"Epizod butelkowy", czyli krótko o serialach
Silicon Valley

Nie bede sie rozpisywal na razie, ale ZNAKOMITY serial. Komedia czasem przaśna, ale błyskotliwa. Przede wszystkim wrażenie robi na mnie to, że mimo wszystko historia jest poprowadzona całkiem serio i rzeczywiście ogląda się to jak opowieść w stylu "The Social Network" w komediowym sosie. Początkowo myślałem, że to coś bardziej absurdalnego, przerysowanego i parodystycznego, ale nie. Dużo tu satyry, ale wynikającej z obserwacji, a nie stereotypu nerda. W dużym uproszczeniu to takie "Big Bang Theory" dla inteligentnych ludzi.

Łykam właśnie koniec 4 sezonu, a zacząłem tydzień temu. Metraż i zwięzłość sezonów to też plus - sporo się dzieje, sporo się zmienia, są zwroty akcji, a bohaterowie nie są wcale krystaliczni, choć często udaje im się rzeczywiście wyjść w problemów obrotną ręką.

Choć po pierwszym epizodzie byłem negatywnie nastawiony pare lat temu, dlatego długo zwlekałem z zabraniem się za resztę: https://forumkmf.pl/Thread-Epizod-butelkowy-czyli-kr%C3%B3tko-o-serialach--2819?pid=370821#pid370821

Odpowiedz
Też polecam, Mike Judge w formie. Tak jak Crov napisał, sporo dobrego, inteligentnego humoru oraz dobrze zbudowane postacie, a dodatkowo całkiem sensowne ukazanie branży. Jimmy O. Yang jako Jian-Yang wyborny. Byłem mocno zaskoczony jak u Rogana odezwał się perfekcyjnym angielskim.

Odpowiedz
Pierwszy odcinek Lovecraft Country obejrzałem. Nie miałem absolutnie żadnego pojęcia, o czym to jest i z czym to się je, więc trochę się zdziwiłem, gdy zamiast osadzonego w latach dwudziestych weird fiction dostałem przygody czarnoskórych w latach pięćdziesiątych, srogo podlane lovecraftowskim sosem. Technicznie prezentuje się to zacnie, może trochę cgi słabuje na początku i końcu odcinka, ale reszta jest naprawdę dobra i zachęca do dalszego oglądania. Jasne, biali są tutaj póki co przedstawiani jako zło wcielone, najgorsze co może być i w ogóle sam Cthulhu jest od nich lepszy, ale z drugiej strony... to w końcu wsiury-bandyci i szurnięci gliniarze, bawiący się w "masz czas do zachodu słońca by opuścić moje hrabstwo, inaczej powieszę cię na drzewie" xD

Odpowiedz
A czuć apokaliptyczny klimat zagrożenia i nieuchronnego szaleństwa? Bo chyba to najbardziej lubie u Lovercrafta.

Odpowiedz
Nie. To znaczy, motyw szaleństwa został wpleciony w wątek iście lovecraftowski - delikatne spojlery, ale za wiele to tutaj nie ma póki co:
Co zaś się tyczy apokaliptycznego wręcz zagrożenia, to również mały spojler:
A sam początek odcinka to fruwający Cthulhu, wojna w okopach, latające spodki, marsjańskie tripody, bejsbolista i kosmitka o czerwonej skórze, żywcem wyjęta ze Star Treka czy innych Guardians of the Galaxy :) mi się podobało, z braku laku oceniłem na 8/10.

Odpowiedz
Dzięki! W sumie może obadam. Choć ja bym chciał skupienia się na lovecraftowaniu niż na rasizmie, ale może zgrabnie to połączą, bo w sumie nie jest są to bardzo odległe motywy.

Odpowiedz
Nie czytałem książki na podstawie której oparto serial, ale z tego co słyszałem to jest dość wierna adaptacja opowiadań Matta Ruffa. Ciekawe jak wielu widzów, którzy zasiądą do serialu, zwłaszcza fanów Lovecrafta zdaje sobie sprawę, że to nie jest tylko serial inspirowany twórczością pisarza, ale adaptacja książki innego pisarza, która jest prztyczkiem w nos skierowanym przeciwko Lovecraftowi, a raczej przeciwko jego rasizmowi. W wielu recenzjach jest o tym mowa, że to antylovecraftowy serial, zakładam że tak samo jest z książką Ruffa. Pewnie H.P. w grobie się przewraca, że jego nazwisko reklamuje książkę i serial, w których bohaterami są Afroamerykanie:)

Odpowiedz
Lovecraft chyba nie był szczególnym rasistą. Wszystkie przejawy rasizmu, jakie mu zarzucano, jakie dotychczas widziałem były dość słabymi dowodami na jego nienawiść do czarnych.

Odpowiedz
Cytat:Ciekawe jak wielu widzów, którzy zasiądą do serialu, zwłaszcza fanów Lovecrafta zdaje sobie sprawę, że to nie jest tylko serial inspirowany twórczością pisarza, ale adaptacja książki innego pisarza
Zgłaszam się :)
E:

Kolejne odcinki za mną - trzeci póki co zdecydowanie najlepszy, najbardziej klasyczny i lovecraftowski, czerpiący chyba nawet z jakiejś przygody z podręcznika rpg, takie mam wrażenie. Proste, klimatyczne, z nutką grozy i tajemnicą, którą trzeba rozwikłać. W czwartym natomiast strasznie razi muzyczne tło, bo choć są tam kawałki z epoki i tak dalej, to jednak hip hop i inne pierdoły od Rihanny jakoś tak za cholerę nie pasują do przedstawionego świata; sam wątek rodem z Indiany Jonesa sympatyczny.
A combo sukienka+kapelusz pani ze spojlera cieszy oczy za każdym razem, gdy się pojawia na ekranie :)

Odpowiedz
Derry Girls

Żeński odpowiednik "The Inbetweeners"? Bardzo sympatyczny serial, który możecie znaleźć na Netfliksie. Dowcip dosyć wulgarny, ale nie ma mowy o humorze klozetowym. Bywa bezczelnie, bywa zabawnie. Czasami postacie są irytujące, ale w większości sympatyczne. Każdy odcinek na zbliżonym, dobrym poziomie. Podobało mi się pokazanie irlandzkiej społeczności w latach 90., gdzie w każdym momencie może wybuchnąć bomba, ale w sumie wszyscy mają to gdzieś i żyją sobie swoim życiem, a więcej emocji wzbudza tu kupno nowej sukienki czy popsuty telewizor niż ewentualny zamach terrorystyczny.

Aktorka grająca główną bohaterkę ma dziwną, wkurzającą mimikę, do której musiałem się przyzwyczaić. Ogólnie aktorki ciekawie dobrane - wszystkie w przedziale 26-33 lata (jedna to ma nawet 38 a wygląda najmłodziej), a grają licealistki. Nie czułem mimo wszystko tego ich wieku, wypadły całkiem naturalnie.

Siostra Michael prowadząca katolicką szkołę dla dziewcząt jest absolutnym złodziejem scen.

[Obrazek: tenor.gif]

Na razie są dwa sezony po 6 odcinków (czas trwania każdego to około 25 min).

Odpowiedz
Cytat:Na tym jednym odcinku bawiłem się lepiej jak na wszystkich epizodach Krainy Lovecrafta, które do tej pory poleciały.
To za wiele nie mówi, niestety :) ostatni odcinek Lovecraft Country to totalna padaka z seksem (hetero i homo) oraz strong black womyn na pierwszym planie. W sumie sam oglądam ten serial już tylko dla Christiny, bo blondyna jako cwana wiedźma naprawdę się wyróżnia na plus i kombinuje, jak tylko może. A koszmarne, murzyńskie rapsy o hajsie i dziwkach pasują do serialu jak pięść do nosa, toteż ocena leci z hukiem w dół, naciągane 5/10, tylko za blondynę i za fragmenty odcinków 1-4.

Odpowiedz
Obejrzał ktoś Ratched Ryana Murphy'ego?

Jestem po całej Ratched i do połowy to był średni Ryan Murphy, ale od 5 do 8 ostatniego odcinka było jeszcze słabiej. No i tak jak sugerowały materiały promocyjne serial przypomina kolejny sezon American Horror Story, ale też, co mnie zaskoczyło, filmy Hitchcocka. Zresztą Ryan Murphy i spółka, nawet nie kryją się kogo twórczością się inspirowali, bo w scenie morderstwa w Pilocie leci motyw z Psychozy, który powraca w kolejnych odcinkach. Nie wiem czy nie ma więcej pożyczonej muzyki z filmów mistrza suspensu, ewentualnie kompozytor serialu mocno stylizuje muzykę na taką, która mogłaby lecieć u Hitchcocka, bo inne kawałki też brzmią jak z klasyków Alfreda.

Niezrozumiałe dla mnie jest zrobić dzieło nie przypominające klimatem filmu Formana, tylko zupełnie odmienną produkcje w stylu AHS i nawiązującą do filmów Hitchcocka (albo de Palmy, który kopiował styl mistrza suspensu). Nie przeszkadza mi ten szalony pomysł i bez sensu, ale po prostu dziwi dlaczego akurat historię Ratched chciał pokazać Murphy i to w stylistyce jak z AHS, a jednocześnie nie oddaje hołdu filmowi Formana, tylko Hitchcockowi.

A jak to w sezonach AHS sporo pojechanych pomysłów, po których myślałem sobie co takiego Ryan Murphy ćpa. Co prawda kto inny jest wymieniony jako twórca serialu, a Murphy wyreżyserował tylko 2 odcinki pierwsze, ale w każdym epizodzie, widać kto miał najwięcej do powiedzenia przy tej produkcji. Wizualnie to czysty Murphy. Postacie tak przerysowane jak to w jego serialach na czele ze Sharon Stone (z małpeczką na ramieniu) i jej synem psycholem. Widać że dobrze się bawiła na planie i nie zdziwię się jak pojawi się w kolejnych netflixowych serialach Murphy'ego, pewnie zastąpiła Jessice Lange.

Ogólnie to typowy campowy Murphy z momentami, gdy myślałem, że ma nierówno pod sufitem,

A co do małpeczki wracając to jestem prawie pewien, że to ta sama małpa co zagrała w krótkometrażówce Lyncha i serialu Friends. No i z małpą wiąże się jeden dowcip, który mi się podobał.


Plusem Ratched jest właśnie Ratched w wykonaniu Paulson, która nie jedzie na autopilocie, jak w ostatnich serialach Murphy'ego, ale dobrze gra. Choć to jest taka rola o której ciężko coś powiedzieć, bo w każdym z odcinków zachowuje się inaczej, zmienia się co odcinek niczym chorągiewka na wietrze. Ratched raz jest zagubioną i nieszczęśliwą kobietą, a innym razem wychodzi z niej początkującą psychopatka, ale aktorka radzi sobie w każdej scenie. W sumie to kolejna dobra rola Paulson w tym sezonie, bo niedawno miała świetną rolę w serialu z Cate Blanchett, Mrs. America. Reszta aktorów znanych z seriali Murphy'ego, ale też debiutanci u Murphy'ego, np. Judy Davis, D'Onofrio dają też radę, choć w większości są to mocno przerysowane role.

Ale całościowo to nie wiem komu Ratched polecić, bo fani książki i filmu nie mają tutaj czego szukać, tylko się wkurzą. Chyba jedynie fani twórczości Murphy'ego mogą obejrzeć serial, ale głównie ci, którzy lubią AHS i obejrzą każdy sezon AHS, nawet słaby, a tym jest Ratched. No i może dla fanów Hitchcocka, by zobaczyli jak Ryan Murphy się nim inspiruje. Ja skończyłem serial jedynie dla Paulson. No i przyznam, ze byłem ciekaw co takiego chorego znowu wymyśli Murphy ze swoją ekipą. Wiadomo że powstanie 2 sezon, ale nie za szybko i nie wiem czy obejrzę. Tak do połowy miałem dać 5/10, ale druga połowa była jeszcze słabsza, więc postawię 4/10.

Odpowiedz
Nie oglądałem bo nie podobały mi się trailery oraz naprawdę nie uważam aby siostra Ratched była aż tak niesamowitą postacią aby poświęcać jej cały serial.

Film Formana widziałem chyba 3 razy, i naprawdę, nie dopatrzyłem się w niej jakiejś mega psychopatki. Oczywiście, była wredna, miała może jakieś skłonności do sadyzmu i wykorzystywała swoją pozycję aby tych biednych wariatów poniżać, ale zapewni nie było to nic więcej co obserwujemy w połowie takich przybytków (niestety) w Polsce i na świecie.

Czy może się mylę i Louise Fletcher (aktorka o dość miłej aparycji, żadna zołza) nadała tej roli coś czego nie zauważam?

Odpowiedz
Crashing

Zanim Phoebe Waller-Bridge popełniła "Fleabag", dała światu cudeńko w postaci "Crashing". Jak ktoś jest fanem jej najgłośniejszej produkcji to koniecznie powinien nadrobić. Na pewno dużo bardziej zabawny, czasami posługujący się humorem na granicy dobrego smaku. Głównym bohaterem tej historii jest cała gromadka różnych charakterów, w której centrum znajduje się Lulu -w tej roli sama Phoebe Waller-Bridge. Dziewczyna pojawia się w sumie znikąd w życiu mieszkańców opuszczonego szpitala i zaczyna tam porządnie mieszać. Tragikomedia pełną gębą. Ja bawiłem się bardzo dobrze i w sumie podobało mi się bardziej od "Fleabag", który również lubię. Warto jednak zaznaczyć, że to dużo lżejsza propozycja - tutaj tony idą bardziej w kierunku komedii, niż tragedii :)

To istna skandaloza, że to ma tylko 6 odcinków i zakończyło swój żywot po 1. sezonie.

Do zobaczenia na Netflix.

Odpowiedz
(21-09-2020, 22:33)michax napisał(a): Obejrzał ktoś Ratched Ryana Murphy'ego?
Trudno powiedzieć, że obejrzałem. Żona ogląda i kilka razy zerknąłem siedząc obok i coś tam dłubiąc. Tu 10, tu 15 min.
Dla mnie to jakieś przerażające nieporozumienie i znak naszych czasów. Nie wiem co ta koszmarna groteska ma mieć wspólnego z "Lotem nad kukułczym gniazdem" i postacią z tamtego filmu. Chyba po prostu na zasadzie, podepnijmy się pod coś znanego, żeby się rozreklamować i nakręćmy jakieś gówno. Bo to z tych fragmentów, które widziałem, to jest jakieś straszne gówno.
Później nakręcą przygody "Wodza" w rezerwacie?
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...

Odpowiedz
Na Ratched widziałem narzekania nawet fanów Murphy'ego. Ale co sie dziwić, gosć produkuje seriale z tempem Vegi to cięzko spodziewać się od nich wysokiego poziomu.

Odpowiedz
(22-09-2020, 22:32)Pelivaron napisał(a): Crashing

Zanim Phoebe Waller-Bridge popełniła "Fleabag", dała światu cudeńko w postaci "Crashing". Jak ktoś jest fanem jej najgłośniejszej produkcji to koniecznie powinien nadrobić. Na pewno dużo bardziej zabawny, czasami posługujący się humorem na granicy dobrego smaku.

Od kiedy skończyłem Flebag, Crashing czeka w kolejce do nadrobienia. Ale jak to "bardziej zabawny"? To jest możliwe w ogóle? ;) Bo zakładałem, że to w porównaniu z Fleabag to jest rzecz bardziej "klasyczna", ale też jeszcze nie tak dobra, dopracowana. Jak rozumiem, jest to po prostu bardziej komedia niż komediodramat tak jak piszesz, ale serio śmieszniejsza niż te komediowe elementy w Fleabag? Bo jak dla mnie ten dramatyczny element wcale nie odejmuje śmieszności. Tak czy inaczej, dzięki za przypomnienie. Muszę nadrobić.


Odpowiedz
No ja na "Fleabag" nie śmiałem się w głos, tak jak przy okazji "Crashing". Pod względem złożoności postaci i tego dopracowania, o którym wspominasz "Crashing" na pewno ustępuje kolejnemu projektowi Waller-Bridge, ale jeśli chodzi o humor to już kwestia gustu. Ja bardziej śmiałem się na "Crashing", ale po wieloma względami są to produkcje bardzo podobne.

Nadrabiaj, bo wg mnie warto i to nie tylko, jako ciekawostka dotycząca początków twórczyni "Fleabag" czy scenarzystki Bonda :) Daj znać, jak obejrzysz.

Odpowiedz


Miniserial brytyjskiej stacji ITV "Des"z Davidem Tennantem w roli tytułowego mordercy, to produkcja oparta na faktach. 9 lutego 1983 roku na Cranley Gardens zostaje wezwana policja, aby zbadać sprawę fragmentów ludzkiego mięsa i kości zatykających kanalizację. Szczątki wydają się pochodzić z mieszkania niejakiego Dennisa Nilsena, który w czasie przeszukiwania mieszkania oddaje się w ręce policji, przyznaje się bez żadnych nacisków do morderstw. W czasie śledztwa okazuje się, że od 1978 do 1983 roku Des, jak nazywają go znajomi z pracy, zabił kilkunastu młodych mężczyzn i pozbywał w makabryczny sposób ciał ofiar. Jest to sprawa która wstrząsnęła Anglią lat 80-ych. Szkoda, że całość składa się z trzech odcinków jedynie, bo przy większej ilości odcinków można by skupić się bardziej na innych pobocznych wątkach, np na tle społecznym, ale to jedyna rzecz do jakiej się przyczepię. Bo całościowo Des to jeden z najlepszych angielskich kryminałów jakie obejrzałem w ostatnich latach.

Oprócz mordercy serial przedstawia też perspektywę detektywa Jaya i pisarza Briana Mastersa, który postanowił napisać biografię Desa. Zresztą serial jest oparty na książce Mastersa, który w serialu zaczyna dostrzegać, że jego relacja z Mastersem zmierza w nie najlepszym kierunku. Na przykładzie detektywa Jaya i jego ekipy zajmującej się sprawą pokazano problemy z jakimi borykała się policja, by skazać mordercę, mimo tego że Des chętnie przyznawał się do zbrodni. To że ma się winnego nie oznacza, że sprawa jest zamknięta. Jest pokazane borykanie się policji z papierkową, urzędniczą robotą i polityką. Wściekłość zwykłych policjantów na naciski z góry, które nie pozwalają im prowadzić sprawy należycie.

No i co najważniejsze twórcy serialu nie zapomnieli o rodzinach ofiar, pokazania ich bólu, w czym przypominał mi trochę równie dobry serial "A Confession" z Martinem Freemanem. Choć w serialu z Martinem Freemanem wydaje mi się, że więcej miejsca poświęcono ofiarom. Mamy w serialu pokazaną też sytuację, w której przyznanie się do winy wcale nie oznacza tego że wszystkie ofiary doczekają sprawiedliwości na jaką zasługują. W roli policjanta prowadzącego śledztwo występuje Daniel Mays, a w roli pisarza, Jason Watkins. Są to bardzo dobrze znane twarze, zwłaszcza fanom angielskiego kina, i grają tak jak aktorzy z Wielkiej Brytanii, są znakomici. Nie odstają od Davida Tennanta w tytułowej roli, który moim zdaniem zagrał w serialu ITV jedna z najlepszych ról w karierze.

Nie pierwszy raz grał psychopatę, zły charakter, np. w Jessice Jones był świetny, ale to była bardziej podkręcona wersja jego Doktora Who, jego najpopularniejszej roli. Grał w Jessice Jones Who, tylko w bardziej negatywnym wydaniu, a w Des tworzy postać zupełnie inną. Gra człowieka tak nijakiego z wyglądu, że jak minęlibyśmy go na ulicy, to byśmy nawet go nie zauważyli. David Tennant gra postać tak zwyczajną, że aż przerażającą w swej zwyczajności. Des przeraża swoim podejściem do tego co zrobił, z jakim spokojem opowiada o swoich zbrodniach, a jednocześnie Tennant pokazał jego inteligencję i narcyzm. Zrobił bardzo dużo z tą rolą, choć jest to występ pozornie ograniczony. Można powiedzieć, że przez cały serial ma jeden wyraz twarzy, ale jak to jest doskonały występ. Ale też nie dziwię się aktorowi, który powiedział w wywiadzie, że cieszy się, że morderca nie żyje i nie obejrzy serialu.

Oprócz aktorstwa na najwyższym poziomie i elementów o których wcześniej wspomniałem wyróżniłbym Des za to jak jest nakręcony. Jest to serial pozornie nieatrakcyjny dla widza, ma bardzo wolne tempo, co dla fanów kryminałów z Wielkiej Brytanii nie jest zaskoczeniem, wiele seriali z Wysp ma "nudne" tempo, ale też wizualnie, czyli zdjęcia, Des nie wygląda atrakcyjnie, tylko zwyczajnie. No i to jest najlepsze podsumowanie Des, bo to produkcja niezwykła w swej pozornej zwyczajności i nieatrakcyjności. Des ogląda się w takim napięciu, nawet w dzień, że od razu po seansie sprawdziłem drzwi, czy są zamknięte. Polecam nie tylko fanom kryminałów z Wielkiej Brytanii i Davida Tennanta, którzy już pewnie Des nadrobili, ale też nie zainteresowanym taką tematyką, bo serial porusza mocno. Ale zaznaczam, że to ciężka przeprawa bedzie, mimo tego, że twórcy nie epatują scenami przemocy i pokazywaniem ofiar, za co im chwała. Całość dostępna na HBO GO. Ocena: 8/10.

Odpowiedz
Też wczoraj skończyłem oglądać i mogę się podpisać a może później napiszę więcej, bo kilka elementów bardzo mi się podobało w tych 3 odcinkach. Nie kupiłem Tennanta od razu. Wydawało mi się, że zachwyty nad jego rolą są przesadzone. Ale z każdą kolejną sceną zyskiwał i ostatecznie zarówno jego rola, jak i sama postać podbija oczywiście ocenę całości. Z jednej strony to bardzo filmowa historia, z drugiej bardzo mi się podobało jak udało się pokazać tę przeciętność Desa, nie zrobiono z niego typowego filmowo-serialowego seryjniaka. I to chyba zasługa scenariusza, który w umiejętny sposób korzysta z prawdziwych wydarzeń i postaci, ale też w dużej mierze Tennanta właśnie.

Też chyba dam 8/10. Chociaż 3 odcinek odrobinę słabszy niż najlepszy drugi.

P.S. Wnioskuje o zabranie admina desowi. 


Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  "Mobland", czyli Tom Hardy znowu hardy Krismeister 17 2,108 27-08-2025, 20:15
Ostatni post: Salto
  BARRY czyli Bill Hader jest hitmanem Gal Anonim 35 7,713 07-01-2025, 03:18
Ostatni post: Bucho
  Jaki jest wizerunek osób z niepełnosprawnością w filmach, serialach i mediach? AvalonOzN 1 1,236 20-04-2020, 16:02
Ostatni post: Wyatt Earp
  Cougar Town czyli 'Courtney, pokaż cycki!' Snuffer 6 4,191 10-05-2014, 12:29
Ostatni post: Mierzwiak



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości