Krótko o polskich filmach
Racja z całego seansu bije głownie zachwyt reżysera i aktorów w sensie wow naprawdę tam jesteśmy i kręcimy to, niż skupić się na dramacie górskim i emocjach...

Odpowiedz
Mieszka się te kilkanaście kilometrów od Gdyni, to się i korzysta z dobrodziejstw festiwalu ;)

Chleb i sól

Ten "głośny" tytuł, co wygrał w Wenecji. Niestety dla mnie to typowe klasyczne kino straight-to-festivals, które widywałem już gdzieś wcześniej. Naprawdę nie potrafiłem nic odkrywczego tu znaleźć. Takie tematy jak rasizm czy środowisko Sebów to akurat obecnie eksploatuje się w kinie do porzygu i jak widać ciężko przy nich o powiew świeżości.

Główny bohater, z którego perspektywy to wszystko obserwujemy jest wyjątkowo nieciekawy. Niewiele więcej można się o nim dowiedzieć z filmu, niż po przeczytaniu samego opisu. Większość scen mam wrażenie, że mało co wnosi do historii, bo bohater albo gra na pianinie, albo je kebaba, albo spędza czas z przygłupimi kumplami. Nie potrafię pojąć w jaki sposób niby wątek kariery muzycznej ma się łączyć z tym rasowym.

To też kolejny film, gdzie nie słyszałem 40% dialogów. Nie wiem jednak czy to ci naturszczycy tak bełkoczą swe kwestie czy dupy dał ponownie dźwiękowiec. Angielskie napisy musiały mnie ratować.

5/10


IO

Dla odmiany ten film, mimo że wyraźnie gorzej oceniany to lepiej odebrałem. Skolimowski serwuje łopatę godną spotów obrońców praw zwierząt, ale za to zaskakuje umiejętnością opowiadania obrazem. W porównaniu z poprzednim filmem dziadka to współczesny "Obywatel Kane" śmiem napisać. 

Od porównań z "Na los szczęścia, Baltazarze!" się akurat powstrzymam, bo wciąż jest na mej watch-liście. Domyślam się, że Skolimowskiemu chodziło o to by pokazać, że na tym świecie są ludzie, którzy różnie traktują zwierzynę. Jak się ma jakieś pojęcie o prawach natury to raczej nie zostanie się złapany za gardło. Przyznam jednak, że główny aktor w swej roli naprawdę uderza z kopyta. Osioł powinien opuścić Gdynię z nagrodą za najlepszą kreację. Serio.

Gościnne cameo Isabelle Huppert absolutnie zbędne i jej sceny jakoś nie pasują mi do historii opowiadanej z perspektywy czterokopytnego. W filmie się znalazła pewnie, by Skolimowski mógł się pochwalić zaliczoną współpracą z taką damą francuskiego kina.

6/10

Odpowiedz
Broad Peak (2022)
O tym filmie mówiło się od dłuższego czasu. Na odwrocie biografii Berbeki sprzed paru lat jest cytat aktora, która zagrał go w filmie. W tym miesiącu wyjdzie nowe wydanie książki o wyprawie powiększona o rozdział o filmie.
Wśród naszych górskich historii chyba nie ma drugiej, która bardziej nadawałaby się na film fabularny. Ewentualna biografia Kukuczki wyglądałaby trochę jak ten niedawny film o Amundsenie czyli ciekawe dla miłośników tematu a dla innych taki tam film-montaż z różnych wypraw a na koniec facet spada.
Martwiła mnie możliwość zrobienia z tego melodramatu. Że może z tego wyjść "Maciek - himalaista, który pozostał człowiekiem" zwłaszcza jeśli zaangażowany będzie jego brat. Przyznam, że wydawanie osądów i pranie brudów polskiego środowiska himalaistycznego mnie trochę nuży. Jest trochę wypadków, które można było uniknąć i jedna głośna wyprawa, która "oficjalnie" zdobyła szczyt a nieoficjalnie wszyscy wiedzą, że nie i to tyle. Znam wiele bardziej hańbiących kontrowersji.
O dziwo film przedstawił to raczej neutralnie. Można zrozumieć argumenty kolegów z zespołu Berbeki. Najpierw chcieli ratować mu życie, a potem był fetowany przez oficjeli i robiło się coraz bardziej niezręcznie. Najbardziej winiłbym Zawadę, który zdaje się był gotów utrzymać to kłamstwo do samego końca. Tak to przynajmniej wyglądało.

Myślę, że film został "odchudzony" w niewłaściwy sposób. Być może należało skrócić sceny z 1988 roku, bo z wyjątkiem Berbeki i Wielickiego nie widzimy tych ludzi przez całą resztę filmu, więc lepiej już pokazać lepiej ekipę z 2013 r., więcej scen w bazie, rozmów w namiotach by ich lepiej poznać. Zwłaszcza Kowalskiego.
Powinni byli przyłożyć się bardziej do scen pokazujących co się działo pomiędzy wyprawami, by nie wyglądało to jak luźny montaż mniej lub bardziej powiązanych scen. Jeśli miało to nam pomóc lepiej poznać głównego bohatera to chyba nie za bardzo im to wyszło. To był ratownik górski, przewodnik, w dalszym ciągu aktywny wspinacz. A w filmie, chyba bardziej dał się poznać jako kierowca.
Z rzeczy, których nie ma a być powinny to na przykład największa wskazówka, która naprowadziła Wielickiego, że Berbeka stanął tylko na Rocky Summit. Czyli właśnie jego kamienistość. Berbeka wspomniał, że zapomniał zabrać ze szczytu kamień.
Dziwi całkowite wycięcie Artura Hajzera, ale to po prostu produkt uboczny niepotrzebnego skrócenia wyprawy z 2013 r.
Czyli nie jest to ani biografia Berbeki ani film pokazujący krok po kroku jak przebiegała katastrofa (tak jak Everest z 2015 r.) a więc nie wiem czym on jest. Porównując to z innymi (nielicznymi) filmami o słynnych wyprawach to po prostu nie jest dobrze. Mogę kilka polecić ale nie ten. 4/10

Odpowiedz
A czytaliście, że te całe "Orlęta", które tak reklamowało TVP i na które wyłożyło jakąś kasę to kolejny antypolski wysryw, gdzie głównym bohaterem jest prześladowany przez Polaków żyd?

I takie zjeby mają czelność udawać (bo oni udają), że oburza ich jak srają na Polskę w zagranicznych filmach.
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
Śubuk

Do połowy wierzyłem, że oglądam coś naprawdę znakomitego. Scenariusz pisany przez życie - pojawienie się dzieciaka wywracające codzienność do góry nogami i słodko-gorzki obraz macierzyństwa. Szczególnie jak dzieciak okazuje się mieć autyzm. Niestety od momentu, gdy bohaterka zaczyna walczyć z systemem o dobro swej latorośli to kapnąłem się, że to jednak typowo społecznie zaangażowany crowd-pleaser.

Łopata robi się nagle intensywna. Mam wrażenie, że każdy kto nie podziela zdania matki został niepotrzebnie dodatkowo upodlony - dyrektor szkoły, burmistrz, a nawet rodzice innych dzieci zostali przedstawieni jako pozbawione empatii mendy (jeden ojciec na spotkaniu w sprawie przydzielenia niepełnosprawnych dzieciaków do normalnej klasy trzęsie portkami, że pozarażają :P). Schematyczne to wszystko się robi i pozbawione większych subtelności. Niemniej fajnie zostały odwzorowane lata 90. i realizację z pewnością wyróżniam (to chyba norma w produkcjach Aurum Film).

Świetna rola Gorol jako zbuntowanej małolaty i później walecznej matki. Nie obrażę się, jeśli wpadną jakieś nagrody. Z drugiej strony, w pierwszych scenach jako nastolatka prezentuje się niezbyt przekonująco. Przez cały film na przestrzeni 20 lat wygląda tak samo i sekret w tym, że zmieniają jej fryzurę. Chyba jednak lepiej by zrobili obsadzając aktorkę przed 30-tką i lekko postarzeć ją. Seweryn jak zwykle klasa, mimo że dostał trochę od linijki napisany materiał - wpierw podły zgred, a później do rany przyłóż.

7/10

Okey. Jeszcze dwa seanse jutro odbębniam w Gdyni. W przyszłym roku chyba będzie ich więcej.

Odpowiedz
(17-09-2022, 00:01)Lashly napisał(a): Broad Peak (2022)
Dziwi całkowite wycięcie Artura Hajzera, ale to po prostu produkt uboczny niepotrzebnego skrócenia wyprawy z 2013 r.
Czyli nie jest to ani biografia Berbeki ani film pokazujący krok po kroku jak przebiegała katastrofa (tak jak Everest z 2015 r.) a więc nie wiem czym on jest. Porównując to z innymi (nielicznymi) filmami o słynnych wyprawach to po prostu nie jest dobrze. Mogę kilka polecić ale nie ten.  4/10
Jeżeli wycieli Hajzera, czyli ojca Polskiego Himalaizmu Zimowego w tym stuleciu, to można powiedzieć, że ten film to nieudolny fanfik. Nie dziwi, że trafia straight to Shitflix.

Odpowiedz
No właśnie nie jest to film o polskim himalaizmie, bo ani z nikim poza Maćkiem nie spędzamy dużo czasu ani nie dowiemy się tego jak wyglądały dla Polaków wyprawy w latach 80. ani nic o środowisku himalaistów. Nie jest to też biografia Berbeki. To coś pomiędzy. Ma swoje zalety, ale akcent jest położony na niewłaściwe rzeczy. Znacznie lepiej by to wyglądało, gdyby skrócili sekwencje z 1988 roku, tak by pokazać co się stało, z czego wynikło nieporozumienie. Później jak przez 25 lat to w nim siedziało pomimo bardzo udanej kariery taternika i przewodnika (chociaż wiem, że tak było naprawdę w kontekście filmu zdziwiła mnie kwestia Berbeki o pójściu na szczyt bez względu na wszystko). A druga połowa filmu to przygotowania do wyprawy, trekking, baza, hunzowie gotujący posiłki, młodzi słuchający opowieści starych (może kilka krótkich flashbacków) i katastrofa krok po kroku jak w Evereści (Into Thin Air to chyba najlepsza książka górska jaką przeczytałem także dlatego, że nie rzuca czytelnika w sam środek opowieści, to też jakby ABC Everestu, jak wyprawa wygląda od kuchni). A na koniec filmu można dodać tradycyjne napisy o sporo się działo. Zaszczucie Hajzera na śmierć, wyprawa brata Berbeki, wyprawa żony, która zmarła kilka lat później.

Odpowiedz
Dwa ostatnie filmy, które udało mi się obejrzeć przed zakończeniem 47.FPFF

Kobieta na dachu

Dwa słowa - Dorota Pomykała. Co za wyśmienita kreacja. Już w trakcie seansu wiedziałem, że to ona opuści Gdynię z aktorską nagrodą i się nie pomyliłem. Fenomenalna rola stojąca minimalizmem i brakiem jakiejkolwiek szarży. Nie wiem jeszcze co prawda ile wybornych kreacji doczekaliśmy się w polskim kinie w tym roku, ale miałbym nic przeciwko jakby powtórzyło się to na Orłach.

Sam film mocno chłodny i raczej większość tego forum będzie na niego kręciła nochalem. Przecież dużo było już tych historii o biednych kobietach dzielących dach z mężem nieczułym kutafonem (Mental i spółka opuszczają czat), ale rzadko kiedy unikają one szantażu emocjonalnego. Wszystko to podlane jest u Jadowskiej zimnym moczem i bez irytującego melodramatyzowania, co traktuję jako plus. Nie jest to jednak dzieło bez wad, bo realizacyjnie to trochę zbyt sterylne i pachnące typowo polskim filmem.

7/10


Silent Twins

Parę godzin po seansie wielki zwycięzca festiwalu. Moim zdaniem werdykt spoko - z tej obejrzanej przeze mnie 5-tki też mi się chyba najbardziej spodobał (pewnie dlatego, bo najmniej polski ze wszystkich xD), a i Smoczyńska udowadnia, że się rozwija przy wstawiennictwie dolarów. Jest żonglerka konwencjami - film o losie zagubionych bliźniaczek zaczyna się niewinną lukrowaną animacją poklatkową (chapeau bas, Barbaro Rubik), a dalej też wstawki jak z kiczowatego teledysku. To co pomiędzy to z kolei absolutnie przyciężki dramat psychologiczny, skomplikowany jak osobowość tytułowych bohaterek. Co zaskakujące - całkiem się to sprawdza. Dziękuje Todd Phillips, ale Smoczyńska Cię chyba wyprzedziła z tym sequelem "Jokera" ;)

Miałem trochę problem z castingiem głównych bohaterek. Letitia i ta druga mimo, że grają bliźniaczki to absolutnie nie są do siebie podobne. Wystarczy spojrzeć na ten plakat z połówkami ich twarzy w roli głównej by się przekonać, że to zupełnie inne typy urody. Dla odmiany aktorki grające je w dzieciństwie bardziej wyglądały jak bliźniaczki. Z ciekawości patrzę na zdjęcia prawdziwych sióstr Gibbons i się okazuje, że to właśnie ta Tamara Lawrance bardziej je przypomina, podczas gdy Letitia wcale.

Zaskoczyło mnie, że film kręcony był we Wrocławiu, bo te wszystkie przedmieścia i budynki naprawdę emanują brytyjskością.

7/10

Odpowiedz
Słodko - gorzki

Powtórka po raz pierwszy po kilku latach. Mam sentyment do tego filmu, bo świetnie pokazuje klimat licealny w latach 90, kiedy liceum to było coś. Ma też redpillowe przesłanie, zanim to było modne, niezłą muzykę i niegłupi scenariusz, gdzie wskazówki dotyczące rozwiązania tajemnicy samobójstwa Bąbla są fajnie przedstawione. Kilka scen wybitnych. Ciekawi młodzi aktorzy, choć niektórzy drewniani. Był to też czas, kiedy w rolach licealistów nie obsadzało się 30-latków.

Z minusów kilka krindżowych wstawek, między innymi fragmenty występów Tomka Lipińskiego kompletnie od czapki. Solidny Pasikowski.

8/10 i serduszko, bardzo niesprawiedliwie oceniany film.
The key of joy is disobedience.

Odpowiedz
Johnny

Potężny film pod względem kreowania emocji wśród widza. Zresztą to jest takie kino, które powstało dla zwykłego zjadacza kina, a nie krytyka. Feel good movie w biograficznej otoczce, momentami bardzo teledyskowy w sposobie przekazywania nam tego co dzieje się na ekranie - w ogóle bardzo fajna playlista filmu Jaroszka. Pierwsza godzina zdecydowanie lepsza od kolejnej - dopóki mamy na pierwszym planie Kaczkowskiego ogląda się to dużo lepiej.

Jest to kino bezpiecznie w swoim przekazie i chyba w tym jego największa siła, a nawet w trakcie seansu można odnieść wrażenie, że jest sposobność do zdecydowanie mocniejszej krytyki instytucji kościelnych. Jaroszek robi to jednak w bardzo subtelny sposób poprzez postać arcybiskupa. I spoko, bo nie o to tutaj chodziło.

Kreacje aktorskie to jest jakieś monstrum. Tak jak Dawid Ogrodnik w "Ostatniej rodzinie" w mojej opinii przeszarżował, tak tutaj wszystko jest w punkt. Nie widziałem aktora tylko postać, którą gra - poruszanie się, gestykulacja, sposób mówienia, coś niesamowitego. Jeszcze twórcy serwują nam kilka przebitek archiwalnych, tak więc możemy sobie porównać jaką robotę wykonał aktor. Trochę mnie dziwi, że to akurat Piotr Trojan dostał Lwa, rola bardzo podobna do tej z "25 lat niewinności" za którą wówczas nie wygrał, ale też trzeba oddać, ze trafił na rolę życia Belera. Drugi plan to stare wygi, wszystko gra i buczy. Marta Stalmierska sympatyczna debiutantka - na pewno pójdę dla niej na "Apokawixę" <3

"Johnny" to film bazujący bardziej na emocjach, ale takich niewymuszonych, nie ma tutaj wielkiego szantażu ze strony twórców. Jest też sympatyczny humor wprowadzany przez postać Kaczkowskiego. Dla mnie jeden z polskich filmów roku - 8/10 ;)
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.

Odpowiedz
NIEWIDZIALNA WOJNA

CUDO. To najlepsza polska komedia od lat. Trochę dłuży się w drugiej połowie, ale poza tym samo złoto. Moment jak gruby Patryk Vega jest grany przez innego aktora - grubego - którego Zawierucha dubbinguje to chyba apogeum piękna tego filmu.

Odpowiedz
Powtarzam. Po co nabijać kasę i oglądalność takim gniotom?

Odpowiedz
Z miłości do kina
http://www.filmweb.pl/user/Corn

"Pierdu-pierdu, siala-lala; Braveheart kosmos rozpierdala" - Bucho


Odpowiedz
Broad Peak - pierwsze pół godziny jest w sumie nawet niezłe, ale potem cała reszta to powierzchowne prześlizgiwanie się po temacie, z którego dowiemy się głównie, że Berbeka po powrocie wyruchał żonę, a 25 lat później stwierdził, że nie jedzie, ale zmienił zdanie i pojechał. Wyprawa z 2013 roku przedstawiona w telegraficznym skrócie z pominięciem wszystkiego, co najciekawsze. Fabularnie bieda straszna i tylko widoczki fajne. 3/10.

