The Hobbit, Parts 1 & 2 & 3
Jeżeli cała sztuka ma polegać na wstawieniu do filmu postaci z książki, to faktycznie nie ma o czym dyskutować. Niemniej Thranduil i Beorn z filmu, to nie są postaci z powieści, a ich parodie.
Jeżeli w filmie Legolas przy Thranduilu wychodzi na uosobienie męskości, to coś tu jest nie halo. Jeżeli w filmie Beorn nie może się zdecydować, czy być CGI-niedźwiedziem, czy quasi-retardem ucharakteryzowanym na wilkołaka w połowie przemiany, to coś tu jest nie halo. I nie chodzi mi tutaj o to, że inaczej sobie te postaci wyobrażałem, tylko o to, że w filmie to są jakieś poschizowane małe charaktery totalnie odarte przez Jacksona z ich odwiecznej godności i mądrości.

Pozostałą część Twojej wypowiedzi pozostawiam bez komentarza.

Odpowiedz
Cytat:Jeżeli w filmie Beorn nie może się zdecydować, czy być CGI-niedźwiedziem, czy quasi-retardem ucharakteryzowanym na wilkołaka w połowie przemiany, to coś tu jest nie halo.

Że co?

Odpowiedz


Cytat: Jeżeli w filmie Beorn nie może się zdecydować, czy być CGI-niedźwiedziem, czy quasi-retardem ucharakteryzowanym na wilkołaka w połowie przemiany, to coś tu jest nie halo.

Co konkretnie jest nie halo skoro w książce też zmieniał postać?
Zbyt dawno się czytało? W ogóle się czytało?

Odpowiedz
I w ogóle, pepe zaprzeczasz sam sobie, bo z jednej strony sugerujesz, że ekranizacja nie polega na prostym wstawieniu postaci z książki do filmu ("Jeżeli cała sztuka ma polegać na wstawieniu do filmu postaci z książki, to faktycznie nie ma o czym dyskutować."). A z drugiej zarzucasz, że w książce przecież było inaczej.

Odpowiedz
W zmienianiu postaci przez Beorna nie ma nic złego, przecież taki jest książkowy Beorn. Moje zarzuty dotyczą sposobu jego przedstawienia w wersji filmowej jako pół wilkołaka zmieniającego się w niedźwiedzia, do tego rzucającego drętwe teksty ("nie lubię krasnoludów grr.... ale jeszcze bardziej nie cierpię orków grrr, czego potrzebujecie"). Co to ma być? Gdzie tu głębia postaci, gdzie jej wiekowa mądrość, toż to gatka lumpa żyjącego w świecie zero-jedynkowym.

Patyczak, nie rozumiem tego, co piszesz.

Odpowiedz
Wiekowa mądrość? Beorn to nie jest wiekowy mędrzec. W książce został przedstawiony jako wiekowy mędrzec filozof, od którego bije głębia i intelekt? Czy był przedstawiony jako duży gość mieszkający w domu ze zwierzyną i zmieniający się w zwierzaka?

No i Bard. W książce - jest, strzela do smoka i tyle. W filmie znamy jego historię, wiemy kim jest, co robi, jakie ma stosunki z ludźmi...

Odpowiedz
Cytat:Patyczak, nie rozumiem tego, co piszesz.

Wydajesz się świadomy faktu, że ekranizacja książki rządzi się swoimi prawami i nie powinno się i przede wszystkim nie można przenieść powieści na ekran wiernie w 100 procentach. A zaraz się czepiasz, że coś jest nie tak z Beornem i z Thranduilem, bo w książce był inny.
Teraz rozumiesz?:)

Ja się najbardziej bałem o przedstawienie Beorna, bo w ogóle nie pasuje mi do Śródziemia, ale myślę, że ta zarośnięta ludzka forma jest najlepszym co mogło go spotkać, żeby nie wywołać zażenowania.

Odpowiedz
Przepraszam, że się tak wetnę ale akurat mam chwilkę na wyrażenie swojego zdania, może jakaś inna fajna afera się rozpocznie ;)

Zgodnie z moimi przewidywaniami na podstawie recenzji pustkowie smauga okazało się filmem lepszym niż UJ. Niestety to ciągle za mało, bo powiedzmy sobie szczerze, film jakkolwiek zbliżający się do przecietności to w tym wypadku rozczarowanie.
Jak na razie obydwa hobbity to wielomilionowe wydmuszki, które zamiast miażdzyć system powodują w najlepszym razie mieszane uczucia. Powiedzmy sobie szczerze, materiał źródłowy wybitny nie jest. Oczywiście, Tolkien prekursorem (i wielkim poetą) był ale Hobbit od początku był lekką baśnią dla dzieci i niczym więcej. W dodatku sam Tolkien parę lat później jasno dał do zrozumienia, że mamy do czynienia z w zasadzie rozgrzewką przed LOTR. Od początku obie części filmu gnębi więc straszliwa męczarnia jaką mieli twórcy z rozdęciem prostej historyjki do epickich rozmiarów. Ktoś tam najwyraźniej uznał, że z wesołej bajki dla dzieci hajsu jednak nie będzie i trzeba materiał źródłowy przerobić na mroczną wyprawę i straszliwy bój o losy świata z koniecznie zrobić LOTRA 2. Dokładnie jak w jedynce tak i tutaj razi dysonans między super mrocznym, wręcz horrorowym designem świata, a banalną konstrukcją prostej historii. Zamiast dostać magiczne śródziemie dostajemy jakiś praktycznie postapokaliptyczny świat. W mrocznych ruinach mroczny nekromanta. Na mrocznych ostępach chordy mrocznych orków i wargów. Lasy mroczne. W mrocznych lasach mroczne pająki. Leśne elfy tak w chuj mroczne, że chyba co najmniej po 2000 latach elfiego socjalizmu. Mroczny Beorn co sie zmienia w mroczną bestię co by wszystkich rozwaliła najchętniej. Ludzkie miasteczko tak zajebiście mroczne, że wygląda jak z filmu o drakuli. Na koniec mroczne ruiny a w nich mroczny smok. Jakby tego było mało kompania głównych bohaterów też mroczna i strapiona straszliwym ciężarem tak, że aż dziwne, że się jeszcze nie pocięli żyletkami. W ogóle wszystko wygląda tak, że za shire nie sposób ujść 5 kroków, żeby się nie nadziać na jakieś mordercze monstrum prosto z piekła. Trudno sobie wyobrazić jak te krasnoludy do tego shire w ogóle dotarły w pierwszej kolejności. Bardzo w tym wszystkim razi design nieludzi. Ok, to się sprawdzało w LOTR, ale tu po prostu zupelnie nie pasuje. Generalnie absolutnie wszystko wygląda jak chodzące trupy w zaawansowanym stadium rozkładu.
Dostajemy więc supermroczną stronę wizualną i w niej każemy toczyć się akcji z gruntu bajkowej fabule. Książkę czytałem już z 15 lat temu, ale z tego co pamiętam to opierała się ona na różnych encounterach z bajkowymi stworami z których bilbo ratował się dzięki sprytowi. Tutaj mamy supermroczną kompanię w slapstickowym szale napierdalania wszystkiego co się rusza co w tym kontekście jak dla mnie wygląda kuriozalnie. W dodatku do tego dochodzi jeszcze problem rozdęcia krótkiej opowiastki do 3 krotnie większej skali, więc bezsensownej nijak nie przystającej do klimatu młócki jest 3 razy więcej niż potrzeba. W dodatku w pustkowiu smauga już całe to kuriozalne napierdalanie odbywa się wyłącznie dziki wprowadzeniu do opowieści nowych postaci! Dla mnie to jest tak suche, że aż boli. To nie jest jakieś rozbudowanie wątków czy coś, tylko dopieprzenie na siłę czego tylko się da, żeby można było jakieś sceny akcji z tej historyjki wydusić i czymś w ogóle zapełnić czas. Gdyby z pustkowia smauga wyciąć tauriel i legolasa a co za tym idzie jakichś orków-bossów, to film byłby krótszy o połowę albo i więcej. Jakby tego wszystkiego było mało, to jeszcze w obliczu tak mrocznych i sierioznych wydarzeń i tego całego elfiego kung fu i bow-kata, to główni bohaterowie wyglądają na wyrwanych z innej bajki. Banda pierdołowatych krasnoludów która nie wniosłaby na 3cie piętro szafy a co dopiero odbiła swoje utracone królestwo. Absolutnie wszystko co robią to jedna wielka porażka i co by się nie działo kończy się wzięciem ich do niewoli (przez trole, gobliny, pająki, elfy, ludzi(no kurwa!). 5 minut by nie przeżyli gdyby nie Gandalf i Bilbo. Ale Bilbo nic by nie zrobił gdyby nie pierścień, a Gandalf sam kończy w niewoli (litości...). Swoją drogą ta banda nieporadnych paździerzy żyje tylko dlatego, że Bilbo dorwał pierścień, bo bez niego byłby wielkim zerem. Tylko dzięki niemu ucieka gollumowi, pająkom, elfom i smaugowi. Jak więc Gandalf wyobrażał sobie tą wyprawę nie wkalkulowując w nią pierścienia? Wysłał wszystkich na śmierć 100m za shire? Trochę dupek z niego. Dostajemy zatem zlepek slapstickowej młócki przerywany wpadaniem w niewolę i ratowaniem się z opresji w ostatniej chwili i tak w kółko. Po co w ogóle w tej historii są krasnoludy, skoro ewidentnie sam Bilbo z pierścieniem poradziłby sobie bez nich lepiej, nie mówiąc już o Gandalfie czy Legolasie, który jest takim madafaka, że rozpieprzyłby wszystkich w pojedynkę. Nic tu się zwyczajnie ze sobą nie klei (na czele ze smokiem który nie jest w stanie zabić garstki największych leszczy w śródziemiu a osrywają przed nim pięty półboskie istoty całego śródziemia razem wzięte).

