Krótka piłka, czyli mini-recenzje
Diego - moje obawy, że nie będzie to tak dobry film jak Senna i Amy niestety okazały się uzasadnione. Dwa poprzednie filmy Kapadii uwielbiam. Ten najnowszy jest dużo gorszy. Może wynika to z tego, że Maradona jest po prostu mniej ciekawą postacią a na pewno trudniej z nim sympatyzować. Może mocy tamtym historiom dodawał tragiczny koniec. Tam nie były to może jakieś mega oryginalne historie. Szczególnie w przypadku Winehouse. Utalentowana, prosta dziewczyna, która nie poradziła sobie z nałogami, sławą i życiowymi wyborami. Niby nic odkrywczego a jednak wyciągnął z tego Kapadia ile się dało a może i więcej. Historia Senny wydaje się być sama w sobie bardziej filmowa a postać chyba bardziej nieoczywista. I też miałem poczucie, że udało się opowiedzieć coś ciekawego i o bohaterze i o życiu;). W obu przypadkach Kapadia potrafił zgłębić się w te osobowości a przynajmniej w sposób ciekawy spekulować na ich temat. 

Tymczasem w Diego trochę nie wiadomo o co chodzi. Nie wymagam od takiego dokumentu, żeby dawał gotowe odpowiedzi. Ale oczekuję podpowiedzi a przynajmniej kilku opcji, za którymi opowiada się autor. Tam to było. Tutaj moim zdaniem nie ma. Gdzieś tam na początku a następnie na samym końcu wprost wypowiedziana jest teza, że był Diego - prosty, kochający piłkę chłopak i Maradona - antypatyczny uzależniony oszust. Idealnym tego symbole miał być mecz z Anglikami. Niewiele jednak widzimy i słyszmy na poparcie tej tezy. Przewijają się różne wątki - pochodzenie, wyniesienie Napoli na szczyty i osiągnięty dzięki temu status boga (plus mechanizm relacji idol-fani), znaczenie tych sukcesów dla miasta, kontakty z mafią, uzależnienie, nieuznany syn, no i oczywiście nieprzeciętny talent i ambicja. Ale właśnie nie jest Maradona w tym filmie ani jakoś wyjątkowo ambitny, ani jakoś szczególnie nie imprezuje z bossami mafii, ani specjalnie nie odbija się na jego osobowości i działaniach pochodzenie. Najwięcej jest tu o boskim statusie i z czasem nieznośnym uwielbieniu fanów. Chociaż te motywy też nie są zgłębione tak, jak bym oczekiwał. (Podobny motyw osaczenia przez paparazzi w Amy był dużo mocniejszy, dużo lepiej osadzony w całej historii.) Całość po prostu tworzy dosyć mdły miks - ani to spójna całość, ani rozrzucone tropy, po prostu odhaczanie kolejnych pozycji na liście. Trudno poznać samego Diego lepiej, ale też choćby lepiej zrozumieć całą społeczną otoczkę. Jak pod koniec pada stwierdzenie, że w końcu władze i opinia publiczna mogli się za niego zabrać, bo po wpadkach z narkotykami i mafią nie był już chroniony to może nie jest to jakieś mega szokujące jeśli ma się minimalną wiedzę na ten temat, ale wydaje się to niemal kompletnie nieuzasadnione wcześniejszą narracją. Owszem, wiemy już, że klub i miasto były biednym śmierdzącym znienawidzonym kuzynem na włoskich salonach, ale komuś kto w ogóle nie zna biografii Diego i kontekstu, film niedostatecznie tłumaczy o co chodzi. Maradona był znienawidzony poza Neapolem, bo dał biedakom tytuły? Jaką rolę odegrały wewnętrzne włoskie konflikty a jaką osobowość Diego? Nie został do tego momentu pokazany jako postań wyjątkowo antypatyczna. Nie pokazano jego ekscesów i zdania opinii publicznej na ich temat. Jedyny naprawdę ciekawy motyw to mecz z Włochami na MŚ. Poza tym, boiskowe nagrania fajnie się ogląda, ale w takiej ilości niewiele wnoszą poza pokazaniem jak wyjątkowym piłkarzem był Maradona. 

Całość jest oczywiście sprawnie zrobiona. Na pewno Kapadia wykonał świetną robotę wykopując długie godziny materiałów archiwalnych i montując je w całość, która może nie nudzi, ale na pewno nie przyspiesza bicia serca, nie imponuje też jakoś specjalnie filmowym rzemiosłem. Bardzo duże rozczarowanie. Film na pewno nie słaby, ale też nie wybitny. Spróbuję powtórzyć na spokojnie w domu i może zweryfikuje ocenę, ale na razie maks 7/10.


Odpowiedz
The Professor (2018)

Johnny Depp wreszcie wziął się w garść i próbuje czegoś w czym nie paraduje w kostiumie, charakteryzacji i pijanym krokiem. No dobra, czasem paraduje pijanym krokiem i mogli mu dać jakąś zwyczajniejszą fryzurę, ale to krok w dobrym kierunku. Gorzej, że to film o umieraniu i pożegnaniu pozbawiony emocji. Do tego gdy zbliżają się napisy końcowe próbuje mieć ciastko i zjeść ciastko, czyli nakreślić jakąś wziętą z otchłani scenopisarstwa przemianę bohatera, ale jednocześnie pozostawić go takim samym gburem i dupkiem jak wcześniej. Jakiś taki odpychający film.

3/10

Slaughterhouse Rulez (2018)

Horror komediowy z Simonem Peggiem, Nickiem Frostem i Margot Robbie. I o ile ta ostatnia ma jedynie dwie sceny z Peggiem w których prowadzą video rozmowę, tak nasi weterani z Cornetto mają tutaj zaskakująco obszerne role drugoplanowe. Na nic się to zdało bo werwy tutaj tyle ile tłuszczu u The Rocka.

5/10

The Intruder (2019)

Co ten Dennis Quaid tutaj odstawił, gra jakby jutra nie było, jakby to był koncert z okazji końca świata. Do tego jego obłąkany czarny charakter ma tutaj niezłą motywację, bo sprzedany dom jest dla jego chorej psychiki synonimem wszystkiego, od american dream po w jego mniemaniu szczęśliwe życie rodzinne które bezpowrotnie przeminęło. Za Quaida +2 do oceny, film na niego nie zasługiwał, tak właśnie opisują typowe thrillery od Screen Gems, z przeciągniętymi scenami, popowym soundtrackiem i Michaelem Ealym uwikłanym w jakieś romanse.

5/10

Odpowiedz
Infinity Chamber - niezależne, malutkie kino s-f zrobione głównie za swoje pieniądze, w swoim domu, często na improwizacji. Realizacyjnie jest więc dość oszczędnie, żeby nie napisać ascetycznie. Ale za s-f nie stoi zawsze realizacja, a pomysł i jego wykon i tutaj poszło całkiem spoko (poza kilkoma potknięciami). Jest sobie przyszłość (raczej niedaleka), w USA walczą ze sobą 2 frakcje. Główny bohater Frank zostaje przez jedną z nich złapany i umieszczony w zautomatyzowanym więzieniu, a jego stanu zdrowia strzeże LSO (life support office) w postaci  sztucznej inteligencji o imieniu Howard. W celu z Frankiem znajduje się również tajemnicza maszyna, która umie rekonstruować wspomnienia i nimi manipulować. Wszystko po to, aby zmusić więźnia do wyjawienia kluczowej tajemnicy wokół której toczy się konflikt między frakcjami. Film ma wolne, niespieszne tempo, ale ma też całą gamę super pomysłów i scen, które mieszają przeszłość z rzeczywistością. Ma też fajnego bohatera i AI, które przypomina te z Portala 2 ;) Całość też pachnie inspiracjami Incepcją, Half Life 2, Moon oraz tuzinem innych s-f. Końcówka się nieco rozjeżdza i wchodzi banał (oraz ograniczenia budżetowe), ale i tak warto obejrzeć, bo jak wiadomo w takiej historii musi być twist, a ten tutaj jest wyjątkowo dobry.

[Obrazek: 760842_gallery_5d20805660389_jpg.jpg]

7/10
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.

Odpowiedz
W deszczowy dzień w Nowym Jorku

Prywatnie uważam, że jest to najlepszy film Woody'ego Allena od czasów "O północy w Paryżu" - no dobra, na poziomie "Blue Jasmine", aczkolwiek zabawniejszy, mniej poważny. Poszedłem dzisiaj i naprawdę nie rozczarowałem się, aczkolwiek muszę zaznaczyć od razu, że nie miałem wielkich oczekiwań. Dialogi rześkie, niegłupie, a przy tym całkiem zabawne - kilka razy głośniej parsknąłem, a w niektórych momentach starsze panie siedzące za mną zareagowały zdecydowanie głośniej ode mnie.

Główni bohaterowie byli okej, czasami irytujący, czasami sympatyczni. Chalamet do roli neurotycznej podróbki Allena, która jest lekko zmęczona beztroskim życiem elit, nadaje się idealnie. Do tego tworzy świetny duet z Seleną Gomez - z ekranu bije chemia pomiędzy tą dwójką, fajnie się na nich patrzy, a co najważniejsze słucha. Elle Fanning też daje radę jako początkująca, nieco głupiutka dziennikarka zapatrzona w gwiazdy kina. Ten film to także plejada fantastycznych postaci drugoplanowych, które mieszają w życiu bohaterki granej przez Fanning - Jude Law, Diego Luna i Liev Schreiber.

"W deszczowy dzień w Nowym Jorku" to sto procent Woody'ego Allena w Woodym Allenie. Tylko w nieco lepszym wydaniu niż dotychczasowe filmy. Ze sporymi szansami na powtórkę.

7/10

PS Na ten moment ciężko coś przewidywać, ale przy mniejszej konkurencji, taka Elle Fanning mogłaby nominacje do jakichś ważniejszych nagród zdobyć. Tak samo Jude Law za drugi plan.
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.

Odpowiedz
(31-07-2019, 20:53)Pelivaron napisał(a): PS Na ten moment ciężko coś przewidywać, ale przy mniejszej konkurencji, taka Elle Fanning mogłaby nominacje do jakichś ważniejszych nagród zdobyć. Tak samo Jude Law za drugi plan.

Za występ u Allena, któremu hollywoodzkie elity wystawiły list gończy? Wykluczone!

Odpowiedz
Właśnie tego się obawiam, dlatego nie napisałem, że Allen dostanie nominację do Oscara za scenariusz :D

Aktorów może jeszcze oszczędzą, ale też wątpię ;)
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.

Odpowiedz
Rok 1987 (2017) - Południowa Korea, lata osiemdziesiąte. Podczas przesłuchania przez wiadome służby ginie student powiązany z opozycją, władza chce to zatuszować, ale nie do końca im to wychodzi. Prokuratura nie zgadza się na natychmiastową kremacje i upiera się przy sekcji. Następuje przeciek do prasy, a potem wszystko toczy się już z górki. Całość jest na faktach, ale jak sami twórcy zastrzegają, nie jest to wierne ich przedstawienie, tylko udramatyzowane pokazanie tego, co się działo. Dobrze zagrany, chociaż nie pozbawiony klisz typowych dla koreańskiego kina (rodzina zamordowanego studenta mim skromnym zdaniem kradnie cały film, chociaż jest tam jej zdecydowanie za mało), do tego przepięknie wszystko tu wygląda, zarówno w pierwszej, zimowej połowie, jak i drugiej, wiosenno-letniej. W ogóle mam dziwne skojarzenia do naszych rodzimych Psów, bo w sumie to trochę oba te filmy są podobne... i tu, i tu jest ukazana transformacja kraju, zmiana władzy i te sprawy.
Jak ktoś chce obejrzeć solidny thriller/dramat z Korei, to może śmiało oglądać. Dwie godzinki minęły szybko i bez bólu, nie nudziłem się, nie wkurzałem, nie irytowałem. Takie 8 na 10, o.

Odpowiedz
"Na ringu z rodziną"  (2019)

Nawet mimo faktu, że nie jestem wielkim fanem wrestlingu muszę przyznać, że to bardzo sympatyczne kino z całą masą serca i uroku. Ośmielę się nawet stwierdzić, że mamy do czynienia z największą pozytywną niespodzianką roku. Wszystko dzięki znakomitej Florence Pugh, która po genialnym występie w "Midsommar" nie zwalnia tempa i kolejny raz udowadnia, że jest prawdziwą ekranową "bestią". Jestem przekonany, że wielka kariera aktorska stoi przed nią otworem.

OCENA: 7/10


Najlepszy film 2021: Titane
Najlepszy film 2020: Pewnego razu w Hollywood
Najlepszy film 2019: Parasite
Najlepszy film 2018: Suspiria






Odpowiedz
"jerry maguire"
najlepszy przykład na to że do niektórych filmów nie powinno się wracać żeby nie psuć sobie dobrych wspomnień.
rany, jakie to jest schematyczne, jakie naiwne, jakie powierzchowne, jakie głupie, jakie irytujące (tak bachorze w okularkach, piszę o tobie!). gdyby nie postać i wątek (takoż schematyczny) cuby gooding jr to w zasadzie byłby nieoglądalny gniot.
nie polecam, no chyba że jako guilty pleasure
tak że o.

Odpowiedz
(12-09-2013, 02:39)Mefisto napisał(a): How the West was Won - przepiękne, epickie widowisko! Rozmach jest niesamowity - w oryginalnym formacie ten film musiał miażdżyć wszelakie organy (...) Finał jest zresztą niesamowity, zważywszy, że to wszystko naprawdę, bez komputera i innych pierdół [swoją drogą film oryginalnie kosztował ledwie 15 baniek! dziś chyba by z 500 wyszło, gdyby chcieli robić - niesamowite]. Poza tym aktorsko, realizacyjnie jako tako i fabularnie jest po prostu ciekawy i wciągający. Owszem, niekiedy trąci myszką, ale bynajmniej nie jest naiwny. Ba! Jest krwawszy od większości dzisiejszych produkcji, a to przecież produkcja edukacyjna, dla całych rodzin. Eh, piękne czasy to były.
8 / 10
Dopiero wczoraj nadrobiłem tego klasyka i potwiedzam jego dobroć. Ja w ogóle mam słabość do tych epickich filmów z lat 50. i 60. koniecznie z uwerturą i antraktem :)
Film rzeczywiście epicki w najlepszym znaczeniu tego słowa - wiele postaci, wiele lokacji, jedna piękniejsza od drugiej, ja mógłbym godzinami oglądać jak karawany pionierów przemieszczają się po środkowo-północnych stanach, poza tym uwielbiam opowieści o czasach, gdy człowiek szedł z całą rodzina i dobytkiem przed siebie bez konkretnego planu, jak napotykał rzekę, to ścinał kawałek lasu, budował tratwę, przeprawiał się na drugi brzeg i szedł dalej :D
Masa wielkich scen nakręconych tak, że nawet dzisiaj budzą podziw  - pierwszy atak Indian czy wykorzystania bizonów jako broni masowego rażenia zapamiętam na długo :) swoją drogą w scenach akcji bardzo wyraźnie widać kiedy używano kaskaderów bo wtedy nie ma zbliżeń na bohaterów, a jak są to tło jest ewidentnie doklejone, najciekawsze, że problem ten nie dotyczy fragmentów z Indianami - ich chyba wynajęto jako aktorów, statystów i kaskaderów jednocześnie i zaowocowało to kilkoma naprawdę imponującymi ujęciami.
Ogólnie film wygląda w wielu miejscach jakby był kręcony na przełomie lat 80. i 90. a nie na początku 60. - wielki szacunek za to.
Finałowe ujęcia to piękny pomost między przeszłością a (ówczesną) teraźniejszością, coś a'la zakończenie Gangów Nowego Jorku.
Ode mnie mocne 7+/10


PS. bardzo rzadko zdarza mi się to dostrzec, a tutaj w pierwszych, górskich ujęciach operator po prostu nie przetarł obiektywu kamery i przez dobrych kilka sekund widzimy robala, który sobie na nim usiadł :P 

Odpowiedz
Air America - właściwie to jest wysokobudżetowy szlagier na VHS-a. Niby sporo śmieszkowania, cały czas figuruje lekki ton i niby figuruje jako komedia, ale jak chce to potrafi być poważny. Fajnie zobaczyć Roberta Downeya Jr. sprzed czasów śmieszkowania w MCU. Przede wszystkim wrażenie robi strona techniczna. Prawdziwe wybuchy, prawdziwe plenery i prawdziwe machiny latające. Wszystko bez CGI.

6/10

Odpowiedz
Captive State - coś mnie podkusiło aby jednak dać szansę, choć drugi zwiastun zapowiadał dzieło dla fanów SJW/BLM oraz s-f w jednym. Nie wyszło najgorzej poza jednym - do tej pory nie wiem, o co w tym filmie chodziło, do czego miała prowadzić ta historia, dlaczego bohaterowie zachowują się tak a nie inaczej. I to jest największy minus (a tych jest stety więcej), bo zanim akcja wchodzi na odpowiedni tor - mija dobre 50-60 minut. Generalnie dla osób lubiących filmy o inwazji obcych nie widzę argumentów przemawiających za seansem, bo klimat oraz realia oddają raczej stan "po" niż "w trakcie", a sam design obcych (niewiele ich na ekranie) jest rozczarowaniem. Trochę przykre jest to, że podpisał się pod tym reżyser Genezy Planety Małp, bo reżysersko film ssie niemiłosiernie, a aktorsko jest co najwyżej tak sobie (kuriozalny występ Farmigi jest tego podsumowaniem). Podsumowując - teaser intrygował, trailer wyłożył karty na stół, a film ostatecznie postawił przy tym kropkę nie oferując czegoś sensownego - fabuły, dialogów, efektów, widoczków, klimatu, dobrego aktorstwa.

Przykre jest zwłaszcza to, że takie ujęcia z trailera jak to:

[Obrazek: Captive_State_2-800x445.jpg]

trwają w filmie dokładnie tyle samo. Nie jest wyjaśnione co to za maszyny, co robią i czemu stoją ;) Wrzucanie takich rzeczy w miniaturkę na YT to największy rak filmików w tym serwisie.

3/10
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.

Odpowiedz
Hotel Mumbai - wow, dobre to! Mam podobne odczucia do tych z Patriot's Day - generalnie jakieś informacje z zamachów w Bombaju dochodziły do mnie, ale człowiek nie wiedział, że była tam aż taka sieczka - i dlatego film zrobił na mnie duże wrażenie, mimo że to tylko i aż fajna, rzemieślnicza robota. A w listopadzie 2008 roku działo się konkretnie, bo 10 terrorystów skoordynowało kilka ataków w mieście, w tym jeden w luksusowym hotelu Taj Palace, który gościł w dużej mierze zagraniczne szychy. Film bardzo konkretnie i rzeczowo podchodzi do tej kwestii, bo sceny "wejścia" w hotel jak w masło i robienie rzezi przypomniało mi... atak na posterunek policji w pierwszym Terminatorze - jest chłodno, bez emocji, ale krwawo i brutalnie. Kategoria R pełną gębą (ale też nie ma fruwających flaków, rozbebeszanych na pół ciał). Oczywiście po scenach masakry poziom leci nieco w dół, pojawiają się pojedyncze głupotki (nigdy nie zrozumiem fenomenu pisania listów i czytania w oku kamery tego co się napisało), ale i tak - pozytywne zaskoczenie. Tym bardziej, że nie wszyscy kończą tutaj dobrze.

7+/10

[Obrazek: ANGA-SKY-29th-March-4th-April-2019-Panar...C472&ssl=1]
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.

Odpowiedz
Sahara - to ten flop co uważał się za następcę Indiany Jonesa? W sumie jakiś zły nie był. Oglądało się to nieźle, ma parę spoko akcji, ale parokrotnie to jednak nudzi. 6/10

Wyścig szczurów - jedna z najlepszych komedii ever. Za dzieciaka mnie bawi, za nastoletniego mnie bawi i za dorosłego mnie bawi. Kolejny seans pozwolił mi ujrzeć kilka smaczków np. jak bohater Lovitza
9/10

Abominable (2006) - Okno na podwórze w wersji taniego telewizyjnego horroru i z yetim w roli złego. Jak na telewizyjnego szrota można mówić o napięciu i kilka jest klimatycznych sekwencji. Kostium bestii wzbudza śmiech nawet jak na standardy niskobudżetowca. 5/10

Odpowiedz
(22-08-2019, 11:39)OGPUEE napisał(a): Wyścig szczurów - jedna z najlepszych komedii ever. Za dzieciaka mnie bawi, za nastoletniego mnie bawi i za dorosłego mnie bawi. Kolejny seans pozwolił mi ujrzeć kilka smaczków np. jak bohater Lovitza
9/10
Może ne posunąłbym się do określenie "jedna z najlepszych ever", ale samo wspomnienie numeru z "muzeum Barbie" zasługuje na wieczną miłość :D

"This museum is lovingly dedicated to the Klaus Barbie that nobody knows.
The husband, the devoted father, the wine connoisseur...
and three-time ballroom dancing champion."
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...

Odpowiedz
Jest temat chyba.

Odpowiedz
Entrapment

Przyjemna para-bondowska ramotka, której największym plusem są przede wszystkim niesamowite lokacje oraz zjawiskowa Zeta-Jones. Historyjka prosta z przyjemnym twistem w epilogu. Na minus dialogi - miejscami odbębnione i Connery sprawia wrażenie jakby chciał więcej, a nie dano mu za bardzo pola manewru.

Z chęcią obejrzałbym ten tytuł, ale nakręcony przez ekipę od np. Toma Cruise'a z Mission Impossible. Film ma na karku 20 lat i czuje się ówczesne ograniczenia w ogarnianiu wieżowca kamerą.
"Wake the fuck up, Samurai. We have a city to burn."

Profil Letterboxd

Odpowiedz
"booksmart" (2019) - bo nie odważę się przywołać polskiego tytułu - czyli nadspodziewanie dobry debiut reżyserski olivii wilde.

jest to całkiem przyjemna komedia o dwóch kujonkach które świętują zakończenie liceum. fabularnie nie ma tu wielkich zaskoczeń, bo wszystko dzieje się podobnie jak w innych młodzieżowych filmach. widać jednak umiejętny balans ciut poważniejszych wątków z tymi czysto komediowymi oraz dużą świadomość w formalnym prowadzeniu historii. mamy tu też ciekawe postacie ocierające się czasem o karykaturę, ciągle jednak dające się zrozumieć i budzące sympatię. co ważne postacie te są całkiem dobrze zagrane (nie licząc może kreacji lisy kudrow która irytuje mnie odstawianiem kolejnej wersji phoebe) a między głównymi bohaterkami daje się wyczuć chemię

polecam i będę śledzić karierę trzynastki
tak że o.

Odpowiedz
Kurier - obejrzałem nowego Pasikowskiego i cóż... Włodek jako jedyny w naszym kraju umie kręcić po amerykańsku i jednocześnie wykłada się w momentach, gdy bardzo mocno ogranicza go budżet (tutaj mowa szczególnie o FATALNIE zrealizowanym skoku spadochronowym). Może, gdyby dać mu 150 baniek to mielibyśmy naprawdę megaudaną wersję Krzyżaków lub jakiejś Bitwy pod Wiedniem, tutaj wedle informacji prasowych miał ok. 17 milionów na realizację i wyszło to całkiem spoko, a CGI momentami było bardzo dobre, scenografia też całkiem dobrze odwzorowała stare ulice Warszawy czy Londynu. Ogólnie, wszystko na poziomie realizacyjnym - prócz 2-3 wyjątków - bardzo dobre i chylę czoła. A sama fabuła? Raczej miałka, bez ciężaru emcojonalnego który dodatkowo zostaje podkopany ostatnią sceną, która aż krzyczy "zróbmy to, aby było ludziom puściły łzy". Ale efekt jest bardzo pokraczny.

6/10
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.

Odpowiedz
Też wczoraj obejrzałem.
Realizacyjne spoko, ale scenariusz totalnie leży. Główny bohater jest nijaki i w ogóle nie obchodzą mnie jego losy, które same w sobie też nie są jakieś ciekawe - parę bardziej dynamicznych scen, a cała reszta to pozbawiona napięcia podróż. Twórcy próbują urozmaicić to hollywoodzką konwencją (dopisują antagonistę, famme fatale, itd.) i strzelają sobie w stopę, bo film zaczyna stawać w rozkroku między poważną historyczną biografią, a rozrywkowym thrillerem i finalnie nie okazuje się ani tym, ani tamtym. Tylko jakąś chaotyczną opowieścią nie wiadomo o czym - ja w połowie straciłem orientację, po co on w ogóle zmierza do tej Warszawy.

No i nie wiem czy to jest problem filmu czy mój, bo o ile znoszę patos w amerykańskich blockbusterach, to tutaj to nadęcie osiągało krytyczne rozmiary.

3/10

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  ALARM! NADCHODZI KOLEJNY REMAKE! czyli wszystko o remake'ach Mierzwiak 1,244 243,050 14-04-2026, 18:15
Ostatni post: shamar
  Pętla czasowa czyli motyw dnia świstaka w filmach Craven 91 23,800 07-08-2025, 14:13
Ostatni post: shamar
  Prekognicja, czyli oceń film, który zaraz obejrzysz military 77 28,210 04-03-2017, 00:43
Ostatni post: Juby
  Dłuższa piłka, czyli coś dla kino maniaków od kino maniaków wika 3 4,447 02-12-2013, 19:10
Ostatni post: Bucho
  Prawdziwy film, czyli istota kina Bodzio 22 8,744 07-08-2011, 20:23
Ostatni post: MauZ
  Starocie filmowe, czyli trochę klasyki Eorath 44 17,360 20-12-2010, 19:03
Ostatni post: szopman
  Krótka piłka, czyli mini-recenzje military 6,447 721,940 11-04-2009, 16:35
Ostatni post: Negrin
  Parada banału, czyli wpływ formy filmu na odbiór fabuły;) Mental 167 31,173 26-03-2008, 09:55
Ostatni post: D'mooN
  [oddzielony] Krótka piłka, czyli mini-recenzje 0 326 Mniej niż 1 minutę temu
Ostatni post:



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości