16-05-2020, 01:52
|
"Epizod butelkowy", czyli krótko o serialach
|
|
Sądzę, że nie będzie problemu w dotrwaniu do kolejnych sezonów. Tym bardziej, że piszesz o pierwszym jako o najsłabszym. Skoro ma być tylko lepiej, to jestem na tak. Ciekawe tylko czy skumam na czym polegał jego fenomen:)
Ja właśnie przy "Seinfeldzie" odbiłem się od pierwszego sezonu, a zazwyczaj przy sitcomach jadę dosyć mocno z kolejnymi odcinkami. Nawet jeśli coś mnie w danym tytule uwiera. W tym przypadku jakoś nie miałem ochoty wracać, ale powiedziałem sobie, że nadrobię bo będzie wstawiony na polskim Netfliksie w miejsce "Przyjaciół". Czekam więc spokojnie do 2021 roku i wtedy zacznę oglądać. Tym bardziej, że coraz mniej wielkich i popularnych sitcomów mi zostało.
"Seinfelda" zawsze chciałem zobaczyć właśnie przez jego fenomen i częste nazywanie go najlepszym sitocomem w historii. Do tego fanboje dosyć mocno jeżdżą po "Friends". Pierwsze wrażenie jednak niezbyt dobre. Aktualnie nadrabiam "Modern Family". Nie jest to co prawda poziom moich ulubionych seriali komediowych, takich jak "Friends", "Veep" czy "The Office", ale spokojnie mógłbym go postawić na półce z tymi udanymi. Finalnie bardzo możliwe, że będę cenił bardziej od takiej "Teorii wielkiego podrywu" (chociaż tutaj nadal 2 ostatnie sezony do nadrobienia), ponieważ "Modern Family" wydaje mi się dużo równiejszym serialem. W poszczególnych sezonach nie ma aż takich spadków jakości względem poprzednich, pomimo tego, że jest to całkiem schematyczny serial nawet jak na standardy gatunku. Jak zawsze znajdą się irytujące postacie (Manny Delgado to absolutny szczyt nudy - najlepsze są odcinki, jak nie skupiają się na jego problemach. W pewnym momencie darcie mordy przez Sofię Vergarę stało się dla mnie denerwujące), ale w większości przypadków jest ok. Królem "Modern Family" jest oczywiście Ty Burrell. Całkiem niezły jest też Eric Stonestreet. Kończę ósmy sezon :)
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.
16-05-2020, 02:06 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 16-05-2020, 02:07 przez Pelivaron.)
The Last Dance (2020)
Nie widzę tematu, ale kilka słów trzeba napisać ku pamięci :) No jakie to jest dobre to głowa mała. Chyba ostatnio to tylko "Gra o tron", "Sukcesja" czy "Dark Crystal" wywoływały u mnie takie emocje i czekanie na kolejne odcinki, a to przecież "tylko" dokument i to o sporcie. Zupełnie nie moja tematyka. Najlepszy okres w historii koszykówki przez pryzmat najlepszej drużyny w historii. Hej hej tu N BI EJ!!! Bałem się trochę, że całość będzie jakąś laurką o Jordanie, którego siłą rzeczy jest tu najwięcej, ale na szczęście nie. Nie ma też szukania na siłę sensacji i całość jest bardzo dobrze wyważona. Fajnie, że sporo miejsca poświęcono i Pippenowi i Rodmanowi czy Jacksonowi. Nawet jak dla kogoś kto oglądał wiele z tych meczów na żywo i interesował się NBA z tamtego okresu bardzo mocno to jest masę ciekawostek i nakręcone jest to po prostu miodnie. Lubię bardzo szczerość Jordana, który z pełną świadomością wie, że był lepszy od wszystkich i to o dwie długości, ale nie jest bucem uważającym się za Boga. No i popatrzeć na tych wszystkich wielkich rywali Bullsów z tamtego okresu - Thomasa, Malone`a, Ewinga, Barkleya, Paytona, Millera, Magica, Drexlera... Ależ to była kumulacja gwiazd w jednym okresie. I jakiego pecha mieli, że trafili na okres takiej ekipy Bullsów. Ale Pistons to jednak cwele, zawsze to wiedziałem i tylko się teraz utwierdziłem. Z wyjątkiem Rodmana, bo to sukinsyn, ale nasz sukinsyn :D (16-05-2020, 01:27)ugh napisał(a): Czy może mi ktoś wyjaśnić jedną rzecz? Ogląda się nieźle, choć dupy nie urywa. Jak mocno w górę skacze poziom w kolejnych sezonach (i od którego zaczyna iść do góry)? Bo ja sobie nie wyobrażam, żeby sit-com, który obrósł taką legendą, pobił rekord oglądalności w historii tego gatunku, uczynił z Jerry'ego prawie miliardera - w kolejnych sezonach prezentował podobny poziom, co w pierwszym sezonie. Po prostu sobie nie wyobrażam.Pierwszy i w sumie drugi sezon są mocno przeciętne. Co jakiś czas robię sobie powtórkę i do tych dwóch sezonów wracam bardzo rzadko. Za to od trzeciego sezonu do samego końca to dla mnie najlepszy serial komediowy w historii.
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...
18-05-2020, 12:48 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 18-05-2020, 13:31 przez Dr Strangelove.)
To nie jest OK
Serial, który chce opowiadać o trudnych rzeczach, ale robi to w łatwy, szybki i w sumie przyjemny sposób, chociaż momentami lekko irytujący. Czego tu nie ma? Duch "The End of the F***ing World" unosi się w powietrzu od pierwszych minut, nawiązania do Kinga (w szczególności "Carrie") widoczne aż nadto, trochę kina superhero, trochę "Stranger Things", jedna ze scen to mi nawet "Twin Peaks" przypominała, gdzie muzyka rodem wyjęta z dzieła Lyncha, inny odcinek to jakiś remake "Klubu winowajców". Ogólnie taki miszmasz wszystkiego, każdy to już wszystko widział i po prostu dostał to w odświeżonej formie. Historia bardzo ogólnikowa, muzyka tworzy bardzo fajny klimacik, sporo w tym nostalgii, ale jakoś nie porywa. Ogląda się to fajnie głównie przez krótki metraż, niektóre odcinki nie trwają nawet 20 minut (a jest ich tylko 7). Aktorzy są ok, chociaż ten Wyatt Oleff znany z "Tego" ma jakąś taką dziwną manierę w graniu. Finał oczywisty od początku mimo wszystko lekko mnie zaskoczył i myślałem, żeby dać 7, ale po namyśle jednak 6/10. Chociaż ma to potencjał i na pewno zerknę na 2. sezon, ponieważ tutaj za bardzo nie było z czego rzeźbić. Po wydarzeniach z finału twórcy mają szansę pokazać coś więcej.
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.
30-05-2020, 14:44
Odpadłem po pierwszym odcinku, który trwał niespełna 20 minut, a oglądałem go na trzy razy.
https://www.filmweb.pl/user/Nawrocki/activity
https://letterboxd.com/nawrocki/list/best-movies-of-2020s/ https://letterboxd.com/nawrocki/list/2024-movies/ 30-05-2020, 19:57
No ja tam lubię tego typu produkcje, więc obejrzałem do końca, ale im dłużej myślę o tym serialu tym gorzej.
Do tych netflixowych seriali coming of age typu "Atypowy" (chyba mój ulubiony) czy "Sex Education" (które też nie jest znowu jakieś wybitne) jednak sporo brakuje.
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.
30-05-2020, 20:34
Ad rem!
1. "Dad Boot" 2018 Serial będący sequelem filmu "Das Boot" Petersena. Bardzo przypadł mi do gustu. Świetny scenariusz, dobre aktorstwo. Serial opowiada losy U-612 i jego tajnej misji w obliczu zmagań Gestapo z lokalnym ruchem oporu (miasto portowe baza), a dwie osie fabuły są ciekawie powiązane. 8/10 Enviado desde mi Mi A1 mediante Tapatalk
"Rząd nie jest dla nas rozwiązaniem, jest dla nas problemem." Ronald Reagan
01-06-2020, 03:50
W głębi lasu, Netflix
Ktoś oglądał? Ja po połowie pierwszego odcinka prawie że zasnąłem. Także polecam na bezsenność. Potem przeleciałem z rodziną trzy odcinki na autopilocie. Nieangażująca, źle posklejana, niezbyt ciekawa fabuła. Nieprzekonujący Damięcki (szkoda, lubię go), kuriozalny i kompletnie niepotrzebny wątek polskiego antysemityzmu którego w powieści nie ma w ogóle (prowadzony agresywnie w latach 90), mnóstwo zapychaczy z fabuła rozciągniętą ile tylko się da. Plusem jest dobra polska muzyka rockowa z lat 90 (Lech Janerka, T.Love itp). Nie jest tak koszmarnie jak w "1983", dlatego daję aż 3/10. P.S. Oczywiście znak rozpoznawczy polskiej szkoły filmowej, czyli udźwiękowienie dialogów, jest mocno zaznaczony. Ale tym razem można włączyć napisy. Tylko po co, jak się usypia. 16-06-2020, 19:05 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 16-06-2020, 19:25 przez Doppelganger.)
Skończyłem Seinfelda.
Ósmego i dziewiątego sezonu nie pisał już Larry David i humor się trochę zmienił, ale podobało mi się to chyba nawet bardziej. Poziom absurdu skoczył gdzieś tak o dwie kreski, co powitałem z uznaniem, bo ciut wyżej cenię komedię opartą na nim niż cyniczny, zmęczony humor nieszczęśliwego Żyda (który sam w sobie jest super, a David mnie bawi). Legendarnie zły finał nie jest taki kiepski, bo chociaż nie jest wyjątkowo zabawny, to pięknie wpisuje się w filozofię serialu, jest środkowym palcem wymierzonym przez Davida i Seinfelda w stronę widowni, a ponadto daje się ten ostatni raz nacieszyć kilkoma charakterystycznymi postaciami pobocznymi. To jest jedna z mocy serialu - w zasadzie każdy epizodyczny bohater ma coś ciekawego i śmiesznego do zagrania. Moim ulubieńcem pozostaje Bookman, książkowy inspektor (Philip Baker Hall wspaniale szarżuje), ale do diaska - Peterman, Puddy, Steinbrenner, pieprzony (hello) Newman, dwie pary rodziców (Frank Constanza jest rewelacyjny, a Happy Festivus to jedna z najlepszych rzeczy w ogóle). Główna czwórka klasa, z tym że Jerry jest zdecydowanie najsłabszy - aktorsko i jako postać. Facet miał w życiu dużo szczęścia i pomimo tego, że najwyrażniej jest aroganckim bucem, to lubię jego luz i szczerość. To nigdy nie będzie mój ulubiony serial komediowy, bo nie powodował u mnie tak częstych salw śmiechu jak Cyrk Pythona, The Office czy nawet Peep Show, ale z pewnością jest to serial najrówniejszy. Jak już rusza na poważnie od 3 sezonu, to nie wykoleja się do końca, za co szacun dla twórców. Ugh - daj znać, jak tam wrażenia. 16-06-2020, 19:33 (16-06-2020, 19:33)Norton napisał(a): Jak już rusza na poważnie od 3 sezonu, to nie wykoleja się do końca, za co szacun dla twórców. No właśnie za to kocham ten serial. Pierwsze dwa sezony to takie rozpoznanie jak to wszystko ogarnąć. Tam są i znakomite momenty ale i po prostu zwyczajne do bólu i czasem nudne. Ale jak już to wszystko ogarnęli to od pierwszego odcinka 3 sezonu do samego końca jadą tak równo jak tylko się da. Nie ma jednego odcinka, który bym opuszczał, przewijał itp. A to w końcu 7 bitych lat i grubo ponad setka odcinków. Owszem, wiele razy czytałem, że finał jest slaby. Dla mnie zupełnie nie. Uwielbiam tak jak samą resztę. No i mistrzowsko rozłożony czas pomiędzy wszystkich. I główną czwórkę i wszystkie postaci drugoplanowe czy epizodyczne. Franka czy Newmana nie jest ani za mało ani za dużo. Idealnie w punkt. Taki Newman jakby go było więcej byłby podejrzewam nużący. No i naprawdę trudno by mi było wybrać kto tu jest lepszy. Newman, Peterman, Frank, Estelle, Bania, Lloyd Braun. Nie potrafiłbym wybrać. A Jerry faktycznie jest najmniej wyrazisty i w sumie najsłabszy, ale jak oglądałem różne wywiady i tym podobne to zupełnie świadomie to zrobili, bo i tak bali się, że kolejny "wariat" w stylu Georgea czy Kramera to po prostu byłoby za dużo i musiał być taki kontrapunkt. I bardzo dobrze.
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...
16-06-2020, 23:40 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 16-06-2020, 23:40 przez Dr Strangelove.) (16-06-2020, 19:05)Doppelganger napisał(a): W głębi lasu, Netflix Zaskoczę Cię, bo ja widziałem całość i podobało mi się, taka mocna 6/10 albo słaba 7/10 się należy, choć z zastrzeżeniami. Ale może dlatego, że poprzednie seriale Cobena wyjątkowo mi nie podeszły. Jest to trzeci serial Cobena dla Netflixa i ma jeszcze powstać 11 seriali opartych na pomysłach pisarza/jego książkach. The Stranger i Safe było tak średnie i nijakie, że nawet nie pamiętam co w tych serialach się działo, a widziałem te produkcje dość niedawno, przynajmniej serial z Armitage (podobnie mam z The Five, z którego nic nie pamiętam). Pamiętam tylko tyle , że w każdym z tych seriali twist twista twistem poganiał, a w ostatnich odcinkach Stranger to weszli na wyższy poziom, czyli ile zmieścić zwrotów akcji w 5 minut:) No i seriale Cobena są tak do siebie podobne, jakby wyszły z jednej taśmy produkcyjnej czyli "Coben przedstawia", nawet materiały promocyjne jak się porówna, np. plakaty są podobne. Więc pewnie dlatego polski Coben mi się podobał, bo jest trochę inny jak poprzednie netflixowe adaptacje, podobno twórcy sporo zmienili. Nie czytałem, ale kumpel, fan Cobena, mi mówił, że sporo wątków wycięli, więc nie ma twistów co pięć sekund jak w poprzednich wersjach. Domyślam się, że wątek gwałtu i siostry żony Pawła zostawili z książki. No i to dla mnie nie były zapychacze, ale w książce jeszcze więcej podobno jest wątków i dobrze że ich nie dali, bo byłoby jak w innych netflixowych serialach Cobena, twist za twistem co sekundę. Są zwroty akcji, ale nie aż tak dużo jak w poprzednich serialach. Dopiero w dwóch ostatnich odcinkach dzieje się tak dużo jak w innych serialach Cobena. Jest to porządna rozrywka na weekend, żadne arcydzieło, widziałem lepsze kryminały polskie w ostatnich latach, ale trzeba powiedzieć, że książki Cobena to rozrywka klasy B i nic więcej. No i serial jest dokładnie taki jak jego książki. A nawet bym powiedział, że polski serial jest sporo lepszy od poprzednich cobenowych netflixowych seriali. Aktorsko podobało mi się młode pokolenie jak grało. Uważam też że starsi aktorzy dali radę, sporo wyciągali ze swoich ról (oprócz Głowackiego, który ma cameo), nawet jak nie mieli co grać, a tutaj nawet najmniejszy epizod to znane nazwisko. Realizacyjnie czyli zdjęcia i muzyka też spoko. Choć przyznam, że czym dalej od seansu to mam coraz więcej pytań, nawet po 3 serii Twin Peaks nie miałem tyle pytań ;) Co do dźwięku to zaczynam podejrzewać, że mam idealny słuch, niczym Superman, choć badania jakie ostatnio robiłem na to nie wskazują:) Jesteś kolejną osobą, która narzeka na dźwięk, a ja się zastanawiam, czy oglądałem inną produkcję, bo nie miałem problemów z żadnym dialogiem. Wiem jakie są problemy z dźwiękiem w polskich produkcjach, choć ostatnio coraz więcej filmów i seriali ma dobry dźwięk, a w przypadku tej produkcji nie miałem problemów ze zrozumieniem dialogów, nawet jak grała muzyka. Dosłownie jeden dialog nie usłyszałem, w scenie pocałunku Pawla i Laury w samochodzie chyba padł tekst "kocham cię" i tego nie dosłyszałem. Specjalnie teraz puściłem sobie losowe sceny, przeskakiwałem od sceny do sceny, nie załączyłem napisów i słyszałem dokładnie co mówią, nie zastanawiam się nad tym co kto powiedział. A nie oglądałem serialu w słuchawkach, z napisami polskimi, ani w żadnym rozpraszającym, zagłuszającym hałasie, tak jak kumpel, który przyznał, że oglądał w pracy (a u niego jest hałas) i w pociągu, wiec dlatego nie słyszał dialogów:) Nie wątpię w to, że nie słyszałeś dialogów, ale zastanawia mnie, że to kolejna produkcja polska w ostatnim czasie, gdy większość narzeka na dźwięk, a ja nie miałem problemów ze zrozumieniem, tak samo było choćby ze Ślepnąc od świateł, Krukiem Pieprzycy, gdzie rozumiałem dialogi. Muszę mieć serio znakomity słuch, nawet o tym nie wiedziałem. A może to też dlatego, bo ja mówię szybko, dość niewyraźnie, i dlatego bez problemu zrozumiem aktorów, którzy też mówią pod nosem, bełkoczą:) Choć np. Koman, Grochowska, Ferency mówią wyraźnie i ich się zawsze zrozumie, nawet jak mówią coś cicho, pod nosem. Ale np. w filmach Vegi nie rozumiem większości dialogów, tak samo na filmach z początku lat 90-ych, więc nie jest tak, że przy każdej polskiej produkcji słyszę każdy dialog, ostatnio np. przy Jak zostałem Gangsterem sporo dialogów nie zrozumiałem/nie dosłyszałem. A co do aktorów to ciekawostka, że w angielskiej wersji część aktorów, którzy zagrali w serialu podłożyli głosy pod swoje postacie np. Adam Ferency, ale np. Jacek Koman nie mówi swoim głosem po angielsku, co dziwne, bo to aktor, który głównie w Australii występuje, więc dobrze zna język angielski. Pewnie nie mogli ściągnąć wszystkich na dubbing. 16-06-2020, 23:52 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 17-06-2020, 00:03 przez michax.)
W kwestii dźwięku dokłada się też często fatalna, naprawdę fatalna dykcja aktorów. Jest to tak niechlujnie zrobione że mnie krew zalewa. Oczywiście, ktoś powie: ale tak się mówi! to jest realizm! ale mnie to niesamowicie denerwuje.
Oglądałem niedawno znowu Klossa na Kino PL. Serial ma 50 lat i zero problemów z dźwiękiem i idealna dykcja. To jak to jest? 17-06-2020, 00:18
Jak pisałem już, w ostatnich latach dźwięk się poprawił w polskich filmach i serialach (choć nie we wszystkich), ale wiadomo też, że na porządne udźwiękowienie polskich produkcji często brakuje kasy. To zazwyczaj jeden z ostatnich elementów postprodukcji, więc budżet najczęściej nie pozwala(ł) na skorzystanie z wysokiej jakości sprzętu i specjalistów
A w produkcjach z lat 60-80 dlatego dźwięk brzmi tak dobrze, bo spora część aktorów, to są aktorzy teatralni, a wiadomo, że w teatrze trzeba mówić tak, żeby widownia usłyszała i zrozumiała aktora, nawet z ostatniego rzędu. Więc starsze pokolenie aktorów mówi wyraźnie, a z młodymi aktorami bywa róźnie. Dźwięk w filmach i serialach w latach 50-80 był poprawiany w postprodukcji, gdy nagrywano dialogi w studiu ponownie. Zresztą to chyba Cezary Pazura w swoich materiałach na youtube wspominał o tym, że kiedyś jak przyjmowano do szkoły aktorskiej to zwracano uwagę, na to jaki potencjalny aktor ma głos, dykcję, czy mówi wyraźnie, uczono studentów mówić wyraźnie, a teraz aż tak do tego nie przykłada się uwagi jak dawniej. No i jak wspomniałem, kasy brakuje na poprawienie dźwięku we współczesnych filmach i serialach. Więc często zostaje to co nagrało się na planie, bez poprawek. Da mnie najgorszy dźwięk był w filmie z lat 90 Szamanka Żuławskiego, gdzie nawet Lindy nie mogłem zrozumieć co mówi, a wiadomo jaki ma głos wyraźny. No i też wiadomo jak u Polaków jest z dykcją, wymową, bywa różnie, np. ja mam problem ze zrozumieniem Fabijańskiego, który ma taki głos zawsze, jakby za karę mu kazali gadać w filmach, jakby miał wywalone na wszystko, wiec mało kiedy go rozumiem. W sumie na polskiego aktora idealnie nadaje się Tom Hardy, on zawsze bełkocze, mruczy coś pod nosem i nikt nie może go zrozumieć:) 18-06-2020, 00:01 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 18-06-2020, 00:06 przez michax.)
To wiem na pewno / I Know This Much Is True
Ależ to jest potężna kreacja aktorska Marka Ruffalo, który wciela się w podwójną rolę. Sympatyczny Avenger gra bliźniaków, którzy naprawdę mają w życiu przesrane już od czasów dzieciństwa, gdzie wychowywali się bez biologicznego ojca. Kiedy mieli kilka lat ich matka poznała nowego faceta - niestety dla nich jest to koleś, który lubi mieć wszystko poukładane i wychowuje ich raczej twardą ręką. No, ale Derek Cianfrance raczej przyzwyczaił nas, że nie lubi opowiadać o miłych historyjkach i ponownie serwuje dosyć ciężkawą i bolesną opowieść na podstawie powieści Wally'ego Lamba. Główna oś kręci się wokół młodszego z mężczyzn - Dominika, który musi opiekować się swoim chorym psychicznie bratem - już na początku pierwszego odcinka dochodzi do mocnego uderzenia wskutek, którego Thomas zostaje zamknięty w ośrodku o zaostrzonym rygorze. W między czasie Dominik walczy o wydostanie brata z tego miejsca, po drodze są jakieś retrospekcje z dzieciństwa, a nawet historia jego dziadka, który przybył do USA z Sycylii, aby spełnić swój amerykański sen. W ogóle ta historia jest mega smutna, dosyć bolesna i mroczna. Pomimo tego, że jest to dosyć wciągające to ciężko się to ogląda - na pewno nie jest to seria na binge watching pomimo raptem 6 odcinków. No, ale filmowo to jest to naprawdę dobre - od zdjęć, po reżyserię i aktorstwo. I to nie tylko Ruffalo, który jest potworem ekranu - drugi plan także genialnie sobie radzi, nawet te teoretycznie mniejsze postaci wypadają naturalnie. Ruffalo gra dwie postacie, ale trudno uwierzyć, że to jeden koleś. Bez jaj - jeden z braci jest szczupły, zdrowy, ogólnie normalny facet, normalnie mówi i tak dalej, i tak dalej. Z drugiej strony jest Thomas - chory psychicznie, łysiejący, z nadwagą, mówiący w całkowicie inny sposób. No coś absolutnie niesamowitego. Nie wiem czy ktoś zagrał lepiej podwójną rolę kiedykolwiek indziej. No i mega szacunek dla Cianfrance'a, że udało mu się takiego kolosa przełożyć na język filmu. To wielowątkowa historia, która rozgrywa się w różnych okresach z masą bohaterów. Wszystko wydaje się być ułożone w sposób perfekcyjny. Z jednej strony chciałbym obejrzeć jeszcze raz, ale z drugiej nie wiem czy ponownie chce patrzeć jak życie kopie po tyłku Dominika i jego rodzinę.
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.
30-06-2020, 13:52
Wczoraj obejrzałem 1 odcinek z dziewczyną i mimo że bardzo to dobre, to musieliśmy zrobić odpoczynek. Ale to jest prawdziwy dramat, taki trochę w starym stylu, bez tego dzisiejszego pierdololo, ideologii itp. (choć nie wiem co będzie dalej).
Dwie główne role to petardy aktorstwa, James Franco z "The Deuce" może się schować. Ale dobrze że pojawił się watek Juliette Lewis, bo był odrobinę humorystyczny i pozwolił bardzo dobrze pochłonąć ten odcinek. Obejrzałem też "Skandal w angielskim stylu" bo ktoś tutaj zachwalał. Kompletnie mi się nie podobało - nuda, słabe dialogi, słaba dla mnie historia. Niby próbuje trochę być komedyjką ale poza skoczną muzyczką (idiotyczne) to nie widzę tam nic śmiesznego. Jednak plusem jest gra aktorska: Hugh Grant jest obrzydliwie przekonujący w roli starej cioty, a to jak oblizuje lubieżnie wargi i molestuje tego młodego (spojrzenie, wyraz twarzy, ułożenie ust) zasługuje na pochwałę, naprawdę. Są lepsze filmy o tej tematyce. Dlatego 4/10 30-06-2020, 15:14 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 30-06-2020, 15:56 przez Doppelganger.) (30-06-2020, 15:14)Doppelganger napisał(a): Ale to jest prawdziwy dramat, taki trochę w starym stylu, bez tego dzisiejszego pierdolono, ideologii itp. (choć nie wiem co będzie dalej). Uspokoję Cię i walnę świadomym "spoilerem" - możesz spać spokojnie i oglądać dalej, niczego takiego nie doświadczysz :)
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.
30-06-2020, 15:27
O tak, Hugh Grant był tam rewelacyjny i wielka szkoda, że więcej uznania zgarnął Whishaw który po prostu gra siebie (nawet jeśli jest do roli dobrze dopasowany). Na pewno jeden z ciekawszych występów Granta, mam nadzieje, że w tegorocznym "The Undoing" utrzyma dobrą, serialową passe.
30-06-2020, 15:29
Hugh Grant - amancik, chłopaczek, typowy pretty-boy. Tutaj mnie naprawdę przekonał, bo nie przepadam za nim jako aktorem. Życzyłem mu śmierci w męczarniach :)
A Whishaw nie musiał wcale grać ;) Nie widziałem go wcześniej a jest chwalony za Pachnidło z tego co widzę. 30-06-2020, 15:59 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 30-06-2020, 15:59 przez Doppelganger.)
Pachnidło jeszcze przede mną, ale na razie nie widziałem roli - Bondy, Atlas czy tutaj - gdzie nie grałby Whishawa. Strasznie irytujący aktor.
A Granta bardzo lubie, ale zdecydowanie zbytnio się zaszufladkował, szczególnie, że ma naprawdę duży talent dramatyczny. Tak czy inaczej uwielbiam go za występy w filmach przy których pracował Richard Curtis. Pasowałby mi na Alfreda u boku Pattinsona bardziej niż Serkis. 30-06-2020, 16:03 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 30-06-2020, 16:04 przez Kuba.)
To wiem na pewno/This much is true - HBO
Skończone. Serial o życiu, bez nachalnej propagandy, bez wulgarności, który jednak potrafił w sposób wyważony postawić trudne kwestie, ale i zmierzyć się widzowi z nimi jak człowiek, a nie jak tresowane, bezmózgie bydlęcie, któremu jedynie słuszne treści pcha się na siłę szuflą do pustej czaszki. Trzeba powiedzieć, że na tle dzisiejszych seriali ten miniserial bardzo się wyróżnia. Świetnie przedstawiona historia pełna zawiłości i wydawałoby się losowych zdarzeń, która na końcu zostaje pięknie rozwikłana. Serial w dobry sposób pokazuje jak wpływamy na innych i jak zdarzenia z przeszłości wpływają na nas. Serial jest pewnie ciężki dla niektórych (choć takie rzeczy dzieją się codziennie, niektórym cały czas), ale tle tego wszystkiego widać jakiś migoczący płomyk jakiejś nieokreślonej nadziei która nigdy nie nadchodzi. Problemy głównego bohatera Dominika wydają się piętrzyć, jeden za drugim, lecz on nie przestaje żyć i dążyć do zrozumienia kim naprawdę jest. Na szczęście czasem trafia się jakiś delikatny akcent humorystyczny i trochę nadziei. Aktorsko to absolutnie najwyższa półka, a główna, podwójna rola to 10/10. Całość to mocne 8/10, czyli jest bardzo dobrze. 04-07-2020, 17:27 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 04-07-2020, 17:28 przez Doppelganger.) |
|
|
| Podobne wątki | |||||
| Wątek: | Autor | Odpowiedzi: | Wyświetleń: | Ostatni post | |
| "Mobland", czyli Tom Hardy znowu hardy | Krismeister | 17 | 2,136 |
27-08-2025, 20:15 Ostatni post: Salto |
|
| BARRY czyli Bill Hader jest hitmanem | Gal Anonim | 35 | 7,721 |
07-01-2025, 03:18 Ostatni post: Bucho |
|
| Jaki jest wizerunek osób z niepełnosprawnością w filmach, serialach i mediach? | AvalonOzN | 1 | 1,246 |
20-04-2020, 16:02 Ostatni post: Wyatt Earp |
|
| Cougar Town czyli 'Courtney, pokaż cycki!' | Snuffer | 6 | 4,194 |
10-05-2014, 12:29 Ostatni post: Mierzwiak |
|
| Użytkownicy przeglądający ten wątek: |
| 1 gości |
Spoiler





