Do the crane, Danny-boy!
Liczba postów: 4,902
Liczba wątków: 11
Ekranizacja powieści Margaret Mitchell. Beztroska i bogata Scarlett O'Hara wikła się w burzliwy związek z Rhettem Butlerem.
I tyle warto zostawić z opisu filmu.
Broniłem się latami przed tym filmem. Bo stary, bo to jakaś ramotka, bo to jakiś melodramat, bo tam widziałem za dużo patosu. Jakże się myliłem. Już absolutnie pierwsza scena i pierwsza kwestia Scarlet mnie kupiła - a ja nie lubię za bardzo filmów kostiumowych.
Ciężko coś o tym filmie napisać co już nie zostało napisane... Scenariusz? Jest znakomity: nie wiedziałem wiele o historii a zaskakiwał mnie ciągle. W ogóle nie miałem pomysłu jak ta historia się zakończy, podejrzewałem happy-end w stylu hollywoodzkim, a jakże to zakończenie było dobre, wręcz idealne, doskonałe, nie można było tego lepiej zrobić. Końcowe dialogi i monolog Scarlet? Przecież to ma taką moc że wzrusza skały.
Postaci są rewelacyjnie napisane a jeszcze lepiej zagrane: nawet te z drugiego planu błyszczą. Te z planu pierwszego to coś co zdarza się pewnie raz na 20-30 lat w kinie.
Muzyka i główny motyw muzyczny Tary rewelacja. Kostiumy bajeczne (warto zwrócić uwagę na kostiumy, kolory i pewną symbolikę ubrań Scarlett), scenografia cudowna. Wiem że te krajobrazy Tary są malowane, ale jak to wyszło! A to jest film sprzed 83 lat, to niesamowite jakie oni tam rzeczy zrobili na ówczesne czasy.
Gra aktorska jest nieosiągalne dla wielu produkcji nawet dzisiaj. Że patos? Pewnie, ale jakie emocje oni tym wszystkim przekazują. A jakie tutaj są dialogi? Przecież same kwestie Scarlett albo Bretta to są niesamowite perełki: inteligentne, cięte riposty albo ikoniczne one-linery.
Postać Rhetta to jest archetyp prawdziwego faceta: nie jest chamem czy świnią dla Scarlett ale nie simpuje tylko potrafi jej wbić delikatną szpilę kiedy trzeba. Jest zwykle panem sytuacji, jest zaradny, dowcipny, męski w tym co robi. Czytałem w jakiejś recenzji że ten Rhett został już wyśmiany i ośmieszony. Ciekawe za co, co on takiego złego robił w tym filmie?
Na koniec Scarlett O'hara. Postać z krwi i kości, z iskrą bożą, z fantastyczną drogą którą wykonała przez te prawie 4 godziny filmu. Niesamowity wdzięk, ogromny talent i to co zrobiła z tą postacią Vivien Leigh wgniótł mnie w fotel. To była aktorka utalentowana tak bardzo, że aż to jest nieprzyzwoite i niesprawiedliwe. Pewnie pomogła jej chorobą dwubiegunowa/depresja maniakalna na która cierpiała, ale to w sumie nieistotne. Wydaje mi się, że to jest najlepiej zagrana rola kobieca w historii kina. Nie mogłem oderwać oczu, i nie chodzi wcale o urodę, która przecież miała nieprzeciętną.
Wady? Być może w ostatnim akcie sprawy dzieją się trochę za szybko. Nic więcej nie widzę.
Ciekawe o co też chodzi z przytykami o rasizm? Akurat Murzyni byli traktowani w tym filmie dobrze, a jak ta służąca dostała po twarzy to nie dlatego, że była czarna, a dlatego że wykazała się brakiem charakteru w obliczu próby.
Ten film zasługuje na swój temat choć nie mam watpliwości że gówna typu nowy Batman będą dalej tłuczone na tym forum.
Nie nudziłem się ani chwilę, seans był wspaniały. Rozumiem fenonem tego filmu.
10/10
28-04-2022, 14:16
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 31-08-2022, 09:59 przez simek.)
Miszczu AVTAKa 2014/18/22
Liczba postów: 30,309
Liczba wątków: 67
Hujowy film. Sami biali u władzy i oczywiście patriarchat zmuszający kobiety do absolutnie wszystkiego, łącznie z myciem zębów. Zero gejów, pejsów i ani słowa o zniewolonej Ukrainie. Plus wykorzystują biedne zwierzątka hodowlane, które powinny żyć w dziczy. Nie lajkuję.
1/10
28-04-2022, 14:22
Stały bywalec
Liczba postów: 2,996
Liczba wątków: 0
Też niedawno oglądałem, po raz czwarty czy piąty. Kawał dobrego kina i wciąż dobrze się trzyma.
(28-04-2022, 14:16)Doppelganger napisał(a): Wady? Być może w ostatnim akcie sprawy dzieją się trochę za szybko. Nic więcej nie widzę.
To było nieuniknione, książka to trzytomowa cegła, więc przy skompresowaniu tego to nawet ekranizacja sporo przekraczająca trzy godziny musi zapieprzać szybko do przodu. Stąd te różne nieszczęścia bijące w bohaterów jedno po drugim sprawiają na mnie w drugiej połowie filmu trochę karykaturalne wrażenie (a nie miałem go podczas lektury powieści).
Co do rasizmu, to ja tu też niczego takiego nie widzę. Z ksiązkowego materiału wyrzucono raczej wszystko, co mogłoby pod tym względem zgrzytać (jak Ku-Klux-Klan przedstawiony w pozytywnym świetle i broniący białych dam przed agresją zdegenerowanych Murzynów, czy niezmierne oburzenie Melanii na myśl, że rząd może wprowadzić prawo, przez które jej dzieci będą się w szkole uczyć razem z czarnymi).
28-04-2022, 14:47
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 28-04-2022, 15:01 przez al_jarid.)
Do the crane, Danny-boy!
Liczba postów: 4,902
Liczba wątków: 11
(28-04-2022, 14:47)al_jarid napisał(a): Co do rasizmu, to ja tu też niczego takiego nie widzę. Z ksiązkowego materiału wyrzucono raczej wszystko, co mogłoby pod tym względem zgrzytać (jak Ku-Klux-Klan przedstawiony w pozytywnym świetle i broniący białych dam przed agresją zdegenerowanych Murzynów, czy niezmierne oburzenie Melanii na myśl, że rząd może wprowadzić prawo, przez które jej dzieci będą się w szkole uczyć razem z czarnymi).
A widzisz, czyli Melanie miała lepszy rys charakteru niż w filmie! Bo widzę że czasem się jej zarzuca że jest tylko naiwna. Ale jest scena kiedy inteligentnie kłamie w sprawie tej rozróby Ashleya i odsuwa nawet Scarlett na bok.
28-04-2022, 14:54
Pan Drzewo
Liczba postów: 1,763
Liczba wątków: 14
Z krótkiej piłki (warto przenieść wszystkie posty dotyczące tematu - https://forumkmf.pl/Thread-Kr%C3%B3tka-pi%C5%82ka-czyli-mini-recenzje--1192?pid=652662&highlight=gone#pid652662):
Przeciętna gospodyni domowa zapytana o najbardziej znane filmy w historii prędzej czy później wymieni Przeminęło z wiatrem. Sam, nie wiedzieć czemu, olewałem dotychczas i obejrzałem dopiero tego prawie 4 godzinnego kolosa dopiero dziś. Zabrzmi to śmiesznie w kontekście klasyka sprzed ponad 80 lat, ale zostałem mocno zaskoczony.
Spodziewałem się łzawego romansu, a dostałem wyrachowaną i złośliwą kalkulację. Liczyłem na spokojną, kameralną historię, dostałem epickie widowisko i rozmach realizacyjny oraz wojnę secesyjną odgrywającą znaczną rolę (scena zbiorowa ze szpitalem polowym i kamerą ogarniającą coraz większy teren zasiany rannymi jest świetna). Oczekiwałem krystalicznych bohaterów, a otrzymałem cynicznego Gable'a i jedną z najbardziej wrednych, wkurzających protagonistek w wykonaniu Leigh (nie wiem, czy bardziej irytowała jej Blanche w Tramwaju... czy Scarlett). Historię obserwujemy z perspektywy rozpuszczonej, aroganckiej, niewiedzącej czego chce panienki która nagle otrzymuje przyśpieszony kurs dorastania. Nie lubię jej, ale jest świetną bohaterką - nie czarno-białą albo niby-złą-ale-jednak-o-gołębim-sercu na modłę filmideł z tamtej epoki, tylko niejednoznaczną i ciekawą. Kolejne zaskoczenie. Historia jest spoko, chociaż w drugiej części pojawiają się pewne dłużyzny. Nie jest to arcydzieło, ale bardzo dobry, cieszący się zasłużoną estymą film.
(Not so) fun fact: postać De Havilland umiera jako jedyna z głównej czwórki. W rzeczywistości, jak pewnie większość z was wie, aktorka dożyła pięknego wieku 104 lat i odeszła w tym roku, a żadne z pozostałego trojga nie dotrwało nawet 60-tki. Gość grający Ashleya zginął nawet na wojnie - jego samolot został zestrzelony. Zdarza się.
28-04-2022, 15:13
Stały bywalec
Liczba postów: 12,529
Liczba wątków: 29
(28-04-2022, 14:22)Mefisto napisał(a): Hujowy film. Sami biali u władzy i oczywiście patriarchat zmuszający kobiety do absolutnie wszystkiego, łącznie z myciem zębów. Zero gejów, pejsów i ani słowa o zniewolonej Ukrainie. Plus wykorzystują biedne zwierzątka hodowlane, które powinny żyć w dziczy. Nie lajkuję.
1/10
Zapomniałeś o wierutnym kłamstwie mówiącym, że Afrykańczycy nie mieli wątów o bycie niewolnikami. I że byli dobrze traktowani.
28-04-2022, 15:27
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 28-04-2022, 19:17 przez OGPUEE.)
Sympatyczny forumowicz :)
Liczba postów: 4,183
Liczba wątków: 6
(28-04-2022, 14:54)Doppelganger napisał(a): A widzisz, czyli Melanie miała lepszy rys charakteru niż w filmie! Bo widzę że czasem się jej zarzuca że jest tylko naiwna. Ale jest scena kiedy inteligentnie kłamie w sprawie tej rozróby Ashleya i odsuwa nawet Scarlett na bok.
Podobno książkowa Melanie jest naiwna (nie czytałem) ale filmowa nie jest. Nie pamiętam już dokładnie w którym momencie ale jest w tym filmie dane do zrozumienia że Melanie doskonale wszystko rozumiała. Tyle ze rozumiała nawet lepiej od Scarlett ;)
28-04-2022, 22:00
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 28-04-2022, 22:01 przez Rozgdz.)
Stały bywalec
Liczba postów: 8,490
Liczba wątków: 40
Na mnie największe wrażenie zrobiło jak dobrze ten film wygląda biorąc pod uwagę, że powstał w 1939.
No i oczywiście nieśmiertelny Clark Gable i Vivianne Leigh + rozmach całej opowieści.
28-04-2022, 22:20
Stały bywalec
Liczba postów: 12,529
Liczba wątków: 29
Niekiedy przedwojenne potrafiły robić wrażenie rozmachem. Ja tak miałem z Robin Hoodem z Errolem Flynnem powstałym rok wcześniej.
(28-04-2022, 14:47)al_jarid napisał(a): Co do rasizmu, to ja tu też niczego takiego nie widzę. Z ksiązkowego materiału wyrzucono raczej wszystko, co mogłoby pod tym względem zgrzytać
Jak pamiętam z książki (którą czytałem na potrzeby matury ustnej) to też specjalnie rasizmu nie uświadczyłem. Była za to jedna scena, jak jakiś stary cyniczny Murzyn (służący u O'Harów) był urażony, jak jakieś paniusie z Północy się z niego naigrywały.
28-04-2022, 22:51
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 28-04-2022, 22:53 przez OGPUEE.)
.
Liczba postów: 27,745
Liczba wątków: 62
W końcu nadrobiłem :)
Film jest znakomity i trudno nie docenić jego roli w historii kina, czy kultury w ogóle (chociaż Adamowi Garbiczowi w jego książce Kino, wehikuł magiczny jakoś się udało film pominąć, ciekawy jestem jaki on miał z nim problem?), ale jednak arcydziełem bym tego nie nazwał. Mój główny zarzut to montaż i skrótowość - paradoksalnie, bo film trwa 220 minut (z czego swoją drogą chyba z 15 to uwertura, antrakt), ale ja w całej drugiej części miałem spory problem, bo przeskakujemy zdecydowanie zbyt wiele: ślub i dziecko z Butlerem przychodzą tak nagle, że przez chwilkę zastanawiałem się, czy to nie jest jakiś sen Scarlett.
Ogólnie, wiadomo: filmowy kolos, świetny film, nie dziwi mnie, że pół Ameryki obejrzało go w momencie premiery. Miło spędzić z nim niedzielne popołudnie, ale jakoś nie utkwi szczególnie w mojej pamięci. Dam solidne 8/10
Taka drobnostka: uważam, że tytuł jest źle przetłumaczony :) W napisach początkowych dostajemy info, że w tytule chodzi o cywilizację, która przeminęła z wiatrem i taki powinien być tytuł. Ewentualnie możnaby przetłumaczyć jako [czasy, które] przeminęły z wiatrem, a przeminęło z wiatrem? Co dokładnie? Coś? Wszystko? :)
22-08-2022, 09:05
Stały bywalec
Liczba postów: 2,996
Liczba wątków: 0
A jak mówisz: "Kiedyś to było!", to co dokładnie było? Coś? Wszystko?
22-08-2022, 09:17
.
Liczba postów: 27,745
Liczba wątków: 62
Wszystko. No ale tak się czepiam z przymrużeniem oka :)
Dodam jeszcze, że też kompletnie nie rozumiem czemu akurat ten film ma to obowiązkowe ostrzeżenie, że uważaj człowieku, bo tutaj straszny rasizm, gdy w rzeczywistości właściwie w ogóle go tam nie ma. W dziesiątkach innych filmów o wiele dosadniej pokazywano okrucieństwo wobec Murzynów, czy niewolników w ogóle, służby, chłopów, kobiet, a ktoś się uparł akurat na GwtW, gdzie czarni przedstawieni są akurat ze sporą życzliwością, czego najlepszym przykładem jest postać Mammy, która przecież rządzi się właściwie jak współczesne niańki.
22-08-2022, 09:34
Stały bywalec
Liczba postów: 2,184
Liczba wątków: 14
Film - kolos. Przez wiele długich lat stanowił dla kinematografii niedościgniony wzór i ustawił poprzeczkę na tyle wysoko, że niektóre kraje do teraz nie dały rady zrobić czegoś tak epickiego. Zresztą, sam fakt że film jest w kolorze i ma taki rozmach w tamtych czasach musiał wyrywać z kapci, więc nie dziwi mnie fakt jego fenomenu. Sam obejrzałem go pierwszy raz gdzieś w latach 80tych i niewiele pamiętałem poza wkurwiająca mnie Scarlet. Potem w 2010 roku na spokojnie zasiadłem i byłem uprzedzony (bo to przecież stary film!!!) i w pełni doceniłem jakość tego dzieła. Na swoje czasy było to przełomowe wydarzenie, z całą pewnością, ale i po dziś dzień ogląda się to po prostu świetnie.
Z ciekawostek: 60% scen w filmie dzieje się na schodach. Jak już się ten fakt zna, to dość zabawnie wychodzi, iż faktycznie co druga scena albo całe ciągi scen dzieją się na/obok schodów :D
Jeśli chodzi o historię Tary i Scarlet, to postać DeHavilland zawsze lubiłem najbardziej i ubolewałem, że kapitan nigdy się z nią nie związał. Zresztą i ona, i Scarlet to postaci tragiczne, z tym że życie dokopało Melanie po stokroć, także przez Scarlet. Która na koniec dostaje lekcję od giga-hada Rheta. Znamienne jest to, że wykreowana przez Clarka postać stworzyła nowy kanon w kinie i przełamywała wiele tabu, czy nawet pokazała Butlera jako buntownika i lekkoducha, co samo w sobie było przełomowe. I do tego Clark Gable wtopił się niesamowicie w swoją rolę. Jeju, ten film był kamieniem milowym na tylu płaszczyznach, nawet aktorskich (choć teatralna maniera, która teraz razi, była częścią zachowania ludzi w tamtym czasie - tak czytałem kiedyś o GwTW
10/10
“A man holds sacred only 3 things. His home, his children, and his mother. He who dares to harm any of these, whomever god he serve, pray to them for mercy. You will receive none from the man.”
22-08-2022, 10:09
Miszczu AVTAKa 2014/18/22
Liczba postów: 30,309
Liczba wątków: 67
(22-08-2022, 09:34)simek napisał(a): Dodam jeszcze, że też kompletnie nie rozumiem czemu akurat ten film ma to obowiązkowe ostrzeżenie, że uważaj człowieku, bo tutaj straszny rasizm, gdy w rzeczywistości właściwie w ogóle go tam nie ma.
Chodzi o to, że nagle nie zgadza się z lewacką narracją, wedle której białe niewolnictwo to koszmar czarnych, a Południe to nic innego jak zamordystyczne KKK i kolebka white power oraz prawicowego nacjonalizmu, który chce wszystkich wymordować. Czarna laska XXI wieku tłumaczy więc, że na pewno tak nie było, jak Margaret Mitchell opisała (tyle dobrego, że robi to w delikatny i wyważony sposób). Generalnie ból dupy jest taki, że Południe przedstawione jest jako swoisty raj utracony (prawda), gdzie niewolnicy są przedstawieni jako służący przywiązani do swoich panów i generalnie biało-czarne relacje to sama słodycz (prawda - bardzo dużo czarnych w ogóle nie poszło walczyć na Północ, tylko zostało ze swoimi właścicielami, a po wojnie wielu wróciło do tych samych obowiązków, z tą różnicą, że już jako wolni ludzie; dodatkowo, o czym się dziś nie pamięta, gros niewolnictwa w ówczesnym USA to nie były zamordystyczne plantacje rodem z Django, gdzie czarnych się bije za byle gówno, tylko właśnie służba domowa odpowiedzialna za opiekę domu, dzieci czy przygotowanie posiłków, zatem z automatu nie byli oni traktowani jakoś bardzo źle. Ba! Wielu stawało się niemal nieodłącznymi członkami rodziny, choć oczywiście stojącymi niżej od wszystkich białych, w tym służby, i nie posiadających praw. Mało tego! Zdarzały się przypadki, że właściciele sekretnie wchodzili w związki ze służbą, część czarnych dostawała specjalne przywileje, nie odmawiano im zakładania rodzin, opieki medycznej, edukacji czy nawet lekcji muzyki oraz języków, itd. etc.).
22-08-2022, 13:00
Sympatyczny forumowicz :)
Liczba postów: 4,183
Liczba wątków: 6
Tyle że co jest prawdą a co nie nie ma większego znaczenia - Mitchell (a za nią film) opisuje Południe i sytuację czarnych oczami Południowców, cóż więc dziwnego że tak to jest przedstawione. Byłoby raczej dziwne gdyby było inaczej.
(22-08-2022, 10:09)Debryk napisał(a): Znamienne jest to, że wykreowana przez Clarka postać stworzyła nowy kanon w kinie i przełamywała wiele tabu, czy nawet pokazała Butlera jako buntownika i lekkoducha, co samo w sobie było przełomowe. I do tego Clark Gable wtopił się niesamowicie w swoją rolę. Jeju, ten film był kamieniem milowym na tylu płaszczyznach, nawet aktorskich (choć teatralna maniera, która teraz razi, była częścią zachowania ludzi w tamtym czasie - tak czytałem kiedyś o GwTW
10/10
Tu w ogóle wszystko jest odwróceniem "typowego romansu". Taki powinien kończyć się powrotem z wojny tego bohatera romantycznego, dzielnego żołnierza (Ashley) na którego czeka ta piękna, dobra i cnotliwa (Melania). I happy end.
Tutaj powrotem z wojny wszystko się właściwie dopiero zaczyna, nastaje nowy świat z nowym porządkiem i nowymi regułami który zastępuje stary, zamiast nieskazitelnego Ashleya jest cyniczny Rhett, zamiast klasycznej "księżniczki" jest seryjnie zamężna twarda (choć śliczna) baba która nie czeka na księcia z bajki tylko sama musi zająć się swoimi sprawami.
Tamci są reliktami poprzedniej epoki które nie mogą się odnaleźć w nowej, teraz są nowe czasy dające możliwość rozwinięcia skrzydeł ludziom którzy w starych czasach by tego nie zrobili ;)
24-08-2022, 20:56
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 24-08-2022, 20:56 przez Rozgdz.)
Miszczu AVTAKa 2014/18/22
Liczba postów: 30,309
Liczba wątków: 67
(24-08-2022, 20:56)Rozgdz napisał(a): Tyle że co jest prawdą a co nie nie ma większego znaczenia
No ma znaczenie jeśli to negujesz lub próbujesz tłumaczyć.
24-08-2022, 21:01
Sympatyczny forumowicz :)
Liczba postów: 4,183
Liczba wątków: 6
Tyle że tak naprawdę sprowadza się to do stwierdzenia że Południowcy nie widzieli "swojego świata" tak jak widzieli :p
Gdzieś kiedyś albo czytałem (albo oglądałem jakiś program) o tym jak Mitchell tworzyła "Przemineło z wiatrem" i - przynajmniej z tego co pamiętam - pisała właśnie na podstawie wspomnień starszych Południowców.
Stąd też zresztą ten świat przed wojną jest pokazany tak "idealnie" ;)
24-08-2022, 21:06
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 24-08-2022, 21:06 przez Rozgdz.)
Do the crane, Danny-boy!
Liczba postów: 4,902
Liczba wątków: 11
(24-08-2022, 20:56)Rozgdz napisał(a): Tutaj powrotem z wojny wszystko się właściwie dopiero zaczyna, nastaje nowy świat z nowym porządkiem i nowymi regułami który zastępuje stary, zamiast nieskazitelnego Ashleya jest cyniczny Rhett, zamiast klasycznej "księżniczki" jest seryjnie zamężna twarda (choć śliczna) baba która nie czeka na księcia z bajki tylko sama musi zająć się swoimi sprawami.
Tamci są reliktami poprzedniej epoki które nie mogą się odnaleźć w nowej, teraz są nowe czasy dające możliwość rozwinięcia skrzydeł ludziom którzy w starych czasach by tego nie zrobili ;)
Jesli podoba Ci sie taki rzut oka na zmieniajace sie nagle realia/epoki i ludzi sobie z tym radzacymi/nie radzacymi to koniecznie obejrzyj "Wspanialośc Ambersonow". Ten film ma slady absolutnego geniusza (Orson Wells) w sobie.
24-08-2022, 22:02
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 06-01-2023, 16:07 przez Doppelganger.)
Captain Skullet
Liczba postów: 20,334
Liczba wątków: 128
Obejrzałem właśnie po raz drugi, rozłożony na dwa dni, ale generalnie weszło gładko i też nie rozumiem na cholerę tam to ostrzeżenie, skoro w filmie praktycznie nie widać, żeby czarnym się działa jakaś krzywda. Natomiast oglądając to nachodzi mnie od razu ochota na powtórkę "North & South".
Jedyne co mnie w tym filmie kompletnie nie przekonuje, to wątek miłości Scarlett do Ashleya - gość mógłby być jej ojcem, jest skrajnie nudny i nijaki, zero jakiejkolwiek chemii ze Scarlett a zestawiony z Rhettem to już w ogóle przegrywa z kretesem i zwyczajnie trudno uwierzyć w całe to żywione do niego uczucie. Jak? Dlaczego?
8/10.
06-01-2023, 16:03
Agent Mossadu
Liczba postów: 32,147
Liczba wątków: 4
Jedyne co moge wymyslic to fakt, ze byl niezdecydowana memeja, a Scarlett, ktora mogla miec kazdego chciala wlasnie jego, bo nie mogla go miec. I tu cala tajemnica - gonienie kroliczka wazniejsze niz jego zlapanie.
Co do rasizmu…no to klasycznie, ze czarna sluzba, choc Mammy to swietna postac. Jest tez ta glupiutka, rozplakana mlodka, moze to o nia bardziej chodzi.
Holiness is in right action, and courage on behalf of those who cannot defend themselves.
06-01-2023, 16:07
|