normalnie film został jakby ucięty w najciekawszym momencie. Sorry, Jackson, ale takie coś pasuje do seriali, a nawet tam odchodzi się od takiego prostackiego clifhangerowania, ostatnimi czasy. Najprostsze, bezczelne, po najmniejszej linii oporu. Słabe, słabe, słabe! Kurna - sorry, ale - kiedy zobaczyłem początek tej sceny, pomyślałem sobie, "no pora na crème de la crème tej części", "teraz to się rozkręci", a tu , BACH!, ciemny ekran, napisy i jakaś denna piosenka!

Tak więc, to tyle, co mi przyszło na gorąco do łba. Może w toku dyskusji, jeśli się takowa wywiąże, coś jeszcze dodam, ale ogólnie, czuję się tylko połowicznie zaspokojony. Nie rozczarowany, ale jednak wydaje mi się, że pierwsza część podobała mi się bardziej. Możliwe jednak, że wówczas byłem bardziej wyposzczony i spragniony powrotu do jacksonowskiego Śródziemia.

Ocena, jak wspomniałem 7-8/10
https://the-twilight-area.com/ - strona poświęcona serialowi "The Twilight Zone"
http://www.strefamrokupodcast.pl/ - podcast o "Strefie Mroku"
https://readersinitiative.podbean.com/ - podcast o literaturze wszech treści

Odpowiedz
Cytat:Skoro już jesteśmy przy upodlaniu elfów - uchlane do nieprzytomności elfy? Po jednym antałku wina?
W książce to było królewskie wino, które się powinno sączyć małymi łykami - dlatego się nim upili tak szybko:).

Odpowiedz
A, to przepraszam, rzeczywiście, "podczaszy" wspominał coś o tym królewskim winie, umknęło mi to :)
https://the-twilight-area.com/ - strona poświęcona serialowi "The Twilight Zone"
http://www.strefamrokupodcast.pl/ - podcast o "Strefie Mroku"
https://readersinitiative.podbean.com/ - podcast o literaturze wszech treści

Odpowiedz
A jak u Ciebie Albatrosie wygląda porównanie UJ do DoS? Lepsza ta druga część, gorsza, ten sam poziom? Jest więcej akcji, przygody, mniej zapychaczy?

Odpowiedz
Jak już wspomniałem, ciężko mi się jednoznacznie wypowiedzieć, bo do drugiej części podchodziłem z nieco niższym poziomem hajpu. Na chwilę obecną nie potrafię jednoznacznie stwierdzić, "co lepsze", może dojdzie do tego, kiedy odświeżę sobie UJ. Natomiast wydaje mi się, że UJ oglądało się lepiej, właśnie ze względu na, również wcześniej wspomniane, tempo narracji, które - że ujmę to może nieco mało adekwatnie, ale dość obrazowo - w UJ rośnie wykładniczo, a w DoS dynamiczne momenty przeplatają się z naprawdę mało ciekawymi wolniejszymi momentami. Bywało tak już w LOTR, ale wydaje mi się, a właściwie jestem pewien, że tam miało to więcej sensu i wnosiło więcej do fabuły. Najsłabszym z najsłabszych, ogniwem tych wolnych, bardzo przeszkadzających momentów, jest wątek romantyczny.

Czyli, na ten moment jednak UJ > DoS.
https://the-twilight-area.com/ - strona poświęcona serialowi "The Twilight Zone"
http://www.strefamrokupodcast.pl/ - podcast o "Strefie Mroku"
https://readersinitiative.podbean.com/ - podcast o literaturze wszech treści

Odpowiedz
Cytat: i jakaś denna piosenka!

Właśnie katuję tę "denną" piosenkę od przeszło 20 minut. A co do cliffhangera - jak dla mnie istniały tylko dwie opcje zakończenia drugiej części. I w sumie nie dziwię się, że wybrano tę, którą wybrano.

Odpowiedz
Cóż, mnie jakoś nie urzekła, ale gorycz spowodowana "urwanym filmem" też miała na to jakiś wpływ. Jakby nie było, ja bym wolał, jakby taką nutę na koniec dali


;)

Gieferg napisał(a):A co do cliffhangera - jak dla mnie istniały tylko dwie opcje zakończenia drugiej części. I w sumie nie dziwię się, że wybrano tę, którą wybrano.

https://the-twilight-area.com/ - strona poświęcona serialowi "The Twilight Zone"
http://www.strefamrokupodcast.pl/ - podcast o "Strefie Mroku"
https://readersinitiative.podbean.com/ - podcast o literaturze wszech treści

Odpowiedz
Bardzo chciałbym by każdy kto będzie tutaj recenzował Pustkowie Smauga zaznaczył na początek swój stosunek do pierwszej części, oszczędzi mi to czytania opinii które mnie nie interesują (to nie brak szacunku, spokojnie, ot jestem tu jednym z nielicznych fanów Unexpected Journey dlatego chciałbym wiedzieć co sądzą przede wszystkim inni jego zwolennicy)

W KAŻDEJ recenzji wspomina się o tej niesamowitej sekwencji na rzece. Jest to wizualne i inscenizacyjne szaleństwo porównywalne np. z walką Konga z T-Rexami?

Odpowiedz
Cytat:Właśnie katuję tę "denną" piosenkę od przeszło 20 minut.

Jeżeli chodzi o kawałek "I see fire" to robi on kiepskie pierwsze wrażenie, bo śpiewany jest przez jakiegoś cienkiego metro kolesia, ale sama melodia i słowa są naprawdę spoko i coraz bardziej przekonuję się do tej piosenki.

Po prostu do ideału brakuje bardziej hardcorowego wykonania z pierdolnięciem. Tekst stylizowany jest na krasnoludzką przemowę przed ostatnią, samobójczą wyprawą więc powinien to śpiewać jakiś wytatuowany koleś z warkoczami w brodzie ;) Przeglądałem YT w poszukiwaniu jakiegoś covera, który byłby nieco dosadniejszym wykonaniem, ale jak to bywa z jutubowymi coverami, większość z nich śpiewana jest przez nastolatków, albo kolesi, którzy wyglądają jak obsada Glee.
Fuck the cavalry and the committee that recieves 'em.

Odpowiedz
Tak w ogóle to piosenki do Hobbita jakoś bardziej mi pasują niż te do LOTRa (z których tak naprawdę tylko May It Be mi się jakoś bardziej podobało).

Mierzwiak napisał(a):spokojnie, ot jestem tu jednym z nielicznych fanów Unexpected Journey dlatego chciałbym wiedzieć co sądzą przede wszystkim inni jego zwolennicy)

You have my axe :)

Odpowiedz
No, ja chyba nie musiałem się przedstawiać, jako zwolennik, stronnik, fan i fanatyk Jacksona, a UJ dałem, o ile mnie pamięć nie zawodzi, 10/10 :P
https://the-twilight-area.com/ - strona poświęcona serialowi "The Twilight Zone"
http://www.strefamrokupodcast.pl/ - podcast o "Strefie Mroku"
https://readersinitiative.podbean.com/ - podcast o literaturze wszech treści

Odpowiedz
10? Wow, u mnie ma tylko 8 więc chyba przesadziłem z tym fanem :P

Odpowiedz
U mnie jedynka ma 9/10, drugi seans potwierdził. W 2012 roku tylko Dredda oceniłem wyżej.

Wracając do DoS - zdaje się, że tym razem zanosi się na ciekawszą wersję rozszerzoną niż w przypadku UJ. Pamiętacie tę pierwszą zaprezentowaną scenę z Gandalfem w Dol Guldur? W filmie jest podobno krótsza, a ujęcia z Azogiem znanego z większości trailerów (to jak wskakuje na jakiś mur) w filmie w ogóle nie ma. Również Beorn pewnie dopiero w EE będzie miał szansę zabłysnąć. Zastanawia mnie też co w końcu zrobią z Thrainem, który pojawiał się na ułamek sekundy w co niektórych zwiastunach jedynki, w filmie było go tyle co nic,
.

Odpowiedz
Wszyscy piszą, że Smaug wygląda nieporównywalnie lepiej od głowy, którą pokazali w drugim zwiastunie. Nie tylko lepiej wyrenderowany, ale i różniący się samym designem. Łeb ponoć jest straszniejszy.
Fuck the cavalry and the committee that recieves 'em.

Odpowiedz
(14-12-2013, 20:18)Gieferg napisał(a): Wracając do DoS - zdaje się, że tym razem zanosi się na ciekawszą wersję rozszerzoną niż w przypadku UJ.
Bądźmy szczerzy - obaj wiemy, że czekamy przede wszystkim na wersje rozszerzone właśnie, wersje kinowe traktując jako "No dobra, obejrzałem, a teraz dajcie pełne wydanie na Blu" :)

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości