Krótka piłka, czyli mini-recenzje
Zabawa w pochowanego
Durny film z brzydszą wersją Margot Robbie. Nagromadzenie niedorzeczności i ciągłe przekleństwa sprawiają, że nie da się tego traktować poważnie. Tak, film nie jest poważny ale... To jest niebywale irytujące.

3/10
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
Mauretańczyk / The Mauritanian (reż. Kevin Macdonald, 2021)

Ok, podobało mi się. Kevin Macdonald to solidny rzemieślnik, który kręci dobre filmy i taki też jest "Mauretańczyk". Film ma dobre tempo, od początku byłem w tej historii, od razu mnie zainteresował. Pod koniec reżyser uderza w nieco patetyczne tony, ale nie obniża to w żaden sposób odbioru. Sceny tortur są dobrze nakręcone, jakieś tam wrażenie na mnie zrobiły. Tahar Rahim w roli głównej bardzo dobry, ale to Jodie Foster gra tu pierwsze skrzypce - w ogóle jaki ona ma luzik i charyzmę (nie wiem dlaczego rozważa się ją w kontekście roli drugoplanowej, ale dobra, mniejsza z tym - jak ma jej to dać Oscara to droga wolna, zajebista jest).

7/10

Odpowiedz
Jeremiah Johnson - Przypadkiem trafiłem na reżimowej TV, by coś mruczało mi do ilustrowania wieczorem. I tak zacząłem się wsiąkać w klimat ludzi gór, niesamowitych plenerów i indiańskich plemion. Jedynym dla mnie minusem były zbyt pobieżne walki z Crowami w końcówce.
9/10

Pan i władca: Na krańcu świata - jedno słowo: arcydzieło.
10/10

Pink Floyd: The Wall - o rany. Ni wiem co powiedzieć. idealny oddany klimat surrealistycznego umysłu bohatera. Momentami miałem problem z podążaniem fabuł. Wpierw mamy przebitkę na dzieciństwo Pinka. Potem z kim się żeni, potem staje na czele jakiegoś naziolskiego reżimu, potem dostaje animowany proces. Z kolei animacje Scarfe'a są tu największą wartością, udowadniając wyższość tradycyjnej animacji. A fabularnie najlepiej się broni osławiony już segment z uczniami.
6/10

Odpowiedz
(19-03-2021, 17:03)OGPUEE napisał(a): Jeremiah Johnson - Przypadkiem trafiłem na reżimowej TV, by coś mruczało mi do ilustrowania wieczorem. I tak zacząłem się wsiąkać w klimat ludzi gór, niesamowitych plenerów i indiańskich plemion. Jedynym dla mnie minusem były zbyt pobieżne walki z Crowami w końcówce.
9/10


U mnie w TOP 50 ukochanych filmow :)


(19-03-2021, 17:03)OGPUEE napisał(a): Pan i władca: Na krańcu świata - jedno słowo: arcydzieło.
10/10


Ten spokojnie w pierwszej 10. Jedna z najwiekszych strat dla kina, ze nie powstala z tego trylogia, albo przynajmniej sequel. Za kazdym seansem doceniam jeszcze bardziej fakt, ze ten film w ogole istnieje i to w takiej formie.

Holiness is in right action, and courage on behalf of those who cannot defend themselves.

Odpowiedz
(19-03-2021, 17:18)Bucho napisał(a): Ten spokojnie w pierwszej 10. Jedna z najwiekszych strat dla kina, ze nie powstala z tego trylogia, albo przynajmniej sequel. Za kazdym seansem doceniam jeszcze bardziej fakt, ze ten film w ogole istnieje i to w takiej formie.


To chyba jedna z ostatnich wysokobudżetowych produkcji nakręconych praktycznymi metodami i do tego stawiająca na bohaterów, a nie na akcję (wiadomo, wybitny reżyser za kamerą). Z punktu widzenia wytwórni to nic dziwnego, że nie powstała trylogia, skoro ten film okazał się być klapą w USA (zarobił ok. 90 baniek przy budżecie $150 milionów).

Co do "Jemieraha Johnsona" to mój dziadek sporo mi opowiadał o tym filmie. Mimo, że często mi powtarzał, że nigdy nie lubił oglądać tych samych filmów po kilka razy, to przyznawał mi, że rozjechał kasetę VHS ze względu na piękne widoki. Muszę w końcu nadrobić sobie to dzieło w wolnym czasie.

Odpowiedz
No tak, film byl klapa, niestety. Przy okazji, gdyby to zalezalo ode mnie to te wszystkie Oscary dla ROTK dalbym M&C (ok)
Holiness is in right action, and courage on behalf of those who cannot defend themselves.

Odpowiedz
(19-03-2021, 17:18)Bucho napisał(a):
(19-03-2021, 17:03)OGPUEE napisał(a): Pan i władca: Na krańcu świata - jedno słowo: arcydzieło.
10/10


Ten spokojnie w pierwszej 10. Jedna z najwiekszych strat dla kina, ze nie powstala z tego trylogia, albo przynajmniej sequel. Za kazdym seansem doceniam jeszcze bardziej fakt, ze ten film w ogole istnieje i to w takiej formie.

O TAK O TAK!!! Święte słowa!

Odpowiedz
Hunter Hunter - czyli rzecz o żyjącej w leśnej chacie rodzince, utrzymującej się z handlu futrami, której spokój zakłóca wilk. Ojciec rusza na polowanie i tak zaczyna się dość ponura, powolna, trzymająca w napięciu historia.

Dobre, nieskomplikowane (zarówno fabularnie jak i formalnie) kino, prostymi zabiegami efektywnie budujące suspens. Mądrze odkrywa karty, stopniowo podnosząc stawkę i zgrabnie szafując tropami, by w finale wyciągnąć asa z rękawa i cisnąć nim z całej siły. Ostatnia scena sprawia, że pewnie bedzie zapamietany na dłużej. I w sumie zasłuzenie, bo to bardzo solidny film.

Odpowiedz
Podjarałem się. Podobne to jest (pod względem klimatu) do "Hold the Dark"?

Odpowiedz
W sumie to dobry trop. Chociaż film Saulniera mimo wszystko lepszy.

Odpowiedz
(19-03-2021, 20:03)Debryk napisał(a):
(19-03-2021, 17:18)Bucho napisał(a):
(19-03-2021, 17:03)OGPUEE napisał(a): Pan i władca: Na krańcu świata - jedno słowo: arcydzieło.
10/10

Ten spokojnie w pierwszej 10. Jedna z najwiekszych strat dla kina, ze nie powstala z tego trylogia, albo przynajmniej sequel. Za kazdym seansem doceniam jeszcze bardziej fakt, ze ten film w ogole istnieje i to w takiej formie.

O TAK O TAK!!! Święte słowa!



Ogladam wlasnie wyciete sceny, chyba wszystkie chetnie zobaczylbym w wersji rozszerzonej i mam nadzieje, ze takowa kiedys powstanie:

Holiness is in right action, and courage on behalf of those who cannot defend themselves.

Odpowiedz
Ja chciałem tylko małą erratę. Dałem Deer Hunterowi pól roku temu 8/10. Dziś ocena oscyluje koło 10/10, obejrzałem go już 4 razy i praktycznie kocham ten film, te postaci, te wzruszenia, tę grę aktorską.

To jest jedno z tym arcydzieł przez duże A.

Odpowiedz
Obejrzałem raz i więcej nie zamierzam. Pierwszy seans ledwo zmęczyłem.
Absurdalny motyw z mistrzem rosyjskiej ruletki kompletnie mi obrzydził ten film.

Odpowiedz
Co w tym absurdalnego? To była banda zwyrodnialców którzy czuli ze maja kontrolę nad ludzkim życiem. Nigdy takie rzeczy nie dzieją się na wojnach czy też w obozach koncentracyjnych?

Motyw ucieczki? Ryzykowali ale jaki mieli wybór?

Hazard przy igraniu z ludzkim życiem i wielka kasa do tego? Co w tym absurdalnego, takie rzeczy się dzieją.

Rosyjska ruletka, to metafora wojny. Jak idziesz na wojnę przystawiasz sobie nabity rewolwer do głowy. I nigdy nie wiesz, kiedy dostaniesz kulę. Nie każdy wytrzymuje to psychicznie.

Dobre jest też to: zabij jelenia jedną kulą. Nie znęcaj się. Zrób co masz zrobić bez zbędnego zadawania cierpienia. Sceny polowań, to też metafora wojny. Są myśliwi, jest zwierzyna. Są ofiary. Są bohaterowie i nikczemnicy.

Po powrocie Michael już rozumie czym jest strzał, broń, wojna. Tłumaczy to dobitnie rumakującemu Stanowi. To też rewelacyjne sceny.

Odpowiedz
Yes Day 2021r. Netflix. reż. Miguel Arteta

Bardzo przeciętna komedia z niezłym (skopiowanym) tematem wyjściowym. Rodzinka z trójką dzieci nigdy się na nic nie zgadza - co akurat jest logicznie uzasadnione - robi sobie dzień "na tak". I tutaj wychodzi kilka fajnych dialogów/gagów ale jest tego zdecydowanie za mało. Czego jest za dużo, to marnego aktorstwa, fatalnych sytuacji (ten niby mecz na flagi to jest dramat), wymuszonych kłótni i jeszcze więcej wymuszonego humoru, jak na przykład akcja z gorylem w wesołym miasteczku. Katalizatorem miał być koncert, ale i tam wszystko jest poniżej przeciętnego kina. A do tego J. Garner jest słaba aktorką i tutaj postanowiła to udowodnić.

3/10 - nie polecam.

Odpowiedz
(25-03-2021, 18:41)Doppelganger napisał(a): Co w tym absurdalnego?

Ile razy można wygrać w rosyjską ruletkę?  Walken jechał na jakichś cheatach?
Sam motyw z ruletką zastosowany w filmie po raz pierwszy był akurat jego najlepszą sceną, ale to co potem z tym zrobili... No nie. Po prostu nie.
To jedna z tych rzeczy, których nie mogę przeboleć, prawie jak latarka w Skyfall.

Odpowiedz
Szansa na wygranie w rosyjską ruletkę to 5/6, więc nie ma nic dziwnego w wygraniu kilka razy z rzędu.

Odpowiedz
5/6 to szansa na nierozwalenie sobie łba za pierwszym podejściem, a nie szansa na wygranie. Ta ostatnia to zazwyczaj coś koło 50%, przy czym występują wahania w zależności od kolejności podejść bo jak niektórzy twierdzą, czwarta komora ma największe szanse zawierać pocisk (gravity, you know). A on tam sobie regularnie gra i wygrywa. Srsly?

Odpowiedz
(28-03-2021, 09:20)Gieferg napisał(a):
(25-03-2021, 18:41)Doppelganger napisał(a): Co w tym absurdalnego?

Ile razy  można wygrać w rosyjską ruletkę?  Walken jechał na jakichś cheatach?
Sam motyw z ruletką zastosowany w filmie po raz pierwszy był akurat jego najlepszą sceną, ale to co potem z tym zrobili... No nie. Po prostu nie.
To jedna z tych rzeczy, których nie mogę przeboleć, prawie jak latarka w Skyfall.

Wiele osób marudzi na brak realizmu bo w Wietnamie nie było gry w ruletkę.

No i .... oczywiście że nie było. Gra ma przedstawiać przeżycia bohaterów a nie konkretne sytuacje. i właśnie to jest dla mnie mistrzostwem jeżeli chodzi o przedstawienie tragedii wojny. Ruletka to, powtarzam, symbol wojny i tego co może cię na niej spotkać. Ślepy los zadecyduje czy przeżyjesz.

Cimino miał przedstawiać bieganie po lesie i strzelaninę? To już było w milionie filmów. Ale czy przeciętny widz zrozumie strach bohatera? Jego emocje i przeżycia? niby jak? Dlatego mistrzostwem jest dla mnie porównanie wojny do gry w rosyjską ruletkę bo to rozumie każdy. Jest to dla mnie genialne przedstawienie napięcia i ryzyka (bezsensownego swoją drogą) jakiemu poddawani są bohaterowie. 

Chłopaki trafiają do niewoli. Steve nie wytrzymuje, załamuje się i trafia do umieralni. Reszta zostaje, nie jest nam powiedziane wprost co się z nimi dzieje, czy są to tortury czy jakieś inne zdarzenia. Grunt że przeżycie przy każdym wyciągnięciu ich z więzienia jest tak niepewne jak przy grze. W końcu Mike podejmuje ryzyko (symbolizowane przez 3 kule), namawia do udziału Nicka i wygrywają. Udaje im się uciec. 

Idealnie potem widać co to wszystko zrobiło z Nickiem - jemu już nic nie jest potrzebne. Oczywiście nie gra w tym Sajgonie w ruletkę bo to nawet statystycznie niemożliwe żeby tak długo przeżył, ale kiedy zostaje wciągnięty przez mafię w takim mieście to możemy się domyślać że nie zajmuje się przyjemnymi sprawami. Zwłaszcza że on już i tak praktycznie nie żyje więc niczym nie ryzykuje (nie wspominając już o tym że jakiekolwiek uczucia zagłusza narkotykami).

Mike wraca po przyjaciela. Znowu musi zaryzykować i zmierzyć się ze śmiercią jak kiedyś, żeby się do niego dostać (tu: musi zagrać). Nick wyrywa się z otępienia. Wie że nie ma już dla niego powrotu do normalnego życia- najlepiej zakończyć wszystko "jednym strzałem" bo przeciąganie tego jest dla mięczaków (ad rozmowy sprzed wojny, tuż przed ślubem).

Znajomy mojej dziewczyny wrócił z misji na Bliskim Wschodzie. Do końca swojego życia zachowywał się tak jakby chciał je stracić. W końcu zabił się na motocyklu

Odpowiedz
Falling (2020)

Czekałem na ten film z dwóch powodów. Po pierwsze to debiut reżyserski Viggo Mortensena, który napisał też scenariusz i muzykę (dobrą tak na marginesie) do tej produkcji. Po drugie, w roli ojca dupka obsadził Lance'a Henriksena, czyli charakterystycznego aktora, często obsadzanego na drugim planie, którego nie muszę chyba nikomu przedstawiać.

Jest to dobry aktor, który gra(ł) dużo, ale często w bardzo słabych filmach, produkcjach z dna. Głównie znany z kina gatunkowego i najgorszych filmów, więc byłem ciekaw jak wypadnie w dramatycznej roli. Choć dla mnie to nie tylko replikant z Aliens Camerona, ale przede wszystkim Frank Black z Millennium. Facet zawsze wyglądał na więcej lat jak miał, nawet jak był po 30-e, więc nie można powiedzieć, że postarzał się.

Lance jest świetny w roli rasisty, homofoba, dupka, który ma do wszystkich pretensje, obraża każdego, wyzywa, ale problem z tą rolą jest taki, że to bardzo jednowymiarowa postać. Gościa się nie da lubić, nawet mimo pokazania trochę cieplejszych relacji Willisa z wnuczką. Podobne role ostatnio gra Clint Eastwood, ale jego postacie da się lubić. Ujmę to tak, że Lance Henriksen grając antagonistę w Nieuchwytnym celu Johna Woo był bardziej sympatyczny jak w Falling.

Równie dobry jest Viggo, choć to zupełnie inna postać, gra faceta, który trzyma w sobie wszystkie emocje, ale do czasu. Podobały mi się też dzieciaki w roli Johna Petersona i siostry Johna. Sverrir Gudnasson w roli młodego Willisa też jest dobry. Choć nie przypomina Lance'a Henriksena, tylko podobny jest do Viggo Mortensena, np. w pierwszej scenie filmu pomyślałem, że to Mortensen. Nieźle też wypadła Hannah Gros w roli mamy. Udany debiut reżyserski Viggo, ale też bez specjalnych zachwytów, który stoi przede wszystkim aktorstwem dwójki głównych artystów. Ocena: 6+/10 , głównie za Viggo i Lance'a.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  ALARM! NADCHODZI KOLEJNY REMAKE! czyli wszystko o remake'ach Mierzwiak 1,244 243,068 14-04-2026, 18:15
Ostatni post: shamar
  Pętla czasowa czyli motyw dnia świstaka w filmach Craven 91 23,802 07-08-2025, 14:13
Ostatni post: shamar
  Prekognicja, czyli oceń film, który zaraz obejrzysz military 77 28,213 04-03-2017, 00:43
Ostatni post: Juby
  Dłuższa piłka, czyli coś dla kino maniaków od kino maniaków wika 3 4,447 02-12-2013, 19:10
Ostatni post: Bucho
  Prawdziwy film, czyli istota kina Bodzio 22 8,744 07-08-2011, 20:23
Ostatni post: MauZ
  Starocie filmowe, czyli trochę klasyki Eorath 44 17,361 20-12-2010, 19:03
Ostatni post: szopman
  Krótka piłka, czyli mini-recenzje military 6,447 721,982 11-04-2009, 16:35
Ostatni post: Negrin
  Parada banału, czyli wpływ formy filmu na odbiór fabuły;) Mental 167 31,196 26-03-2008, 09:55
Ostatni post: D'mooN
  [oddzielony] Krótka piłka, czyli mini-recenzje 0 326 Mniej niż 1 minutę temu
Ostatni post:



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości