Wstyd przyznać, ale choć wielokrotnie się przybierałem, aż do wczoraj nigdy tego dzieła nie widziałem. Na szczęście w tegoroczne Halloween postanowiłem ulec namowie wielu osób i to haniebne niedopatrzenie w końcu nadrobić.
I powiem szczerze, że bardzo się cieszę, gdyż "Omen" to prawdopodobnie najbardziej udany horror z wątkami satanistyczno- okultystycznymi jaki widziałem (w każdym razie podobał mi się bardziej od "Egzorcysty" i "Dziecka Rosemary") i praktycznie z marszu ląduje na mojej liście najlepszych horrorów w ogóle!
Zresztą chyba nie można się temu dziwić! Jest tu bowiem wszystko co obraz tego typu powinien posiadać: wzorowo budowane napięcie, kapitalna muzyka Jerry'ego Goldsmitha, gęsty klimat, aura tajemnicy, wciągająca fabuła oraz wyśmienite aktorstwo. Ba! Nawet zakończenie jest takie jak lubię czyli dość "niehollywoodzkie" jeśli wiecie co mam na myśli/
Krótko mówiąc "Omen" to film, który każdy fan kina grozy po prostu powinien znać!
OCENA: 9/10
Najlepszy film 2021: Titane Najlepszy film 2020: Pewnego razu w Hollywood Najlepszy film 2019: Parasite Najlepszy film 2018: Suspiria
01-11-2016, 14:21 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 01-11-2016, 14:22 przez Bradesinarus.)
Straszny, odpychający i chyba jeden z tych najmocniejszych obrazów ever. Dwie sekwencje morderstw nieźle ryją banie, czułem niepokój i realne obcowanie z mordercami. Nie bez powodu dostał najwyższą z możliwych kategorii wiekowych NC-17. Jeśli ktoś chce przetestować swoją psychikę to proszę bardzo... Oceny nie będzie, bo przy tej pozycji to raczej nie na miejscu.
Hands of Stone - wow spodziewałem się generycznego filmu o Boksie z gwiazdami w obsadzie, aby wycisnąć z nas jak najwięcej kasy w kinie, oj myliłem się... Świat boksu, a zwłaszcza jego początki to kopalnia historii , talentów, wyśmienitych walk o których nawet nie śniłem... Hands of Stone to kolejny kapitalnie zagrany, napisany, obsadzony i udźwiękowiony rozdział bogatej historii boksu. Brawa za scenariusz, że pozwolił panu De Niro po latach znowu zabłysnąć na wielkim ekranie, jednak się nie wypalił i potrafi porządnie zagrać jak odpowiednio dobierze scenariusz. Tak więc Polecam wszystkim miłośnikom boksu i nie tylko piękną historię Panamskiej legendy Roberto Durán'a. 8+/10
Widziałem w kinie i też mnie ten film bardzo pozytywnie zaskoczył. Fajna energia od początku do końca. Sam koniec trochę tak jakby na szybko sklecony, ale całość i tak dobrze wybrzmiewa. I można się z tego filmu nauczyć trochę o historii Panamy i sporo o postaci Durana. Ocenę wystawiam taką samą.
Ana de Armas... <3
Trakt.tv | Letterboxd | Gentlemen, you can't fight in here! This is the War Room!
04-11-2016, 23:10 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 04-11-2016, 23:12 przez Ash_9001.)
Jestem mordercą - świetny film kryminalny, 2 godziny zleciały jak z bicza. Totalnie wciągający ze świetnym tempem i kapitalną obsadą na czele z odkryciem roku czyli Haniszewskim i ja zwykle bardzo dobrym Jakubikiem. Świetna jest również Agata Kulesza oraz a tu zaskoczenie, Piotr Adamczyk. Najlepszy polski film roku obok "Wołynia" i "Ostatniej rodziny". Wszystkie nagrody w Gdyni bardzo zasłużone, zwłaszcza ta za scenariusz. 8/10 I a propo, film Pieprzycy podobał mi się dużo bardziej od takich przecenianych mocno wg mnie "Bogów", które działy się w podobnym okresie.
I can see your conciliation. I wanna see your conciliation.
Money Monster - Fajny film, fajna obsada i ....w sumie tyle. Kawał niewykorzystanego potencjału, ale rzetelna reżysera i aktorzy ciągną ten wózek do samego końca (mimo, że po drodze są spore problemy) Clooney prowadzi program o notowaniach giełdowych, sprzedając w nim tipy na niezły zarobek. Na jego nieszczęście kilka dni wcześniej dokonuje się zaskakujący "drop" jednej z najlepiej zapowiadających się inwestycji, który uderza w wielu obywateli. Jeden z nich nie wytrzymuje i robi wjazd do studia, bierze Clooneya na zakładnika i żąda wyjaśnień - jak to możliwe, że w ciągu jednej nocy wyparowało nagle 800 milionów dolków? Nie ma sensu zdradzać zbyt wiele, bo sama intryga jest płytka i przewidywalna, po prostu dobrze się to ogląda i seans mija błyskawicznie. Dodam, że Jack O'Connell tutaj zwyczajnie rządzi - jego bohatera można zrozumieć, jego wkurw jest autentyczny a pewna wolta (w spojlerze) na swój sposób zabawna :)
The Most Dangerous Game (1932) - głupawa survivalowa przygodówka twórców King Konga. W wielu momentach montaż kuleje, jest wymuszony wątek romansowy, Robert Armstrong gra tak irytująco, że nawet zostaje zabity za kadrem, zanim akcja na dobre się rozkręca. Przesadzony do granic akcent villaina budzi śmiech, dialogi są cholernie corny, a Fay Wray tylko krzyczy. Trochę lepiej na tle reszty wypada końcówka, gdy główna para ucieka przed złymi, bo jest spoko survival, muzyka Steinera, dobrze wykorzystana dżungla od King Konga. Reasumuąc - raczej guilty pleasure.
Storks- nie wiem jak to ocenić. Jako komedia jest przednia. Niestety, odnoszę wrażenie, że teraz każdy amerykański animowany film familijny jest robiony na to samo kopyto. Nie mam na myśli tych klisz, które też są wkurwiające (protagonista-lamus, liar revealed, rozdzielenie, moment, kiedy bohater niby ginie, moment smutku!), a czemu na siłę wciskają te smuty?! Jakieś depresyjne klimaty?! Wymuszony morał?! Czemu?! Czemu nikt nie może zrobić z tego pełnoprawnej jajcarskiej komedii?! No czemu? Bo ten film jest autentycznie zabawny i mogę wymieniać udane akcje (mój ulubieniec - "myślałem, że to dzielnica hipsterów!").
War Dogs (2016), czyli Jonah Hill i Miles Teller jako sprzedawcy broni (a w tle śliczna Ana de Armas, z uroczym akcentem). W sumie to taka lajtowa wersja Pana życia i śmierci z Cage'm, bo i tu i tu chodzi o zarabianie góry kasy na uzbrajaniu ludzi, różnią się jedynie klienci i jakość całości. Cage i jego film wygrywa, bo tutaj to w sumie tylko grubasek Jonah w roli żydowskiego sukinsyna trzepiącego mamonę jest naprawdę spoko, a reszta jest średnia, ale obejrzeć można. Dwie godziny mijają szybko, jest trochę humoru, ale brakuje tutaj jakiegoś większego napięcia, czegoś, co nadaje filmowi duszę, że tak powiem. W sumie to nie wiem co tu jeszcze napisać, tak szczerze... trochę naciągana siódemka na filmwebie i tyle.
Ostatnio, dla odmiany, trafiałem na filmy, które mi się podobały po obejrzeniu :)
,,Julieta'', 2016, P. Almodovar
Film jest na podstawie kilku opowiadań A. Munro i opowiada o różnych drogach do szczęścia różnych kobiet, o konsekwencjach dobrych i złych wyborów. W zasadzie to stary dobry/stary niedobry Pedro, nie zaskakuje niczym nowym, może nieco więcej wkrada się tu melodramatyzmu.
,,Pepi, Luci, Bom i inne dziewczyny z dzielnicy'', 1980, P. Almodovar
W końcu się zabrałem, w zasadzie po seansie Julietty. Filmy dzieli 30 lat, debiut vs najnowszy ale styl Pedra widać od razu, chociażby w doborze tematu i prowadzeniu historii, nietypowej, kończacej się zaskakująco. Od pierwszego, punkowego filmu, potrafił wydobyć z aktorek aktorskie mięcho :)
,,Dziewczyna na urodziny'', 2001, J. Butterworth
Kidman jako rosyjska żona z internetu, Australia robiąca za UK, A Cassel i francuscy koledzy robiący za rosyjskich zakapiorów. Sam film to przyjemna komedia kryminalna o bardzo nieśmiałym gostku, który organizuje sobie żonę przez internet tylko potem same kłopoty.
,,Rozmowa'', 1974, F. F. Coppola
Szpiegowski, z okresu zimnej wojny, tak naprawdę cały czas aktualny film ze smutną końcówką. Niespieszne studium człowieka, granego przez rewelacyjnego Hackmana, którego życie to podsłuchiwanie innych i nieangażowanie się. I jak to w filmach, postanawia się zaangażować :)
,,Randka na weselu'', 2016, J. Szymanski
Zazwyczaj to faceci piją, ćpają i gonią wszystko co na drzewo nie ucieka aż poznają te jedyne i blablabla. Tu jest totalnie odwrotnie, miejscami hardkorowo, z resztą to komedia R. A. Plaza i A. Kendrick miażdżą. Fajnie, że powstają komedie na przekór utartym schematom społecznym!
,,Oto Spinal Tap'', 1984, R. Reiner
Długo nie mogłem się przekonać, bo miałem wrażenie, że to o heavymetalowcach. A to chyba najlepszy (pseudo)dokument muzyczny jaki widziałem. O nieistniejącym zespole Spinal Tap. Miałem band, wszystko się zgadza, tak jest w trasie i na próbowni :)
,,Przetrwać w Nowym Jorku'', 1995, J. Kalvert
Książka jest fenomenalna, historia Jima Carrolla jest wyjątkowa. Ciężko wyjść z hery przed 18!!! Leo, Marky Mark i w zasadzie wszyscy zagrali fenomelanie. Niektóre sceny bardzo brutalne, naturalistyczne. Chyba całkiem nieźle odstrasza przed ćpaniem.
,,Kwiat wiśni i czerwona fasola'', 2015, N. Kawase
Dramat z tych ciężkawych, kameralnych, życiowych. O odnajdywaniu szczęścia, kiedy społeczeństwo odrzuca. Spotkanie odsiadkowicza, chorej staruszki i niedopasowanej uczennicy. Kirin Kiki tak zagrała staruszkę Tokue, że nie mogłem powstrzymac kwilenia na sali. Końcówka smutna i pocieszająca zarazem!
,,Lo i stało się. Zaduma nad światem w sieci'', 2016, W. Herzog
Najlepszy dokument jaki ostatnio widziałem. Trochę o historii Internetu, stan obecny i zaduma nad przyszłością. Rozdziały o przyszłości Internetu, o post Internecie i symulacja świata bez Internetu są najlepsze. W sumie mogłem oglądać z notatnikiem, tyle fajnych zagadnień jest poruszonych. Mówią też o osobliwości. Polecam, chociaż są głosy w sieci, że to film reklamowy firmy od cyber bezpieczeństwa, która pojawia się w filmie, ja bym na to nie patrzył.
,,Służąca'', 2016, Chan-wook Park
Stand-up w kinie i jakoś nie kręcą mnie specjalnie łóżkowe akcje młodych azjatek, byłem w szoku reakcją mojego ciała ale film jest urzekający. Od pierwszego do ostatniego kadru tak wysmakowany wizualnie, dźwiękowo, że ciężko oderwać wzrok. Miejscami styl wygrywa z substancją ale w ogóle mi to nie przeszkadzało :) Historia to trójkąt miłosno-erotyczno-kryminalny. Taki Stoker tylko na sterydach, w ojczystym języku reżysera no i + 500 do zmysłowości. W sumie to przydałby się temat o tym filmie.
The Rover - słaby film obejrzałem. Film totalnie o niczym. Postapo Australia: totalny psychopata i niedorozwinięty totalny psychopata jadą odzyskać samochód ukradziony totalnemu psychopacie. Problem 1: świat przedstawiony jest ledwie zarysowany i nie ma najmniejszego sensu. Problem 2: praktycznie nic z tego nie wynika, a ujawniona na końcu motywacja bohatera jest tak tania,, a zarazem tak bardzo stara się mówić coś o świecie, że mogłem jedynie wywrócić oczami. Przy okazji: kiedy już znamy motywację, 99,9% wydarzeń w tym filmie jest bez sensu, bo problem dało się rozwiązać BARDZO ŁATWO w trzy sekundy.
To takie studenckie filmidło nakręcone przez ambitnych młodych ludzi. Jest tu tylko jedna dobra rzecz: monolog Guya Pearce'a o tym, dlaczego stał się taki, jaki się stał. Ta scenka trwa jakies 15 sekund i jest naprawde spoko. Reszta to napuszone duperszmity, ale Mentalowi pewnie się spodoba, bo są guny i brudne, zarośnięte ryje. A, no i Robert Patison zaskakująco wporzo. 3/10
Jak jedynkę można było jeszcze łyknąć przy dużej pobłażliwości, to tego przegiętego, naciąganego do granic możliwości, z dupo-twistami co chwilę, badziewia już nie idzie.
I do tego rolę Eliasa Koteasa gra jakiś pajac... phi
3/10
welcome to prime time bitch!
Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.
13-11-2016, 23:37 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 13-11-2016, 23:40 przez shamar.)
Breakfast Club - ale to dobre. Przede wszystkim jakie realistyczne. Nastolatki niby stereotypy, ale wyglądem odbiegają od naszych wyobrażeń (nerd nie ma okularów i aparaciku na zęby). Nie ma tu złych postaci. Postać przez Judda Nelsona niby sapie do reszty, ale potem rzuca od niechcenia kanapkę osobie, która prosi się być jego obiektem do bicia. Nawet nauczyciel-buc jest człowiekiem, któremu po głowie refleksje nad stanem obecnej młodziezy. I finał. Żadnego rozbuchanego climaxu, pełnego akcji powrotu do kanciapy - nic z tych rzeczy. Bohaterowie siedzą w miejscu, palą jointy i rozmawiają o dupie Maryni, by na końcu wygarnąć co im na duszy leży. Wow. To jest coś .
Shakma - pawian zabija pracowników szpitala grających w D'n'D. Tak złe, że aż dobre? Ja widzę drugie dno - otóż to symbolizuje jak tracenie czasu przez nieistotne gry odbija się negatywnie na naszym życiu osobistym (jock zamiast randki woli ganiać w masce wilkołaka), pracy (ciekawe, czy gdy nie mam zmiany w kinie, to reszta z kierownictwem gra w jakiś role-playing :)) czy zabieraniu szarych komórek (dopiero pod koniec bohaterowie postanawiają wziąć coś do obrony przed małpiszonem). A pawian to symbol nieuchronnej tragedii spowodowanej uzależnieniem od gier. A jego zabicie przez Christophera Atkinsa to przezwyciężenie nałogu i odbicie do dna.
Co to jest „FIUT”? FIUT to jest skrót moich zainteresowań „Film I Uwentualnie Telewizja”
バリバリ グシャグシャ バキバキ ゴクン
#OfficialJames Francis CameronandChristopher Johnathan James NolanHejter# :D
Biegające zombi z Korei Północnej Południowej, a większa część filmu rozgrywa się w pędzącym pociągu - fajnie, nie?. Nie będę pisał jakich filmów jest to miks, bo zawsze mnie wkurzają takie porównania (Snowpiercer i WWZ). I znowu mamy film o zombi, który służy za pretekst do pokazania, że prawdziwymi potworami potrafią być ludzie. A zapracowany tatuś dzięki apokalipsie potrafi odkryć jak bardzo kocha swoją zaniedbywaną córę. No ślicznie. Ale są biegające zombi!
Ja, Julinka i koniec wojny, reż. Karel Kachyňa, 1965
Co mogę powiedzieć po seansie (częstochowska studyjna Iluzja [OKF] w ramach 'festiwalu' czechosłowackiej nowej fali)? Mogę powiedzieć, że nie wiem jak to zdobyć, bo jeszcze nie szukałem, ale jak będziecie mieć okazję, to koniecznie. Operator po prostu namalował ten film w czerni i bieli, tak z 80% kadrów nadaje się na Pritn Screen, do druku wielkoformatowego i galerii. Muzyka, aktorstwo (szczególnie głownego bohatera, młodego wsorza), klimat oniryczno, surrealistyczno wojenny. Miejscami nie wiadomo co jest przeszłością, teraźniejszością, snem, fantazją.
A sam film opowiada o wrażliwym chłopcu, który próbuje przetrwać... surowego ojca, niedopasowanie do grupy, wojnę aż w reszcie obławę w lesie, kiedy dostaję misję od ojca - doprowadzić konia Julinkę za las, co by wojna go nie zabrała.
Przepiękny, poetycki, miejscami b. brutalny, nie mam pojęcia jak nakręcili pewne sceny, nie było komputerów. Np. wyścigi wozów prowadzonych przez dzieci, czy okrutne sceny ze zwierzętami (wiewiórka).
Trolle - ale fajne! Co prawda, operuje pewnymi dreamworksowymi kliszami, ale to jest ten przykład, gdy robi się to dobrze. Także same smutne momenty wreszcie nie sprawiają wymuszonych. Kurde, pozytywny, zabawny, z sympatycznymi postaciami (dobra, Kucharka nie jest sympatyczna), a końcowy numer prosi, bym go oglądał w wieczność. BTW świat przedstawiony kojarzy mi się ze Smerfami i im podobnymi.
Plac zabaw - ale niefajne... kolejny polski dramat o poziomie poznania ważkiego tematu "Dlaczego Ja" dla ubogich dostający nagrody za Bóg wie co. "najbardziej przerażający finał w historii kina"? Pffff... ten, kto to pisał, to oglądał jedynie Teletubisie :P. W dodatku ten finał taaaaki przewidywalny.
Ostatnio szukałem tego tematu i nie znalazłem...
Anyway
Wilk w owczej skórze - ojej, kolejne sztampowe filmidło dla dzieci importowane przez Kino Swiat. W skrócie - młody wilk, któremu we łbie imprezy, zostaje zamieniony w barana, trafia do owczej osady, gdzie zaprzyjaźnia się z mieszkańcami, a w międzyczasie jego wataha zamierza napaść na osadę... wiecie jak to dalej jest. (wystarczy obejrzeć zwiastun). W sumie czemu główny bohater został zamieniony w barana? Niby, żeby się zmienić i nabrał odpowiedzialności i podobne pierdoły... ale - stado go lubi, jest wiele scen pokazujących, iż ma jednak zadatki na dobrego lidera (w przeciwieństwie do swego nieprzystosowanego społecznie rywala. BTW, jeden kolo zastrasza SETKĘ wilków, by był liderem. A przy okazji ciekawostka przyrodnicza - zbyt agresywne wilki są albo usuwane z watahy lub zagryzane). A ma się zmienić, bo to powiedziała jego nienasycona seksualnie dziewczyna (karniak dla projektanta postaci, basiory są zrobione kreskówkowo, gdy wilczyce to mokry sen jakiegoś furry O_o). I praktycznie te wszystkie wydarzenia to jej wina. Potem trafiamy do wioski owiec. I token tokenem tokena pogania (chłopczyk-fanboy, gadatliwy safanduła, obżerający się grubas, miła lasencja).
I oczywiście jest moment ujawnienia kłamcy. O rany. Nawet nie chodzi o ten zdarty motyw. Ale to jaki jest okrutny w tym filmie. Główny bohater zamienia się (hi hi!) w takiego chuja i zaczyna bez powodu wszystkich obrażać i gnoić, chociaż tylko jedna osoba na to zasługuje. Ale nawet i jej było mi szkoda.
Nie wspomnę także o wziętych z dupy motywach czy sekwencjach. Np. w pewnym momencie film jest kręcony jakimś wyblakłym ziarnem, jakby to było nagrywane w latach 90.). Gwoździem do trumny jest żenujące polskie tłumaczenie z beznadziejnymi wstawkami o Polsce, dennych punach czy głupimi wtrętami - na koniec lektor mówi, iż w polskiej wersji głosów użyczyli przodownicy pracy ze studia PRL (bo wiecie, to film rosyjski hehe. A studio jest "PRL". hehehe! Czaicie? Bo PRL lizał ZSRR... a tam był komunizm. he he. Ta...)
Darować se.
24-11-2016, 00:08 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 24-11-2016, 00:17 przez OGPUEE.)