Krótka piłka, czyli mini-recenzje
Nefarious (2023) - Gorąco polecam, mój ulubiony gatunek filmowy, czyli akcja w jednym pomieszczeniu. Na przeciwko siebie skazany na wyrok śmierci i psycholog, który ma orzec o jego poczytalności. Niby nic niezwykłego, ale skazany twierdzi, że jest demonem. I z tym was zostawię :)

Odpowiedz
(03-07-2023, 18:35)al_jarid napisał(a): A pamiętacie, jak po "Katedrze" Tomek był postrzegany jako jakaś wschodząca gwiazda polskiego filmu? To były czasy! Nie pierwszy to raz, kiedy nadzieje zawiodły, a optymizm okazał się tak bardzo na wyrost.

Powinien zostać przy krótkometrażówkach i animacjach bo to jedyne co dobrego mu wychodzi(ło). Bo nie tylko Katedra, ale też Sztuka spadania i Kinematograf były spoko. Ale żałuję, że jednak nie zrobił tego filmu animowanego Hardkor 44 o Powstaniu Warszawskim z elementami SF (np. cyborgi miały być). Szkice koncepcyjnie robiły wrażenie.

Odpowiedz
streamus napisał(a):Nefarious (2023) - Gorąco polecam, mój ulubiony gatunek filmowy, czyli akcja w jednym pomieszczeniu.

To polecam "Brooklyn 45" Teda Geoghegana o grupie weteranów przeprowadzających pod koniec II wojny seans spirytystyczny. Fajnie pomyślany, nieźle zrealizowany i trzymający w napięciu kawałek kina opierającego się głównie na dialogowaniu i starciu różnych charakterów.

The height and weight of the victim can only be estimated from the partial remains. The torso has been severed in mid-thorax; there are no major organs remaining. Right arm has been severed above the elbow with massive tissue loss in the upper musculature... partially denuded bone remaining...

Odpowiedz
Naszła mnie ochota na nadrobienie/przypomnienie sobie tych ważniejszych ekranizacji Alicji w krainie czarów. Więc bez ceregieli pierwsza transza:

Alicja w krainie czarów (1915) - w sumie o tej niemej wersji nie można powiedzieć za wiele. Ot, takie nakręcone przedstawienie teatralne dla dzieci. Tyle, że w plenerze. Mogą imponować kostiumy z paper-mache będące wiernymi replikami ilustracji Tenniela. I jest to jedyna wersja, gdzie wiersz o Ojcu Williamie został zwizualizowany (no dobra, wersja z 1985 roku na upartego się liczy). 

bez oceny


Alicja w krainie czarów (1931) - pierwsza dźwiękowa wersja. Jest... osobliwa. Jan Švankmajer opowiedział, że w jego opinii powieść Carrolla to amoralny sen, a nie bajka. Bud Coller prawdopodobnie wyznawał tą samą filozofię. Bo ni z gruchy i pietruchy Alicja ląduje już w krainie czarów bez wstępu i zapowiedzi. Scena bardziej poplątana jak w Sędzi Anny Marii Wesołowskiej (Biały Królik nagle przyznaje się do winy, bo chce grzmotnąć Księżną) i zakończenie wizyty w krainie czarów nagłe, niezrozumiałe - jak to bywa ze snami. Nawet Alicja zdaje się nie mieć poukładanych klepek, (co ładnie odnosi się do słów Kota z Chesire o tym, że każdy jest zwariowany - nawet Alicja, bo inaczej by nie trafiła do krainy czarów. Aha, Kot z Chesire dość creepy). Widać też, że był tu niski budżet, co widać po wyglądzie i kostiumach - Pan Gąsienica to jakiś dzieciak w zszytym śpiworze. Choć przez te tanie kostiumie Biały Królik i Marcowy Zając wzmagają ten creepy factor. Nie wiem czy rekomendować tą adaptację, ale cieszę się, że mogłem zobaczyć ją.

5/10


Alicja w krainie czarów (1933)
- w przeciwieństwie do wersji z 1931 roku o tej wiedziałem i nawet ściągnąłem z emula za czasów szkolnych. Ale wtedy jak to bywało u mnie często nie objerzałem poza fragmentami. Więc teraz przyszła pora na pełny seans. Prędzej to adaptacja Po drugiej stronie lustra, ponieważ bohaterka trafia do Krainy Czarów przez lustro i finał polega na zostaniu królową po przejściu szachownicy jak w w/w książce. Takie postacie jak Królowa Kier mają ograniczony czas ekranowy (nawet Księżna więcej chyba pojawia się na ekranie).

Widać sporo, że z tego filmu Disney przy swojej Alicji. Niektóre sceny jak spadanie w króliczej norze czy prezencja kart są toczka w toczkę, a dialog z Gąsienicą niemal ten sam. A las, w którym Alicja lula gówniaka Księżnej wygląda jak Zupełnie Inny Las z wersji disneyowskiej. I obsadowy easter egg - tu występuje Sterling Holloway jako żabi służący Księżnej, który potem u Disneya był Kotem z Cheshire.

Widać, że nie szczędzili budżetu i robi to wrażenie. No, ale czuwał nad tym William Cameron Menzies (będący też współscenarzystą). To co może z perspektywy czasów zaskoczyć, to charakteryzacja jak na tamte czasy. Postacie faktycznie wyglądają jak z ilustracji Tenniela – Księżna wygląda jak spasiony ogr, podobnie Tweedledee i Tweedledum jako bracia Kaczyńscy. I wiele z tych postaci ukrytych w kostiumach i maskach zagrały dość znane osobistości jak np. Gary Cooper czy W.C. Fields. I zaskoczony jestem, że animowanej wstawki nie tworzyło Fleischer Studios, które robiło dla Paramountu wszystko co animowane. Dokładnie to Harman-Ising (tworzyli dla MGM-u w latach 40. i pod ich nadzorem powstał Tom i Jerry). A jak jeszcze jesteśmy przy specyfice tamtych lat, podczas partyjki w krokieta faktycznie grają oni żywymi flamingami (ech, te czasy sprzed PETY).

Niestety, strona techniczna imponująca jest, nie można powiedzieć tego o scenariuszu. Problemem jest, że film starał się umieścić dwie książki w jeden 76-minutowy metraż i wiele scenek trwa i znika (tutaj Biały Królik, zwykle prominentny w ekranizacjach pojawia się ledwie w dwóch krótkich scenkach), przez co nie mają jak wybrzmieć i są na na zasadzie odhaczenia, by fani książek nie utyskiwali. Te udane ekranizacje to zwykle mieszały pojedyncze elementy albo po prostu dzieliły to na dwie części. No i aktorka w roli głównej bohaterki jest dość nijaka. Pokusiłbym się o stwierdzenie, że Alicja z 1931 roku bardziej mnie urzekła. I niektóre przedstawienie tam postaci wypadło moim zdaniem lepiej - lepsza była minimalistyczna charakteryzacja Księżna, a Kot z Cheshire był bardziej pamiętny.

5/10

Odpowiedz
(04-07-2023, 13:37)OGPUEE napisał(a): I wiele z tych postaci ukrytych w kostiumach i maskach zagrały dość znane osobistości jak np. Gary Cooper czy W.C. Fields.

Nie zapominaj o Archibaldzie Leachu w roli niby-żółwia :)

Odpowiedz
Nie zapomniałem. O tym szerzej będzie w pewnym wątku ;).

(04-07-2023, 13:05)michax napisał(a): Ale żałuję, że jednak nie zrobił tego filmu animowanego Hardkor 44 o Powstaniu Warszawskim z elementami SF (np. cyborgi miały być). Szkice koncepcyjnie robiły wrażenie.
W sumie Bagiński mógłby wrócić do tematu. Technologia i budżet w Polszy są na akceptowalnym poziomie, a stare dziadki pultające że temat nie przystoi powoli wymierają. I jest jakby większe przyzwolenie na łączenie odmiennych gatunków (byle ideolo się zgadzało).

Odpowiedz
Alicja w krainie czarów (1949) - teraz pierwsza kolorowa ekranizacja Alicji (przynajmniej jak mi wiadomo). Tym razem trochę takie to origin story, bo głównym bohaterem jest tu Lewis Carroll i są odniesienia do postaci. Np. wicekanclerz uczelni wiecznie się spóźnia jak Biały Królik. A Królowa Kier to odniesienie Wiktorii wizytującej Oksford.

Spodziewałem, że dopiero Disney nadał wydarzeniom z krainy czarów trochę spójnej trój-aktowej strukturze, ale to Bower i Bunin byli pierwsi, bo Alicja jest traktowana jako obcy emigrant i z tego powodu ma problemy. M.in. zostaje oskarżona o wszamanie ciastek Królowej Kier, a Biały Królik znający prawdziwego sprawcę celowo zataja fakty i ją wrabia. I tak jak u Švankmayera Biały Królik to bad guy.

Sceny w Krainie Czarów to animacja poklatkowa, a jej mieszkańcy wyglądają jak Gumby.  Tła bardziej abstrakcyjne. Królicza nora ma sporo op-artowych. W przeciwieństwie do jednak Švankmayera aktorka grająca Alicję nie jest poklatkowa i wiele scen to interakcje z plastusiami w jednym kadrze. Robi to nawet wrażenie, choć widać z aktorskimi robią wrażenie. Gdyby powstał polski dubbing do tego dzieła to popielica jako suseł by przeszła, bo tak wygląda kompan Kapelusznika. I taki szczegół - tutaj pierwszy raz Biały Królik nosi spodnie, gdy w wcześniejszych ekranizacjach (i późniejszych) to kica z gołym zadem, gdy jego marcowy krewniak jest bardziej obyczajny ;).

Chyba jest tu największy miscast do roli Alicji - pomijam, że aktorka ma jakieś 20 lat, bo poprzednie też były w tym przedziale wiekowym. Ale taka Alicja z wersji 1933 miała 19 lat, ale sprawiała iluzję nastolatki. A tu z makijażem i wyraźnymi rysami wygląda jak u progu trzydziestki.

7/10

Jak ktoś chce jakichś dowodów na draństwo Walta Disneya, to inba związana tym francuskim podejściem do Alicji tego dostarcza. Otóż Disney w tym samym czasie robiący swoją wersję Alicji udupił amerykańską premierę tejże wersji. Francuzi się słusznie wkurwili i oskarżyli Disneya o dbanie swych interesów kosztem innych i nawet prasa to odnotowała. No i chytry dwa razy traci, bo disnejowska Alicja okazała się klapą finansową. Speaking of which...

Odpowiedz
WHAM! - bardzo fajny dokument, dosyć cukierkowaty, ale za bardzo też nie było chyba jak dorzucić tutaj mięsa bo pomiędzy George’em Michaelem, a Andrew Ridgeleyem nie było złej krwi. Cała dramaturgia opiera się bardziej na orientacji Michaela i jego walki właśnie z faktem bycia gejem, ale też nie jest to znowu jakieś nie wiadomo co, bo wydaje mi się, że całość zostaje potraktowana po macoszemu, tak aby ominąć wszystkie kontrowersje. Fajnie, jakby Netflix wypakował kasę na dokument będący sequelem, który opowiada już historię solowej kariery Michaela. Tam byłoby dużo więcej pola do popisu.

W sumie liczyłem na to, że nieco więcej czasu poświeci się piosence "Last Christmas" i fenomenowi tego utworu. Za to utwór "Careless Whisper" i jego geneza zajmują bardzo dużo czasu ekranowego, i fajnie. Dla fana to pewnie nie będzie nic odkrywczego, ale dla mnie - laika, który Wham! zna jedynie z radia - geneza piosenki "Wake Me Up Before You Go-Go" też sympatyczna, spoko anegdotka. Co jak co, ale kilka bangerów udało im się nagrać.

Sympatyczny dokument - fani zespołu raczej nie znajdą nic nowego, ale reszta może śmiało odpalać. 7/10
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.

Odpowiedz
Cytat:Fajnie, jakby Netflix wypakował kasę na dokument będący sequelem, który opowiada już historię solowej kariery Michaela. Tam byłoby dużo więcej pola do popisu.
O tym już jest jeden super dokument powstały jeszcze za życia Dżordża.
http://www.filmweb.pl/user/Corn

"Pierdu-pierdu, siala-lala; Braveheart kosmos rozpierdala" - Bucho


Odpowiedz
Czas zabijania w reżyserii Joela Schumachera, rok 1996.


Na pierwszy ogień idzie obsada: takiej ilości wielkich nazwisk to nie potrafię sobie przypomnieć. Może teraz Anderson gromadzi tyle gwiazd, ale już w tamtych czasach młoda i stara obsada błyszczała. Szacun.
Poza tym film jedzie na dość ułomnej nucie: Grisham stworzył tę nowelę odwracając role. I próbuje przepchać tezę, jakoby wendeta była legalnym środkiem prawnym. Co - koniec końców - w filmie jawi się jako prawda, bo antagonista zostaje bohaterem. Z tym mam problem i po latach odbieram film inaczej. Z tym, że teraz uważam że temat ważny, nośny, mocny i wrażliwy, ale i Grisham i Goldsmith zj3bali sprawę. Spokojnie mogli zachować realizm i ocalić końcówkę. Wiem, że całość to fikcja sądowa, ale tutaj autora poniosło, a Goldsmith chyba chciał wjebać gwóźdź w opinię publiczną no i to mu akurat wyszło całkiem solidnie.

Film oceniam na 7/10 i zasadniczo jest to obniżona ocena za werdykt.
“A man holds sacred only 3 things. His home, his children, and his mother. He who dares to harm any of these, whomever god he serve, pray to them for mercy. You will receive none from the man.”

Odpowiedz
Alicja w krainie czarów (1972) - trochę przypomina Opowieść wigilijną sprzed dwóch lat. Też surowe zdjęcia lat 70. i do tego piosenki. W tej wersji jakoś czuć surrealizm, głównie przez powolne zdjęcia i muzykę Johna Barry'ego brzmiącą jak z Wichrów namiętności. A sceneria, gdzie Nibyżółw smęci o swej młodości, gdzie każda skała i chmura ma twarz. Co warto pochwalić to jak na wysokim poziomie technicznym jest ta ekranizacja. Scena jak Alicja zmniejsza/powiększa się robi wrażenie i nie wiem jak oni to zrobili, bo na bluescreen to nie wygląda. Więc użyli w jakiś sposób wymuszonej perspektywy. Dość konkretne charakteryzacje, gdy w wersji z 1985 roku to była z reguły farbka na mordzie. W tej wersji Biały Królik i Marcowy Zając ruszają uszami! I ze wszystkich ekranizacji ten Kapelusznik wygląda najwierniej ilustracjom Tenniela. Zdecydowanie to najlepsza technicznie ze starych adaptacji powieści Carrolla.

A jak reszta? Piosenki w większości do zapomnienia - najlepiej wypadają pierwsza piosenka Michael Crawforda i Off with the head Królowej Kierów. Planowali do roli Alicji wziąć faktyczne dziecko w wieku 7-9 lat, ale po tabunie niecierpliwych i bełkoczących smarkul uznali, że za dużo zachodu i wzięli nastolatkę. Fiona Fullerton daje radę jako tytułowa bohaterka, która w stosunku do innych wersji jest bardziej zafascynowana krainą czarów.

Kilka rzeczy robi odmiennie. kot z Cheshire ma zaskakująco małą, niemal symboliczną rólkę. Z kolei Suseł ma większą rolę, gdy zwykle robił za tło i memy o pijanych wujkach. Zasugerowali, że Marcowy Zając stał się wariatem z powodu PTSD i sprawia wrażenie zahukanego, co również pasuje do zwierzęcia (jak się spojrzy na zająca szaraka, to faktycznie wyraz pyszczka ma wiecznie wystraszony). I zgodnie z powieścią Pat (jeden ze służących Białego Królika) jest tu Irlandczykiem.

Fani książek pewnością powinni ujrzeć tą wersję. Jest dość unikalna. Z punktu filmowego też nie ma czego się wstydzić.

7/10


PS. Mamo? Możemy mieć musical o Alicji?
Mamy musical o Alicji w telewizji.
Musical o Alicji w telewizji:


Alicja w krainie czarów (1985) - pierwszy mój pełnoprawny kontakt z Alicją. Jestem ciekaw jak młodsze pokolenia będą reagować na ten film. Też jestem ciekaw jak młodsi użytkownicy jak Kryst_007 czy Ted zareagowali na tą wersję Alicji. 

W porównaniu z wcześniejszą brytyjską ekranizacją kostiumy wyglądają dość biednie. Ja wiem, że to telewizyjna produkcja, ale takiemu Sammy'emu Davisowi Jr. mogli pomalować farbką akwarelową buzię jak chociaż Shermanowi Hemsleyowi grającemu zwierzę z Hanny-Barbery. I widać, że wiele celebrytów ma odsłonięte twarze, by rodzice towarzyszący pociechom mogli robić bingo, kto tu znany gra. Ta duża ilość celebrytów w tych domisiowych wdziankach to dobry materiał na piwny seans z kumplami dla beki. Np. Ernest Borgnine w kostiumie Tchórzliwego Lwa i Beau Bridges w najbardziej zniewieściałym wdzianku walczą o ciastko. Z kolei Czerwona Królowa przez swój strój przypominała mi Annę z Tekkena. Najlepszy technicznie kostium - czyli Jabberwocky wygląda jak złol z Power Rangers (fun fact: Robert Axelrod, czyli głos Lorda Zedda występuje tu jako Żaba. I brzmi jak Lord Zedd :)). Reszta technikaliów za to wypada dobrze i w tym względzie nie ma wstydu.

Warto docenić tą ekranizację, bo w końcu wersja, gdzie bohaterkę gra mała dziewczynka - bodaj najmłodsza aktorka wcielająca się w tej wersję. Z tego względu łatwiej jest się uwierzyć, że tak wyobraża krainę czarów/po drugiej stronie lustra. I jak jakaś postać mówi coś niemiłego Alicji, ta wprost mówi, że owa postać jest niemiła. I zamiast wdawać się w długie filozoficzne dysputy, jak to normalne 7-letnie dziecko strzela focha i robi swoje. I również lepiej wybrzmiewa fakt związany z dorastaniem, gdzie przy nastolatce, a nie daj Bóg studentce, wyszłoby to kuriozalnie. I wcielająca się w Alicję Natalie Gregory jest po prostu świetna.   M.in. znakomicie odegrała reakcje. Tak dziecko powinno reagować na otaczające dziwy. Np. zastanawia, czemuż te zwierzaki tańczą jak debile albo jej reakcja, gdy Biały Królik bierze ją za Mariannę pt. "Co ty kurczę bredzisz ślepa dekoracjo wielkanocna?”. Bezapelacyjnie najlepsza aktorka grająca Alicję.

Oprócz doskonale dobranej Alicji film ma najlepszego Białego Królika i Szalonego Kapelusznika. A także Króla Kier – idealnie oddali jego pierdołowatość i służalczość wobec małżonki (piękna jest gra Meadows, gdy Król nieudolnie próbuje się wykazać). Niektóre castingi i przedstawienia są perfekcyjne - Suseł jako pijany wąsaty wujek Janusz. I chyba Lloyd Bridges pokazał jak wyobrażam Białego Rycerza. Nieco zbzikowany, ale szarmancki i pełen honoru typ ciepłego i ulubionego wujka, za którym się przepada. Królowa Kier jest nieco inna - to wciąż oczywiście furiatka rzucająca wyroki śmierci na prawo i lewo, ale w stosunku do Alicji jest nawet sympatyczna i matczyna (czyżby nawiązaniu do faktu, że Królowa Kier była inspirowana matką Alice Lidell?). Za to kiepsko wypadł Kot z Cheshire wyglądający jak skonfudowany wujeczny dziadek.

 Ponieważ film jest dwuczęściowy i druga część adaptuje Po drugiej stronie lustra, będąc jedną z nielicznych wersji wiernych owej książce. Po drugiej stronie lustra czytałem jedynie skrót będący wersją po dzieci. Druga część jest logiczniejsza (jakby) - mniej antypatycznych psycholi, a zarazem trudności te same. Urzekł mnie moment, gdy jednorożec ciesząc się, że dzieci istnieją (nie pytajcie) wierzy w Alicję tak jak ona w jego. Daje ten tekst do myślenia.

Choć ta wersja stawia na morały, to robi to dość dobrze. Podoba mi się, że Alicja zachowuje się naturalnie i od początku jej podróży jej celem jest powrót do domu. Przez co jest wkurzona, że otaczają ją antypatyczni wariaci i pierwsza część daje jej chwilowe ukojenie, gdy spotyka na swej drodze najnormalniejszego w świecie jelonka granego przez zwierzę, a nie celebrytę w śmiesznym kostiumie. I trafnie zaadoptował Jabberwocky'ego (jak oglądałem pierwszy raz na TVP to był tłumaczony jako "Smokokarda" jak pamiętam) będącego tu głównym antagonistą. 

I mimo taniochy, film ma dużo uroku, a aktorzy nadrabiają to grą aktorską i charyzmą. W dodatku wszyscy mają z Gregory fantastyczną chemię. Piosenki bardzo zapadające w ucho, moja ulubiona to jak Alicja jest witana jako królowa. I chyba to moja ulubiona wersja Alicji w krainie czarów. Pewnie to wzgląd mojego sentymentu, ale warto ją zobaczyć, bo choć wiele jest memogennych rzeczy (Alicja z łzami w oczach żegna z nadzieją świat, w którym każdy mieszkaniec to świr, co chwila trafiła na traumatyczne dla dziecięcej psychiki chwile oraz niedoszłą śmierć z rąk przerażającego smoka ;)) jest tu dużo dobra. Ja polecam.

8/10

Odpowiedz
Oho. Zakładam, że najważniejsza adaptacja będzie następna. Chyba że między 85 a 88 wyszło coś jeszcze.
Moją wizję Alicji wypaczyli Sapkowski i Amerykanin McGee, więc jeśli chodzi o filmy there can ne only one...

Odpowiedz
(08-07-2023, 00:11)Paszczak napisał(a): Oho. Zakładam, że najważniejsza adaptacja będzie następna. Chyba że między 85 a 88 wyszło coś jeszcze.

W '88 wyszła animka od Burbank Animation Studios i w międzyczasie jakaś wycinankowa z Ukraińskiej SRR, ale nie chce mi się nimi zawracać głowy ;). 

A Coś z Alicji to już zaliczyłem trzy lata temu i mi się podobało:
(14-10-2020, 16:48)OGPUEE z przeszłości napisał(a): Coś z Alicji - Jan Švankmajer kontra Lewis Carroll. O kurde. Nie spodziewałem się jakie to dobre. Dobre uchwycenie sennego tripu i autorskie podejście m.in. umieszczenie krainy czarów w jakiejś zapleśniałej kamienicy czy zrobienie z Białego Królika czarnego charakteru. Szczerze mówiąc, nie wiem, co więcej napisać.
10/10
A także chciałem skupić się na tych bardziej klasycznych adaptacjach i to tych co nie widziałem (lub oglądałem wieki temu). Z perspektywy lat to ciekawe ile lat miała tamta aktorka grająca Alicję, bo jak w 1985 roku grała ją dziewczynka (a internety milczą, kiedy się urodziła).

Na jutro przygotowałem wersję z 1999 roku (chciałem dzisiaj, ale odsypiałem nockę).

Odpowiedz
No, jak 10/10 to ok.
Burbank, ci od animowanego Jekylla i Hyde'a?

Wyobrażam sobie jakich wyżyn artystycznych sięgnęła ich wersja.

Odpowiedz
Yup. Ci sami. Plus od tej serii knock-offów Disneya z lat 90., gdzie w czołówce jakieś kosmiczne światło otwierało kuferek ze skarbami:

Odpowiedz
(04-11-2022, 20:58)shamar napisał(a):
(21-09-2022, 17:58)Crov napisał(a): Confess, Fletch

fajne, dla mnie lepsze niż filmy z Chase'em, bo wolę Hamma niż Chase'a, ale generalnie to mysle, ze poziomem podobne do "Fletcha" (i na pewno lepsze niż "Fletch Lives").



Confess, Fletch
Historia średnia. Ale nie to było najgorsze. Podana w fatalny sposób, zupełnie niewciągająca. Ten nowy odtwórca też biedny. Nie ma w nim tego luzu jaki miał Chase, ten wygląda jakby "grał luzaka ale źle się z tym czuł"

4/10

Absolutnie przeciętne filmidło z Netflixa. Nie wiem na ile wierniejsze książkom, ale stary Fletch bazował właśnie na charyzmie Chase'a, na jego przebierankach i ripostach względem rzeczywistości, która pozostawała poważna. Tymczasem w nowym Fletchu główny bohater zdaje się być najpoważniejszym aspektem fabuły, którą wypełniono do cna ekspresyjnymi osobowościami. W starciu z nimi Hamm wydaje się nudny, stary i zmęczony, ergo ginie w natłoku "atrakcji" oraz pretekstowego śledztwa, którego nikt zdaje się nie traktować poważnie. A przebieranek nie zalicza żadnych. Pozostają mu zdawkowe riposty aka suchary względem współczesności. Poza tym możemy zapomnieć o szaleństwie komizmu starych filmów - ten nowy jest tak bardzo bezpieczny jak to tylko możliwe, przez co emocji zwyczajnie nie dostarcza. Jest parę udanych gagów, ale te równie dobrze mogłyby zostać wykorzystane w każdym innym proceduralu typu Castle czy Na noże. Słowem: bezcelowe.

5/10
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
(08-07-2023, 00:11)Paszczak napisał(a): Chyba że między 85 a 88 wyszło coś jeszcze.

W 1985 roku pojawiło się Dreamchild opowiadająca o dorosłej, wiekowej Alicji którą nachodzą postacie z krainy czarów w wersji creepy. Ale to obczaję może innym razem, bo już zmęczony jestem Alicjami.

Alicja w krainie czarów (1999) - i na koniec kolejna telewizyjna wersja. O tej słyszałem wiele dobra, zwłaszcza pod poziomem technicznym. I faktycznie wypada to dobrze i jest kilka unikalnych wizualiów, które kojarzyły mi się z American McGee, mimo że to dość pogodna wersja. Co lepiej, film korzysta przede wszystkim z efektów praktycznych, za które odpowiada Jim Henson Company (więc wiadomo, że jakość będzie dobra). A efekty cyfrowe są tylko wtedy, gdy to jest naprawdę potrzebne jak powiększona głowa Szalonego Kapelusznika. Ogólnie to bardziej burtonowska Alicja w krainie czarów niż wersja od faktycznego Burtona.

Martin Short jest najlepszą live action wersją disnejowskiego Szalonego Kapelusznika. Bo jeśli chodzi tego książkowego, to jednak Anthony Newley z 1985 roku dalej jest na pierwszym miejscu. Short jest zbyt krzykliwy. Ogólnie jak tak myślę, to faktycznie udany live action remake animacji Disneya - np. Królowa Kier (świetna Richardson) jest taka sama z charakteru i flaming nie chce kooperować z Alicją.

Tym razem Królik jest tu mądrzejszy i już nie bierze Alicji za Mariannę. Po prostu każe jej zapieprzać do domu po nowe wachlarz i rękawiczki, gdyż w scenie zlania łzami królik dokładnie widział Alicję i słyszał jej głos. I obok wersji z 1949 roku to jedyny raz, gdzie jest epizod z gigantycznym szczeniakiem. I jawnie ukazuje wydarzenia jako podświadomość Alicji. 

Żeby tak nie było dobrze. to z początku irytował mnie głos Tiny Majorino, który gryzł się z nieco dojrzalszym wyglądem aktorki. Grunt, że sama Majorino dobrze też zagrała. Królik jest nieco tu pokraczny i w tej wersji chodem przypomina mi Teletubisia, ale uchodzi. Nie lubię za to projektu Marcowego Zająca – niepotrzebnie creepiasty (i nie wygląda jak zając tylko niewiadomo). I też nie podoba mi się, że wzięli wersję z ilustracji Arthura Rackama, gdzie Marcowy Zając to po prostu człowiek z głową zająca.

Więcej aktorów (tych bardziej znanych) ma odsłonięte twarze i często ich charakteryzacja jest BAAARDZO symboliczna. Trochę na tym to traci ponieważ, mieszkańcy krainy czarów to jawne sobowtóry uczestników imprezy organizowanej przez rodziców Alicji (i owi uczestnicy pojawiają się na początku i końcu filmu) i mogli być bardziej subtelni w dziale technicznym. Jedynie działają Mors i Gąsienica.

Zdecydowanie za długi. Niepotrzebne dali pół godziny adaptujące po łebkach Po drugiej stronie lustra i po piosence Nibyżółwia powinni przejść do procesu sądowego. Zwłaszcza, że scena Gryfa i Nibyżółwia była punktem zapalnym do zmiany Alicji i to ich numer w końcu wykonuje w finale przed gośćmi. Ale filler wynagradza fakt, że jest tu chyba najlepsza wersja Tweedledee i Tweedleduma. Odnośnie tego, to podobała mi się ta wersja Księżnej najbliższa książkowego oryginału.

Podejrzewam, że ta wersja będzie dla pokoleń po moim tą definitywną wersją co dla mojego wersja Disneya czy CBS-u z 1985 roku.

8/10

Odpowiedz
"The Bouncer" (2018);

[Obrazek: x1080]

Film produkcji francusko-belgijskiej, przez co w wersji angielskojęzycznej musimy słuchać Van Damme'a, który sam pod siebie podkłada głos i o dziwo, jest to jeden z niewielu minusów tej produkcji. Plusem jest jednak to, że tych linijek dialogowych ma on niewiele więcej niż Arnold w czasach, gdy grał terminatora. Fabularnie bez ekscesów - Jean Claude w skutek różnych okoliczności mniej sprzyjających musi zatrudnić się w burdelu u gangusa, żeby mieć pieniądze na ołówki 2B dla swojej córki, którą po śmierci żony wychowuje sam.

Akcyjki za wiele tu nie ma, za to film wciąga i można z całą stanowczością napisać, że jest to ta lepsza produkcja z Van Damme'm nakręcona po roku 2012, czyli roku cholernie i niesłusznie niedocenionego czwartego "Uniwersalnego żołnierza" i jego dnia odrodzenia, który jednak niestety nigdy nie nastąpił. Klimat taki trochę noir w Bułgarii, chociaż akcyjka prawdopodobnie rozgrywa się w Belgii, ale Van Damme pokazuje tutaj coś nowego w swoim empoli, mianowicie złamanego życiem byłego ochroniarza, który oprócz tego, że zajebiście się napierdala, to ma ogólnie chujowe życie i słońce świeci mu tylko wtedy, gdy ogląda z córką Teletubisie.

Fajny film, z oszczędną rolą głównego herosa, który łazi zakapturzony a kamera go śledzi jak Randy'ego vel Micky'ego Rourke'a w "Zapaśniku"; tutaj przynajmniej na początku tak się dzieje, bo później operator jednak się ogarnia i stwierdza, że za takie śmieszne pieniądze musi kręcić normalnie a nie świrować, przez co film wygląda jak dobrej jakości weselne kino kręcone z ręki - mimo wszystko trzeba pochwalić to, że mamy dwa czy trzy wyjątki, które warto docenić i są to sceny różnych bójek, podczas trwania których czuć znój i ból głównego bohatera, a także towarzyszący mu codzienny życiowy wpierdol.

7/10 bo to niezłe, proste kino z jedną z najlepszych ról Van Damme'a, sprawdzające się po prostu jako dobry film na wieczorny seans, a nie tylko napierdalanka z krzykami i oszukaną fabułą. Polecam.
The height and weight of the victim can only be estimated from the partial remains. The torso has been severed in mid-thorax; there are no major organs remaining. Right arm has been severed above the elbow with massive tissue loss in the upper musculature... partially denuded bone remaining...

Odpowiedz
ech... od The Quest czy tam Legionisty nie oglądałem kompletnie nic z Van Dammem bo nie było po co, ale ta twoja krótka piłka mnie serio zachęciła. Obejrzę to z czystej ciekawości i pewnie wyjdzie 3/10 ale co tam.
“A man holds sacred only 3 things. His home, his children, and his mother. He who dares to harm any of these, whomever god he serve, pray to them for mercy. You will receive none from the man.”

Odpowiedz
Nie no, nie jest to żaden hit Polsatu ale raczej ciężko mi sobie wyobrazić, żeby ktoś w miarę obyty wiedząc co ogląda dał temu filmowi tak niska ocenę. Tylko warto mieć na uwadze, że to żadna wesoła napierdalanka a bardziej taki klimatyczny slow burner opowiadający o połamanym przez życie człowieku próbującym ogarniać coś w miarę dobrego w brzydkim świecie belgijskiego zadupia, w którym rozmowa o pracę wygląda w ten sposób:



:)
The height and weight of the victim can only be estimated from the partial remains. The torso has been severed in mid-thorax; there are no major organs remaining. Right arm has been severed above the elbow with massive tissue loss in the upper musculature... partially denuded bone remaining...

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  ALARM! NADCHODZI KOLEJNY REMAKE! czyli wszystko o remake'ach Mierzwiak 1,244 242,969 14-04-2026, 18:15
Ostatni post: shamar
  Pętla czasowa czyli motyw dnia świstaka w filmach Craven 91 23,789 07-08-2025, 14:13
Ostatni post: shamar
  Prekognicja, czyli oceń film, który zaraz obejrzysz military 77 28,197 04-03-2017, 00:43
Ostatni post: Juby
  Dłuższa piłka, czyli coś dla kino maniaków od kino maniaków wika 3 4,446 02-12-2013, 19:10
Ostatni post: Bucho
  Prawdziwy film, czyli istota kina Bodzio 22 8,743 07-08-2011, 20:23
Ostatni post: MauZ
  Starocie filmowe, czyli trochę klasyki Eorath 44 17,345 20-12-2010, 19:03
Ostatni post: szopman
  Krótka piłka, czyli mini-recenzje military 6,447 721,714 11-04-2009, 16:35
Ostatni post: Negrin
  Parada banału, czyli wpływ formy filmu na odbiór fabuły;) Mental 167 31,156 26-03-2008, 09:55
Ostatni post: D'mooN
  [oddzielony] Krótka piłka, czyli mini-recenzje 0 324 Mniej niż 1 minutę temu
Ostatni post:



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
3 gości