05-10-2017, 17:18
|
Blade Runner 2049 (2017) reż. Denis Villeneuve
|
(05-10-2017, 10:50)Kluski napisał(a): Nie musi zrobić wiele aby zostać u mnie filmem 2017 roku, konkurencja praktycznie żadna. Lepszy od "War for the Planet of the Apes" raczej nie będzie :P Nie wyobrażam sobie aby w tym roku było cokolwiek lepszego (nawet "Logan" i "Dunkierka" które niby też są 10/10 dla mnie były gorsze od arcydzieła Reevesa). Jestem ciekaw co teraz z marką. Zarówno Villeneuve jak i Scott wypowiadali się o kolejnych częściach, że mają pomysły i chęci. Chociaż raczej powrót Denisa za kamerę byłby utrudniony skoro ma on teoretycznie kierować "Diuną" (a plany są na więcej niż 1 film). Pewnie ostateczne będą wyniki BO, ale kompletnie bym się nie zdziwił jak za parę lat dostalibyśmy "Blade Runnera 3" bo Ridley stwierdzi, że chciałby trylogię i znajdzie sobie jakiegoś reżysera, albo Villeneuve przemęczy się z niechęcią do sequeli swoich filmów i znów będzie reżyserem. 05-10-2017, 17:24
WftPotA był filmem dobrym, ale to jednak nie ten kaliber. Może gdyby to była zombi apokalipsa małp... ;)
Dobra, koniec pitolenia, zapuszczam
Polski już nie ma.
05-10-2017, 18:05 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 05-10-2017, 18:13 przez Kluski.)
Słuchał już ktoś muzy Zimmera? Jak się spodziewałem - totalnie generyczna nędza. To nawet nie jest poziom Interstellar czy Incepcji. Nie wyobrażam sobie, aby Jóhannsson wysrał takiego kloca. Mam nadzieję, że jego muza do filmu kiedyś ujrzy światło dzienne.
05-10-2017, 18:50 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 05-10-2017, 18:51 przez Albertino.)
Zarzucilem pare fragmentów i wydawało sie bardzo spoko. Acz generalnie uważam za smieszne ocenianie soundtracku do filmu przed jego obejrzeniem, ta muzyka ma działac z konkretnymi scenami a nie kompletnie oddzielnie.
Jak będzie poziom Interstellar i Incepcji to będzie bardzo dobrze. 05-10-2017, 18:59
Nigdy nie dociera do mnie argument, że muza ma działać w filmie. Najlepsze ścieżki do filmów z przyjemnością odsłuchuję poza nimi - dobra muzyka, to dobra muzyka. Jedyne co może zmienić się w kontekście filmu, to fakt, że pitupitu Zimmera będzie w miarę pasować i nie będzie wkurwiać swoją wszechobecną biedą. Ale jakości samej muzyce to i tak nie doda.
05-10-2017, 19:09 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 05-10-2017, 19:10 przez Albertino.)
Akurat ta muzyka to zdecydowanie coś, co może dobrze działać w filmie, a poza nim już niekoniecznie.
05-10-2017, 19:15 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 05-10-2017, 19:15 przez Gieferg.)
Najlepsza muzyka w filmie to taka której "nie słychać" :)
I can see your conciliation. I wanna see your conciliation.
05-10-2017, 20:01
Eee tam, a Indiana Jones, a Star Warsy? Najlepsza muzyka w filmie to taką, którą da się zagwizdać ;)
05-10-2017, 20:11 (05-10-2017, 20:11)zdzichon napisał(a): Eee tam, a Indiana Jones, a Star Warsy? Najlepsza muzyka w filmie to taką, którą da się zagwizdać ;) Marsz imperialny to ja akurat robię tu-tu-tu tu tutu tu tutu, a Indianę też raczej tutturuttu tu tu tu, tutturuttu tu tu tu tu tu.
Polski już nie ma.
05-10-2017, 20:17
Czyli muzyka Vangelisa w oryginale jest zła? Bo słychać ją tak bardzo, że można śmiało utytułować ją mianem jednego z głównych bohaterów filmu.
05-10-2017, 20:38
Dobra muzyka to taka, która dobrze uzupełnia obraz - podkreśla lub buduje emocje, które ten nam przekazuje. Po prostu integralna część filmu.
Najlepsza muzyka to taka, która wykracza poza film i funkcjonuje odrębnie - bez "pomocy" obrazu. Po wstępnym przesłuchaniu jestem na 100% pewien, że OST do BR2049 to zdecydowanie nie jest coś, co pasuje do tej drugiej kategorii. Ale może w samym filmie da radę. Zobaczymy.
Quite an experience to live in fear, isn't it?
That's what it is to be a slave. 05-10-2017, 20:42 Pitero napisał(a):Najlepsza muzyka w filmie to taka której "nie słychać" :) Rzadko łapię tak ciężkiego fejspalma. Oprócz tego że kolekcjonowanie i znajdowanie nowych soundtracków jest moim hobby, to od ponad 20 lat prowadzę sesje rpg i jest to też moje narzędzie pracy - przy niej tworzę scenariusze, sceny, oprócz samego słuchania dla przyjemności mam też funkcjonalne podejście. Jaki jest sens muzyki filmowej? ![]() ... Muzyka ma aspekt czysto funkcjonalny: odpowiednio dobrane tony mogą wydajnie budować napięcie i powodować jego narastanie, mogą zwiększać dynamikę scen akcji, wzniosłość poważnego momentu czy akcentować smutną chwilę. Jest jednym z elementów filmu tak jak gra aktorska, zdjęcia, reżyseria i montaż, scenariusz i dialogi, czy nawet scenografia, edycja dźwięku. Twoje zdanie ma dokładnie taki sam sens jak gdyby powiedzieć, że najlepsze zdjęcia to takie, których "nie widać". Patrząc tak czysto mechanicznie i funkcjonalnie, to nie potrzebujesz panów powyżej: wystarczy randomowy ambient spełniający konkretną funkcję, a jednocześnie nie odwracający uwagi od "ważniejszych rzeczy". Mało tego - słyszałem nawet takie zdania, że najlepsze sceny muzyki w ogóle nie potrzebują, bo bez niej są lepsze... co według mnie jest takim samym nonsensem. Najlepsi kompozytorzy potrafią w muzyce zawrzeć konkretne emocje, które automatycznie pobudzają słuchacza i jego wyobraźnię. Genialny utwór wzruszy podczas samego przesłuchiwania, wystraszy podczas słuchania, czy mimowolnie przyśpiesza bicie serca... a jednocześnie aż wzbudza ciarki i hipnotyzuje, nie mówiąc że po prostu bardzo przyjemnie się go słucha. No i mamy jakąś kluczową scenę... która po podbudowie emocjonalnej, podbudowie napięcia, teraz ma swój cały payoff. Scenariusz i reżyseria zadbała o rewelacyjną kuliminację wątku... idąc Twoim tokiem myślenia lepiej, żeby teraz aktor za bardzo nie odwracał od niej uwagi, tak samo jak zdjęcia i muzyka. A moim zdaniem każdy z tych elementów: wybitne aktorstwo, zdjęcia czy muzyka, mogą wznieść zarówno scenę jak i cały film o poprzeczkę wyżej. Bo przecież sensem filmu jest przeżywanie emocji, przygody, dreszczu adrenaliny czy strachu i przeniesienie się w inny świat (no tutaj to już flagowym przykładem jest muzyka Vangelisa w zaułkach ulic oryginalnego Blade Runnera). A muzyka umie to wszystko robić sama w sobie, wznosząc sceny o poprzeczkę wyżej. Nie mówiąc już o tym, że samo oglądanie sceny z fenomenalnym aktorstwem, pięknymi zdjęciami i muzyką po prostu jest dużo przyjemniejsze. Muzyka to nie lektor. 05-10-2017, 21:31
Pamiętajcie, że jeszcze są świetne ścieżki do marnych filmów :)
I co wtedy? ;) Odpowiadam - o klocu wszyscy zapominają a ścieżka żyje
welcome to prime time bitch!
Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man. 05-10-2017, 22:54
Obejrzałem. Oryginał to to nie jest, ale źle też nie jest. Na chwilę obecną mam dwa zarzuty do filmu, ale dość poważne i dotyczą sposobu prowadzenia historii i jednak dosyć łatwego odbioru filmu który aspiruje do filozoficznego s-f.
Muzyka niezła, ale Vangelisowi buty może czyścić. Zdjęcia znakomite. Gosling naprawdę dobry (zdecydowanie daje radę, kupuję jego postać), Ford również. Nie najgorsze, dość otwarte zakończenie. Na chwilę obecną 8/10 (oryginał 11/10), a przede mną seans w Imaxie. Więcej jutro. 06-10-2017, 00:38 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 06-10-2017, 00:49 przez Doppelganger.)
Ambitna i miejscami znakomita, ale jednak artystyczna porażka. Nie będę dawał punktacji, bo trudno mi to oceniać.
Oczywiście o dorównywaniu czy przebiciu oryginału nie mogło być mowy ale się na to nie nastawiałem. Nie żałuję mimo wszystko, warto było wydać pieniądze. Może jutro skrobnę coś więcej. Czy ktoś z osób już po seansie może mi wytłumaczyć:
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...
06-10-2017, 00:45
Właśnie wróciłem z kina.
Villeneuve wykreował równie piękny świat jak Scott w oryginale. Tutaj chwała dla Deakinsa za przepiękne zdjęcia. Jednak brakowało trochę magicznego klimatu, który cechował film Scotta. Powody są dwa: Po pierwsze - Scott od pierwszej do ostatniej sceny kręcił nocą w mieście. Villeneuve wyszedł poza to, dlatego piękne i klimatyczne ujęcia przeplatają się z takimi, które nieco odbiegają od klimatu. Mimo, że nie brakuje prawdziwych perełek, to czuć pewną nierówność z tym związaną. Po drugie - Muzyka i ścieżka dźwiękowa. To co zrobili do spółki panowie Wallfisch, Johansonn i Zimmer woła o pomstę do nieba. Muzyka w tym filmie jest OKROPNA. Nachalna, agresywna, uszojebna... po prostu dramat. Jedyne dobre momenty to te, kiedy kopiowali motywy Vangelisa. Nie do wiary - jak można było to tak spier*olić? Poza tym - fabuła ewidentnie sugeruje, że będzie kolejny film.
Quite an experience to live in fear, isn't it?
That's what it is to be a slave. 06-10-2017, 00:52 |
|
|
| Podobne wątki | |||||
| Wątek: | Autor | Odpowiedzi: | Wyświetleń: | Ostatni post | |
| Pirates of the Caribbean (2003-2017) | Jakuzzi | 1,079 | 183,017 |
07-02-2026, 15:31 Ostatni post: OGPUEE |
|
| Trainspotting (1996-2017) | Pitero | 12 | 6,021 |
01-10-2021, 17:08 Ostatni post: Pelivaron |
|
| [oddzielony] Trainspotting (1996-2017) | Arahan | 0 | 694 |
01-02-2017, 06:54 Ostatni post: Arahan |
|
| Użytkownicy przeglądający ten wątek: |
| 1 gości |



![[Obrazek: kilar%20wojciech%20portret%20en_4941393.jpg]](http://culture.pl/sites/default/files/images/imported/muzyka/portrety%20i%20instytucje/kilar%20wojciech/kilar%20wojciech%20portret%20en_4941393.jpg)
Spoiler




