"Epizod butelkowy", czyli krótko o serialach
Globy mi przypomniały, że chciałem się wpisać z trzema serialami.

Olive Kitteridge - podczas seansu myślałem sobie, że jeśli istnieje coś takiego jak typowa powieść nagrodzona Pulitzerem to Olive Kitteridge nią jest. I co? Sprawdzam i rzeczywiście. W moim stereotypowym wyobrażeniu nowojorska klasa średnia czyta takie rzeczy. Nie jest to w sumie zarzut, bo tę miniserię oglądało się świetnie, głównie za sprawą Frances McDormand, za którą jakoś specjalnie nie przepadam, ale tutaj jest rewelacyjna (i mam wrażenie, że trochę jest sobą). Poza tym świetny jak zawsze Jenkins i typowy Murray, który na dobre wbija chyba na jeden odcinek wbrew temu co można by myśleć po obejrzeniu zwiastunów. Jeśli lubicie rzeczy w stylu powiedzmy Noah Baumbacha, Wesa Andersona na trochę poważniej (już mniej) i (jeszcze mniej) Alexandra Payne'a i jesteście w stanie znieść, że co drugi bohater to samobójca lub niedoszły samobójca to polecam.

The Honourable Woman - spore pozytywne zaskoczenie. Co prawda zwycięstwo Maggie Gyllenhaal kosztem McDormand w Globach to jakaś kpina, ale ta pierwsza nie irytuje a sam serial to najbardziej wciągająca i oryginalna intryga szpiegowsko-polityczno-biznesowo-rodzinna jaką widziałem w tv i filmie od dawna. Jest trochę biadolena o pokoju na Bliskim Wschodzi i rodzinnej dramy a pierwszy ważny twist dosyć łatwo przewidzieć, ale całość jest świetnie nakręcona i unikająca klisz, gdzie się da. Aktorsko rządzi Stephen Rea. Aha, najważniejsze, całość napisał i wyreżyserował gość od lubianego też tutaj, z tego co pamiętam, Shadow Line! Więc nie dajcie się zwieźć, że Maggie, że Bliski Wschód, że rodzinna historia itd.

The Missing - najsłabszy z trzech, ale i tak warty polecenia. Spoorloos o porwaniu dzieciaka. Solidna intryga, nieźle rozpisana, bez większych dziur w scenariuszu. Aktorsko bez szału, ale za to MŚ w piłce nożnej w tle.


Odpowiedz
(19-09-2014, 18:43)jarod napisał(a): The Honourable Woman (...)

Blick tym razem funduje nam w 100 procentach realistyczną fabułę, ale forma opowiadania jej się nie zmienia, po raz kolejny widać charakterystyczne dla tego gościa patenty na budowanie napięcia i implementowanie klocków fabularnych co by widz mógł sam sobie złożyć do kupy całą intrygę. Znowu mamy galerię znakomitych, pełnokrwistych postaci, wyróżniają się chyba najbardziej Stephen Rea (tym razem jako gość z MI6 EWIDENTNIE inspirowany postacią Smileya z prozy LaCarrego), oraz Maggie Gyllenhaal w roli głównej. Ale każda właściwie postać jest ciekawa, każda ma swoje za uszami, jest znakomicie napisana i zagrana, po prostu tą dwójkę jakoś polubiłem najbardziej :) Plus GENIALNA muzyka i rewelacyjna strona wizualna, ale już po TSL wiadomo było że Glick ma do takich rzeczy smykałkę.

Polecam gorąco, dla mnie to na chwilę obecną najlepsza premiera serialowa tego roku. Na następną produkcję od Glicka czekam z niecierpliwością.

Nie pozostaje mi nic innego, jak podpisać się pod tą opinią, z tym że w swoich ulubionych postaciach oprócz szpiega i tytułowej kobiety mam jeszcze gosposię (skądinąd pani znana z "Pogorzeliska"). Do zalet złożonej, logicznej fabuły do odkrywania po kawałku, rewelacyjnej obsady (Stephen Rea!) i muzyki dodam jeszcze wiarygodnie przedstawione polityczne tło -- widać, że serial robili ludzie mający wiedzę o realiach niekończącego się konfliktu izraelsko-palestyńskiego tudzież pracy szpiegów -- oraz świetną czołówkę zbudowaną w stylu "Homeland", czyli wplecionych w muzykę zdjęć i fragmentów dialogów, które później pojawiają się w różnych odcinkach serialu.

Odpowiedz
Bloodline

[Obrazek: o-BLOODLINE-570.jpg]

Nowy serial Netflixa:





Oglądam z dwóch powodów:
- Ben Mendelsohn - jeden z moich ulubionych charakterystycznych aktorów, tutaj w dodatku w roli niezłego cwaniaka i czarnej owcy, ale dodatkowo osoby dobrej w środku.
- Kesslerowie, czyli twórcy. Nie sposób oglądając Bloodline uniknąć porównań z Damages, ich poprzednim tworem. Na forum ten tytuł zdobył niezłą popularnosć, nie bez powodu - była to świetna rzecz. W swoim nowym serialu stosują ten sam trik - flashforward który rozpala wręcz naszą ciekawość. Czy wyjdzie to na lus serialowi, czy też na minus, zobaczymy w przyszłych odcinkach.

Fabuła dość prosta, brat wraca na łono rodziny, wcześniej można powiedzieć wygnany albo coś w tym stylu, wyraźnie przeciwstawiony swojemu młodszemu bratu który jest szeryfem. Całość to w przepięknym otoczeniu archipelagu i rafy koralowej. Rodzice prowadzą hotel.
No i wreszcie, cała obsada:
- Kyle Chandler
- Sissy Spacek
- Sam Shepard
- Linda Cardelinni.

Imponująco to się prezentuje. Jestem po pilocie, jestem zaciekawiony, głównie przez aktorstwo i dialogi na wysokim poziomie, choć nie powiem, główna zagadka kręci.

Odpowiedz
A "Sleepy Hollow" ktoś jeszcze ogląda? Serial cały czas jest bardzo fajny, choć kompletnie bez sensu :) Duet Ichabord Crane -- Abby Mills (która, choć jest oficerem policji, nie ma chyba żadnych służbowych obowiązków :) dzielnie stawia czoło Złu, walcząc ze wszystkimi jak leci demonami mitologii judeochrześcijańskiej. Co więcej, okazuje się, że podobną walkę toczyli swego czasu Ojcowie Założyciele USA, a niepodległość wyszła im niejako mimochodem:) Bohaterowie są jednak tak sympatyczni, a całość nakręcona tak lekko i z humorem, że człowiek bez zmrużenia oka wkręca się w te bzdury. Trochę taka fajniejsza wersja "Buffy" -- i podobnie jak tam, nasz dzielny duet dysponuje wypasionym tajnym archiwum, w którym znajdują się księgi wyjaśniające wszystkie tajemne moce i zakusy pradawnych sił (nawet "Necronomicon" jest!). Zawsze chciałam mieć pod ręką takie archiwum.

Odpowiedz
Ja oglądałem swego czasu pierwszy sezon. Bardzo fajny zapychacz czasu, spoko guilty pleasure, który takiego Grimma zjada na poczekaniu. Za drugi miałem się zabrać, ale kumpel mi powiedział, że dużo gorszy od jedynki i jeśli nie chce sobie psuć opinii o serialu to lepiej się nie zabierać.
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.

Odpowiedz
Jestem po szóstym odcinku drugiego i spadku jakości nie zauważyłam. Fajnie wybrnęli z cliffhagera z finału pierwszego sezonu, pierwszy sezon przeszedł płynnie w drugi, i po prostu wciąż jest tak samo: walka ze sługami Apokalipsy plus Crane'a ze współczesnością zmagania :) Dochodzi też jedna fajna postać oraz jedna niefajna (szeryfka), ale na szczęście nie jest jej dużo.

Odpowiedz
SCROTAL RECALL

bardzo polecam. uroczy serial Channel 4 o dwudziestoparolatku, który odkrywa, ze ma chlamydie i musi skontowac sie ze wszystkimi bylymi partnerkami. Wiec serial o zwiazkach i miłości, ale takze o przyjazni. Bo ziomek sie trzyma z ze swoim wyluzowanym przyjacielem, podrywaczem Lukiem i przyjaciółka Evie, która jest przy okazji jego obiektem westchnień.

Duzy plus, ze serial nie ciazy za bardzo na wątku niespełnionej miłości do Evie, tylko przeplata go pomiędzy głównymi wątkami odcinków, gdzie zawsze poznajemy inną byłą partnerka bohatera i cofamy sie z nim w przeszlosc. Poniekąd moznaby to nawet opisac jako takie How I Met Your Mother z chorobą weneryczną ;)

Minus jest taki, ze jest tylko 6 odcinkow i nie wiadomo czy bedzie wiecej, bo nic nie zapowiedziano. Ale serial miesiac temu trafil na Netflix i chyba zbiera dobre opinie, wiec nie zdziwie sie, jezeli cos zapowiedza niedlugo.



No i dodatkowo sliczna Antonia Thomas. <3

Odpowiedz
A ja się ostatnio zabrałem w sumie przypadkowo za IZombie i bardzo mi się podoba. Wkurza trochę wszechobecna młodzieżowa hipsteroza, ale poza tym nad wyraz sympatyczna pozycja. Takie Pushing Daisies łamane przez Buffy (i pewnie bardziej przez Veronicę Mars czyli poprzedni serial pana showrunnera no ale tego nie widziałem). O czym toto? Laska zaraziła się zombiezmem i musi wcinać mózgi bo inaczej będzie niefajnie, zaczepia się więc na pracę w kostnicy i odkrywa, że po skonsumowaniu danego mózgu nabywa na pewien okres czasu część wspomnień i charakteru właściciela. Skilla tego używa by pomagać detektywowi nieogarowi łapać przestępców (najczęściej morderców właściciela mózgu).


Całość sympatyczna, pozytywna, zabawna i ma świetną mitologię tudzież dużo fajnych i dość oryginalnych patentów jak na tak wyeksploatowany temat jakim są zombiaki. Żadne arcydzieło póki co, ale bawię się świetnie i jak najbardziej polecam jako serial do kotleta będący jednak czymś więcej iż zwykłym proceduralem.
Why are you firing wallnuts at me?

Odpowiedz
Jak nie widziales Veronicki Mars to ogladaj! <ok>

Odpowiedz
Kiedyś obejrzę bo jest Elias z PoI ( <3 ) jako jej tata, ale muszę w sobie przezwyciężyć ogromną niechęć do Bell. Nie wiem czemu ale irytuje mnie niesamowicie wszędzie gdzie na nią trafiam.
Why are you firing wallnuts at me?

Odpowiedz
No bo miłość do Bell sie nabywa wlasnie poprzez ogladanie Veroniki :)

Odpowiedz
Unbreakable Kimmy Schmidt

Tegoroczna, komediowa premiera od Netflixa, która okazała się dla mnie ich pierwszym poważnym flopem. Serial składa się z 13 odcinków i opowiada o Kimmy Schmidt, która wraz z trzema innymi laskami zostaje uratowana z bunkra po 15 latach. Zostały one zamknięte przez Wielebnego, który zwabił je na koniec świata. Główna bohaterka postanawia jednak zapomnieć o tym nieszczęściu i przeprowadza się do Nowego Jorku. Tam zostaje współlokatorką czarnego, grubego geja, a mieszkanie wynajmują od walniętej staruchy. Dodatkowo Kimmy w poszukiwaniu roboty zostaje opiekunką bachorów kobiety z wyższych sfer granej przez Jane Krakowski.

Przede wszystkim to co mnie odrzuciło już w pierwszych 2-3 odcinkach to bohaterowie. Kurde, dawno nie widziałem tak irytujących postaci w serialu, a oglądam je hurtowe (skończę jeden, zaczynam drugi). Tytułowa KImmy ogólnie miała potencjał - 30 letnia babka o mentalności nastolatki, która postanawia zamieszkać w NY. Spoko. Niestety aktorka, która ją gra jest tak beznadziejna, że szkoda gadać, Ellie Kemper sie zwie. Jej mimika twarzy i durnowate miny momentami wyprowadzały mnie z równowagi i autentycznie musiałem odwrócić wzrok. Dodatkowo jej czarny przyjaciel gej - za każdym razem jak się odezwał chciałem przyciszyć głośniki. W ogóle wszyscy w tym serialu to debile (nie wiem, może miało to być w ramach konwencji, wyszło źle) i tylko postać Wielebnego jest ok, ale on się pojawia raptem w czterech odcinkach (gra go spoko aktor, ale nie będę spoilerował bo to chyba miała być niespodzianka twórców - albo dam nazwisko w spoiler, kto będzie chciał to zobaczy
)
Do tego humor, który totalnie nie trafia w moje gusta. Przez te 13 odcinków zaśmiałem się może ze 2-3 razy. Słabe to było - ogólnie mam tak, że staram się obejrzeć wszystko do końca i ten sezon ostatecznie wymęczyłem. Netflix zamówił kolejny, ale ja już za niego się nie zabiorę.

4/10 - za fajne kolorowe zdjęcia, aktora niespodziankę. oppening oraz niezły dobór muzyki.

PS
Nie no, już ich mordy są odrzucające:

[Obrazek: e8917bdfabec9403873628820bb476df9c983943...90f1_large] [Obrazek: kimmyschmidt.jpg?w=513]
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.

Odpowiedz
Po pierwszych dwóch odcinkach:

Dark Matter - grupka ludzi budzi się na statku kosmicznym, nie pamiętają kim są. Dobry punkt wyjścia, pomyślałem sobie, że ktoś ukradł mój pomysł ukradnięcia pomysłu od Pandorum i zrealizowania go dobrze. Niestety Dark Matter jest słabe i drugi odcinek zobaczyłem tylko z dobrej woli. Bohaterowie zapowiadają się wybitnie stereotypowo i nieciekawie, już po pierwszym odcinku wiadomo kto kim jest, nie wiadomo tylko dlaczego stracili pamięć.

Killjoys - to zapowiada się znacznie lepiej. Z jednej strony twórcy probują strasznie szpanować, więc jest slow-mo, piosenkowy soundtrack i ogromny wysiłek, żeby widowni nie umknęło, że bohaterowie są super badassami. Z drugiej jednak główne trio już na starcie ma fajne relacje a i świat wygląda interesująco, chociaż widać, że pieniążków było mało, więc dość szybko akcja przenosi się do jakiejś willi, która nawet nie próbuje wyglądać jak coś z przyszłości, jedyne co zdradza, że to SF/obcy świat to spora czerwona planeta na niebie. Female lead to baardzo ładna niebieskooka mulatka i zastanawiam się, czy tak atrakcyjny był dla pań Michael Early w Almost Human.
W każdym razie planuję obejrzeć drugi odcinek.
No i obejrzałem... boli jednak siermiężność CGI, lokacji, kulejące aktorstwo, ale troszkę serduszka w tym jest. Trochę jak bardzo dobry fanfilm się to ogląda. Poki co wciąż daję szanse. To trio po prostu daje się lubić.

Humans - Po dwóch odcinkach wygląda na wierny remake szwedzkiej perełki, więc jak ktoś brzydzi się oglądania z napisami bo nie zna szwedzkiego, to amerykańska wersja brzmi jak dobra alternatywa. Ja będę oglądał. Z tej trójki to bez wątpienia najciekawsza pozycja, bo serial dzieje się w alternatywnej rzeczywistości, nie w przyszłości. Więc są współcześni ludzie ze współczesnymi problemami w których dodatkowy bałagan wprowadzają roboty-niewolnicy a oprócz tego jest też wątek czysto SF-owy, czyli sztuczna inteligencja i jej następstwa. Mniam. Fajnie, że udało się zaangażować Williama Hurta, ciekawie (chyba) zmieniono jego postać, tzn miał jakiś związek z projektowaniem Synthów. Ciekawe jak/czy będzie odpowiednik Rogera, czyli gościa który traci pracę przez roboty. Jedyny wyraźny minus póki co to Vera, wersja szwedzka była po prostu doskonale przerażająca i straszna i krypna.
Chcę więcej. Zdecydowanie polecam (podobnie jak szwedzkie Äkta människor).

Odpowiedz
W ogóle nie słyszałem o tej "szwedzkiej perełce". Dzięki za cynk, rzucę okiem.
Why are you firing wallnuts at me?

Odpowiedz
"Dark Matter" było tak fascynujące że zapomniałem o nim zaraz po obejrzeniu pilota. Wybitnie bez jajeczna sztampa. "Killjoys" poprzewijałem i wygląda na budżetowy szajs :P

Oba seriale sobie na razie odpuszczam. Może za kilka odcinków się to nieco rozwinie i dam wtedy drugą szansę.

Odpowiedz
(27-06-2015, 13:03)jarod napisał(a): W ogóle nie słyszałem o tej "szwedzkiej perełce". Dzięki za cynk, rzucę okiem.

Zachęcam. Jest już w sklepiku drugi sezon z angielskimi napisami ale jeszcze nie ruszyłem. (w sumie to niezły moment chyba :P )

Odpowiedz
Bojack Horseman - krótko napisze, bo niedawno skonczylem drugi sezon, a chce po prostu zwrocic uwage na serial, o ktorym chyba nikt na forum nie pisal: ogladajcie. Snuffer zwrocil mi na niego uwage i bardzo mu jestem wdzieczny. Pierwszy sezon to jeden z trzech najlepszych nowych seriali komediowych (choc nie służący wyłacznie rozbawieniu) zeszlego roku obok "You're the Worst" i "Rick & Morty".

A w drugim sezonie Alan Arkin jako JD Salinger.


Odpowiedz
Wonderfalls

jestem po pierwszym odcinku i juz mi sie podoba. Fajny klimat, typowo fullerowski, aczkolwiek bardziej niż w "Dead Like Me" podoba mi się główna bohaterka. Cyniczna i wycofana Jaye to postac latwa do polubienia, a Caroline Dhavernas zaskoczyla mnie, bo nie od razu poznalem, ze to przeciez drętwa Dr. Bloom z "Hannibala". Tutaj jest urocza. No i Lee Pace. JEST LEE PACE. Kocham Cie, Lee Pace. <3 Poki co mial z dwie linijki i maks minute na ekranie, ale licze, ze bedzie go wiecej. (Tak, nie chcialem od razu siegac po "Pushing Daisies", potem sie tym zajme. Trzeba dawkowac. I need to pace myself.)

Odpowiedz
(06-08-2015, 04:35)Crov napisał(a): Tak, nie chcialem od razu siegac po "Pushing Daisies", potem sie tym zajme.

Dude, that is just wrong. Szczególnie, że Daisies, to nie tylko Pace, ale masa kapitalnych postaci/ról i chemii między nimi. Must see.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
Ale ja nie powiedzialem, ze nie obejrze. ;) Po prostu zaczalem od wczesniejszej kolaboracji Pace'a z Fullerem. Zwlaszcza, ze Wonderfalls mialem juz dawno obejrzec. No i jest fajniutkie. :)

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  "Mobland", czyli Tom Hardy znowu hardy Krismeister 17 2,137 27-08-2025, 20:15
Ostatni post: Salto
  BARRY czyli Bill Hader jest hitmanem Gal Anonim 35 7,721 07-01-2025, 03:18
Ostatni post: Bucho
  Jaki jest wizerunek osób z niepełnosprawnością w filmach, serialach i mediach? AvalonOzN 1 1,246 20-04-2020, 16:02
Ostatni post: Wyatt Earp
  Cougar Town czyli 'Courtney, pokaż cycki!' Snuffer 6 4,194 10-05-2014, 12:29
Ostatni post: Mierzwiak



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
2 gości