Najbardziej rozwaliło mnie, że obsadzili Ogrodnika tylko po to, żeby mu dać może ze 30 sekund czasu ekranowego nie licząc ujęć w których i tak nie widać, że to on.

Odpowiedz
(03-10-2022, 15:01)Corn napisał(a): Z miłości do kina

Dlatego ja z miłości do kina nie daję ani złotówki Vegecie, by przestał wyrządzać krzywdę najważniejszej ze sztuk ;)

Odpowiedz
(03-10-2022, 14:58)Kryst_007 napisał(a): Powtarzam. Po co nabijać kasę i oglądalność takim gniotom?

Bo ten film jest super zabawny. Ja bawilem się klawo - Corn potwierdzi, jak smialismy sie w kinie. A jeżeli Vega zrobił ten film na serio to jest to jeszcze zabawniejsze.

Odpowiedz
Czyli sprawdza się jako guilty pleasure? W sumie ten film o pandemii też się sprawdził. Ale to chyba zależy od gustu.
I can see your conciliation. I wanna see your conciliation.

Odpowiedz
Pitero napisał(a):Czyli sprawdza się jako guilty pleasure?

Jak dla Ciebie pewnie jakieś 8/10.

Odpowiedz
Dzisiaj rocznica ogłoszenia Dnia Niepodległości przez Radę Regencyjną, więc jak świętować ten zacny dzień? Ano obejrzeć horror znad Wisły w ramach halloweenowego maratonu:
 
Lokis: Rękopis profesora Wittembacha - od jakiegoś czasu się przymierzałem, bo polski film grozy i to w odnowionej wersji za darmo. Jest październik, jest impreza. Majewski miał kilka razy przygodę z kinem fantasy/horrorem za sprawą Awatara czy Opowieści niezwykłych (i w Sublokatorze był motyw przywoływania duchów i zastosowano zdjęcia trickowe). I realizacyjnie było lepiej w polskiej kinematografii, więc byłem nastawiony pozytywnie.

Już intro z okularami i posępną muzyką Kilara robiło wrażenie. Jak lekarz opowiedział historię o niedźwiedziu, to już mniej więcej wiedziałem jaka jest tajemnica. Jeszcze scena jak hrabia złapał jastrzębia jak jakiś kot - za dużo zbiegów okoliczności.  Niestety, zdecydowanie to film kostiumowy, bo grozy tu jak na lekarstwo. Mam wrażenie, że twórcy nie chcieli robić jednoznacznego horroru, bo ten nigdy nie miał powodzenia u krytyków (i literatów). Widać to w końcówce, gdy rozwiązanie sprawy zostawiono do interpretacji widza.

Częściowo to dobry zabieg, bo film podnosi kwestię zaboboństwa i przesądów lokalnych warstw niższych. Jak Wittembach jedzie z woźnicą przez bagna, to w nich bulgocze woda ilustrowana monologiem o niemieckim diable. Albo jak główny bohater nocuje w jakiejś krypcie, to jest brany za marę przez nadleśniczego Popescu z Wściekłych pięści węża (świetna gra świateł). Albo jakaś baba jaga, którą na pewno gra chłop, przechodzi przez bagno niczym Jezus i równie dobrze mogła to by ukryta kłoda.

Jednak wolałbym pełnoprawny horror, szczególnie reżyser sugestywnie daje grozę i klimatu jest sporo. I dobrze się sprawdza zasada „mniej znaczy więcej”. W sumie szkoda, że więcej horrorów tu nie powstawało i dalej mało powstaje. Szczególnie, że ten gatunek to dobre ćwiczenie do szlifowania reżyserskiego fachu (budowa napięcia itp.), a też nie potrzeba wysokiego budżetu.

7/10

Odpowiedz
Miniona noc pod znakiem 35mm.online. Pozwoliło się urządzić mały maraton i zapoznać się z kurzącymi się do niedawna na półkach wyrobami.

Pajęczarki (1993)

Dżizas. Mietczyński miałby co robić przy tym dziele, gdyby kiedyś znalazło się ono w jego zasięgu. Co jest jego problemem? Łatwiej napisać, co nie jest, czyli na pewno duecik Pakulnis i Biedrzyńskiej, który fajnie współgra ze sobą i zasługuje na ciekawszą produkcję. Niezłą też ma to wartość jako kapsuła czasu Warszawy i NYC Anno Domini 1993 - można sobie okazjonalnie porównać jaka przepaść między nami, a Wielkim Jabłkiem (no, nawrzucali tych ujęć z WTC :P). Na tym kończą się plusiki. 

A reszta? Realizacja to sama w sobie istna padaka. Kto pisał te dialogi? Czemu one są tak nienaturalne? Czemu powierzyli komponowanie muzyki Rubikowi i Górniak? Reżyserka serio uznała, że to takie wielkie talenty, które bankowo uszlachetnią jej historię? Czemu postsynchrony wręcz na odpierdol? Dla przykładu scena, gdy Jan Nowicki wygląda przez okno - coś mamrocze, ale ślepy zauważy, że nie rusza ustami. Film ponadto straszliwie się dłuży i jest za bardzo przeładowany wątkami, przez co robi się tylko masywniejszy burdel. Taki flagowy reprezentant polskiego kiczu w pierwszych latach po obaleniu komuny.

3/10


Na wylot (1972)

Jest w tym mocno zapomnianym filmie coś hipnotyzującego. Coś co nie pozwalało mi odwrócić wzroku od ekranu. Historia właściwie o wzajemnym uczuciu małżeństwa, które popełnia przestępstwo i musi za nie odpowiedzieć, ale przedstawione to jednak w formie istnego majndfaka. Klimat wręcz jakby oglądało się Lyncha lub Bergmana.

Jak na ówczesne polskie warunki, to film błyszczy realizacją. Zdjęcia, montaż, a nawet i dźwięk to wyższa półka. Wrażenie robi przede wszystkim mastershot z ręki - wpierw widzimy bohaterów na parterze, później kamerzysta wchodzi do windy i filmuje z niej widok na kondygnację, wychodzi z niej i przemierza piętro, wchodzi do kolejnej i wraca na dół, gdzie bohater kończy rozmowę z kierownikiem :) Wiele scen właściwie jest tutaj niemych i obraz ma zastępować dialogi. Sprzyja fakt, że aktorzy, mimo że żadne gwiazdy to są bardzo naturalni w swych rolach i da się uwierzyć w tą subtelnie przedstawioną miłość między bohaterami. Końcowe sceny w sądzie elektryzują.

Wielu pewnie kręciłoby nosem i w sumie nie dziwiłbym się, ale mnie jako fana takich zrypanych doświadczeń audiowizualnych to absolutnie ujęło.

9/10


Krakowskie wesele (1956)

Krótki metraż, to i będzie krótko. Po prostu pokaz tańca ludowego, ale przedstawiony z rozmachem. Uwiecznione to w kolorze i na szerokim ekranie, co w Polszy tamtego okresu było niespotykane. Bankowo musiało robić to wrażenie na ówczesnych Kowalskich. Oceny nie wystawiam takim rzeczom, ale szanuję.


Manhattan (1974) i Impas (1975) 

Dwie króciutkie animki rozgrywające się w nowojorskiej betonowej dżungli. Obydwa mogą się pochwalić konkretnym pomysłem i wyróżniającymi się stylami animacji. Pierwsza o tym, że każdy mieszczuch potrzebuje spokoju od miejskiego harmidru, a druga to z kolei postapokaliptyczna wizja, w której ktoś na moment odciął prąd :) Mocno na czasie te produkcje. Animacja szczególnie w tym drugim daje czadu (te neony skąpane w świetle Księżyca - klasa!)

Obydwa po 7/10


Pani Twardowska (1955)

Ponownie kilkuminutowa projekcja. Wow! Jestem w szoku, że nasi animatorzy jak chcieli to potrafili być jak Amerykany. Podobno miała to być rękawica rzucona Disneyowi i powiem, że gdyby nie głosy to absolutnie nie poznałbym, że to polska robota. Znakomita płynność animacji, która posiada ten vibe nie tyle bliski starym produkcjom Walta, co także kreskówkom Fleischera. Jest niestety i druga strona medalu - widać, że cały budżet poszedł na animatorów, bo voice acting marny i nawet nie usprawiedliwia go mocno wątpliwa jakość dźwięku.

7/10

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Dystrybucja polskich filmów na świecie Pai-Chi-Wo 9 2,909 04-10-2018, 19:45
Ostatni post: Pai-Chi-Wo
  Efekty dźwiękowe w polskich filmach... pawian 25 9,204 08-08-2007, 08:31
Ostatni post: Massimo



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości