Movie Lover
Liczba postów: 7,227
Liczba wątków: 73
Kolejne filmy Kondratiuka się nadrobiło - tym razem z duetem Maklakiewicza i Himilsbacha. W sumie spoko, choć raczej już się stęskniłem za bardziej gatunkowymi klimatami Andrzeja.
Jak to się robi? (1973)
Pozycja w pewnych kręgach kultowa głównie ze względu na sam główny duet, który chyba świadomie wynagradza widzowi ten brak fabuły i napięcia ;) Ogólnie sympatycznie się ogląda ten proces powstawania scenariusza, jak i te polowania na potencjalną gwiazdę produkcji. Pewnie w erze post-Weinsteinowej to niektórzy inaczej już patrzą na ten motyw, tak samo jak chociażby na Cembrzyńską usmarowaną pastą do butów na mulatkę. W całym filmie szczególnie rozwala jednak Himilsbach uciekający przed familią górali. xD
Na pewno plus za fajne kobiece epizody - komediowym talentem błyszczą szczególnie Cembrzyńska i Halina Kowalska (czy ona zagrała kiedykolwiek w jakimś filmie, w którym to nie eksponowała swych naturalnych wdzięków? ;)). I fajna ta piosenka o Cannes.
6/10
Wniebowzięci (1973)
Chyba jak dotąd najpoważniejszy z Kondratiuków. Tym razem duet, na który polskie kino nie zasłużyło, ale zdecydowanie potrzebowało wygrywa grube pieniądze na loterii. W jaki sposób zamierza się zabawić? Ano chcą za te pieniądze trochę polatać. Trochę smutny film o dwóch Panach w średnim wieku, którzy mimo przeminionej młodości na darmo próbują cieszyć się z życia i poderwać okazjonalnie dwie dwudziestki. Po raz kolejny wychodzi na to, że pieniądze szczęścia nie dają. Aż sobie pomyślałem o moim dziadku, który od 50 lat zasuwa w tę i nazad do kiosku wysłać Totka i do tej pory nie ugrał żadnej fortuny. Pytanie brzmi - czy nadal mu się to wszystko opłaca?
7/10
23-01-2022, 20:05
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 23-01-2022, 20:10 przez Kryst_007.)
Stały bywalec
Liczba postów: 12,472
Liczba wątków: 29
Biegnij, chłopcze, biegnij - kurde, siostra jednak ma rację bym mniej czytał "prawicowych portali" (i Bucha ;)), bo człowiek już bawi się doszukiwanie :P. Film mimo, że produkcji francusko-niemieckiej i opowiadający o ukrywającym się żydowskim chłopcu w czasie II wojny światowej, to jednak nie pokazuje Polaków jako robaków ssących antysemityzm i w zasadzie są tylko dwa momenty o owej postawie. W zasadzie każdy napotkany Polak pomaga "Jurkowi" lub jest mu przyjazny. I w finale pozwolili na jeden antysemicki moment, gdy główny bohater zostaje siłą zabierany do żydowskiego sierocińca, to zły Żyd-syjonista - pewnie ubek - zrywa z niego różaniec, gdyż bohater zdążył nasiąknąć się chrześcijaństwem.
Jedynie brakło mi jakiejś informacji, że Polska była jedynym krajem okupowanym przez III Rzeszę, gdzie groziła kara śmierci.
Tyle ideolo. A film jest dość lekki jak na tematykę i to co pokazywały plakaty. Aktorzy w roli "Jurka" (grali go bliźniacy) dobrze się sprawują, co jest najważniejsze, bo gorszy mógłby położyć produkcję. Na razie tyle mam do powiedzenia.
8/10
30-01-2022, 02:45
Stały bywalec
Liczba postów: 18,490
Liczba wątków: 148
Byłem na nowym Vedze. Vega się rozwija, tym razem całkiem umiejętnie udało mu się wpleść reklamę Cinkciarza w swój teledysk rozciągnięty do pełnego metrażu.
2/10
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.
04-02-2022, 15:00
Oskarmeister
Liczba postów: 6,824
Liczba wątków: 18
Dużo pokazują?
04-02-2022, 15:57
Stały bywalec
Liczba postów: 18,490
Liczba wątków: 148
Cycków w zasadzie nic, Mucha jedynie przez jakieś prześwitujące wdzianko. Za to kilka wacków jest :D Generalnie w poprzednich filmach Vega pokazał więcej - pod tym względem nowe dzieło naszego maestro jest biedne.
04-02-2022, 21:32
.
Liczba postów: 27,585
Liczba wątków: 61
Mucha w zwiastunie wprost odpychająca, więc nawet jakby wszystko pokazała, to nie ma sensu oglądać, lepiej odnaleźć zdjęcia z Playboya sprzed 13 lat.
04-02-2022, 21:44
Stały bywalec
Liczba postów: 18,490
Liczba wątków: 148
Tak, Mucha w zwiastuni i samym filmie wygląda obrzydliwie. Zresztą ten film nie daje nadziei na nic - z dobrym kinem włącznie. W spoilerach napiszę o losach głównych bohaterów ;)
- Mucha gra dziennikarkę tabloidową Kaję, która robi materiał o guru uwodzenia. Ośmiesza go, psuje interes i ten w ramach zemsty wnosi pozew. Postać Muchy knuje intrygę dzięki, której oskarża go o gwałt. Guru trafia do więzienia, gdzie staje się lalką do dymania, finalnie wiesza się. Kaja, która dyma się z przypadkowymi kolesiami bo jest nimfomanką finalnie kończy jako uczestniczka gangbangu z przypadkowymi kolesiami z tindera.
- Bartek, świadek jehowy, który porzuca Boga i staje się striptizerem oraz męską dziwką poznaje modelkę, która jak się okazuje lata zagranicę się kurwić. Chłopak gdy się dowiaduje wraca do zawodu.
- feministka z krwi i kości, która nazywa Arabów kozojebcami itd. rzuca swojego faceta z którym ma dziecko dla... beduina, który ją dyma, jak nikt inny. Gdy ten się do niej wprowadza i zaczyna uskuteczniać zwyczaje znane z jego kultury, kobieta chce z nim skończyć i wrócić do swojego faceta, który nie potrafi jej jednak zadowolić. Jak sama mówi "wszystko robisz po bożemu, nawet dymasz". Wraca do beduina i akceptuje bycie jego własnością :)
- w sumie jedyną pozytywną postacią jest ta Rozenkowa, która poznaje modela - z początku traktuje go jako zabawkę, ale w czasie pandemii dostaje bożej przemiany i pomaga mu zrobić karierę. Ten ją olewa dla kariery i dyma inne laski. Ona się nie mści, godzi sie z tym, że będzie samotna. Na koniec z nieba - dosłownie, na spadochronie - spada na nią Radek Majdan :D
CO ICH ŁĄCZY? W trakcie pandemii poszli do Kościoła i tam nawrócili się, ale tylko na moment. Finalnie tylko właśnie ta ostatnia postać zmieniła swoje życie.
Haa!
https://natemat.pl/395005,milosc-seks-i-pandemia-recenzja-filmu-patryka-vegi-udany-debiut-rozenek
Cytat:Największe kontrowersje budzi stereotypowe przedstawienie Arabów i próba przedstawienia tego, czym jest feminizm.
04-02-2022, 22:00
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 04-02-2022, 22:06 przez Pelivaron.)
Miszczu AVTAKa 2014/18/22
Liczba postów: 30,174
Liczba wątków: 67
Cytat:Rozumiem, że podobne sytuacje zdarzają się w prawdziwym życiu, ale nie popadajmy w stereotypy, zwłaszcza w czasach kolejnego kryzysu uchodźczego
Złoto.
04-02-2022, 22:10
Stały bywalec
Liczba postów: 12,472
Liczba wątków: 29
Ryszard III (reż. Feliks Falk) - to dla odmiany coś z repertuaru Teatru Telewizji. Poprzez jakość taśmy i polskie dialogi to skojarzyło mi się z Ja, Klaudiusz z polskim dubbingiem. I jak widać, też potrafiliśmy tworzyć zajmujące widowiska telewizyjne. Rysiek mało koślawy, choć ryj faktycznie odpychający. I Seweryn bryluje tu w roli tytułowej. Kurde, aktorsko jest znakomicie. Każdy się sprawuje dobrze w swej roli - nawet chłopcy grający książąt wypadli świetnie i widać, że mieli jakieś obeznanie z graniem. Dość interesujące było oglądanie niektórych aktorów w nieco odmiennych rolach, które kojarzyłem - dziadek z Ulicy Sezamkowej jako mąż stanu czy Ferdek Kiepski jako psychopatyczny morderca. Do plusów zalicza się dobra scenografia (choć w przypadku teatru i jego naturalnej umowności...) czy oszczędny soundtrack podchodzący pod horror.
9,5/10
05-02-2022, 00:52
Movie Lover
Liczba postów: 7,227
Liczba wątków: 73
Co do Teatru TV to w gimnazjum miałem fajną polonistkę, która dawała plusy za oglądanie tych speklakli co poniedziałek i omawianie ich na następnej lekcji. Dobrze wspominam większość z nich i nawet wahałem się z napisaniem specjalnego wątku, ale uznałem że miałby małe wzięcie na tym forum.
Pewnie jeszcze wrócę do oglądania tego, bo wiem że jest masa fenomenalnie zinscenizowanych i zagranych perełek - szczególnie tych sprzed moich narodzin.
05-02-2022, 11:56
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 05-02-2022, 12:00 przez Kryst_007.)
Stały bywalec
Liczba postów: 12,472
Liczba wątków: 29
Męskie sprawy - film o kulisach jednego z niewielu udanych zrywów powstańczych, czyli powstaniu wielkopolskim z 1918 roku.
Film jest generalnie o tym, że Jerzy Bińczycki i Kinio z polskiego dubbingu Przygód Animków się wykłócają o zasadność powstania - i to jest dobry punkt zaczepienia. Generalnie polskie filmy historyczne z okresu komuny unikały czerni i bieli. Bińczycki chce świętego spokoju i gdy dowiaduje się, że młodziki rwą się do zrywu - zamiast pochwalić to opieprza młodzików i publicznie ich gromi za brak niecierpliwości i zaprzepaszczenie szansy na niepodległość po 150 latach (Tak, wiem -, zabory trwały 123 lata. Te "150 lat" powiedział postać Bińczyckiego w filmie). To samo zdanie ma Straż Ludowa. I sami młodzi gniewni, gdy przegania ich niemiecki Andrzej Buszewicz załamują się, że są dupy nie powstańcy :). I gdy wybucha powstanie, jeden polski normik krzyczy, że nie byłoby tego burdelu gdyby żył Bismarck. Jest nawet wątek jak Bińczycki przyjaźni się z niemieckim sklepikarzem od czasów szkolnych. Wątek ten jest niestety jedynie liźnięty.
Scenariusz jest nieociosany i ma jakiś problem z tonem. Bo pojawiają się jacyś niemieccy bullies rodem z tych kiepskich amerykańskich filmów o szkołach, a prolog wykonany został w jakiejś komediowej konwencji.
Gundzia wkurwiająca i wpadająca pod typ dziecka zbyt mądrego na swój wiek. Nic nie wskazuje, żeby "szybciej dorosła" (co objawia się paleniem tytoniu i okazjonalnym ubieraniu się jak lafirynda), bo dzieciństwo raczej miała normalne i jednocześnie jest głupionaiwna pieprząc o rzekomo wciąż żywym ojcu, który być może nie zginął na froncie. Jeśli chcecie wiarygodne dzieci w otoczce wojennej, pokazał to Aleksander Ford w Ulicy Granicznej. Więc Kryst_007 i Norton, jak natraficie na ten film, to ostrzegam przed irytacją.
Realizacyjnie tak sobie. Niezły był moment jak Polacy śpiewają patriotyczną pieśń, która w montażu płynnie przechodzi i niemiecką pieśń (też pewnie patriotyczną) żołnierzy wracających z wojny. Henryk Bista zaliczył najśmieszniejszą scenę śmierci w całym filmie, która wygląda rodem z listy "najgorsze sceny filmowe ever" - serio, poważniej zginął w Panu Kleksie w kosmosie.
5/10
08-02-2022, 22:10
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 13-02-2022, 17:59 przez OGPUEE.)
Movie Lover
Liczba postów: 7,227
Liczba wątków: 73
Z odzysku (2006)
Miałem wrażenie, że oglądam pracę dyplomową studenciaka filmówki, a to film gościa, który nominowany był wcześniej do Oscara (za "Męską sprawę"). Fabuła dosyć oklepana i po prostu podlana zimnym moczem autora. Przez dużą część metrażu film odhacza kolejne schematy tego typu historii - młody chłopak dostaje robotę, przekonuje się jaka to skurwysyńska fucha, mimo klimatów staje się całkiem przyzwoitym pracownikiem, jego narzeczona i najbliżsi nie znają prawdy... itd... itd... Dużo tu łapotologii i scen wołających "PATRZCIE! TAKI JEST WŁAŚNIE TEN GANGSTERSKI ŚWIAT!" i mówię tu chociażby o strzelaniu do psów.
Niezły Pawlicki. Jednak nie takie drewno aktorskie jak go malują co niektórzy. Z obsady najlepszy Braciak jako boss mafii o wyglądzie Ryśka Lubicza, którego lepiej jednak nie robić w bambusa. Kamera z ręki czasem sprawia chaos i nie widać co się dzieje na ekranie. Podobnie rzecz się ma z dźwiękiem, ale to już taka polska tradycja :P
5/10
09-02-2022, 22:14
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 09-02-2022, 22:18 przez Kryst_007.)
Movie Lover
Liczba postów: 7,227
Liczba wątków: 73
#Jestem M. Misfit (2019)
Tak, obejrzałem to gówno, bo uznałem że przy tak rzadkim wystawianiu naprawdę niskich not, to jestem zbyt mało wiarygodny jako oceniający :P
To "dzieło" jest dokładnie co do joty takie samo jak sugerował zwiastun. Z tym, że cierpienie przy przy seansie zajawki trwało 1,5 minuty, a tutaj zostało rozciągnięte ono do 1,5 godziny. Od czego by tu zacząć... Aha! Już sama konwencja skopiowana od holendrów to po prostu takie przekoloryzowane obrzydlistwo, że najbardziej tandetne seriale młodzieżowe spod znaku Disney Channel ogląda się przy tym niczym dramaty Kieślowskiego. O fabule nawet nie wspomnę, bo to tylko pretekst. Po prostu pierdolnik pełen kolorów tęczy, efektów dźwiekowych z maszyny losującej, chamskiej reklamy Plusha (Ba! Sam misiek z głosem Zbrojewicza zalicza tu pełnoprawne cameo!) i żenującego aktorstwa.
O tym ostatnim poświęcę osobny akapit. Otóż, w obsadzie same gwiazdki Jutuba + Karolak + typ z Ani Mru Mru. Kuźwa! Nawet nie chodzi oto, że wszyscy mają grać jakby występowali w Looney Tunes na kwasie. Obsadzanie młodzieży z zerowym doświadczeniem aktorskim, tylko dlatego bo są popularni wśród wychowanków Facebooka jest tak żenujące, że aż ręce opadają. Nie ma tu dosłownie ani jednej dobrej roli i każdy tu wypada niczym w teatrzyku szkolnym. Ale hej! Przynajmniej Ci wszyscy odciągnęli swych fanów od ekranu monitora/smartfona, by przyciągnąć ich do kasy biletowej!
1/10
10-02-2022, 23:50
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 10-02-2022, 23:59 przez Kryst_007.)
Użytkownik
Liczba postów: 128
Liczba wątków: 2
Przepraszam za chaotyczność tego wpisu ale pisałem na szybko na seansie KRIME STORY-. Film Krime Story ma straszne problemy już od początku próbuje wyglądać na poważne kino gangsterskie z fajnymi tekstami a wychodzi karykaturalnie i sztucznie nie ma w tym filmie ciągu wydarzeń sytuacji które się wydarzają na ekranie ,kuleje tu wszystko od aktorstwa dialogów muzyki czy montażu i scen akcji najgorsza rola to przerysowany Koterski oraz Żak który gra nieśmiertelnego bossa dodatkowo nachalny soundtrack film który później przechodzi w taki rozkrok ze z filmu ganstesrkiego przechodzi na komedia niby gangsterska żeby ostatnie 20 minut zrobić z tego romans ,dobrym kuriozum jest tu muzyka gdzie 3/4 kawałków jest pseudo gangstersko raperskich a nagle w końcówe lecą ballady miłosne . Straszny scenariusz i aktorstwo reżyser chciał fajnie i śmiesznie a wyszło karykuralnie i strasznie . Końcówka tego filmu to już istne kuriozum jak Policja dowiaduje się gdzie jest główny bohater i nagle z Warszawy pojawiają się nad morzem w 5 minut i ten twist off który nie ma nic wspólnego z główna osia fabuły tylko jest to poboczna historia która w filmie pojawia się przez całe 10 minut .Nagle na plaży pojawiaja się wciagu 4 minut helliktopery i lekarze którzy ratują głównego bohatera i wyniosła muzyka cleo która nadaje pseudo dramatyzmu filmu .Dodatkowo postacie pojawia się i znikają . 1/10
12-02-2022, 11:30
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 12-02-2022, 11:31 przez łowca.)
Oskarmeister
Liczba postów: 6,824
Liczba wątków: 18
Jeśli film jest tak chaotyczny jak Twoja opinia to bez kitu nie ma co oglądać :p
12-02-2022, 12:05
Stały bywalec
Liczba postów: 6,932
Liczba wątków: 2
Chciałem się przyjebac, że Crime Story posze się inaczej ale ten film serio ma tytuł KRIME story... Why?
12-02-2022, 12:19
Użytkownik
Liczba postów: 128
Liczba wątków: 2
(12-02-2022, 12:05)Krismeister napisał(a): Jeśli film jest tak chaotyczny jak Twoja opinia to bez kitu nie ma co oglądać :p
Tak jeszcze gorzej nawet jest :D . Przepraszam za składnie nie jestem dobry z pisania takich litanii
12-02-2022, 12:54
Stały bywalec
Liczba postów: 12,472
Liczba wątków: 29
Antek - ze wszystkich lekturowych polskich literatów najbardziej lubiłem Prusa, szczególnie nowele (bo mało martyrologii i krótkie). Adpatacja uchwyciła dobrze klimat ciężkich wiejskich warunków, gdzie panuje zacofanie, a mieszkańcy wyglądają o 30 lat starzej niż wyglądają i nie ma czasu na marzenia o niebieskich migdałach. Wygląda bardzo dobrze jak na produkcję telewizyjną, ale do wiejskich plenerów nie trzeba wysokiego budżetu i podejrzewam że każda wieś w Polsce wciąż wyglądała jak z XIX wieku :). Kultowa scena z piecem na trzy zdrowaśki dość skrótowa i siermiężnie wykonana, choć podejrzewam że nie chcieli zrobić krzywdy grającemu dziecku. Dość krótki, co jest dobre, bo oryginał to nowelka. Jak ktoś jest skończonym leniem, że nie chce mu czytać noweli, to może zobaczyć ekranizację.
8/10
Tryumf pana Kleksa - raz widziałem i było kiepskie. Jako, że 35mm.online ma film w dobrej jakości to pora obejrzeć z bardziej wyrobionym gustem, tylko po to by bezlitośnie wytknąć co nie tak. A jest co.
Oryginalna trylogia się mocno zestarzała (zwłaszcza trójka), ale nadal ma dużo uroku, a także nadrabia i broni się warstwą muzyczną oraz kreacjami aktorskimi. Niestety czwórka nie ma tych elementów. Piosenki są tu na jedno kopyto i do zapomnienia. W miarę pamiętna jest jedynie piosenka o Rosolniku, choć powiem że śpiewający ją Rozmus odstawił kaszanę (BTW dubbingowany przez niego dyrektor biura turystycznego, aż krzyczy Queercoding. I brzmi jak Jacek Bończyk), a sama piosenka nagle się urywa. I jeszcze Lot balonem całkiem catchy. Zaś w miarę oglądania filmu zdałem sprawę, że piosenki trwają ledwie pół minuty i niektóre to mają długość jingla do reklamy! I w zasadzie mogło ich tu nie być, a są bo tak nakazuje tradycja serii.
Jeśli chodzi o aktorów to mamy Jarosława Jakimowicza w roli satanisty-rysownika komiksów (bo w swym mieszkaniu ma pluszowego kota z pentagramem). I gdy się powie coś o jego brakach aktorski, to córka reżysera będąca drugim głównym aktorem każe potrzymać cały monopolowy - o matko, co za popis aktorskiego drewna i nepotyzmu! Jako, że wtedy taniej się opłacało spalić w cholerę dekoracje z papieru niż je zbudować, to nie ma co liczyć na koprodukcję z sąsiadem i film w większości jest rysunkowy. Tak więc Fronczewski wraca tylko głosowo, podobnie Buczkowski, który co prawda pojawia się w wstawkach aktorskich, ale tylko na moment (w tej części Alojzy Bąbel nie ma wąsa :|). Obsada głosowa to w większości dobry standard. Jeśli miałbym cokolwiek pochwalić to Krzysztof Kołbasiuk użyczający głosu Lewkonikowi. Jeśli miałbym cokolwiek zjechać to głos orki, którą wzięli z łapanki, bo na kilometr czuć amatorszczyznę.
Tym samym przejdę do animacji, która jest cholernie słaba i uboga. Czemu ona wygląda jak z lat 80.? Inne europejskie animki 2D wtedy niewiele ustępowały Disneyowi (albo przynajmniej wyglądały znośnie), a Polska to od upadku komuny też zapewne zdążyła się wzbogacić. Przyznaję, przy piosence o ptakach i Alojzym Bąblu ruchy są momentami płynniejsze. Sam Bąbel też jest animowany i ktoś uznał, że w tej wersji będzie wyglądać jak wampir będący na etacie sołtysa. Projekty plastyczne generalnie takie se, a co gorsza animacja jest uboga. Bąbel niby ma sto twarzy - w praktyce ta sama sylwetka i ubiór i jakaś maska, która nie oszuka nawet kilkuletniego dziecka. Bąbel nie raczy też modulować głosu. Jakimowicz będący narratorem mówi, że kot Hieronim mieni się różnymi barwami, a w rzeczywistości to tylko na zapętleniu migocze na czerwono. Projekt Kleksa dość ubogi - Kleks był bardziej kolorowy w Kapitanie Bombie niż tu. Z kolei gdy Adaś śni o córce Lewkonika (który ją zna tylko pół dnia i już myśli o zamoczenia pęta) - i już domyśliłem się, że powtórzyli animację, bo scena miała scenografię z ostatniej sekwencji. O dziwo, nie została wpleciona do tej sekwencji tylko zastąpiona narracją Jakimowicza. I momentach kłapy się nie zgadzają.
Brak budżetu czy zwyczajne lenistwo jest tu widoczne- biuro pracy Jakimowicza to Studio Miniatur Filmowych, co poznałem po rysunku czarownika Figlarza z animowanego Jacka i Placka – i bezczelnie widać materiały plastyczne z Tryumfu pana Kleksa. – kalki animacji, projekty postaci, storyborady. O ja cię - co za lenistwo!
Fabuła to Jakimowicz tworzący motion comics na podst. Tryumfu Pana Kleksa. I byłoby to to spoko, gdy nie fakt, że scenarzysta musi pokombinować. Niby podkreśla się, że wymyślił opowieść (choć z drugiej strony pojawia się przed nim animowany "koliber" i ten nie kwestionuje swego zdrowia psychicznego), ale kilka razy pojawia się Alojzy Bąbel w świecie ludzkim. I na końcu Jarek otrzymuje pocztą od Kleksa magiczny modem. Niestety, Niekończąca się powieść to nie jest.
W porównaniu z tym to Pan Kleks w kosmosie przy swoim całym cheesy-factorze nie wydaje się taki zły (i miał naprawdę świetne piosenki). I generalnie złe elementy całej trylogii jak są złe, to są aż dobre. Tryumf nie ma nawet tego. Nie sądzę, że dzieciom się spodoba - fabuła nie ma polotu, a mając do dyspozycji brzydką animację wybierze np. Księżniczkę łabędzi.
1/10 i niech w końcu Mietczyński to zrecenzuje.
13-02-2022, 02:22
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 13-02-2022, 02:22 przez OGPUEE.)
Movie Lover
Liczba postów: 7,227
Liczba wątków: 73
Pamiętam "Tryumf Pana Kleksa". Racja, że wyjątkowe gówno i dla mnie przykład jak na tacy, że upadek komunizmu tylko rozleniwił nasz przemysł filmowy. Trzeba przyznać jednak, że animacja mimo że byle jaka, to powstawać musiała na przyzwoitych prochach xD
13-02-2022, 10:28
Stały bywalec
Liczba postów: 2,988
Liczba wątków: 0
W ogóle książki o Kleksie musiały powstawać na prochach. Weźmy choćby taką "Akademię". Przez całą książkę Pan Kleks i jego uczniowie odchrzaniają jakieś poryte akcje, a na końcu zwycięża zło. No poważnie, złole tryumfują, Akademia zostaje zniszczona, można się rozejść. A gdy pojawia się światełko w tunelu, jakaś nadzieja na choćby małą pozytywną nutę w zakończeniu, bo Adaś zdobywa guzik dla Mateusza - okazuje się, że Mateusz to nie Mateusz, cała jego historia była zmyśloną bajką i nic nie miało tak naprawdę znaczenia.
Poryte. Znaczy, mocna rzecz, szanuję zaszczepianie pesymizmu i nihilizmu u małych czytelników, ale dziwi mnie, że ich rodzice nie mają z tym problemu. Znaczy, może się mylę, ale mam wrażenie, że gdyby taka książka dla dzieci ukazała się dzisiaj, z miejsca znalazłaby się pod ostrzałem. Ale że ma na karku już kilka dekad i weszła do klasyki, to dorośli nie zawracają sobie nią głowy i z góry przyjmują, że musi być okej. Podobnie zresztą z innymi klasykami, np. z "Pinokiem". Rzecz pełna przemocy - wieszanie pajaca na drzewie, odgryzanie kotu łapy, odgryzanie osiołkom uszu (a to przecież są tak naprawdę chłopcy zamienieni w zwierzęta!). Gdyby to była nowa książka, rodzice i wszelcy strażnicy moralności by się oburzali (wystarczy spojrzeć, jaką krytykę niektórych kręgów ściągnął na siebie "Harry Potter"). Ale skoro to stara książka, klasyka dziecięca, to już nie wypada się jej czepiać. Ludzie jakby nie umieli spojrzeć na to z boku. Ktoś włączył do klasyki, więc zdają się na jego osąd.
Ale wracając do Kleksa... Do dwóch pierwszych filmów czasem wracam, bo mimo swych mankamentów, mają jednak sporo klimatu, no i fajne piosenki. "Pan Kleks w kosmosie" to już gniot pełną gębą, ale można go obejrzeć dla beki lub dla celów naukowych - jako przykład niezwykłego filmowego kuriozum. Natomiast "Tryumf Pana Kleksa" nie oferuje absolutnie nic. To jedyna część, do której nie wyobrażam sobie, żebym miał kiedykolwiek wrócić.
Oczywiście podejście do tego filmu mogło być już gorsze, ale myślę, że część winy ponosi tutaj też to, że "Tryumf Pana Kleksa" to słabsza książka. Nie sądzicie? Czytałem całą trylogię ze sześć czy siedem lat temu, no i tak jak dwie pierwsze części łyknąłem bez problemu, tak z "Tryumfem..." się męczyłem.
13-02-2022, 19:47
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 13-02-2022, 19:47 przez al_jarid.)
|