NTTD to ostatni sezon GoT
04-10-2021, 21:56
|
No Time To Die (2020)
|
|
A to nie wiem nie oglądałem. Przeczytałem streszczenie.
Co to jest „FIUT”? FIUT to jest skrót moich zainteresowań „Film I Uwentualnie Telewizja”
バリバリ グシャグシャ バキバキ ゴクン #Official James Francis Cameron and Christopher Johnathan James Nolan Hejter# :D 04-10-2021, 22:01
No ja aż taki surowy nie będę, bo jednak "Skyfall" i "Spectre" tak nisko obniżyły oczekiwania, że nie jestem strasznie zawiedziony. Tylko im dalej od seansu to zastanawiam się po co miałbym to ponownie obejrzeć (a to w sumie podstawowy czynnik w ocenie filmów).
I gdzie ta ankieta?
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...
04-10-2021, 22:32
Na filmwebie trafiłem na komentarz, że ten film miał stanowić koniec prawdziwego Bonda, który musiał odejść by teraz narodził się nowy politycznie poprawny Bond. Tym bardziej nienawidzę tego filmu :)
04-10-2021, 23:05 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 04-10-2021, 23:05 przez Corn.) (04-10-2021, 16:10)Danus napisał(a): Podobalo mi sie, co troche mnie wkurza bo bedzie trzeba dolaczyc do kolekcji ten pazdzierz Spectre. Jest dokładnie odwrotnie ![]() Ten film to badziew, oglądalny tylko dlatego, że od dwóch lat nie było co oglądać. Sceny akcji to bieda przerażająca, a w takim filmie to niewybaczalne. Nie ma ani jednej sceny, która dobijałaby do przeciętności, już nie tyle samym wykonaniem, co chociaż po prostu pomysłem, żeby choć spróbować zaprezentować coś oryginalnego. Ot facet chodzi i strzela, strzela pierwszy i zawsze trafia. Bierta moje piniendze! Denne pościgi, denne strzelaniny, w 1993cim byłoby to nudne w chuj. Fabuła? Dno. Złol ma wirusa którym wszystkich wybije. Spóźnione o 30ci lat i zrealizowane znacznie gorzej niż w każdym innym filmie o wybiciu wszystkich wirusem. Niedorzeczne bzdury, którym nikt nie próbował nadać żadnych pozorów realności, czy chociaż puścić oczka, że hehe, dajcie spój. Powtórzyłem sobie ostatnio jakiegoś starego bonda i o boshe jak mi brakuje takich smaczków w tym nowym crapie, te riposty, gry słów, aluzje, osadzenie w jakichś realiach historycznych, czy np. chociażby spryt głównego bohatera, który czasem używa jakiejś zagrywki do odwrócenia uwagi przeciwnika or sth. Tutaj dwie i pół godziny faceta idzie głową do przodu jak walec. To jest tak scenariuszowo biedne, że sorry, ale zęby bolą. Ostatnio w skyfall była jakaś tam przewodnia myśl z jednym agentem, którego zostawiono na śmierć i któremu to przeszkadza i drugim agentem który dla dobra ojczyzny się na to godzi, tu nie ma nawet takiego symbolicznego konfliktu. Czy np. jak w goldeneye gdzie jeden agent zrobi wszystko for england, a drugi ma jednak ból dupy o to, że został poświęcony dla misji. Tu nie ma nic. Końcówka może i jest jakoś tam nawet oryginalna, ale czuć, że można było się do tego lepiej przyłożyć. Ana de Armas, której postać jest z czapy, która nie wiadomo czemu udaje noooba żeby potem robić fikołki z dwoma pistoletami, jest tu absolutnie jedyną rzeczą którą będę pamiętał dłużej niż dwa dni. Dajcie już tą murzynkę.
For us, there is no spring. Just the wind that smells fresh before the storm.
04-10-2021, 23:14 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 04-10-2021, 23:17 przez Negatywny.)
Bondy Mendesa to jedna wielka bzdura i głupota, a do tego nuda i brak dobrej akcji.
Na NTTD idę w czwartek, oczekiwania zerowe. 04-10-2021, 23:23 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 04-10-2021, 23:24 przez Gieferg.) (04-10-2021, 23:14)Negatywny napisał(a): Ot facet chodzi i strzela, strzela pierwszy i zawsze trafia. To jest jeszcze jedna sprawa, która mnie drażniła. W filmie jest co najmniej kilka scen, w których Bond sobie stoi a bandziory walą do niego z broni. Nie kryje się, nie robi w ogóle nic. Dopiero po chwili od niechcenia unosi broń i strzela. Albo idzie spacerkiem do przodu, kule świszczą wokół, a on nonszalancko naciska spust. W zamyśle to chyba miało być cool. Oczywiście to jest klisza z akcyjniaków, ale zazwyczaj bohaterowie przynajmniej próbują jakoś udawać, chować się za przeszkodami, cokolwiek. Craig jak taran, prze do przodu. Nie pamiętam, żeby w poprzednich Bondach było to aż tak przejaskrawione, bo w NTtD to wygląda jak z "Nagiej broni". James Drebin. Za to podobała mi się rozwałka na schodach, nakręcona na jednym ujęciu (albo sprawiająca takie wrażenie).
Wszystko jest możliwe, niemożliwe zabiera tylko trochę więcej czasu.
04-10-2021, 23:26
Mam wrażenie, że kręcili ten film nie dla nas, tylko dla Craig'a, żeby ładnie podziękować mu za te 5 filmów. Sfrustrował mnie ten seans, bo nastawiałem się na coś ekstra na koniec, a de facto, gdyby nie ostatnie kilka minut, to nie byłoby o czym rozmawiać. Ot trochę się pościgali (zero pamiętnych scen, zero zabawy, zero napięcia), trochę postrzelali (najczęściej na stojąco, z biodra), trochę pośmieszkowali (niektóre żarty Bonda całkiem spoko) i ot cała historia. Czekam na Bonda jako niebinarną, rudą, afroamerykańską kobietę. Przynajmniej będzie o czym debatować.
05-10-2021, 08:25
Corn - byłoby to nie tylko lepsze, ale też bardziej pasowałoby do tego, jak budowali postać Bonda przez pięć ostatnich filmów. A jednocześnie zgrabnie łączyłoby się z "klasycznym" Bondem.
Jestem tylko ciekaw, czy mieli to rozplanowane już w trakcie kręcenia "Spectre" (chociażby w zgrubny sposób), czy też szli na żywioł.
Wszystko jest możliwe, niemożliwe zabiera tylko trochę więcej czasu.
05-10-2021, 11:13 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 05-10-2021, 11:13 przez Dirk.)
Ech... kiedyś to były Bondy, pisane z sensem, dowcipem, ociekające niedostępnym luksusem
05-10-2021, 12:20 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 05-10-2021, 12:21 przez Corn.)
Przede wszystkim cześć i dzień dobry - mój pierwszy post.
Jestem fanem serii od 1988, czasy wymiany kaset VHS na Górniaku w Łodzi, na trzy filmy OK jeden z nagranym Dziennikiem Telewizyjnym. C'est la vie. Każdego Bonda widziałem po kilka razy. Jedynie QoS raz a Spectre zmęczyłem dopiero przy trzecim podejściu. (Powyższe napisałem tylko jako background, żeby nie było, że poszedłem na NTtD bo akurat odwołali mi ubera). Seria miała wzloty i upadki i mniejsza, które filmy do czego zaliczam. Problem był inny. W Bondach - w ich czysto rozrywkowym aspekcie - zawsze ważniejsze było "jak?" od "czy?". No wiadomo, że mu się uda, ale jakiego rekina teraz zabije zegarkiem albo jaką panią wychędoży na tratwie ratunkowej. I pojawił się problem, bo w pewnej chwili to "jak?" znacznie lepiej (atrakcyjniej, ciekawiej) podjęły filmy z serii Bourne'a czy Mission Impossible. Zatem grają No Time to Die, no idę do kina w piątek, z pewną blazą, przecież mnie nie zaskoczą, no bez jaj. WTEM! JEB! Zaskoczyli. 007 to ostatnia seria, w której doszukiwałbym się precyzyjnej intrygi, misternego tkania fabularnej struktury itp. To dla mnie czysta radocha epizodycznych scen, które się pamięta się, niekoniecznie wiążąc je z konkretnym filmem. Mniej czy bardziej dramatycznych, zabawnych, campowych. Ale raczej nie emocjonalnych. Aż do tu. Zaskoczyli mnie twórcy Bonda. Po raz pierwszy od doskonałego Casino Royale. Jasne, można się zżymać na taniość chwytów, na dziury, techniczne pierdoły itp. Ale od Bonda oczekiwałem zawsze rozrywkowych sjuprizów. Długo ich nie było. Tu dostałem. 9/10 (bo jednak nie trawię Rami "Tirorere, just killed a man" Maleka, plus tak z pół godziny za długo, plus drewniana, niewiarygodna szara myszka Seydoux). Poza tym - 100% Bonda w Bondzie. Pure fun 05-10-2021, 12:59
To co przeczytałem powyżej potwierdza moje przypuszczenia. Poza końcowym szokiem ten film nie ma wiele do zaoferowania, o jakimkolwiek funie nie wspomnę. Dajmy na to taką akcję z czołgami z GoldenEye będę pamiętał do końca życia, a tutaj? No jest pościg, no strzelają się. Ziew.
05-10-2021, 13:07 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 05-10-2021, 13:11 przez ernestbugaj.) (05-10-2021, 13:07)ernestbugaj napisał(a): To co przeczytałem powyżej potwierdza moje przypuszczenia. Poza końcowym szokiem ten film nie ma wiele do zaoferowania, o jakimkolwiek funie nie wspomnę. Dajmy na to taką akcję z czołgami z GoldenEye będę pamiętał do końca życia, a tutaj? No jest pościg, no strzelają się. Ziew. A to zależy, co rozumiesz przez fun. Dla mnie funem jest zobaczenie kanonicznej, ustabilizowanej postaci, wrzuconej w inny kontekst. W kontekst, w którym niewątpliwa męskość 007 nie jest definiowana przez przerysowane klepanie po pupach przygodnych lasek i rozpieprzanie czołgiem/długopisem/kijkiem narciarskim setek kolesi, ale wzięcie odpowiedzialności za wiadomo kogo. To nie tylko finalny szok czy twist, ale kilka fajnych patentów na potwierdzenie, że "Times They Are A-Changin' " 05-10-2021, 13:32 Cytat:To nie tylko finalny szok czy twist, ale kilka fajnych patentów na potwierdzenie, że "Times They Are A-Changin' "Nie bolałoby mnie odważne wsadzenie postaci w nowy kontekst, gdyby napisać zwartą i angażującą historię (heloł? W tajnej służbie jej królewskiej mości, Skyfall czy nawet Licencja na zabijanie działają, bo oferują coś nowego ale z sensem). Tutaj mamy natomiast pokaz ego Craiga. Film pisany pod tezę. Jestem tak wkurzony, że nawet wspomniane Skyfall, które drażniło mnie przy premierze teraz wystrzeliło u mnie w ocenie całości
05-10-2021, 13:47 (04-10-2021, 23:14)Negatywny napisał(a): Końcówka może i jest jakoś tam nawet oryginalna, ale czuć, że można było się do tego lepiej przyłożyć.Nie rozumiem zachwytów nad tą postacią, to znaczy trochę rozumiem bo to przepiękna kobieta w kusej sukience i w sumie fajnie, że pojawia się na chwilkę, załatwia co ma załatwić i znika (w przeciwieństwie do wielkiej murzynki, której jest w tym filmie mnóstwo, a jakby ją wyciąć to właściwie nie byłoby różnicy), ale przecież jej epizod jest fatalnie napisany: gdyby naprawdę to był kompletny zółtodziub, który musi pomóc Bondowi w kluczowym momencie, to byłoby ok, ale okazuje się, że to kubańska ninja, więc po cholerę były te teksty do Bonda, że ona to w sumie zgarnięta z łapanki trzy tygodnie wcześniej? Bez sensu jest też ta scena w piwniczce na wina: zaczyna rozbierać Bonda tylko po to, żeby widzom zrobić psikusa "haha, myśleliście, że będzie szybki numerek z gorącą Kubanką, a tutaj wcale nie", no bo kto normalny w sytuacji, gdy ma komuś do przekazania strój do przebrania zaczyna go bez słowa wyjaśnień rozbierać zamiast powiedzieć "James, tu jest garniak, wbijaj w niego"? Do czegoś takiego zatrudnili tą Phoebe Waller-Bridge? A pamiętacie te wiadomości, że do scen intymnych między Craigiem i Armas zatrudniono specjalnego konsultanta coby doglądał i doradzał jak aktorzy mają się zachowywać? Już wtedy pisałem, że to bullshit i sposób na to, żeby znajomy Craiga dostał fuchę. Prawie to samo można powiedzieć o udziale Waller-Bridge. Niestety im dłużej myślę o filmie, tym gorzej oceniam. Rzeczywiście ta niezniszczalność Bonda w trakcie strzelanin była strasznie irytująca. Dodałbym jeszcze do tego pancerne samochody; jasne, że gadżety w samochodach to znak rozpoznawczy serii, ale powinien tu być jakiś umiar, bo robienie z Astona DB5 jeżdżącej fortecy sprawia, że nie ma w ogóle napięcia w pościgach, a scena na tym włoskim placyku to przegięcie pały: można do Bonda strzelać do upadłego, a on na końcu jednym przyciskiem wyciąga armatę i wszystkich rozwala. W każdym razie tego można jeszcze jakoś bronić, no bo MI6 mu przyszykowało niezniszczalny samochód: niech będzie, ale czemu każdy inny samochód do którego wsiada Bond jest niezniszczalny? W pojedynku terenówek 007 kasuje dwa potężne Land Rovery, a w swojej nawet nie urywa lusterka. 05-10-2021, 13:59 (05-10-2021, 11:13)Dirk napisał(a): Jestem tylko ciekaw, czy mieli to rozplanowane już w trakcie kręcenia "Spectre" (chociażby w zgrubny sposób), czy też szli na żywioł. Heh, na pewno Zwłaszcza biorąc pod uwagę Sony leak, gdzie można sobie poczytać jakim bajzlem był proces produkcyjny tego filmu ze szczególnym uwzględnieniem finału. Żywioł to mało powiedziane.(04-10-2021, 23:14)Negatywny napisał(a): Powtórzyłem sobie ostatnio jakiegoś starego bonda i o boshe jak mi brakuje takich smaczków w tym nowym crapie, te riposty, gry słów, aluzje, osadzenie w jakichś realiach historycznych, czy np. chociażby spryt głównego bohatera, który czasem używa jakiejś zagrywki do odwrócenia uwagi przeciwnika or sth. Ciekawa opinia, zwróciłeś moją uwagę na parę kwestii Rzeczywiście jest coś w tym że Bond Craiga jest prymitywny, ale ten sam schemat jest w zasadzie we wszystkich jego filmach, może poza CR i poza jedną sceną w Skyfall (na wyspie Silvy) - poza tym generalnie Bond jest zawsze wyprowadzany w pole, przechytrzany, o krok do tyłu i w ogóle nie nadąża, albo jak coś planuje to debilnego (vide Skyfall i wyjazd na pustkowie). Jeśli masz na myśli rzeczy typu "podszyję się pod pracownika złola" jak w TWINE albo podczepię do spodni bombkę zamachowcy w CR to faktycznie, dwa ostatnie filmy strasznie dołują pod tym względem. (05-10-2021, 13:07)ernestbugaj napisał(a): To co przeczytałem powyżej potwierdza moje przypuszczenia. Poza końcowym szokiem ten film nie ma wiele do zaoferowania, o jakimkolwiek funie nie wspomnę. Dajmy na to taką akcję z czołgami z GoldenEye będę pamiętał do końca życia, a tutaj? No jest pościg, no strzelają się. Ziew. To jest problem toczący tę serię już od kilku ostatnich odcinków - Bondy przestały być... rozrywkowe. NTTD to i tak zwyżka formy po arcynudnym Spectre, ale jest to zachowawcze. Sam pisałem o tym, że strzelaniny cierpią na syndrom finału Spectre, czyli Bond chodzi i ładuje z biodra, jego kule się nie imają już od pierwszych scen (kiedy ładują do niego na moście z Maserati). 05-10-2021, 14:12 (05-10-2021, 13:59)simek napisał(a): Nie rozumiem zachwytów nad tą postacią, to znaczy trochę rozumiem bo to przepiękna kobieta w kusej sukience i w sumie fajnie, No właśnie zachwytów 0, ale na tle ogólnej mizerii laska w kusej kiecce robiąca fikołki z dwoma pukawkami jest jakąś wartością dodaną, niezależnie od tego, ze to wszystko bez sensu
For us, there is no spring. Just the wind that smells fresh before the storm.
05-10-2021, 14:20 (05-10-2021, 13:59)simek napisał(a): Niestety im dłużej myślę o filmie, tym gorzej oceniam. Rzeczywiście ta niezniszczalność Bonda w trakcie strzelanin była strasznie irytująca. Dodałbym jeszcze do tego pancerne samochody; jasne, że gadżety w samochodach to znak rozpoznawczy serii, ale powinien tu być jakiś umiar, bo robienie z Astona DB5 jeżdżącej fortecy sprawia, że nie ma w ogóle napięcia w pościgach, a scena na tym włoskim placyku to przegięcie pały: można do Bonda strzelać do upadłego, a on na końcu jednym przyciskiem wyciąga armatę i wszystkich rozwala. W każdym razie tego można jeszcze jakoś bronić, no bo MI6 mu przyszykowało niezniszczalny samochód: niech będzie, ale czemu każdy inny samochód do którego wsiada Bond jest niezniszczalny? W pojedynku terenówek 007 kasuje dwa potężne Land Rovery, a w swojej nawet nie urywa lusterka. Naprawdę wiedziałeś, że idziesz na Bonda? Przecież to konwencja, franszyza, tak było od 1962, samochodami, spadochronami, helikopterami czy statkami kosmicznymi, rozwala i rzuca bon mocikiem. Kupujesz ten schemat lub nie, no hej! Seria nigdy nie uzurpowała sobie prawa do bycia poważnym filmem szpiegowskim. Chcesz szpiegów serio? "The Spy" lub "Spy Games". To zabawa, radosna rozpierducha - w tej odsłonie (i w CS) wbija akurat w tony nieco bardziej serio, co jest tylko wartością dodaną i pewnym novum, tym bardziej fajnie, że to wciąż żyje i potrafi zaskoczyć fana serii. 05-10-2021, 14:32 |
|
|
| Użytkownicy przeglądający ten wątek: |
| 1 gości |