04-01-2013, 19:59
|
Warrior
|
|
W Warrior nie ma emocji? Aha, fajnie, rozumiem. Można i tak, ale to zupełnie bez sensu wniosek. W tym filmie jest aż za dużo emocji. Cała paleta uczuć.
(04-01-2013, 18:08)Crov napisał(a): Jak nie ma w tym emocji to skąd one u mnie w tych scenach? A scena w hotelu jest miazga. Także pozdro, idź na lody. :) Sam idź z Elką :P Scena w hotelu jest akurat mega. Ale to jedna z niewielu takich, bo generalnie gros filmu, o ile akurat nie ma walki, to sceny, w których ci trzej faceci ze sobą nie gadają albo mówią, że nie mają o czym gadać :) Cytat:Nie ogarniam zupełnie, tych komentarzy. Odstaw alkohol :) Cytat:Tommy zachowuje się jak wkurwiony koleś, który czuje się skrzywdzony przez ojca i zdradzony przez brata. Co tu jest za wielka filozofia? Jak mówiłem - z deka na wiarę. Tyle lat minęło, nawet w wojsku był, a w każdej scenie jest trochę jak: ![]() Cytat:Ale jeżeli widzisz, gdzieś Tommy'ego czerpiącego przyjemność z walki to chyba musiałeś sobie trzepać podczas oglądania, bo oślepłeś. :) Nigdzie nie napisałem, że czerpie przyjemność, tylko, że jest jak bestia - to raczej nie to samo :)
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings 04-01-2013, 23:16 (04-01-2013, 23:16)Mefisto napisał(a):Ale słyszałeś o czymś takim jak DDA? Jeżeli nie to poczytaj. W skrócie podpowiem Ci: nie, czas nie zawsze leczy rany. Są wkurwy, które nosi się całe życie - zwłaszcza jeżeli się ich nie rozwiąże. I o tym jest ten film.Cytat:Tommy zachowuje się jak wkurwiony koleś, który czuje się skrzywdzony przez ojca i zdradzony przez brata. Co tu jest za wielka filozofia? To nie jest tak, że stary raz mu się upił i podniósł głos. Wystarczy pododawać do siebie fragmenty układanki porozkładane w filmie i łatwo ułożyć sobie obrazek młodszego Nolte'ego pogrążonego w alkoholizmie. Cytat:Nigdzie nie napisałem, że czerpie przyjemność, tylko, że jest jak bestia - to raczej nie to samo :)Napisałeś, że jest Cytat:jak bestia wypuszczona z klatki, której walka sprawia przyjemność. Hardy jest jak bestia - jak chodząca bomba zegarowa, buldog, który zaraz zerwie się ze smyczy. Ale w żadnym razie ta agresja czy walka nie bierze się u niego z podniecenia tym czy przyjemności. 04-01-2013, 23:24 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 04-01-2013, 23:25 przez Gal Anonim.) (04-01-2013, 23:24)Crov napisał(a): To nie jest tak, że stary raz mu się upił i podniósł głos. Wystarczy pododawać do siebie fragmenty układanki porozkładane w filmie i łatwo ułożyć sobie obrazek młodszego Nolte'ego pogrążonego w alkoholizmie. No shit Sherlocku :) Tyle tylko, że dorośli ludzie ze sobą rozmawiają, nawet jeśli zły dotyk boli całe życie. Brat chce z nim gadać, ojciec, choć nadal pije, wyraźnie żałuje przeszłości, też chce z synem pogadać, a on nie BO TAK. Jak dla mnie to jest gówniarskie podejście i tyle. Cytat:Napisałeś, że jest [quote]jak bestia wypuszczona z klatki, której walka sprawia przyjemność. No ok, chodziło mi jednak o to, że takie sprawia wrażenie na ringu, a nie, że faktycznie sprawia mu to przyjemność. Tak czy siak, moja wina, moja wina, moje wino.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings 04-01-2013, 23:29 Mefisto napisał(a):dorośli ludzie ze sobą rozmawiają Chyba w Złotym Wieku Minionym im. Mefisto :) Dorośli ludzie potrafią ze sobą nie rozmawiać przez 30 lat z powodu jakiejś błahostki. Wiem, bo u mnie w rodzinie jest taki przypadek :) 04-01-2013, 23:35 (04-01-2013, 23:29)Mefisto napisał(a):Wiadomo. Dorośli ludzie ze sobą rozmawiają, miłość wszystko przezwycięża, a kobiety nie udają orgazmów. Pewnie. Powodzenia w Nibylandii. :) Życie nie jest takie proste, tak jak niektórych problemów nie rozwiązujesz od tak. Gwarantuje Ci, że takie sytuacje nie rozwiązują się w taki sposób: "Ej, tato. Chlałeś, biliśmy się, jak byłem mały, ale jestesmy dorośli, a ty już nie pijesz, więć spoko."(04-01-2013, 23:24)Crov napisał(a): To nie jest tak, że stary raz mu się upił i podniósł głos. Wystarczy pododawać do siebie fragmenty układanki porozkładane w filmie i łatwo ułożyć sobie obrazek młodszego Nolte'ego pogrążonego w alkoholizmie. Inna sprawa, że cały film jest o przebaczeniu właśnie. I Hardy, i Edgerton powoli przebaczają ojcu (przynajmniej do pewnego stopnia) i sobie, pewnie w większym stopniu. Tylko po prostu nie dzieje się to od tak, na początku filmu. Bo to byłoby głupie i nierealistyczne. Cytat::*Cytat:Napisałeś, że jest [quote]jak bestia wypuszczona z klatki, której walka sprawia przyjemność. 04-01-2013, 23:37 (04-01-2013, 23:37)Crov napisał(a): Życie nie jest takie proste, tak jak niektórych problemów nie rozwiązujesz od tak. Gwarantuje Ci, że takie sytuacje nie rozwiązują się w taki sposób: "Ej, tato. Chlałeś, biliśmy się, jak byłem mały, ale jestesmy dorośli, a ty już nie pijesz, więć spoko." Tylko nie o to mi chodziło, że jedna rozmowa załatwia wszystko i na końcu Wojownika dostajemy wspólną fotkę pośród tryskającego szampana zwycięstwa :) a raczej o to, że w ogóle nie następuje próba komunikacji. A skoro tak, to znaczy, że mu nie zależy. A skoro mu nie zależy, to i mi niespecjalnie zależy na tym, kto wyjdzie na końcu żywy z tej klatki :)
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings 05-01-2013, 00:47
Bo tak jest. Bo myśli, że mu nie zależy. Tommy sam mówi, że najgorsze już się wydarzyło. Ma wyjebane. Próbuje za wszelką cenę odciąć się emocjonalnie od tego (m.in. dlatego staremu mówi: jesteś moim trenerem, nie ojcem), ale to nie zmienia faktu, że węglem dla jego płonącego agresją pieca jest to wszystko, co było.
Tak to wygląda - najpierw próbuje to wyłączyć, get over it and move on (z podejściem: bo po co o tym gadać? Już nic tego nie zmieni, trzeba być twardym i żyć dalej), ale przez cały czas widać, że to tak nie działa. Bo cały film jest właśnie o tym, czego Tobie brakuje - o trudności komunikacji w takiej sytuacji. Brendan rozwiązuje sprawę z ojcem gadając - mówi, że mu przebacza, ale Tommy wskazuje na jego blef, bo sam czuje gniew, którego nie pozbędzie się mówiąc staremu "Spoko, było minęło". A my widzimy, że Brendan wcale mu nie wybaczył (gdyby tak było ich relacje byłby inne). Bo tak sie nie da. Jest trochę bardziej komunikatywny i normalny niż Tommy, bo miał ukojenie w rodzinie, której dawniej mu brakowało, podczas gdy ten drugi pogrązył się w walce, ale to tyle. W takiej sytuacji nie rozmawiasz z kimś, bo chowasz uraze i czujesz, że nic już tego nie zmieni. Stary próbuje się z nim komunikować, bo wie, że powinien, ale Tommy najpewniej w tej chwili cały czas życzy mu tylko śmierci. Więc po co ma gadać z żałosnym trupem? 05-01-2013, 01:03 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 05-01-2013, 01:04 przez Gal Anonim.)
Krajst, Krow - ja to wszystko wiem :) Ale to właśnie sprawia, że film jest dla mnie niespecjalnie angażujący jeśli idzie o szkielet fabuły, czyli walki prowadzące do bezpośredniego starcia braci. Znacznie więcej emocji odczuwałem w ich starciach z pozostałymi zawodnikami, niż w finale. Cała sytuacja rodzinna też mnie niespecjalnie ruszyła (tak wiem, nie mam duszy).
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings 05-01-2013, 02:13
No niby wiesz, ale zacząłeś od ględzenia o tym, że Tommy zachowuje się jak dzieciak, więc wyłożyłem Ci, że to nie jest zachowanie dzieciaka. A sprawa twojego zaangażowania to już co innego. Mnie angażował - jako postać, choć brakuje mi lepiej zarysowanej motywacji do brania udziału w Sparcie.
05-01-2013, 02:23 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 05-01-2013, 02:24 przez Gal Anonim.) (05-01-2013, 02:23)Crov napisał(a): No niby wiesz, ale zacząłeś od ględzenia o tym, że Tommy zachowuje się jak dzieciak Akurat - sam to wyciągnąłeś z zamierzchłych wypowiedzi :) Poza tym takie sprawia on wrażenie: w klatce bestia, na zewnątrz "beksa". Nic na to nie poradzę. :) Eniłej, świetny film 10 / 11 :*
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings 05-01-2013, 02:29 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 05-01-2013, 02:30 przez Mefisto.)
Po pierwszym seansie chyba za bardzo kibicowałem Tommy'emu - oczywiście nie chciałem żeby zabił brata, tylko żeby wygrał. Zdawało mi się też, że Brendanowi nazbyt łatwo poszło z Rosjaninem nie mówiąc o samym finale. Widziałem tu typowy hollywoodzki happy end.
Obejrzałem drugi raz, ze znajomymi... Jednak wszystko ma sens. Film jest kompletny, czołówka gatunku, tuż za Za Wszelką Cenę. Bardzo poruszający, genialnie pomyślany, zrealizowany i zagrany. 10/10 09-01-2013, 01:21
Rotfl. Wiedzieliście, że Bollywood zrobiło remake Warriora? Serio. Ponoć hit w Indiach.
Fuck the cavalry and the committee that recieves 'em.
28-03-2016, 13:53
haha sceny na ringu science fiction niczym Matrix :D
"Y es que eso es y, creo, será siempre el cine: una manera maravillosa de soñar" J. Potau
29-03-2016, 16:55 (29-03-2016, 10:24)Crov napisał(a): Moja najwieksza zyciowa ambicja jest zrobić film, którego hindusi zrobią rimejk. Podobno Baig ma wejść do kin w przyszłym roku.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings 29-03-2016, 17:05 (09-09-2017, 21:19)Kuba napisał(a): No dobra, przekopiowałem.
Widze, że i tu film jest chwalony (nie znalazłem wątku)..no cieszę się :D
Jak wspominałem, uwielbiam:
O'Connor widzę, że po za "Suicide Squad 2" planuje film z Tomem na wojnie. Nieźle, na "Księgowym" się całkiem nieźle bawiłem, nadrobię resztę, ale na razie każdy film Gavina to u mnie "must see" w kinie zaraz po premierze.
09-09-2017, 22:55
Kuba odświeżył temat, przeglądam i widzę, że o dziwo, przez lata nic w tym wątku nie napisałem, choć film bardzo cenię.
Dlatego przekleję moją starą reckę...CREEDA, która w sumie bardziej była o tym, dlaczego WARRIOR jest w pytkę: CREED Odbiór tego filmu może troche popsuło mi to, że przed kilkoma tygodniami powtórzyłem sobie WARRIORA, który z CREEDEM wygrywa pod praktycznie każdym względem. CREEDA chwali się za emocjonujące przedstawienie tematu problemów ojcowskich, i choć jest to dobry motyw, nadający filmowi jakiegoś dramatycznego kopa, to jednak i tak absolutnie przegrywa na każdej płaszczyźnie z przedstawieniem rodzinnych problemów w WARRIORZE. Jeżeli emocjonalnym kręgosłupem obu filmów jest motyw ojcowskiego opuszczenia i rodzinnej rywalizacji, to w CREEDZIE jest on jedynie widmem które wisi nad filmem przez większość seansu tylko po to by w końcowej walce zostać nagle podkreślone nieco łopatologicznym tekstem o tym, że bohater "chce udowodnić, że nie jest pomyłką". Natomiast w WARRIORZE motyw ten jest dużo lepiej nakreślony i stopniowo przedstawiany przez serię świetnie rozegranych i emocjonujących scen w których nie ma za grosz fałszu czy gromkopierdności. CREED potrafi podnieść pompę, ale żaden moment w tym filmie nawet nie zbliża się do poziomu emocji chociażby sceny w której Hardy pojednuje się ze swoim ojcem w pokoju hotelowym. Problemem ze sportowymi feel-good stories jest to, że są autentycznie wzruszające, ale często robią to w sposób, który jest w równym spotniu podnoszący na duchu co tandetny i Paulo Coelhowaty. Melodramatyczne przemowy o sile woli itp. Człowiek podchodzi do czegoś takiego z nieco protekcjonalnym nastawieniem z rodzaju: "oh głupi jesteś filmie, ale wzruszasz serducho i podnosisz pompę, więc cie lubię". Seria ROCKY jest w tej kategorii mistrzem. WARRIOR natomiast wyróżnia się tym, że choć ogólnie jest to ten sam typ historii używającej sportu jako pretekstu dla opowiedzenia bardzo osobistej historii, tak jednak w przeciwieństwie do innych filmów tego typu, robi to bez uciekania się do tandetnej łopatologii czy tekstów rodem z self-help books. WARRIOR po ponownym seansie okazuje się być zaskakująco dobrze napisanym filmem. Te wszystkie emocjonujące sceny pomiędzy członkami rodziny Conlonów były nie tylko fantastycznie zagrane ale i dobrze napisane. Dialogi w tych scenach są on point, nie ma w nich fałszywej nuty czy ciężkiej scenopisarskiej ręki. Sprawia to, że wątek rodzinny w WARRIORZE jest nie tylko dużo mocniejszy niż w CREEDZIE (bo tak jak pisałem wcześniej - jest on dużo wyraźniej wyeksploatowany i mocniej nakreślony), ale tez jednocześnie bardziej subtelny. Tommy Conlon nie wali żadnych komunałów o swoich problemach i nie musi w ostatniej minucie dosłownie wyjaśniać widzowi swojej motywacji, a mimo tego wyraznie widzimy jego cierpienie. Ba, nawet sceny walk są lepsze w WARRIORZE, choć to już jest jak kopanie leżącego. Tak wiem, CREED miał tę swoją środkową walkę kręconą niby na jednym ujeciu, ale w przypadku tej sceny to był bardziej techniczny gimmick, który w żaden sposób nie podnosił emocjonalności sceny, ani nie wpływał na lepsze przekazanie energii i dynamiki walki wręcz. Natomiast końcowa walka to już był typowe dla tej serii przerysowanie, gdzie każdy cios i montażowe cięcie wyglądały teatralnie I niepotrzebnie wyolbrzymione. WARRIOR ze swoją próbą okiełznania dynamiki MMA wypadł dużo lepiej. Film zagrany też był lepiej. Sly wyszedł dobrze i poczciwie, ale nie oszukujmy się, jakby to był Oscar to tylko z powodów sentymentalno-karierowych. Nolte był równie dobry jeżeli nie lepszy, a Hardy to w ogóle zupełnie inna liga niż Adonis. Miało być o CREEDZIE a było bardziej o Warriorze. Oglądajcie Warriora bo dobry
Fuck the cavalry and the committee that recieves 'em.
09-09-2017, 23:06 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 09-09-2017, 23:10 przez Proteus.) |
| Użytkownicy przeglądający ten wątek: |
| 1 gości |
![[Obrazek: 25779cd320b6b80c36d7d795ed3aa933_th2.gif]](http://id.joe.pl/sub_images/pictures/25779cd320b6b80c36d7d795ed3aa933_th2.gif)