Najgożej o tej historii świadczy to, że jak dla mnie najlepiej wypadły wątki paradoksalnie zbędne - Legolas i Tauriel to jedyne co się w tym filmie dobrze ogląda. Madafaka komando elfy klei się z przedstawionym światem dwa razy lpiej niż główni bohaterowie opowieści.

Sama strona techniczna jest również rozczarowująca. Zaczynając na nietrafionym designie postaci i świata, a kończąc na zupełnym braku realności jakiegokolwiek elementu. Nie wiem też co sie stało od poprzedniej części, ale kolorystycznie ten film leży i kwiczy. Ja rozumiem już tą całą nieszczęsną koncepcję z tru mrokiem, ale czy to znaczy, że wszystko musi wyglądać identycznie? Wszędzie jakaś brunatno-zielono-szara sraczka wyprana z jakiejkolwiek wyrazistości. Jakbym się tam obudził gdzieś na kacu, to w sumie pewnie bym nie wiedział czy jestem akurat w którychś z mrocznych ruin, jakiejś mrocznej siedzibie elfów czy mrocznym ludzkim mieście.
I nie obchodzi mnie to, że nad tym pracowala cała nowa zelandia przez ostatnie 10 lat i wydano na to pierdyliard zielonych a nad gaciami bombura pracowało 40 największych eksperów od krasnoludzkich gaci. Thor 2 prezentuje dokładnie ten sam poziom.

Są powiedzmy też jakieś plusy, poprawiono animację postaci, lepiej posklejano je w jednym kadrze. Niektóre slapsticowe motywy wchodzą dużo lepiej niż w poprzedniej części (spływ beczkami), a elfy w akcji to najlepsza rzecz do tej pory. W końcu się też coś dzieje no i nareszcie dowiedziałem sie po co w ogóle im włamywacz w tej wyprawie bo za pierwszym razem zapomnieli powiedzieć.

Na koniec zostawiłem smoka. Jest ok. Nie jest realistyczny, ale wygląda jak powinien. Jako postać też średnio, ale tu jackson stał na z góry przegranej pozycji, jego smok to tylko smok, a nie sean connery, więc nie miał szans od początku.

Dałbym pensa, żeby zobaczyć spin-off o legolasie i tauriel, zamiast trzeciej części tego rozczarowania, no ale cóż począć, dałem zarobić dwa razy to dam i trzeci, zwłaszcza, że nikt nie ma odwagi konkurować z hobbitem w kinach. Gdyby pustkowie smauga miało jakąkolwiek konkurencję w okolicach swojej premiery, to mógłby się jackson zdziwić.


(06-01-2014, 15:54)patyczak napisał(a): Wydajesz się świadomy faktu, że ekranizacja książki rządzi się swoimi prawami i nie powinno się i przede wszystkim nie można przenieść powieści na ekran wiernie w 100 procentach. A zaraz się czepiasz, że coś jest nie tak z Beornem i z Thranduilem, bo w książce był inny.

Moim zdaniem chodzi o to, że nie problemem jest wierność książce, bo niektóre dodane elementy wypadają bardzo dobrze, problemem jest to, że to co pokazano jest poprostu słabe.
Gdyby było mało wiernie a dobrze, to by było dobrze, ale jest mało wiernie i nie dobrze. I to nie dobrze ;)

For us, there is no spring. Just the wind that smells fresh before the storm.

Odpowiedz
Heh, tak się rozpisałeś, że chce mi się odpisać tylko na to:

Cytat:ale kolorystycznie ten film leży i kwiczy.

Strasznie narzekałem na kolorystykę pierwszego Hobbita. Radagast i króliki, nawet dłużyzny itd. to nic, bo bardziej przeszkadzała mi kolorystyka (a zwłaszcza obrzydliwe dla mnie połączenie przesadnie komputerowego pomarańczowego światła z niebieskimi cieniami):D A w DoS podobała mi się bardzo. Owszem, nie jest to Władca, ale co z tego. Jest bajkowo i kolorowo, ale wszystko do siebie pasuje.

Odpowiedz
Cytat:Przepraszam, że się tak wetnę ale akurat mam chwilkę na wyrażenie swojego zdania, może jakaś inna fajna afera się rozpocznie ;)

Beze mnie.
Nie chce mi się odpisywać na to biadolenie :)

Odpowiedz
(07-01-2014, 18:42)patyczak napisał(a): Jest bajkowo i kolorowo, ale wszystko do siebie pasuje.

To jest ostatnie co bym o pustkowiu smauga powiedział. Skoro są tak wielkie różnice zdań w wydawałoby się banalnej do zdiagnozowania rzeczy to może kwestia kina a nie samego filmu, zobaczymy jak to będzie na blureju wyglądało.


(07-01-2014, 19:41)Gieferg napisał(a): Beze mnie.
Nie chce mi się odpisywać na to biadolenie :)

Ale jak zawsze możesz wygłosić jakąś swoją tradycyjną jednozdaniową ripostę, która powinna wszystkim zasugerować, że to ty masz monopol na prawdę, nie? :)

Nadrobiłem zaległe 5 stron i tak w skrócie wydaje mi się, że napisałem prawie to samo co Lawrence, więc jeśli ktoś może, to niech mu ode mnie poleje :)

For us, there is no spring. Just the wind that smells fresh before the storm.

Odpowiedz
Hmm, hmm, Negatywny (pewnie sprzedam Ci teraz niechcący wilczy bilet), ale generalnie gdybym był tak mądry i tak umiejętnie przelewał myśli na html-a jak Ty, to w ramach swojej wcześniejszej chaotycznej wypowiedzi napisałbym toćka w toćkę, co żeś sam raczył wyłuszczyć w swoim długaśnym, acz nie przydługawym poście. ;)

Odpowiedz
Ale to ironia czy na serio kółko wzajemnej adoracji?:D

Odpowiedz
@Negatywny

To co teraz napiszę jest zaskoczeniem dla mnie samego, ale zgadzam się prawie ze wszystkim. Co tym bardziej zaskakujące, nie wpływa to na moją ocenę (czyli naciągane 8/10) ani o jotę. W sumie niepotrzebnie się tyle naprodukowałeś skoro brakuje puenty - przecież wiedziałeś doskonale, że krasnoludy wyjdą z opresji "bo tak" (plot armor się to nazywa i nie jest czymś za co bym odejmował punkty w filmie na podstawie baśni dla dzieci).

Odpowiedz
Ja również właściwie zgadzam się z Negatywnym, to znaczy gdybym miał zebrać swoje negatywne :p odczucia po seansie i przekazać się w formie strumienia świadomości, to wyszedłby podobny post.

Odpowiedz
You guys aren't going to start sucking each other's dicks, are you?


Wywiady do poczytania:
http://sagharboronline.com/sagharborexpress/danny-peary-on-film/the-hobbits-hunks-part-ii-lee-pace-and-richard-armitage-27500

(występują spoilery odnośnie tej częsci książki, którą obejmuje trzeci film)

Odpowiedz
Mam z tym filmem problemy, ale niektóre zarzuty Negatywnego są kuriozalne.

Cytat: Po co w ogóle w tej historii są krasnoludy, skoro ewidentnie sam Bilbo z pierścieniem poradziłby sobie bez nich lepiej, nie mówiąc już o Gandalfie czy Legolasie, który jest takim madafaka, że rozpieprzyłby wszystkich w pojedynkę.

Ale co to za zarzut? W ogóle nie rozumiem całej tej tyrady o tym jaka to drużyna krasnoludów jest niby "nieporadna". Czym ta nieporadność się przejawia? Przecież to, że Thorin i kompani nie są niezniszczalni nie jest żadnym zarzutem. Od czasu do czasu wpadają w tarapaty, bo takie przytrafiają im się niefortunne sytuacje. Nie wpadły w niewolę elfów czy pająków z własnej głupoty czy nieporadności. A w tym, że towarzyszy im pewien slapstickowy styl nie ma nic dziwnego. I co ma do rzeczy to, że Bilbo okazuje się z nich tym najefektywniejszym? Serio, gdzie tu jest konkretny zarzut? Przecież o to w tym chodzi.

Tak samo dziwna wydaje mi sie krytyka o "mrok". Hobbit mroczny? Serio? Łał. Że niby Town Lake było mroczne jak miasto z Drakuli? Chyba oglądaliśmy inne filmy. Jasne, jest tam kilka bardziej posępnych fragmentów jak Dol Guldur, ale to są specyficzne elementy tego świata, które od początku miały świadczyć o nadchodzącym "Źle" i w żaden sposób nie obrazowały ogólnej strony wizualnej czy fabularnej filmu, nawet jeżeli DOS miał być w założeniu nieco cięższy od AUJ.

W ogóle uważam, że te wszystkie zarzuty o "kłócący się styl" Hobbita można o kant tyłka rozbić. To, że coś ma kolorowo-baśniową wymowę, nie oznacza, że nie może mieć mrocznych fragmentów. To, że coś jest wyraznie łączone z Lotrem nie oznacza, że nie może być nieco inne stylistycznie i zawierać w sobie nieco slapsticku. Bo w takim razie jak traktować te wszystkie komiksowe, marvelowe adaptacje, na które tu się wszyscy na forum spuszczają, gdzie co chwile jakiś Thor czy inny pajac biadoli o nadciągającej zagładzie świata czy galaktyki i wielkim niebezpieczeństwu, będąc ubranym jakby uciekł z cyrku? W tamtych filmach niby nie ma "stylistycznej nierównowagi? Baśń w której fragmenty ze "Złem" są przedstawione w odpowiednio mroczny sposób, jest niby "stylistycznie rażąca", a komiksowe pierdy, w których walka o losy wszechświata toczy sie na tle ogólnej pstrokacizny są niby spójne? Tak samo nie czaję kompletnie tego, że niby "wszystko wygląda tak samo". My chyba naprawdę oglądaliśmy inne filmy. Przecież DOS wyraźnie podzielony jest na diametralnie różne set piece'y i jest wizualnie zróżnicowany.

DOS to baśń, w której "zło" zostało przedstawione w należyty, wizualnie mroczny sposób. Mało tego, jest to fragment baśni oparty o rozdziały, które były najbardziej wypełnione kłopotami dla drużyny, najbardziej pokazywały kontrast między spokojnym, ciepłym Shire, a zawieruchą większego świata.
"What writer wants to make compromises with story? Story is the only reason you're in it."
David Simon

Odpowiedz
Dokładnie. Poza tym, przypomnę może bo niektórzy jakby zapomnieli, że w LOTR też głównym bohaterom fart pomagał w co drugim przedsięwzięciu. Deus ex machina znany był zresztą już w antyku.

Odpowiedz
Widzę, że dobrze, że nie chciało mi się czytać wypowiedzi Negatywnego w całości, bo to jedno z najgłupszych pytań jakie widziałem w życiu... Po co krasnoludy w Hobbicie..?

Odpowiedz
Co Frodo zrobiłby bez Drużyny? Bez Galadrieli? Bez pomocy Faramira? Bez Golluma? Wreszcie bez Sama?

#TheLordOfTheShit #LOTRtoSRAKA

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości