The Hobbit, Parts 1 & 2 & 3
Byłoby fajnie, ale czy ktoś z twórców sugerował coś takiego?

Odpowiedz
Nie, to tylko moje marzenie, ten krasnolud najbardziej mi się podoba z całej ekipy i chcę go oglądać jak najdłużej :)

Odpowiedz
Też go lubię najbardziej. I krasnoludzki dizajn i osobowość:D

Odpowiedz
(03-01-2014, 21:24)Lawrence napisał(a): Legolas jest dla mnie postacią zbędną.

Nerd alert:

Jedną z rzeczy, którą doceniam teraz bardziej po seansie jest występ Legolasa. Wprawdzie wciąż uważam, że nieco przesadzili z jego udziałem i film pewnie by zyskał gdyby skrócić go o te kilka mniej potrzebnych akcji z Bloomem, jednak samo przedstawienie tej postaci podoba mi się bardziej niż w LOTR.

Jackson zawsze miał rewelacyjne oko do aktorów. W oryginalnej trylogii dobrał obsadę, w której każdy od pierwszych scen przedstawiał esencje poszczególnych postaci. Wszyscy oprócz Blooma. Orlando dla mnie zawsze wydawał się zbyt "chłoptasiowaty" do roli Legolasa. Już nawet nie chodziło o wygląd, tylko o tę jego wiecznie otwartą japę, ogólną postawność 18 latka i ogładę boysbandowego chłopca. Facet nie miał wtedy żadnej prezencji, żadnej ekranowej "wagi". Co doskwierało podwójnie biorąc pod uwagę, że Legolas również jako sama postać ustępował reszcie Drużyny (gość w trylogii spełniał praktycznie rolę chodzącego łuku. Jedyny story arc jaki posiadał była jego postępująca relacja z Gimlim). Do takiej postaci potrzebny był aktor, który miałby większą ekranową prezencję/charyzmę.

Ale w DOS Bloom posiada pewną agresywną drapieżność. Ma pazur w spojrzeniu i ogólnie wywiera większe wrażenie w swoich występach. Również pomimo akrobatycznego przekombinowania scen akcji z nim, reszta jego roli jest zaskakująco stłumiona i powściągliwa, polegając głownie na przeszywaniu innych spojrzeniem. Np. to jak wbijał wzrok w Gloina w scenie odniesienia do Gimilego (opowiedziano mi o tym momencie przed seansem i byłem przekonany, że Orlando będzie w niej dużo bardziej "podkreślony" czy komediowy) czy wyraz jego twarzy gdy zmazał krew z nosa po walce z Bolgiem.

Tak samo jego dupkowaty charakter, na który tylu narzeka, idealnie pasuje do tej postaci czy raczej do tej konkretnej wersji postaci, czyli Legolasa, który dwa tysiące lat spędził zamknięty wewnątrz odizolowanego królestwa, przez całe życie otoczony zadufaną w sobie elfią arystokracją i przekonany o wyższości swojej rasy. Zarozumiały, rozpuszczony synek króla, który nie może zdzierżyć, ze jakiś przeklęty ork miał CZELNOŚĆ sprawić, że krwawi. Czyli ładny kontrast z Legolasem z LOTR, który wtedy był już nieco bardziej dojrzały i otwarty na innych, bo wydarzenia z Hobbita częściowo otworzyły mu oczy. To w sumie fajne połączenie ze starą trylogią. Pasuje to też do wizerunku Tolkienowskich elfów, które z powodu swoich "zintensyfikowanych emocji" i nieśmiertelności były niewolnikami własnych humorów i kaprysów i do tego niechętne na zmiany, przez co często zachowywały się jak huje. Wyjaśnia to dlaczego ktoś taki jak Legolas, czyli facet mający ponad dwa tysiące lat i będący arystokratą najbardziej rozwiniętej rasy w śródziemiu, mógł być powierzchownie takim dupkiem i szczeniakiem.

Nadal nie do końca oswoiłem się z tym filmem i na dzień dzisiejszy, po jednym seansie wciąż postawiłbym go za AUJ, ale im dalej od premiery tym więcej widzę sensu w Jacksonowskich zabiegach adaptacyjnych. Problem jest taki, że facet po 12 latach stracił reżyserskie wyczucie, często partacząc swoje dobre pomysły przekombinowanym wykonaniem bez umiaru, przez co wydają się głupsze niż są w rzeczywistości.
Fuck the cavalry and the committee that recieves 'em.

Odpowiedz
(03-01-2014, 23:19)Gieferg napisał(a):
Cytat:"The Hobbit". Jaki Hobbit?

No wiesz, ten statysta co to ratuje krasnoludów przed pająkami, uwalnia ich z lochów u Elfów, otwiera im bramę do Ereboru, dyskutuje chyba z 15 minut ze Smaugiem i wynosi Arkenstone. Nie wspominając już o tym, że w czasie kiedy akurat nie robi nic z wymienionych wyżej rzeczy pląta się ciągle gdzieś w pobliżu.

Jak dla mnie było go aż nadto.

O najmocniej przepraszam, ale nigdzie nie pisałem o "statyście", ale postaci "drugoplanowej". I niestety na taką wychodzi mi Bilbo w tych filmach. I tutaj można wyliczać co Bilbo zrobił, ale na tej zasadzie to ja mogę wyliczać co Hermiona zrobiła w całej serii, co jednak nie wpłynęło na to, że książka jednak nazywa się Harry Potter i jednak od samego początku do końca wiemy kto jest głównym bohaterem.
Ale określenie "pląta się gdzieś w pobliżu" dobrze pasuje do tego jak ta postać została potraktowana. Bilbo robi tyle ile jeszcze nakazuje książka, ale niestety przez większość czasu można odnieść wrażenie, że to Thorin jest głównym bohaterem.


I co do Azoga, już pal licho sześć to CGI, ja nie lubię tej postaci, tego jak się zachowuje, tego co sobą prezentuje itd. Ale przynajmniej na starość Sauron trochę zmądrzał i wybrał już dowódcę z większą charyzmą:
[Obrazek: Gothmog.jpg]
/www.filmmusic.pl - me recki 
#istandbydaenerys






Odpowiedz
Podoba mi się Legolas-dupek. Ale nie podoba mi się, że to jest zupełnie inna postać niż w Trylogii, a tłumaczenia o późniejszej otwartości i dojrzałości nie kupuję, nie w przypadku postaci mającej co najmniej kilkaset na karku. Że niby przez marne 60 lat miałby przejść tak drastyczną przemianę? Phi, naiwne bardziej niż Bombur rozwalający orków ubrany w beczkę.

Ale nie powiem, ciekawi mnie co Jackson zrobi z nim w trzecim Hobbicie i czy pojawi się chociażby jakaś wskazówka na temat przyczyny takiej zmiany tej postaci w LOTRze.

Natomiast jeśli chodzi o to, czego brakowało Bloomowi gdy grał w LOTRze, a co ma w Hobbicie, to uważam że miał to już w 2 i 3 części Piratów.

Odpowiedz
Dla mnie osobiście to nie jest AŻ tak drastyczna przemiana. Legolas z FOTR to nadal koleś który ironicznie parska na wszystko co krasnoludzkie. Po prostu można argumentować, że po wydarzeniach z Hobbita był to już facet, który przynajmniej zdawał sobie sprawę, że po wyściubieniu nosa z Mirkwood są na tym świecie rzeczy i ludy, którymi warto się zainteresować. Legolas "otwarta, chłopięca japa" to dla mnie Legolas, który na "starość" złapał bakcyla wędrowcy, który chłonie wszystko co widzi podczas swojej podróży z FOTR do ROTK. Nadal jednak na jej początku nie jest wyzbyty uprzedzeń.

Nie chce nikogo przekonywać, że obie wersje postaci wyglądają na część z góry przemyślanej całości, ale obie mają na tyle sensu w "swoich" trylogiach, bym spokojnie mógł to kupić.

Fuck the cavalry and the committee that recieves 'em.

Odpowiedz
(04-01-2014, 02:25)Mierzwiak napisał(a): Podoba mi się Legolas-dupek. Ale nie podoba mi się, że to jest zupełnie inna postać niż w Trylogii, a tłumaczenia o późniejszej otwartości i dojrzałości nie kupuję, nie w przypadku postaci mającej co najmniej kilkaset na karku. Że niby przez marne 60 lat miałby przejść tak drastyczną przemianę? Phi, naiwne bardziej niż Bombur rozwalający orków ubrany w beczkę.
Bez różnicy ile ma lat, ważne co się przez te kilkadziesiąt lat wydarzyło. Nie powiesz chyba, że powrót zła wcielonego (uwaga spoiler: chodzi o Saurona) i cała lawina wydarzeń z całkiem poważną ewentualnością końca świata włącznie (spoiler z ROTK: nie dochodzi do tego) nie powinno znacząco wpłynąć na ewolucję charakteru. To co się dzieje w Śródziemiu samemu Elrondowi przyprawiło pewnie kilka siwych włosów.

Odpowiedz
(04-01-2014, 02:18)Lawrence napisał(a):
(03-01-2014, 23:19)Gieferg napisał(a):
Cytat:"The Hobbit". Jaki Hobbit?
No wiesz, ten statysta co to ratuje krasnoludów przed pająkami, uwalnia ich z lochów u Elfów, otwiera im bramę do Ereboru, dyskutuje chyba z 15 minut ze Smaugiem i wynosi Arkenstone. Nie wspominając już o tym, że w czasie kiedy akurat nie robi nic z wymienionych wyżej rzeczy pląta się ciągle gdzieś w pobliżu.
O najmocniej przepraszam, ale nigdzie nie pisałem o "statyście", ale postaci "drugoplanowej". I niestety na taką wychodzi mi Bilbo w tych filmach.
To, że w filmach Bilbo nie będzie tak wiodącą postacią, jak w książce, było dosyć oczywiste od czasu ogłoszenia 3 filmów - wtedy zmieniła się koncepcja z "ekranizujemy Hobbita" na "robimy prequel trylogię opartą o Hobbita".

Odpowiedz
Na to akurat bym nie liczył.

Cytat:O najmocniej przepraszam, ale nigdzie nie pisałem o "statyście", ale postaci "drugoplanowej".I niestety na taką wychodzi mi Bilbo w tych filmach.

WTF man, WTF.

Odpowiedz
Dlaczego "WTF?!"? Nie uważam, że wygłaszam tutaj jakieś herezje i jak teraz tak sobie poprzeglądałem parę krytyk, uwag i opinii, to jednak zarzut, że Bilbo jest trochę marginalizowany się pojawiają. Nie miałbym nic przeciwko, gdyby zamiast Legolasa, czy innych pobocznych motywów jeszcze bardziej rozwinąć wątek Bilba. A tak czasami rzeczywiście odnoszę wrażenie, że przeżywam te przygody z jego perspektywy, a czasami, że jednak z perspektywy Thorina.

Ale tak jak pisałem i to także w przypadku pierwszej części, "Hobbit" za bardzo stoi w rozkroku i nie wie w którym kierunku iść. Czy słodko-uroczej bajki, czy epickości Lotra?
Dlatego też na plus zaliczam wszelkie przegięcia, całą ucieczkę w beczkach i wszystkie "zabawy" ze Smaugiem. Gdyby cały film był taki, to szastałbym wysokimi ocenami. Ale niestety pomiędzy akcja siada, Gandalf i Sauron super, ale ich konfrontacja jak i wielkie armie orków wyglądają jak zupełnie z innego filmu.
I nie liczę na jakieś zmiany w trzeciej części.
/www.filmmusic.pl - me recki 
#istandbydaenerys






Odpowiedz
(04-01-2014, 22:22)Lawrence napisał(a): "Hobbit" za bardzo stoi w rozkroku i nie wie w którym kierunku iść. Czy słodko-uroczej bajki, czy epickości Lotra?
Why not both?

Odpowiedz
Ja tam nie widziałem takiego rozkroku. Bardziej widziałem go w pierwszym Hobbicie, który z racji podobnej trasy wędrówki przypominał Drużynę pierścienia. Tam strasznie przeszkadzały mi takie wstawki jak rzucanie talerzami czy Radagast pędzący na króliczych saniach, bo pojawiały się obok takich, do których przyzwyczaiła nas trylogia. A teraz może po prostu zmieniłem nastawienie i wiedziałem czego się spodziewać, ale nowy Hobbit wydał mi się bardziej spójny - całość to taka przegięta bajka i choć pojawiają się mroczniejsze sceny (np. te z Sauronem - i to pewnie przez nie Lawrence pisze o tym rozkroku) to są one tak efektowne, że pasują do reszty filmu, ale nijak nie nawiązują do klimatu Władcy:)

Odpowiedz
Cytat:Nie uważam, że wygłaszam tutaj jakieś herezje

No domyślam się, że nie uważasz. Ale ja tak uważam :)

Cytat:A tak czasami rzeczywiście odnoszę wrażenie, że przeżywam te przygody z jego perspektywy, a czasami, że jednak z perspektywy Thorina.

Nawet jeśli (choć tego nie odczułem), dla mnie to byłby tylko plus. W LOTR też mielismy więcej postaci i jakoś tak wyszło, że w drugim i trzecim filmem losy Froda mnie najmniej interesowały. Bilbo jest oczywiście fajniejszy od Froda i ma ciekawsze rzeczy do roboty, ale szczerze mówiąc to wolałbym więcej widzieć krasnoludów.

Cytat:Nie miałbym nic przeciwko, gdyby zamiast Legolasa, czy innych pobocznych motywów jeszcze bardziej rozwinąć wątek Bilba.

Tzn dodać więcej tego czego i tak jest najwięcej? Yyyy...no thanks.

Cytat:"Hobbit" za bardzo stoi w rozkroku i nie wie w którym kierunku iść. Czy słodko-uroczej bajki, czy epickości Lotra?

Po pierwsze - nie widzę problemu.
Po drugie - z TDKR nie masz problemów, a tu się czepiasz takich bzdetów? :)


Odpowiedz
Pierwszego Hobbita dobrze określa postać jednego z krasnoludów. I nie Bombura, a tego o wyglądzie Billa Gatesa i zachowaniu Kudłatego ze Scooby Doo. I cały film jest zrobiony w tym stylu, więc kierowany bardziej do małych dzieci, a prawie wcale do reszty.

W drugiej części Peter Jackson potwierdza zamiłowanie do kiczu, szalonej akcji kosztem braku realizmu i syndrom George‘a Lucasa. To znaczy - o ile gdy debiutował pierwszym dużym blockbusterem czyli Drużyną Pierścienia to musiał jeszcze słuchać producentów, scenarzysty itd.
Potem wyrobił sobie markę i robi co chce. Chociaż w przeciwieństwie do George‘a szanuje swoich widzów.

Mimo to po tym jak zawiódł mnie pierwszy Hobbit, na Pustkowiu Smauga bawiłem się już świetnie.

Pierwsza różnica to emocje. W pierwszym Hobbicie mało mnie ruszała ucieczka przed nieszkodliwymi goblinami które nawet w 40 na 1 nie stanowiły zagrożenia, zjezdzaniem na desce niczym w Batman i Robin, bestroskim odbijaniem się od ścian Bilba i krasnoludów niczym kauczuki, czy wisienką na torcie czyli Radagastem odciagajacym orków na króliczych saniach przy dramatycznej muzyce, w scenie rodem z Benny Hilla.

W drugiej części mamy Gandalfa wchodzącego do ruin Dol Guldur zamieszjanych przez Saurona i orków Azoga, fenomenalne sceny ze Smaugiem, czy przegietą do granic możliwości ale chociaż bardzo efektywną ucieczkę w barylkach i doskonałe sceny walk z pająkami w puszczy.

Po drugie wreszcie pojawili się antagoniści z prawdziwego zdarzenia i wiadomo, że bohaterowie są w niebezpieczeństwie.
Zamiast samego Azoga jak w jedynce, dochodzi jego jeszcze większy syn Bolg, badass do granic możliwości Sauron, no i oczywiście Smaug.

Wątek romansu był słaby ale nie tak beznadziejny jak wiele osob pisało. Był nawet w miarę sympatyczny, mimo że naiwny i z naciaganymi dialogami.
Postać Tauriel mi się podobała. Szczególnie, że jedną z dwóch wad książkowego Hobbita jest brak jakiejkolwiek kobiety w całej opowiesci. Nie ma nawet wzmianki.

Osobny akapit należy się Bardowi. Największą wadą książki był właśnie on. Olbrzymi przepotezny smok atakuje miasto... po czym pojawia się nie przedstawiona wcześniej postać, która mowi “jestem Bard syn kogośtam mam tu strzałe która trzymalem od trzech pokoleń a teraz giń!“... świst jeden strzał z łuku i smok nie żyje. Z całym szacunkiem dla Tolkiena ten moment był debilny.
W filmie jest dużo lepiej - przedstawiono postać aa zwykły łuk zamieniono na krasnoludzką balistę co ma chociaż znamiona realizmu.

Cały film kradnie Smaug. Wbrew wcześniejszym obawom, wygląda rewelacyjnie, a wzmacniany głos Benedicta Cumberbatcha sprawia, że Bane przy smoku brzmi jak mała sierotka. No, może trochę (ale tylko trochę) przesadziłem. :)

Jako że mam sentyment do książek Tolkiena daję 8+/10. Świetnie się bawiłem i o ile Drużyna Pierścienia i Dwie Wieże są lepsze, to ostatnia część Hobbita może spróbuje im dorównać.

Odpowiedz
Bill Gates? Kudłaty? Wtf.

Cytat:Szczególnie, że jedną z dwóch wad książkowego Hobbita jest brak jakiejkolwiek kobiety w całej opowiesci
Jakkolwiek Tauriel mi się podobała, bo plebejski elf w jej wykonaniu jest ciekawym kontrastem dla elfiej szlachty znanej z pozostałych filmów, to "brak kobiet" w książce nie jest wadą. Czepiaj się Tolkiena, że napisał tak a nie inaczej, nadrobił to zresztą we Władcy. Jest Arwen, Galadriel, Eowin (o której chyba już NIKT nie pamięta) a nawet Różyczka.

Cytat:I cały film jest zrobiony w tym stylu, więc kierowany bardziej do małych dzieci, a prawie wcale do reszty.
Kolejny... "jak ten głupi Tolkien śmiał napisać książkę dla dzieci! Jak ten głupi Jackson śmiał to zekranizować tak, by przypominała materiał źródłowy! Powinno być ponuro, mroczno, brutalnie, straszno! Nie chcę filmu dla małych dzieci!"

Cytat:W drugiej części Peter Jackson potwierdza zamiłowanie do kiczu
Widzę, że Jacksona znamy tylko i wyłącznie z Władcy Pierścieni. A Braindead, Freighteners, czy Meet the Feebles? Jackson już na samym starcie swojej kariery potwierdził zamiłowanie do kiczu, ale kicz w jego wykonaniu jest uroczy i się sprawdza. Jeśli jednak chce zrobić coś poważnego, to wychodzi mu arcydzieło w postaci Fellowship.

I jaki romans, na litość? To raptem jednostronne zauroczenie. Kili już od pierwszej części patrzy za elfami (wersja rozszerzona Unexpected Journey, tylko, że tam pomylił pannę z facetem ku uciesze swoich ziomków), tutaj po normalnej gadce w więzieniu i majakach umierającego nie ma nic, co by mówiło "romans". Tauriel jest inna niż wysoko urodzone elfy i po prostu jest ciekawa świata i chce coś robić. Nie rzuciła się w ramiona krasnalowi ani nic z tych rzeczy.

Odpowiedz
raven.second napisał(a):Bill Gates? Kudłaty? Wtf.

http://heirsofdurin.files.wordpress.com/2013/01/ori-1.jpg

Cytat:Kolejny... "jak ten głupi Tolkien śmiał napisać książkę dla dzieci! Jak ten głupi Jackson śmiał to zekranizować tak, by przypominała materiał źródłowy! Powinno być ponuro, mroczno, brutalnie, straszno! Nie chcę filmu dla małych dzieci!"

Nie zrozumiałeś mojego zarzutu. Czy drugi Hobbit podoba się dzieciom?
Można film skierować do dzieci i dorosłych (czy tam młodzieży), przecież w obu grupach są fani Tolkiena.
A choćby taką walkę z goblinami można było zrobić tak jak w Morii w Drużynie Pierścieni, gdzie była emocjonująca.
Czy dzieci potrzebują spadania kilkaset metrów na drewnianej desce niczym w Batman i Robin?
Radagast w książce też nie jeździł na króliczych saniach... wystarczyło dać sanie ciągnięte przez wilki, byłoby lepiej.

Książka nie jest taka znowu "tylko dla dzieci", sceny w puszczy z pająkami, ze smokiem, śmierć kilku bohaterów... jest podobnie jak we Władcy. W książce nie ma tych wszystkich sucharów w stylu Bombura rozwalającego krzesło, czy robiącego wir barbarzyńcy z Diablo w beczce (to akurat było nawet zabawne).

Spytaj jakieś dziecko - czy bardziej podobały mu się sceny ze Smaugiem, czy Radagast na króliczych saniach albo ucieczka przed śpiewającymi goblinami?

To są elementy w stylu Jar Jar Binksa w Mrocznym Widmie. Po prostu zbędne.

Cytat:Widzę, że Jacksona znamy tylko i wyłącznie z Władcy Pierścieni. A Braindead, Freighteners, czy Meet the Feebles? Jackson już na samym starcie swojej kariery potwierdził zamiłowanie do kiczu, ale kicz w jego wykonaniu jest uroczy i się sprawdza. Jeśli jednak chce zrobić coś poważnego, to wychodzi mu arcydzieło w postaci Fellowship.

Skąd założenie, że widziałem tylko Władcę?
Przerażaczy, Martwicę Mózgu i Nostalgię Anioła widziałem.
Moim zdaniem Fellowship jest poważny, bo reszta ekipy trochę hamowała to zamiłowanie Petera Jacksona do kiczu.

Cytat:Jakkolwiek Tauriel mi się podobała, bo plebejski elf w jej wykonaniu jest ciekawym kontrastem dla elfiej szlachty znanej z pozostałych filmów, to "brak kobiet" w książce nie jest wadą. Czepiaj się Tolkiena, że napisał tak a nie inaczej, nadrobił to zresztą we Władcy. Jest Arwen, Galadriel, Eowin (o której chyba już NIKT nie pamięta) a nawet Różyczka.

Wielu osobom przeszkadza, że w tak długiej opowieści nie ma ani jednej wzmianki o jakiejkolwiek kobiecie.

Cytat:I jaki romans, na litość? To raptem jednostronne zauroczenie. Kili już od pierwszej części patrzy za elfami (wersja rozszerzona Unexpected Journey, tylko, że tam pomylił pannę z facetem ku uciesze swoich ziomków), tutaj po normalnej gadce w więzieniu i majakach umierającego nie ma nic, co by mówiło "romans". Tauriel jest inna niż wysoko urodzone elfy i po prostu jest ciekawa świata i chce coś robić. Nie rzuciła się w ramiona krasnalowi ani nic z tych rzeczy.

Też bym tak powiedział, ale większość ludzi pisze "romans krasnoluda z elfką! co za debilizm!".

Odpowiedz
(05-01-2014, 03:31)Capt. Nascimento napisał(a): gdy debiutował pierwszym dużym blockbusterem czyli Drużyną Pierścienia to musiał jeszcze słuchać producentów, scenarzysty itd.
Nie wiesz kto je wyprodukował i napisał scenariusze do tych filmów, prawda? :)


Odpowiedz
(05-01-2014, 13:01)Capt. Nascimento napisał(a): Moim zdaniem Fellowship jest poważny, bo reszta ekipy trochę hamowała to zamiłowanie Petera Jacksona do kiczu.

Nikt Jacksona wtedy nie hamował, on sam był scenarzystą (a nie jedynie reżyserem, który musiał się słuchać wierszokletów, jak pisałeś wcześniej). Jacksonowi przy LOTR dali wolną rękę, dlatego ta produkcja była wtedy tak nie do pomyślenia. To po prostu on się zmienił, lub raczej jego podejście do tej konkretnej historii. Zwłaszcza, że przecież tak dużo rzeczy świadczących o stylistycznej przyziemności (w porównaniu z Hobbitem) LOTRA wyszło w pełni z inicjatywy Jacksona.
Fuck the cavalry and the committee that recieves 'em.

Odpowiedz
A ja mam takie pytanko - na ciula ten drugi orek jest? Ja bym rozumiał jakby był mid-movie bossem (choć i tak bezsensownym skoro leje się z nim Legolas). Ale skoro pojawia się tylko po to by uciec, to po co cały ten cyrk, czemu nie występował tam Azog cały czas?

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości