Oskarmeister
Liczba postów: 6,819
Liczba wątków: 18
![[Obrazek: mowa-ptakow-film-zwiastun.jpg]](https://gfx.dlastudenta.pl/photos/kultura/kino/mowa-ptakow-film-zwiastun.jpg)
"Mowa Ptaków" - Polski film, ale nie po polsku, ani w żadnym innym języku. Bohaterowie nie rozmawiają tu normalnie tylko rzucają pojedyncze frazesy. Cały film jest chaotyczny, można powiedzieć niechlujny i w kompletnym nieładzie. I to chyba działa w tym filmie. Ten obraz polega na nieskładności, w którą albo się wczujesz albo będziesz oglądał zwierzęta w zoo. Bo tak zachowują się postaci, żyją własnym życiem, jak ptaki, nie pojmujemy ich zachowań, ani języka. Działa to też dzięki absolutnie świetnej obsadzie. Mam nadzieję, że po tym filmie zaczną brać Fabijańskiego do ról pełnych energii i szajby, bo owszem, milczków przedstawia bardzo dobrze dzięki grze oczami, ale tutaj osiąga swój dotychczasowy maksimum. Reszta aktorów również błyszczy. Myślę, że ten film jest nawet pretekstem do oderwania się od "zwykłych" ról by na chwilę poszaleć na planie. Gra tu też strona artystyczna. Muzyka, zdjęcia, oraz mieszanie się plansz lub nakładane filtry wpasowują się, lub nawet współtworzą ten dziwny klimat. Liczę na więcej takich szajbusów w polskim kinie. 7.5/10.
Od wczoraj na Netliksie.
02-11-2019, 14:16
Banned
Liczba postów: 34,153
Liczba wątków: 77
(06-05-2017, 23:56)Mierzwiak napisał(a): Szatan kazał tańczyć
Nowy film Kasi "skończyłam szkołę filmową" Rosłaniec, pani która dała polskiemu kinu genialne "Galerianki".
Całość, w formacie obrazu takim jak zdjęcia na Instagramie, czyli wyższym niż szerokość, to ileś tam dwuminutowych scen które według informacji na początku można ułożyć w miliardach kombinacji, a i tak opowiedzą tę samą historię.
Historii żadnej tu nie ma, ale owszem, inna kolejność dałaby ten sam efekt - festiwal seksu, cycków, cipek, fiutów, picia, ćpania, masturbacji, wymiotów i bełkotliwych dialogów o niczym. Są jeszcze wstawki (chyba trzy) w których twarz głównej bohaterki zamienia się stopniowo w lalkę a narratorka - chyba sama pani Jestę Reżyserę - pierdoli jakieś farmazony.
1/10
Fascynujące doświadczenie.
Dodali na Netfliksie, aż sobie dzisiaj rzuciłem okiem na kilka momentów. Kto odważny obejrzy? :)
23-11-2019, 18:59
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 23-11-2019, 19:00 przez Mierzwiak.)
Stały bywalec
Liczba postów: 7,047
Liczba wątków: 61
Chyba zerkne ;) z ciekawości
23-11-2019, 19:08
Natural Born Avtaker
Liczba postów: 8,317
Liczba wątków: 23
Ja już to zrobiłem. Właśnie z ciekawości. Netfliksowa możliwość podglądu obrazu jest nieoceniona, dzięki niej raz dwa przejrzałem wszystkie „momenty”. I dzięki temu wiem, że Berus w stroju Ewy prezentuje się uroczo (jak kto lubi filigranowe), a Simlat ma dużego. Dobrze wiedzieć. ;) Ale na seans się nie skuszę, skutecznie mnie przed takim krokiem ostrzegają krótkie a dosadne opinie moich filmwebowych znajomych, jak i ogólnie tamtejszych userów. Nie jestem aż takim eksploratorem niezbadanych filmowych ścieżek, by się porywać na coś, co wali szajsem na kilometr. :P
23-11-2019, 21:32
Stały bywalec
Liczba postów: 8,490
Liczba wątków: 40
Trędowata (1976, reż. Jerzy Hoffman)
Połowa filmu jest... przeciętna. Z jednej strony charyzmatyczny Teleszyński robiący tu za polskiego Rhetta Butlera (no, nie aż TAK charyzmatyczny). Za nim solidny drugi plan, ładna scenografia i muzyka... Z drugiej jest zbyt wiele niepotrzebnych dłużyzn przy zaledwie paru wybijających się scenach. I w samym środku Starostecka, która może irytować mając tak wiele statycznych scen, gdzie włóczy się robiąc teatralne miny rodem z jeszcze starszego kina. Trąci to wszystko archaizmem, jakby nie w pełni przetrwało próbę czasu.
Ale pozostała połowa. Olaboga, jestem oczarowany, zachwycony, a to kompletnie nie mój gatunek. Obie sekwencje uczt to majstersztyk, który oglądałem od nowa po kilka razy z rzędu. Jakby ktoś nagle zapalił światło, przypomniał sobie jacy ludzie robią ten film. Film nagle zaczyna płynąć, w rytm wybitnej muzyki Kilara i idealnie zgranej reżyserii Hoffmana - kompozycja kadrów jest po prostu ładna, a ich ruch współgra z rytmem walca. Drugi plan jest przepotężny: zdecydowanie moja ulubiona rola Gabrieli Kownackiej, młodziutka Anna Dymna to chyba najładniejsza aktorka w historii polskiego kina (nie spodziewałem się), Mariusz Dmochowski jak nie gra Jana III Sobieskiego to potrafi być naprawdę złowrogi (to spojrzenie znad toastu), jest i Fronczewski, a dalej plejada aktorów stworzonych do odgrywania zadufanej w sobie szlachty. I w tych scenach najbardziej błyszczy, nie licząc Kownackiej na trzecim planie, właśnie Starostecka, której introwertyzm i nieśmiałość wystawione na próbę pośród sępów, są rdzeniem emocjonalnym filmu. Ma w sobie coś hipnotuzyjącego, ta jej panika przykryta uśmiechem, śmiertelne przerażenie odrzuceniem z otoczenia narzeczonego, które wypada mimo teatralności w pełni wiarygodnie i filmowo (w czym też zasługa kadrów).
Podoba mi się jak Hoffman skupia się na spojrzeniach, opowiadając nimi historię w tak dynamiczny sposób, tworząc niemal teledysk do muzyki Kilara.
Nierówne, ale bardzo zapadające w pamięć kino.
30-11-2019, 02:29
.
Liczba postów: 27,561
Liczba wątków: 60
Pan T. - u mnie pełna satysfakcja, dostałem dokładnie to, czego się spodziewałem, czyli ładnych obrazków z powojennej Warszawy, sporo klimatu głębokiej komuny, a wszystko osnute wokół perypetii pisarza stoika. Jakiejś wielkiej fabuły tutaj nie ma (chociaż się stara, ale dla mnie cały motyw wysadzenia PKiN trochę siermiężny, za dużo czasu ekranowego), ale diablo przyjemnie się śledzi kolejne sceny przyjęć, odsłuchów, przesłuchań peerelowskich literatów, sławna scena z Bierutem świetna :) fajna galeria wyrazistych postaci, aż chciałoby się więcej. Aktorsko na wyróżnienie zasługują Stankiewicz i Sobocińska (której wątek jest świetny, ale trochę ciężko uwierzyć w te przygotowania do matury, gdy aktorka ma 25 lat), Wilczak nic szczególnego do zagrania nie ma, ale pasuje do postaci świetnie. Ode mnie mocne 7/10. Wychodzi na to, że lubię Krzyształowicza, bo jego Obławę też cenię bardzo wysoko. Aż dziw, że ten gość dwa lata temu nadal reżyserował odcinki M jak Miłość...
28-12-2019, 19:43
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 28-12-2019, 20:15 przez simek.)
Red Crow
Liczba postów: 12,666
Liczba wątków: 50
(28-12-2019, 19:43)simek napisał(a): Aż dziw, że ten gość dwa lata temu nadal reżyserował odcinki M jak Miłość...
Nie ma w tym nic dziwnego, w Polsce wielu twórcow zarabia w ten sposób na życie, przecież nawet Smarzowski swego czasu kręcił seriale dla TVNu.
28-12-2019, 19:47
.
Liczba postów: 27,561
Liczba wątków: 60
Z jednej strony rozumiem, ale z drugiej żeby aż M jak miłość? Przecież tam reżyser to bardziej ktoś, kto zepnie wszystko do kupy, a nie twórca, tam nie ma co reżyserować.
28-12-2019, 19:57
McMillan Man
Liczba postów: 6,532
Liczba wątków: 51
No wiec wysiłku kosztuje to jeszcze mniej, a pieniadze sa.
29-12-2019, 17:53
Stały bywalec
Liczba postów: 6,773
Liczba wątków: 6
Już chciałem pisać, że Smarzowski to chyba dawno tak nie dorabia, ale patrzę na filmpolski.pl że dziewięćsetktóryś odcinek wyreżyserował wiec chyba jednak macie rację. Widocznie musi to być łatwa niezła kasa skoro woli to niż jakaś odrobinę bardziej ambitna chałturę w stylu Belfra czy tym podobnych, pod która jednak trzeba sie chyba bardziej podpisać. Ciekawe.
Edit: a jednak nie. Odcinek 980 Na Wspólnej to jednak ładne parę lat temu. Nie chce mi się liczyć, ale podejrzewam, że od czasu Domu Złego juz nie tyka takich chałtur.
29-12-2019, 18:19
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 29-12-2019, 18:27 przez PropJoe.)
Red Crow
Liczba postów: 12,666
Liczba wątków: 50
Bo Smarzowski to w tej chwili, obok Komasy i Pawlikowskiego, najgorętsze polskie nazwisko. A taki Krzysztalowicz to jednak nieco inna liga.
29-12-2019, 20:38
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 29-12-2019, 20:51 przez nawrocki.)
Banned
Liczba postów: 34,153
Liczba wątków: 77
(28-12-2019, 19:57)simek napisał(a): Przecież tam reżyser to bardziej ktoś, kto zepnie wszystko do kupy, a nie twórca, tam nie ma co reżyserować.
Przepraszam bardzo, ale na podstawie sceny w której Kożuchowska wjeżdża w kartony powinno się uczyć reżyserii.
29-12-2019, 20:50
Stały bywalec
Liczba postów: 18,478
Liczba wątków: 148
Jak zostałem gangsterem. Historia prawdziwa
Na pewno nie można tego filmu zestawiać z tworami filmopodobnymi Vegi, bo jest to kino posiadające fabułę, bohaterów i scenariusz :)
Do momentu pojawienia się Natalii Szreder jest naprawdę bardzo spoko, podobało mi się. Kiedy na ekranie zaczynają jednak pojawiać się wątki damsko-męskie robi się nudno, schematycznie i durnie - to głównie zasługa postaci którą portretuje sympatyczna piosenkarka. Nie licząc polskich pseudo komedii romantycznych nie przypominam sobie równie głupiej postaci co ekranowa Madzia.
Widać, ze Kawulski bardzo mocno inspiruje się klasykami gangsterskimi, szczególnie tymi od Scorsese. Kasyno i Chłopcy z ferajny pewnie nie raz wjechali podczas pisania skryptu. W ogóle byłem zdziwiony, że cała narracja polega na czytaniu tekstu z offu. Momentami niektóre sceny są trochę toporne, wkurzała mnie szata graficzna tej opowieści (kto oglądał chyba wie o co mi chodzi) i nieco za dużo humoru. Końcówka dla mnie też pozostawia trochę do życzenia.
Doceniam natomiast aktorstwo. Szczególnie mocno szarżujący i przerysowany Tomasz Włosok (chyba miał być polskim Tommym DeVito, tylko jeszcze bardziej popieprzonym) przypadł mi do gustu. Marcin Kowalczyk jest dobry, czuć od niego sporo charyzmy. Mocny drugi plan - Chabior chyba dla mnie najlepszy (aczkolwiek jego ksywa i tłumaczenie z dupy, to między innymi o tego typu humor mi chodzi), a Frycz dostał imię Darek (pewnie TOTALNY przypadek z Dariem).
Nic wielkiego, rozrywka na akceptowalnym poziomie. Jak już mają powstawać tego typu filmy, to lepiej żeby wyglądały one tak, niż tak jak te Vegi. Debiut Kawulskiego podobał mi się bardziej - 5/10
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.
08-01-2020, 20:25
Stały bywalec
Liczba postów: 10,412
Liczba wątków: 11
Też widziałem
Moim zdaniem daleko od Vegi to jednak nie leży, ale ma jedną istotną różnicę. Z filmu Kawulskiego przebija jakaś szczerość. Mam wrażenie, że gość kręci coś, co sam lubi oglądać. Jest to więc proste, efekciarskie (nie mylić z efektowne), głupio-śmieszne i "dresiarskie". Czyli w sumie takie samo jak kino Vegi. Różnicą jest jednak właśnie jakaś szczerość. Idąca za nią - mimo wszystko - lekkość.
Film jest za długi. Zdecydowanie za długi. Tym bardziej, że wbrew tytułowi, nie ma w nim żadnej historii. Tak kompletnie. Jest to zbiór efekciarskich scen, w 95% których główny bohater pokazuje jaki jest super, cool, twardy i niepokonany. Scenarzysta nawet nie próbuje udawać, że cokolwiek jego herosowi sprawia problem. A jeżeli widz tak pomyśli, to za sekundę następuje twist, który pokazuje, że jest wręcz przeciwnie, bo tytułowy gangster potrzebuje zwyczajnie więcej adrenaliny i dokłada sobie pozornych problemów, które rozwiązuje w kilka sekund. Kuriozalna postać.
Nie ma tutaj też czegoś takiego jak ton. Kawulski wrzuca sceny (i piosenki - dziesiątki piosenek), jak mu się nawinie. Więc może być tutaj jakiś gag, po którym następuje próba montażowego popisu inspirowanego filmem "The Godfather", mająca chyba wprowadzić jakąś głębie. No a po czymś takim nagle może wyskoczyć scena romantyczna. No spoko - nikomu nie bronię robić filmów, które ciężko określić jednym gatunkiem. Tylko jakoś taki "Parasite" lepiej sobie z tym radzi. Kawulski w sumie nie próbuje nawet żonglować gatunkami. Nie. On raczej ma za dużo pomysłów, a inspiracje łapie chyba wszędzie. Łatwo więc w jego filmie zauważyć zabiegi znane zarówno w kinie Scorsese, jak i ze spotów KSW, czy reklam. Taki potworek.
Fajny faktycznie jest główny aktor. Charyzmatyczny. Grać to on tu nie ma za bardzo co, bo jak mówiłem - postać jest napisana na jednej nucie od a do z. Nie jestem też aż tak entuzjastycznie nastawiony do roli Włosoka. Za dużo było dla mnie jednak tej szarży, ale finalnie też dorzuciłbym ją do plusów. Chabior? No ok, ale to jest rozbudowane cameo, a nie rola. Kobiety za to są TRAGICZNE. Nieporozumienie. Dodatkowo ta piosenkarka ma postać napisaną absurdalnie. Nie wiem wręcz, jak to określić.
No i ta narracja z offu. Ileż można? Tu autentycznie nie ma sceny bez gadaniny głównego bohatera.
4/10, bo jednak w swojej nieporadności jest to oglądalne
za to inny polski film, który obecnie jest grany oglądalny nie jest
Futro z misia
Niech wszyscy zaangażowani w to ludzie się pierdolną mocno w głowy. Nie warto strzępić ryje, marnować klawiatury. Nic nie warto.
W sumie spoko - 1 stycznia zobaczyłem film, który na 99% będzie w top1 najgorszych przeze mnie widzianych filmów w 2020.
1/10 oczywiście, ale to i tak za wysoka nota. Jednak formalności, to formalności. Aczkolwiek to gówno wymyka się wszystkim skalom
.
09-01-2020, 00:24
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 09-01-2020, 00:53 przez srebrnik.)
Stały bywalec
Liczba postów: 18,478
Liczba wątków: 148
(09-01-2020, 00:24)srebrnik napisał(a): Futro z misia
Niech wszyscy zaangażowani w to ludzie się pierdolną mocno w głowy. Nie warto strzępić ryje, marnować klawiatury. Nic nie warto.
W sumie spoko - 1 stycznia zobaczyłem film, który na 99% będzie w top1 najgorszych przeze mnie widzianych filmów w 2020.
1/10 oczywiście, ale to i tak za wysoka nota. Jednak formalności, to formalności. Aczkolwiek to gówno wymyka się wszystkim skalom
Ja też miałem okazję widzieć. Jeśli w filmie najlepszym punktem jest Sławomir to chyba coś jest nie halo.
srebrnik, zapomniałeś dodać jakiś przykład żartu. Chłopaki, gangsterzy jeżdżą przez pół dnia po rondzie bo nie potrafią wklepać w nawigacji prawidłowego adres, aż wreszcie dojeżdżają i słyszać "dojechałeś do celu...cwelu" - i tak ile razy? Ze 4 to przynajmniej :D
(09-01-2020, 00:24)srebrnik napisał(a): Jest to zbiór efekciarskich scen, w 95% których główny bohater pokazuje jaki jest super, cool, twardy i niepokonany.
No niby tak, ale uważam, że nie można stawiać tego z filmami Vegi. Mamy tutaj co prawda zbiór scenek, ale nie są one jednak podane w tak łopatologiczny sposób - weźmy to nawet zestawmy z ostatnim dziełem Vegi, czyli Polityką. No nieba, a ziemia, a mówimy przecież o bądź co bądź o kolesiu, który dopiero kręci swój drugi film.
Nie zamierzam pod żadnym pozorem bronić Gangstera, ale jednak jest to FILM. Słaby, dobry, nieważne. Ogląda się to jak film - mamy wstęp, mamy jakieś rozwinięcie, no i słabe bo słabe, ale jednak zakończenie.
A kolejna rzecz, która sprawia, że Kawulski jest wyżej od Vegi to postacie. Np Walden - mamy tutaj jednak całkiem sensownie budowaną postać, która od początku do końca jest konsekwentna, pomimo tego, że jednak rozwija się jako człowiek/bandzior. Czy znajdziesz kogoś takiego u Vegi? No chyba nie.
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.
09-01-2020, 01:35
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 09-01-2020, 01:47 przez Pelivaron.)
Stały bywalec
Liczba postów: 10,412
Liczba wątków: 11
(09-01-2020, 01:35)Pelivaron napisał(a): srebrnik, zapomniałeś dodać jakiś przykład żartu. Chłopaki, gangsterzy jeżdżą przez pół dnia po rondzie bo nie potrafią wklepać w nawigacji prawidłowego adres, aż wreszcie dojeżdżają i słyszać "dojechałeś do celu...cwelu" - i tak ile razy? Ze 4 to przynajmniej :D
Generalnie tam ktoś (pewnie Milowicz) był przekonany o genialności żartów do tego stopnia, że powtarzane są one wielokrotnie. Wspomiany "cwel" właśnie. Inny przykład to debilny motyw historii o Zdzisławie ze Szczecina. Koszmarne gówno
Co do filmu Kawulskiego, to ok. Zgadzam się, że to wyższy poziom niż Vega. To zresztą pisałem. Sama lekkość w opowiadaniu powoduje, że ogląda się to znacznie lepiej, niż takie "Kobiety Mafii", czy "Politykę", która przebiła dno i leci dalej. Chodziło mi jednak o to, że konstrukcyjnie to te filmy są podobne i na podobnych motywach są stworzone. U jednego i u drugiego chodzi o "fajność" szeroko pojętą. Kawulski jakoś tam się utrzymuje na powierzchni, a Vega nie. Rzeczywiście "Jak zostałem gangsterem" można nazwać filmem, taki "Botoks" już ciężko.
Postacie? Główny bohater od Kawulskiego mógłby zmienić szyld i stać się Majamim z "Pitbulla" w 15 sekund. Obaj są bogami wojny i nawet nie mrugają, kiedy się zaczyna palić. Kobiety nie istnieją. Walden? No tutaj można od biedy znaleźć jakieś cechy ludzkie, ale w sumie ten rozwój to ma miejsce poza kadrem. Gość przedstawia się jako całkiem normalny człowiek, w scenie gdy jest kelnerem, a wraca już w stylu, który zostaje do samego końca. Może jedynie zmieniają się akcenty. Jednak ok - wrzucę go do grona plusów.
Inna sprawa jest taka, że te nowe "Pitbulle" są lepsze od ostatnich filmów Vegi. Niewiele, bardzo niewiele, ale jednak lepsze. Gdyby tak zestawić "Jak zostałem gangsterem" z "Nowymi porządkami", to tych różnic aż tak dużo by nie było. Ok, nadal Kawulski wygrywa, ale nie jest to jakiś nokaut.
A, zapomniałem chyba. Film Kawulskiego nie wygląda jakoś specjalnie, ale tutaj też widać przewagę nad "konkurentem". Widać, że komuś tam jednak jakoś zależało na stronie wizualnej. Zarówno mówię o zdjęciach, jak i całej oprawie graficznej. Mnie tam się ona zbyt nie podobała, ale szanuję, że ktoś miał jakiś plan, zależało mu. U Vegi wszystko wygląda na maksa byle jak. On traktuje kamerę jak takie zło konieczne - musi być, żeby nagrała aktorów wypowiadających jego marne dialogi. A jak to zrobi, to już nieważne.
.
09-01-2020, 13:31
Stały bywalec
Liczba postów: 18,478
Liczba wątków: 148
To co różni Kawulskiego od Vegi to jeszcze jedna kwestia. Wydaje mi się, że on mimo wszystko rozwija się i słucha mądrzejszych od siebie. Plus ma też dryg do fajnych ujęć, widać, że na planie rozmawia ze swoimi ludźmi, operatorem itd. A Vega sprawia wrażenie gościa, który uważa siebie za jedynego, który wie najlepiej. Istna alfa i omega kina. Dobrze, że pojawił się ktoś taki jak Kawulski, który ma hajs i może robić kino po swojemu i jest jakąś tam konkurencją dla tworów Vegi.
Aaa, żeby nie było. Mam minus spory. SLOW MOTION - tego jest zdecydowanie za dużo. Gdyby pozbawić tego filmu wspomnianego zabiegu wóczas byłby on z 10-15 minut krótszy :)
(09-01-2020, 13:31)srebrnik napisał(a): Walden? No tutaj można od biedy znaleźć jakieś cechy ludzkie, ale w sumie ten rozwój to ma miejsce poza kadrem. Gość przedstawia się jako całkiem normalny człowiek, w scenie gdy jest kelnerem, a wraca już w stylu, który zostaje do samego końca. Może jedynie zmieniają się akcenty. Jednak ok - wrzucę go do grona plusów.
No wiesz - akurat ta scena to może być gra "a będę miły dla pana gangstera, niczego nie odwalę". Pewnie Ty czy każdy inny z nas przy poznawaniu nowych ludzi też nie jest od razu sobą. Zresztą on później mówi co nieco o swojej przeszłości mamy jakieś backstory Waldena oraz dlaczego taki jest. Później dochodzi też kwestia jego statusu i władzy oraz używek. No, ale mniejsza. Na pewno jest to plus filmu.
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.
09-01-2020, 13:43
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 09-01-2020, 13:43 przez Pelivaron.)
Stały bywalec
Liczba postów: 10,412
Liczba wątków: 11
To slow motion to pokłosie jego dotychczasowego doświadczenia. On w KSW jest odpowiedzialny m.in. za promocję. Zrobił setki spotów, klipów i innych reklam. Ta stylistyka zresztą strasznie odbiła się na tym jego debiucie, który w 50% był właśnie rozciągniętym do absurdalnego metrażu klipem promocyjnym gali sportów walki.
Tutaj zresztą widać faktycznie ten rozwój. Ok, Tobie bardziej podobał się "Underdog", ale jednak gdzieś Kawulski kombinuje z tymi swoimi ulubionymi zabiegami. Nie ma tutaj już 10-minutowych scen wyjętych z reklam. Jest 10 minutowych. Czy to lepsze? Co kto woli. Jednak widać właśnie, że stara się od wyciągać wnioski. U Vegi jest odwrotnie. On już jest tak przekonany o swojej wybitności, że chce robić 4 filmy rocznie, scenariusze pisze od ręki, kręci byle by było widać i cyk. Do kasy. On i widownia.
Faktycznie ten Walden ma backstory. Czyli termin, którego Vega pewnie nawet nie zna. U niego w końcu postacie są wyłącznie nośnikami dialogów i generatorami scenek.
.
09-01-2020, 13:56
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 09-01-2020, 13:58 przez srebrnik.)
Stały bywalec
Liczba postów: 18,478
Liczba wątków: 148
(09-01-2020, 13:56)srebrnik napisał(a): Tutaj zresztą widać faktycznie ten rozwój. Ok, Tobie bardziej podobał się "Underdog", ale jednak gdzieś Kawulski kombinuje z tymi swoimi ulubionymi zabiegami.
No, ale to chyba bardziej przez tematykę. Cenię sobie sporty walki i zazwyczaj jakoś przychylniej patrzę w stronę takich historii. Ale faktycznie z tego co pamiętam, to tam Kawulki też nadużywał slow motion. Film widziałem tylko raz, w kinie. Może kiedyś sobie powtórzę to nieco zmienię postrzeganie i to "Gangster" będzie tym lepszy.
Pewne są dwie rzeczy - po zwiastunach spodziewałem się totalnego paździerza, a dostałem coś oglądalnego. Momentami nawet coś całkiem satysfakcjonującego.
Po drugie - tutaj już abstrahując czy podobał się nam film. Kawulski jest lepszym filmowcem od Vegi :)
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.
09-01-2020, 14:12
Stały bywalec
Liczba postów: 10,412
Liczba wątków: 11
No to wnioski mamy podobne
.
09-01-2020, 14:38
|