Stały bywalec
Liczba postów: 10,412
Liczba wątków: 11
W kinie na tym byłem i nie pamiętam nawet, czy coś o tym mówiłem, ale ocenę też wystawiam bardzo niską.
Tam jest bardzo nieudolnie przedstawiony problem całej sprawy. Z góry jest powiedziane, że główny bohater jedzie na misję, która nie ma żadnego znaczenia. Jak doda się do tego powszechną wiedzą, którą raczej 3/4 widzów w tym kraju posiada, to wrażenie jest jeszcze bardziej dobitne. Wysyłają gościa do Warszawy, żeby nie dopuścił do wybuchu powstania. Po czym on przyjeżdża i mówi, że w sumie trzeba olać te rozkazy.
Takim koszmarkom nie pomaga nawet przyzwoita realizacja. Chociaż też nie warto jej przeceniać. Pasikowski miewa ciężką rękę.
3/10 to też moja ocena
.
02-09-2019, 12:21
Stały bywalec
Liczba postów: 2,987
Liczba wątków: 0
Najgorsza scena w pociągu. Pasikowski nakręcił to w ten sposób, że od razu widać,, że kurier jest przebrany za pracownika w pociągu, a jednocześnie film zachowuje się tak, jakby widz miał tego nie wiedzieć i miało to być dla niego zaskoczenie na koniec. Przeciągnięta scena tak jakby próbowała budowac napięcie, ale ono działałoby jedynie, gdyby widz naprawdę myślał, że kurierowi tu coś grozi (jak ten kawałek z leżącymi ciuchami). A pracownik pociągu, który cały czas stał na pierwszym planie tyłem do kamery, obraca się dopiero na koniec, żeby pokazać - no niemożliwe!!! - że to nasz kurier. Nie żeby fakt, że stoi właśnie cały czas na pierwszym planie z tymi swoimi blond włosami miał być dla widza jakąś podpowiedzią...
02-09-2019, 12:24
Stały bywalec
Liczba postów: 18,476
Liczba wątków: 148
Serio, solidna realizacja? Dla mnie to wyglądało, jak kolejny serial TVN-u albo TVP w stylu "Czasu honoru". Telewizyjny look widoczny od pierwszych sekund.
A film raczej mierny. Ode mnie też 3, no może 4/10.
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.
02-09-2019, 12:26
Stały bywalec
Liczba postów: 12,444
Liczba wątków: 29
W sumie ostatnie posty moderacja może przenieść do Krótko o polskich filmach.
BTW
Opowieści z krypty (1972) - inne podejście do komiksów EC Comics niż kultowy serial z HBO. Film jest w 100% poważniejszy, sama krypta znajduje się w jakichś kościelnych katakumbach, a sam Cryptkeeper wyglądem jest jednocześnie bliższy komiksowemu oryginału, a jednocześnie przypomina Vaultkeepera z Vault of Horrors. A sam film to antologia pięciu różnych historii. Każda z nich dobrze zekranizowana, zawiera ducha oryginału i smaczku dodaje jest specyfika kręcenia w latach 70. Także końcowy twist nieźle działa i nie jest przewidywalny. Aktorsko też stoi dobrze, zaskoczył mnie Peter Cushing jako przesympatyczny pełen ciepła staruszek (któremu się autentycznie współczuje). Główni "źli" też dobrze zagrani i życzy im się śmierci. Choć przyznam, w 5. historii paradoksalnie bardziej kibicowałem złemu (skąpemu skurwysynowi źle traktujących pacjentów domu opieki), bo był w posiadaniu psa, o którego się szczerze troszczył (jak to szło? "Miarą człowieczeństwa jest stosunek do zwierząt" :)?). Jak jest się fanem komiksów EC Comics to szczerze polecam, bo dostarcza tego co miał dostarczyć. Fani serialu też mogą go obczaić z ciekawości. Kiedyś to były horrory :)...
8/10
03-09-2019, 01:32
Stały bywalec
Liczba postów: 18,476
Liczba wątków: 148
Happy Death Day (2017)
Wreszcie nadrobiłem i muszę przyznać, że jest to całkiem urocze patrzydło. Świeże podejście do tematyki slashera - przynajmniej ja sam na ten moment nie mogę sobie przypomnieć czegoś podobnego. Fajnie użyta pętla czasu robi swoje i ogląda się to nieźle. Dobrze wyważone tempo, subtelny humor połączony z odpowiednią dawką grozy, główna bohaterka sympatyczna pomimo bycia - przynajmniej z początku - schematyczną studentką-suką (aktoreczka bardzo ładna), maska seryjnego mordercy bardzo fajna. Mógłbym się co prawda przyczepić do kilku szczegółów, jak chociażby niezbyt ogarnięte poczynania głównej bohaterki w niektórych momentach, jednak zrzucam to na garb slasherowej konwencji.
Jedyny taki naprawdę spory minus to brak eRki. W scenach zabójstw aż prosiło się o trochę posoki. Nie zmienia to mimo wszystko faktu, że bawiłem się przednio, miło spędzony czas. Letnia komedia grozy z fajnie użytym motywem pętli czasu.
7/10
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.
06-09-2019, 01:00
Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,524
Liczba wątków: 374
Arizona - rok 2009, szczytowa faza kryzysu hipotecznego. Danny McBride (uwielbiam gościa w każdym wcieleniu, a ponieważ zawsze gra tę samą postać, moje uwielbienie dla niego jest stałe i niesłabnące) występuje w roli rozwodnika, oszukanego przez agentów handlujących nieruchomościami. Nic więcej nie mogę zdradzić. Nie oglądajcie zwiastunów. Film jest reklamowany jako komedia i faktycznie ma trochę komediowych elementów, ale są one czarne jak smoła błyszcząca w arizońskim słońcu. Zajebiście mi się podobało.
Dziewczyna: Gdzie naboje?
Luke Wilson: W bagażniku.
- Serio? Mogą wystrzelić z gorąca jak się nagrzeją.
- Mówisz poważnie?
- Nie. Ale z ciebie głupek.
:)
9/10 - dwa oczka za klimat i miejsce akcji.
The Legacy of a Whitetail Deer Hunter - znowu Danny McBride w jednej z głównych ról i jako współscenarzysta. Historia ojca (Josh Brolin) i syna, którzy jadą na weekend do lasu zapolować na jelenie - i przy okazji bardziej się ze sobą zakumplować. Fajna, prosta historia. Konserwatywna Ameryka pokazana z normalnej strony. Nawet dzieciak dostaje tu na urodziny karabinek AR-15 i nikt nie sra na kolorowo ze strachu ani nie wygłasza durnych komentarzy.
7/10
08-09-2019, 23:27
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 09-09-2019, 00:51 przez Mental.)
Samurai Cop
Liczba postów: 4,396
Liczba wątków: 28
The Fanatic (2019)
Thriller w reżyserii Freda Dursta. Pewnie spora część z Was widziała już recenzję Stuckmanna, dla mnie dość żenującą, która streszczając słaby film stara się zrobić z niego prześmieszne arcydzieło złego kina. A jednak słuchając sztucznego śmiechu Chrisa nagranego w kinie czułem większy cringe niż patrząc na dziwaczną fryzurę tutejszego Travolty. No cóż, nie da się ukryć, to bardzo słaba wariacja na temat One Hour Photo z Robinem Williamsem, której głównym problemem jest, co celnie zauważyli w swoich recenzjach właśnie Stuckmann i Brad Jones, poczucie obcowania z pierwszym draftem. Pionki są rozstawione w miarę prawidłowo, ale połączenia między nimi, szczególnie absurdalny, przeczący logice finał mogą przyprawić o ból głowy.
John Travolta mocno fascynuje, podziwiam, że w wieku 65 lat ma jeszcze energię na tak ekscentryczną rolę, w której w każdej scenie daje z siebie wszystko niczym elektrownia dziwności. Jako, że mamy właśnie do czynienia z tym pierwszym draftem ciężko uwierzyć w jakąkolwiek przyjacielską relację z młodą paparazzi, która pozostaje tutaj tylko schematem. Travolta gra tego dziwaka na którego widok modlisz się aby nie odezwał się do Ciebie w autobusie, pociągu, spożywczaku czy poczcie. Tego którego moda zatrzymała się gdzieś na hawajskich kortach tenisowych z lat 80-tych, a fryzjerem jest gość który ciągle opowiada o swojej pracy na planie "Imienia róży" z Seanem Connerym. Nie jest to kreacja idealna, nie oponowałbym chyba nawet gdyby ktoś napisał, że jednak żałosna, ale o rany, ile tutaj jest autentycznej radości w spuszczeniu z reżyserskiej smyczy.
Reżyser skupił się za to na niezwykłej scenie w której Devon Sawa jedzie samochodem zachwycając się Limp Bizkit i ich nawet całkiem niezłym kawałkiem The Truth. Everest samogwałtu, a trudno myśleć nad scenariuszem z pełną erekcją.
3/10, ale nie jest to żadna przyszła klasyka grindhouse'u, po prostu głupiutki thriller zapatrzony w lepszych od siebie.
09-09-2019, 08:21
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 09-09-2019, 08:24 przez Szaman.)
Samurai Cop
Liczba postów: 4,396
Liczba wątków: 28
Blinded By The Light (2019)
Piękny, baśniowy, ale udanie zderzający baśń z brytyjską rzeczywistością końca lat 80-tych, list miłosny do Bossa i uniwersalności przeżyć, nie tylko tych popkulturowych. Na minus- pod koniec mocno schodzi z niego powietrze i ostatnie, nie wiem, 15 minut to trochę turlanie się na flakach do napisów końcowych, ale wrażenie i tak pozostawia bardzo pozytywne. Czy jest w tym przesadne uwielbienie dla Bruce'a Springsteena? Moim zdaniem nie, przyjmujemy perspektywę nastolatka który odkrywa swojego pierwszego idola, wydającego się odpowiedzią na wszystkie problemy związane z wkraczaniem w dorosłość. Pozycja obowiązkowa dla miłośników "Sing Street" Johna Carneya.
8/10
10-09-2019, 11:17
Stały bywalec
Liczba postów: 3,012
Liczba wątków: 8
Uwielbiam SS Carneya. A na jakiejś platformie jest dostępny film, np. na Netflixie, Amazonie, czy w zatoce trzeba szukać?
10-09-2019, 12:29
Samurai Cop
Liczba postów: 4,396
Liczba wątków: 28
Piracki VHS tylko :)
10-09-2019, 12:30
Stały bywalec
Liczba postów: 3,012
Liczba wątków: 8
Dobrze wiedzieć, na szczęście nie pozbyłem się magnetowidu, wciąż w piwnicy leży, może jeszcze działa ;)
A na serio to zacząłem szukać wpierw po napisach, czy są polskie, angielskie, i polskich nie znalazłem, ale przy angielskich pisze NF, czyli gdzieś musiał film ukazać się na Netflixe, tylko nie u nas. Pewnie w Polsce będzie w kinach leciał, tak jak było z tym netflixowym filmem o Tedzie Bundy.
10-09-2019, 12:45
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 10-09-2019, 12:46 przez michax.)
Samurai Cop
Liczba postów: 4,396
Liczba wątków: 28
W Polsce 8 listopada pod tytułem jak śpiewające talent show z Polsatu: Blinded By The Light- Siła muzyki. Ukazal się w Indiach, na jakiejś platformie współpracującej z Netflixem, tak głosi zresztą plansza przed bazarową kopią. W pozostalych krajach ma premierę kinową, Warner kupił go na Sundance.
10-09-2019, 13:25
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 10-09-2019, 13:27 przez Szaman.)
Stały bywalec
Liczba postów: 13,267
Liczba wątków: 77
Rust Creek - Pewna studentka dostaje pracę w Waszyngtonie i rusza w trasę przez lasy w Kentucky. GPS w telefonie oczywiście zaczyna nawalać więc laska zatrzymuje się, wyjmuję mapę i trafia przy okazji na dwójkę lokalnych zbirów, którzy myślą że widziała jak zakopują "coś" w ziemi. Dziewczyna uchodzi z życiem i ucieka na własnych nogach, a w ślad za nią ruszają lokalsy, które nie chcą trafić do pierdla. Fabuła jest prosta jak tabliczka mnożenia w 2 klasie podstawówki, bez zaskoczeń i bez ciekawych zwrotów akcji. Po 45 minutach napięcie siada i nie wstaje do samego końca, w czym zasługa aktorów grających stróżów prawa (to klasyczne, filmowe pierdoły. Już wiem na czym polegał pastisz pt Super Troopers:). Laska w roli głównej nawet daje radę, ale takich filmów było już na pęczki i bywały znacznie lepsze. A szkoda, bo rewiry w których toczy się akcja są mało zachęcające dla turystów i są lekko niepokojące (nawet biorąc pod uwagę, że to po prostu las).
max 5/10 za brak większych oczekiwań. Ot taki indie thriller za garść dolarów.
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.
15-09-2019, 10:27
Samurai Cop
Liczba postów: 4,396
Liczba wątków: 28
Ode mnie 4/10, miejscami mocno wali amatorką, a policjanci są zagrani absolutnie koszmarnie, szczególnie szeryf. Na plus relacja bohaterki z jednym z miejscowych, zagrana i poprowadzona lepiej niż reszta filmu.
15-09-2019, 10:44
Legions of the Fog
Liczba postów: 2,290
Liczba wątków: 25
Wieczór z filmem hiszpańskim:
Contratiempo (2016) - mhroczny thriller typu "matrioszka" - gdzie historia jest przedstawiona z retrospekcji, a w niej pojawiają się kolejne. I są różne punkty widzenia. Koncept fajny, ale żeby nie było - to odkrywa się pod koniec, i jest zdecydowanie za późno, aby poczuć emocje. Film bazuje na twiście, ale tu też jest porażka - bo zanim poznamy twist, pojawia się dziura fabularna wielkości Grand Canyon, więc ktokolwiek myślący natychmiast ten twist ogarnie. A sam twist... pierdnięcie zamiast burzy. Aktorsko jest słabo - od pierwszych scen emocje są wciskane na siłę, i - co trzeba przyznać - protagonistka daje radę - tak po wywróceniu fabuły (takim malutkim), gdy jej postać zmienia rolę w historii, wszystko się rozwala. Na plus zdjęcia i muzyka. Nijakie kino, stojące jednym patentem, który - jak wspomniałem - pojawia się za późno i nie robi żadnego wrażenia.
4/10
Niewidzialny Strażnik (2017)
A tu jest znacznie, znacznie lepiej. Jest mrocznie od poczatku, świetne zdjęcia i muzyka, doskonałe kadry oraz sceneria. I jest zalążek dobrej historii. Problem taki, że tytuł jak i oś fabuły bazuje na pewnej mitologii - okej, myślę sobie - ale w połowie reżyser zapomniał o tym, co miał przekazać, akcja leci swoim tokiem, morderstwa wypływają jedno za drugim, ale ani tytuł, ani mitologia się nie łączą z tym, co widzę na ekranie. Na końcu okazuje się, że obie te rzeczy są nieistotne, a do tego dwa wątki zostały całkowicie olane. Nie ma twistu (zdziwienie) ale mimo tych wad, aktorstwo i wątek kryminalny dają radę i to bardzo. W sumie to mógłby być thriller/kryminał stający w szranki z takim Siedem czy Zodiakiem, ale zabrakło spięcia pojawiających się wątków - to tak, jakby kanwą opowieści były aż trzy wątki, nad którymi reżyser nie dał rady zapanować.
7/10 - głównie za naprawdę świetne momenty (wałek do ciasta - ftw!)
loading podpis...
16-09-2019, 22:22
Stały bywalec
Liczba postów: 4,871
Liczba wątków: 4
(08-09-2019, 23:27)Mental napisał(a): Arizona - rok 2009, szczytowa faza kryzysu hipotecznego. Danny McBride (uwielbiam gościa w każdym wcieleniu, a ponieważ zawsze gra tę samą postać, moje uwielbienie dla niego jest stałe i niesłabnące) występuje w roli rozwodnika, oszukanego przez agentów handlujących nieruchomościami. Nic więcej nie mogę zdradzić. Nie oglądajcie zwiastunów. Film jest reklamowany jako komedia i faktycznie ma trochę komediowych elementów, ale są one czarne jak smoła błyszcząca w arizońskim słońcu. Zajebiście mi się podobało.
Dziewczyna: Gdzie naboje?
Luke Wilson: W bagażniku.
- Serio? Mogą wystrzelić z gorąca jak się nagrzeją.
- Mówisz poważnie?
- Nie. Ale z ciebie głupek.
:)
9/10 - dwa oczka za klimat i miejsce akcji.
The Legacy of a Whitetail Deer Hunter - znowu Danny McBride w jednej z głównych ról i jako współscenarzysta. Historia ojca (Josh Brolin) i syna, którzy jadą na weekend do lasu zapolować na jelenie - i przy okazji bardziej się ze sobą zakumplować. Fajna, prosta historia. Konserwatywna Ameryka pokazana z normalnej strony. Nawet dzieciak dostaje tu na urodziny karabinek AR-15 i nikt nie sra na kolorowo ze strachu ani nie wygłasza durnych komentarzy.
7/10
Kupiłeś mnie. Z pewnością obejrzę.
Enviado desde mi Mi A1 mediante Tapatalk
"Rząd nie jest dla nas rozwiązaniem, jest dla nas problemem." Ronald Reagan
23-09-2019, 07:36
Pan Drzewo
Liczba postów: 1,748
Liczba wątków: 14
Talvar
Indie, rok 2008, historia na faktach. Rodzice znajdują zwłoki czternastoletniej córki. Wszystko wskazuje na mieszkającego z nimi sługę, rozpoczyna się poszukiwanie. Facio po pewnym czasie zostaje znaleziony... martwy... na tarasie budynku. To początek serii wtop policji.
Talvar nie jest klasycznym whodunitem, bo zagadka morderstwa zostaje rozwiązana niecałą godzinę przed zakończeniem. To historia o tym, jak głupota i niekompetencja policji oraz prywatne interesy i ambicje osób na wysokim stołku niszczą życie niewinnych. Sprawiedliwość jest ślepa i sieka mieczem (z indyjskiego właśnie Talvar) tam, gdzie popadnie.
Pierwsze trzydzieści minut ogląda się wręcz jak komedię - karykaturalny dowódca oddziału o wyrazie twarzy świadczącym o permanentnym zatwardzeniu, co chwila coś przygryzający i spluwający śliną prowadzi "śledztwo". Robi wszystko źle, zadaje debilne pytania, wyciąga błędne wnioski. Motyw, na którym parsknąłem śmiechem - mija jakaś godzina "dochodzenia", na miejsce zbrodni przybywa przełożony. Dowódca składa mu raport: "oto, czego się dowiedzieliśmy - (wskazuje rodziców) to jest ojciec ofiary, a to matka ofiary". Ten sam facet znajduje później krwawy odcisk dłoni na ścianie tarasu, cieszy się, że dorwali sprawcę i... nie zabezpiecza dowodu. Po pewnym czasie deszcz zmywa krew. Zastanawiam się swoją drogą, ile procent policji stanowią tego typu debile. W końcu na scenę wkracza profesjonalista z wydziału wewnętrznego i wydaje się, że tym razem sprawa zostanie rozwiązana.
Czepiałbym się motywacji (a raczej sposobu ukazania tejże) jednej postaci, która w pewnym momencie doprowadza trzeciego podejścia (piszę w ten sposób, żeby za bardzo nie zdradzać), montażu (fabuła rozciągnięta jest na kilka lat i gdyby nie dialogi, tobym się nie domyślił) i sposobu, w jaki opowiada się historię. Czasami nie czuć ciężaru sytuacji i jest zbyt lekko (?). Podejrzewam, że Amerykanie nakręciliby to lepiej.
Niemniej - bardzo dobra rzecz o tym, jak doszczętnie zrąbany jest system prawny. Polecam.
30-09-2019, 16:57
Banned
Liczba postów: 34,153
Liczba wątków: 77
Pozostając w temacie Indii, tamtejszej policji i sądownictwa - gorąco polecam oparty na faktach, szarpiący nerwy Visaaranai.
Jest na Netfliksie.
30-09-2019, 17:15
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 30-09-2019, 17:17 przez Mierzwiak.)
Stały bywalec
Liczba postów: 4,871
Liczba wątków: 4
Diuna - obejrzane w trakcie lotu Barcelona-Gdańsk. Książki nie czytałem. Film zaskakująco mi się spodobał i długo się do niego zbierałem. Przede wszystkim: obsada, rozmach (!) , ścieżka dźwiękowa, fabuła. Jak ode mnie 7/7.5. Na pewno obejrzę nową wersję, którą szykuje Denis Villeneuve.
Enviado desde mi Mi A1 mediante Tapatalk
"Rząd nie jest dla nas rozwiązaniem, jest dla nas problemem." Ronald Reagan
06-10-2019, 22:50
Stały bywalec
Liczba postów: 1,091
Liczba wątków: 7
Czy ocena 7/7.5 jest porównywalna z 9.5/10?
I do not believe in the creed professed by the Jewish Church, by the Roman Church, by the Greek Church, by the Turkish Church, by the Protestant Church, nor by any church that I know of. My own mind is my own church
07-10-2019, 13:57
|