Movie Lover
Liczba postów: 7,227
Liczba wątków: 73
(24-09-2023, 14:29)Mefisto napisał(a): (24-09-2023, 09:21)Kryst_007 napisał(a): Sam Neill nigdy lepszy nie był.
To polecam gorąco Dean Spanley.
Dzięki za polecajkę. Trafia to na mą watch listę. W ogóle Neill to imo jeden z bardziej niedocenionych aktorów. Zawsze przyjemność oglądać go na ekranie.
24-09-2023, 16:18
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 25-09-2023, 07:19 przez Kryst_007.)
Stały bywalec
Liczba postów: 12,427
Liczba wątków: 29
Late Phases - miałem na dysku, ściągnięte czas temu z jakiegoś powodu (pewnie polecają z forum). I w ramach zwalniania miejsca na dysku oglądam. Mogłem doczekać do października, bo to film o wilkołaki. Klimatycznie to podobne do odcinka Gęsiej skórki, w którym chłopak osiedla się w wiosce wilkołaków
Częściowo to przewidywalne - można domyśleć się tożsamości wilkołaka w połowie filmu. Ale przyznam, że finał nieco mnie zagrał na moich oczekiwaniach, bo protagonista to niewidomy weteran wojenny i sądziłem, że będzie Daredevilem, ale tak nie jest.
Pod względem technicznym nie mam do czego się przyczepić. Jest sporo analogowych efektów w tym efekty gore i transformacja bestii granych w kostiumach. Szkoda, że projekt kiepski przypominający bardziej horrorową wersję Yetiego z To Catch a Yeti (ale w sumie nigdy nie spotkałem satysfakcjonującego mnie wyglądu wilkołaka. Nawet w najlepszych odsłonach tego gatunku, czyli Amerykański wilkołak w Londynie i pierwszy Skowyt.
Ogólnie taki film do puszczenia sobie na raz dla umilenia wieczoru.
5/10
26-09-2023, 01:34
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 26-09-2023, 01:34 przez OGPUEE.)
Stały bywalec
Liczba postów: 12,427
Liczba wątków: 29
Mary Poppins - fun fact. Film miał premierę w Czechosłowacji. Raz widziałem na Polsacie z okropnym dubbingiem. No to czas na wersję w angielszczyźnie (ogólnie jestem zdania, by dubbingi powstawały najwyżej 20 lat po danym tytule, bo potem jakość audio z obrazem zgrzyta).
Jakby Walt Disney miał zakończyć karierę producenta jakimś jednym filmem, to Mary Poppins jest idealnym kandydatem na uhonorowanie jego dotychczasowej twórczości. Praktycznie zawiera elementy składowe jego twórczości. Mimo, że robiono to dzieci (w końcu na podst. dziecięcej literatury), to dorośli znajdą rzeczy dla siebie. Chociażby grę aktorską. Zaskoczony jestem, że to praktycznie debiut filmowy Andrews, bo ta praktycznie jest Mary Poppins. Co też fajne jest, to Mary w zasadzie rzadko się uśmiecha i wciąż jest surową nianią. W pierwszej scenie od razu ustawia do pionu dzieciaki.
I też nie jest to przesłodzone czy próbujące być zbytnio emocjonalne i większość elementów jest wyważonych. Nawet bankierzy będący tu defacto głównymi złymi, w sumie są… bo ja wiem… ludzcy i z innym punktem widzenia. I przesłanie jest dość nienachalne. Nie dotyka tylko Banksa, ale też subtelnie wskazuje, że matka Jane i Michaela mogłaby odłożyć buycie sufrażystką (ale... ale... u Disneya matki nie żyją, bo jego własna zmarła! Tak Internety mi mówiły!).
Można przyczepiać się do różnych rzeczy. O okropnym akcencie Van Dyke’a wszyscy mówili, nawet on sam. Tu w Europie rudziki nie wyglądają jak drozdy. Nic dziwnego L.P. Traves nie chciała, żeby Amerykańce maczali swe paluchy przy następnych adaptacjach ;). Ale ponarzekam w innych aspektach. Dzieci były raczej słabe i nie powinienem, ale ich twarze mają coś takiego - nie wiem - odstręczającego. I faktycznie sekwencja animacji najsłabsza – zdecydowanie zbyt długa i będąca wymówką do popisów Van Dyke’a. Szczególnie mnie raziły różnice w audio aktorów głosowych i tych żywych. I trochę źle, że animacja to jest w stylu 101 dalmatyńczyków, bo tu bardziej pasowała ta stylistyka sprzed Śpiącej królewny. Zwłaszcza, że pod względem efektow specjalnych stoi to wszystko na wysokim poziomie. Najlepsze (i najszersze zastosowanie) matte painting tych czasów. Znakomita strona techniczna i Oscary w pełni zasłużone.
Zdecydowanie klasyk i ukoronowanie twórczości Walta.
8,5/10
My Fair Lady - kolejny musical z tego samego roku. I też będący na szczycie USAńskiego box-office. I też mający niemal tyle samo nominacji do Oscara, często w wspólnych mianownikach. I Julie Andrews była w oryginalnej inscenizacji musicalu! A, i oba filmy dzieją się w edwardiańskim Londynie. Aha, i oba nie miały kinowej dystrybucji za PRL-u. Co w przypadku My Fair Lady jest dziwne, bo sądziłem że filmy nagrodzone Oscarem za najlepszy film z automatu miały u nas premierę (np. Oliver!, jeśli mowa o musicalach).
Też warto obejrzeć ten prekursor Projektu Lady. Najjaśniejsza jest tu Hepburn, która wszystko na śniadanie jako skrzecząca ordynuska stopniowo zmieniajaca się w damę. Daje ona z siebie wszystko, nawet specjalnie nauczyła się śpiewać (i wolę wersję, gdzie nie została zdubbingowana w partiach wokalnych na zlecenie producentów). Daleko w tyle też nie jest Rex Harrison, bo Higgins to kawał seksisty i nadętego bubka. W sumie to też nie jest to romans, bo główni praktycznie nie zakochują przez bardzo lwią część filmu. Spoko też zagrał gość w roli młodego panicza (bardzo przystojny lad swą drogą), który wydaje być zmęczony sztywnymi konwenansami i imponuje mu prosta Eliza.
Z pewnością warto pochwalić kostiumy i scenografia imponujące zwłaszcza sekwencji z wyścigami konnymi – idealnie uchwycili czystość i wzniosłość arystokracji. Co do muzyki najlepsza jest piosenka, jak nasza Cockneyka śpiewa wśród swoich o luksusach. Fabularnie zgrzytała mi końcówka, choć ma jakieś umotywowanie. Czasem jest tak, że jak twórca poświęca długa uwagę nawet pozornie nieinteresującej go rzeczy, to z czasem się do niej przywiązuje. Zdecydowano warto ujrzeć, jak się jest fanem starych musicali.
9/10
26-09-2023, 21:52
Stały bywalec
Liczba postów: 3,021
Liczba wątków: 28
Recka najnowszego filmu Garetha Edwardsa z "Nowej Fantastyki" -krótko mówiąc - nie jest dobrze.
W niedalekiej przyszłości, po zdetonowaniu przez AI bomby atomowej w Los Angeles, Stany Zjednoczone postanowiły zmieść z powierzchni Ziemi wszelkie formy sztucznej inteligencji jako zagrażające ludzkości. W konsekwencji wypowiedziały wojnę tzw. symulantom - androidom zamieszkującym tereny "Nowej Azji", której mieszkańcy mają do sztucznych ludzi dużo bardziej tolerancyjne nastawienie. Joshua, były agent służb specjalnych, który porzucił służbę po zakończonej tragedią misji, zostaje zwerbowany, aby odnaleźć i zabić Nimratę - genialnego twórcę AI będącego dla symulantów postacią otoczoną wręcz religijnym kultem. Jego powrót do akcji podyktowany jest bardzo osobistymi motywami.
"Twórca" to najnowszy film Garetha Edwardsa - reżysera, któremu zawdzięczamy najlepszy w ostatnich latach film z uniwersum Gwiezdnych Wojen, czyli "Łotra 1". Pierwsze napływające ze świata recenzje były całkiem entuzjastyczne i zapowiadały świeży, ambitny film SF. Cóż... powiedzieć, że wprowadzały w błąd, to mało powiedzieć.
Scenariusz "Twórcy" zawiera elementy zaczerpnięte m.in. z "Blade Runnera 2049", "Westworld" i "Avatara", z domieszką filmów o wojnie w Wietnamie, lekką nutą "Modyfikowanego węgla" i, raczej niechcący, Świata Dysku. Wszystko to zmiksowane w pozbawioną logiki breję, która brak sensu próbuje maskować uciekając się do prostackich wręcz zagrywek, żeby wzbudzić w widzu najprostsze emocje. Każdy z obecnych w filmie tematów i motywów związanych z obecnością w naszym życiu AI, czy z traktowaniem androidów jak żywych istot, został wcześniej w kinie lub na małym ekranie przedstawiony w lepszy, bardziej spójny i przemyślany sposób. Scenarzyści - Gareth Edwards oraz Chris Weitz - najwyraźniej nie potrafili wyobrazić sobie najprostszych ciągów przyczynowo-skutkowych, jakie konsekwencje pociągałyby za sobą określone wynalazki. W efekcie dostajemy wtórny, rozczarowujący spektakl, który może cieszyć oko realizacją, ale nazwijmy rzeczy po imieniu: jest rażąco głupi.
Nie ratuje go też obsada. John David Washington kolejny raz po "Tenecie" udowadnia, że nie ma talentu ani charyzmy swojego ojca, Denzela. Allison Janney jako pułkownik Howell pełni tu rolę podobną, jaka przypadła Stephenowi Langowi w "Avatarze", ale nie ma praktycznie nic do zagrania. Najlepiej z całej obsady wypada Ken Watanabe wcielający się w symulanta Haruna. Całkiem dobrze radzi sobie również Madeleine Yuna Voyles jako mała Alphie, jednak jej postać została napisana mocno niekonsekwentnie - kolejny kamyczek składający się na scenariuszowe mielizny.
Jeżeli spodziewacie się po "Twórcy" świeżego, ambitnego, intelektualnie angażującego kina science fiction, to niestety rozczarujecie się potężnie. To film, który ma grać na emocjach, nie siląc się na subtelność czy niuanse. Nie ratują go pojedyncze udane momenty, jak otwierająca sekwencja przedstawiająca, jak doszło do konfliktu z AI, czy scena z psem. A miało być tak pięknie...
29-09-2023, 11:07
Stały bywalec
Liczba postów: 13,248
Liczba wątków: 77
Recka chyba wygenerowana przez Chata GPT, jest nędzna i niewiele mówi. Ja widziałem już kilka bardziej obszernych recenzji, które o dziwo są albo umiarkowanie-optymistycznie, albo dobitnie mówią że to film który chyba przeleżał w szufladzie s-f lat 80-tych i to mokry sen dla fanów takich klimatów. A to że jest prosty i "nie ma głębi". No ludzie kochani ;)
Jeremy Jahns powiedział w swoim materiale nawet, że to wygląda jak coś, co mógłby zrobić kiedyś Cameron gdyby tylko miał możliwości techniczne. Idę we wtorek do kina to obadać, bo dawno nie było s-f na dużym ekranie, które nie byłoby jakąś franczyzą, serią itd.
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.
29-09-2023, 11:26
Miss Avatara 2016
Liczba postów: 18,204
Liczba wątków: 5
Ale też bądźmy szczerzy. Trailer zapowiadał klisza na kliszy i kliszą pogania.
Pójdę dla widoczków bo te się mnie podobały.
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...
29-09-2023, 11:27
Stały bywalec
Liczba postów: 6,932
Liczba wątków: 2
(29-09-2023, 11:26)Snappik napisał(a): Idę we wtorek do kina to obadać, bo dawno nie było s-f na dużym ekranie, które nie byłoby jakąś franczyzą, serią itd.
Dokładnie to samo powiedziałem sobie jak widziałem zwiastun w kinie. Teraz wszystko jest serią, sequelem, uniwersum więc taki prosty jednostrzałowy s-f jak znalazł.
29-09-2023, 11:37
Stały bywalec
Liczba postów: 12,427
Liczba wątków: 29
Zwierciadło - fajnie! Ten Tarkowski nie trwa trzech godzin :). Gorzej, że znowu normalny człowiek przysypia. O ile w poprzednich Tarkowskich, nadążałem za fabułą, tak tu zdecydowanie jest poetycki - w złym tego słowa znaczeniu. Reżyserskiego fachu odmówić nie można, ale faktycznie reżyser minął się z powołaniem i powinien być poetą. Ciekawym zabiegiem jest przedstawienie głównego bohatera wyłącznie za pomocą głosu i nie widać jego twarzy i ciała (dobrze wiedzieć, że twórcy Hardcore Henry inspirowali się uznanym twórcą ;)). No i jest kilka ładnych widoczków i jazd kamery przypominających dobry horror. Takie coś powinien był zrobić Tarkowski.
6/10
Maciste Nella Terra dei Ciclopi - po mądrym i zmuszającym do myślenia kinie coś na głupiego i wyłączające mózg. W ramach przygotowania do jednej prelekcji obejrzałem sobie - cóż, typowy standard włoskiego kina sandałowego z lat dawniejszych. Korzystanie z gotowych scenografii, wzięcie jakiegoś herosa (tutaj Maciste będący włoskim typem superbohatera o dużej sile) granego przez zdubbingowanego amerykańskiego kulturystę i jakaś zła cizia robiąca za "niejednoznaczny" love interest. Co mogę pochwalić to charakteryzacja tytułowego cyklopa, która wypada dość realistycznie - na pewnie lepiej niż w amerykańskich monster-movies. I wiarygodnie zrobili z niego olbrzyma dzięki wymuszonej perspektywie. Raczej nie trzeba oglądać.
5/10
30-09-2023, 17:21
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 30-09-2023, 23:05 przez OGPUEE.)
Sympatyczny forumowicz :)
Liczba postów: 4,108
Liczba wątków: 6
(26-09-2023, 21:52)OGPUEE napisał(a): bo ta praktycznie jest Mary Poppins. Co też fajne jest, to Mary w zasadzie rzadko się uśmiecha i wciąż jest surową nianią. W pierwszej scenie od razu ustawia do pionu dzieciaki.
Z perspektywy osoby która czytała książki za dzieciaka - to.. niezupełnie. Książkowa Mary Poppins to taka "klasyczna młoda brytyjska niania" i magia się jakby pojawia naokoło niej ale nie dotyczy jej. Ona zawsze ma taki dystans i "wykonuje swoją pracę". To jest w filmie, jest zaznaczone że nie jest "przyjaciółką dzieci" która się z nimi śmieje , obejmuje i je kocha - w wielu scenach.. ale ..Andrews jest rozśpiewana, roztańczona i .. ona się mało uśmiecha jak na osobę po której się oczekuje że "powinna się uśmiechać". Natomiast Mary Poppins jest właśnie osobą która "nie powinna się uśmiechać" - i tutaj ma w sobie naprawdę mnóstwo ciepła i uśmiechu.
Przy czym to nie zarzut, bo bardzo mi się podoba ta postać w filmie, zresztą cięzko by było wstawić tańce i piosenki z "tradycyjną" Mary Poppins tylko po prostu tak to pamiętam z tego co czytałem.
Jeżeli patrzeć na to pod takim kątem to bliżej jest Emily Blunt, tylko.. ta też się za często uśmiecha :p powinna się uśmiechnąć ze dwa razy kącikiem ust w filmie i tyle :p Blunt z kolei jest zbyt wyelegantowana i ciutkę za stara, Mary Poppins jednak raczej chyba nie ma trzydziestki.
30-09-2023, 18:25
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 30-09-2023, 18:26 przez Rozgdz.)
Stały bywalec
Liczba postów: 12,427
Liczba wątków: 29
Czas rozpocząć drugi mój spooktober. I na początek pójdzie...
Black Zoo (1963) - kurde nawet ówczesne niskobudżetowce potrafiły być lepsze od dzisiejszych czasów używając PRAWDZIWYCH zwierząt zamiast jakichś mocapowych pidżamek. Jest nawet szympans palący sobie papierosa (przypomniało mi się jak kiedyś w Teleexpressie opowiadali o szympansie, który uzależnił się od szlugów). I widać tu rozluźnienia kodeksu Haysa, bo policjant podczas śledztwa mówiący o motywach zabójstw mówi "no robbery, no rape, not slighty evidence sexual assault of woman".
Znowu filmowy początek października niefortunny. Najpierw to jakiś dramat o właścicielu zoo, którego w sumie jego jedyną winą, że jest jakimś ekscentrykiem. prowadzi legalne zoo, podczas oprowadzania wycieczek mówi o tym, by nie karmić zwierząt i wkładać łap do klatek i że zwierzęta też mają uczucia. Jakiś prezes PZPNu próbujący wpłynąć na radę miasta chce wysiudłać właściciela zoo z terenu i postawić jakieś swoje zyskowne gówno, próbując się wykręcać rozwojem. Potem jeden z jego pracowników ewidentnie zaczepia tygrysa i prowokuje go do ataku, co kończy się śmiercią kociaka. Jego szef miał prawo się wkurwić i go rzucić na pożarcie lwowi - w 1963 roku tygrysy były zagrożone wyginięciem (i do tej pory są). Potem w połowie okazuje się, że ów właściciel zoo jest członkiem satanistycznego kultu kociarzy. I na koniec następuje twist z Ukrytej prawdy/Sekretów rodziny. Co mogę dobrego powiedzieć, to że Michael Gough gra znakomicie głównego bohatera i urodził się do grania antypatycznych niezrównoważonych złoczyńców.
2/10
01-10-2023, 14:31
Pan Drzewo
Liczba postów: 1,746
Liczba wątków: 14
Chciałem se urządzić horrorowy październik i dupa - widziałem chyba wszystko, co chciałem, reszta mnie nie interesuje, jakiś tam promil w postaci zakurzonych perełek zapewne umknął radarowi. Zostają głównie kontynuacje przecenianych serii w stylu Helołin, Trzynastego Piątku oraz Pił (Mechanicznych, jak i pułapek) plus nowsze popeliny polegające na darciu ryja i "straszeniu" z zaskoczenia. Wszystko już było, dobre filmy się skończyły, pozostaje chłód, haluny z niedożywienia i czasem coś świeżego od A24. RATUJCIE CHŁOPCY I DZIEWCZĘTA, POLECAJCIE NIEOCZYWISTE HORRORY.
---
Talk To Me może i opiera się na ciekawym pomyśle, ale nie wydobywa z niego pełni potencjału. Z intrygującego motywu opętania nie wynika zbyt wiele, twórcom wyraźnie zabrakło koncepcji na kreatywne rozwinięcie, dodanie czegoś nowego do tematu; w efekcie wraz z bohaterką zmierzamy do przewidywalnego i dość oklepanego finału. Całość zrealizowano zmyślnie, zdecydowanie poziom wyżej od rzemieślniczej fuszerki (pomijając irytujące próby straszenia "podbitym" do granic dźwiękiem), panienka Wilde odwala solidną robotę, ogląda się to dobrze, ale, paradoksalnie, brakuje tu duszy i materiału. Talk To Me sprawdziłby się lepiej w formie krótkiego metrażu.
---
Ko To Tamo Peva / Who's Singing There
PEREŁKA z dawnej Jugosławii o podróży autobusem do Belgradu w przededniu wojny. W starym gruchocie zbiera się śmieszna gromadka reprezentująca różne drogi życiowe i przywary, nad którą stara sie zapanowac wieśniacki właściciel-bileter. Humor mocno absurdalny, jak i absurdalna okaże się przejażdzka trasą wytyczaną kolejnymi utrudnieniami. Wraz z grubą warstwą komedii przyjdzie nam przelknąć kilka gorzkich pigułek, nad zabawną historią od początku wisi bowiem fatum wojennej rozpierduchy. Na poziomie mentalno-realizacyjnym KTTP "przewiduje" najlepsze dzieła Kusturicy z ich perfekcyjną mieszaniną radości i smutku. Zakładam, że Serbowie/Jugole "tak mają". Coś w tym guście (z zachowaniem narodowych proporcji) mógłby w sumie nakręcić Smarzol, przy czym musiałby chociaż trochę "lubić" swoich bohaterów, co ostatnio rzadko mu się zdarza. W każdym razie euforycznie POLECAM, największe pozytywne filmowe zaskoczenie tego roku.
---
Mini-piłka: dokument Wrighta o braciach Mael wyszedł całkiem zgrabnie, chociaż dziwnym trafem jest równocześnie zbyt długi i zbyt krótki.
01-10-2023, 21:47
Red Crow
Liczba postów: 12,666
Liczba wątków: 50
Z nieoczywistych horrorów z ostatnich lat:
- Pyewacket (2017)*
- Amulet (2020)
- Bliss (2019)*
- In Fabric (2018)*
- Possum (2018)*
- The Devil's Candy (2015)*
- In The Earth (2021)
- The Empty Man (2020)
- Under the Shadow (2016)
- Wounds (2019)
* - te polecam najbardziej.
02-10-2023, 00:50
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 02-10-2023, 00:53 przez nawrocki.)
Pan Drzewo
Liczba postów: 1,746
Liczba wątków: 14
Większość kojarzyłem (i nie interesują mnie), natomiast dzięki za przypomnienie Under the Shadow (zbieram się do obejrzenia od lat) i Pyewacket, o którym czytałem sporo dobrego.
Zrewanżuje się (?) kolejnym nieoczywistym tytułem - La Casa Lobo. Nie jest to klasyczny horror (straszenia w zasadzie brak), bardziej nastrojowa psychodela, niemniej u niektórych mógłby wywołać gęsią skórkę (zwłaszcza pod wpływem pewnyc substancji). To popieprzona, oniryczna, miejscami obrzydliwa quasi-baśn animowana (głównie) poklatkowo, z której w sumie niewiele zrozumiałem (należało chyba wpierw zglębić historyczne podszycie), niemniej sporą przyjemność sprawiło mi kapitalne "opowiadanie" obrazem i transformacje scen. Wizualne cudeńko, w sam raz do obejrzenia na haju. Luuuuźne skojarzenia: Lynch (poczucie obcowania z koszmarem) i Cronenberg ("body horror" w śladowych ilościach).
02-10-2023, 15:18
Stały bywalec
Liczba postów: 12,427
Liczba wątków: 29
@Norton
Jeśli chcesz nieoczywiste/nieznane ci horrory to polecam zobaczyć Who Can Kill a Child?, Long Weekend, Just Before Dawn, The Autopsy of Jane Doe i The Gate (1987) z małym Stephen Dorffem. Terror Is A Man z 1959 roku też można obejrzeć. Brytyjski Dog Soldiers o wilkołakach też był całkiem miłym odświeżeniem formuły o wilkołakach.
W zeszłym roku widziałem polski Lokis: Rękopis profesora Wittembacha ( jest na 35mm.online), który bardziej jest filmem kostiumowym, ale ma interesujące podejście do aspektu grozy i może podpasować. Kontynuując polski wątek - koniecznie obejrzyj Opętanie Żuławskiego. Z nowszych tytułów dobry był też węgierski Fotograf śmierci z 2020 roku. Ostatnio w temacie Co to za film pojawiła się hiszpańska seria Blind Dead - nie widziałem, ale interesująco wyglądająca (również ma swój temat na forum). Nie wiem czy widziałeś Pozwól mi wejść (ten szwedzki oryginalny) i Odmienne stany świadomości. Black Christmas – polecam bardzo, ale bardziej nadaje się na grudzień.
Z mojej tegorocznej październikowej listy mogę zapodać dzisiejszą odsłonę, czyli...
The Stepfather (1987) - John Locke z Lost chce idealnej rodziny. Co prawda, to nie horror a thriller, ale jeden taki w październiku nie zaszkodzi - niech będzie różnorodnie. Już na początku film się nie certoli – tytułowy bohater schodzi po schodach i kamera ukazuje pomordowanych brutalnie członków rodziny. I gdy wychodzi z domu to kamera robi najazd na zmasakrowane zwłoki małej dziewczynki z misiem. Przez długi czas nie wiadomo jakie motywacje stoją za Jerrym. Przez to ciekawiło mnie jak to się wszystko potoczy. Muzyka też niecodzienna, ponieważ brzmi jak podkład do piosenek czy polskich seriali młodzieżowych z lat 90. Terry O’Quinn niesie ten film aktorsko, choć w momentach napadu szału trochę jest over the top. Zdecydowanie można ujrzeć, jeśli jest się zmęczony slasherami z tej samej dekady. Swoją drogą The Stepfather doczekał się sequeli i ja mam pytanie: jakim kierwa cudem? Na końcu filmu Jerry został dźgnięty prosto w serce i są małe szanse na przeżycie, a akcja jest osadzona w najbardziej przyziemnej rzeczywistości i nie może być mowy o jakichś nadnaturalnych elementach jak z typowym slasherowym potworem.
7,5/10
02-10-2023, 17:52
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 02-10-2023, 17:54 przez OGPUEE.)
Pan Drzewo
Liczba postów: 1,746
Liczba wątków: 14
Dzięki, OG. Oryginalny Let Me In, Altered States, Black Christmas, Autopsy, Possession - znam (Opętania dodatkowo nie cierpię). Trzy pierwsze filmy (po przejrzeniu odpowiednich tematów) dopisałem do listy, zapowiadają się miodnie. Fotograf Śmierci przypomniał mi za to o Furmanie Śmierci. :)
Jak już jedziesz z horrorami, to dorzucam kolejne mniej oczywiste (zapewne większość znasz):
[Nowsze]
- Blackoat's Daugter / February
- Oculus
- Smile (sztampowy, ale straszy)
- Pearl
- Saint Maud
- A Field In England (1% horroru, 99% schizy po grzybkach, dobry film gościa od Kill List i tego kijowego High-Rise)
[Starsze]
- Cat People (zapewne pierwszy w historii dżampsker)
- Onibaba (średnio mi podszedł, ale klimacik spoko)
- House (popieprzona, azjatycka komedia-horror)
- The Haunting (z 1963)
- Palacz Zwłok (horror w wymiarze ludzkim, wyborny film z kapitalnym montażem)
To te z lepszych.
02-10-2023, 18:13
Stały bywalec
Liczba postów: 12,427
Liczba wątków: 29
Onibabę (rok temu oglądałem w Halloween), House i oryginalne The Haunting znam i widziałem. Cat People też znam, ale widziałem jedynie remake w TV (był niezły i spoko były soundtrack Morodera). Moja lista na tegoroczny spooktober jest już zapełniona, ale też dziękuję za polecajki.
02-10-2023, 18:23
Fhtagn
Liczba postów: 5,327
Liczba wątków: 9
Drugi film: Aligator z 1980. Ojciec spuszcza w kiblu małego aligatora córeczki - mijają lata, w międzyczasie pewna firma wyrzucała do kanałów psy faszerowane hormonami bo taniej, aligator je pożerał i urósł do ogromnych rozmiarów. Tyle. Sympatyczny animal attack, fajne gore z urywanymi kończynami. 6/10.
02-10-2023, 19:38
Stały bywalec
Liczba postów: 783
Liczba wątków: 0
Norton, jak chcesz nietypowe horrory to polecę trzy mockumentary. Japońskie Noroi oraz Okaruto (Occult) tego samego reżysera. Ten drugi nawet można w całości obejrzeć na youtubie. Oba opowiadają o dokumentalistach, którzy w trakcie kręcenia filmu natykają się na... bardzo nietypowe rzeczy. Ostrzegam przy Okurato, że ma kontrowersyjną i absurdalną końcówkę, ale i ciekawą pod względem konceptu. Tutaj całość:
Trzeci tytuł to Lake Mungo, który jest przede wszystkim dramatem o stracie córki z paranormalnymi elementami, ale ma pewien moment, który mnie po prostu zwalił z nóg i autentycznie przestraszył. Każdy kto widział film wie o czym mówię.
02-10-2023, 20:12
Pan Drzewo
Liczba postów: 1,746
Liczba wątków: 14
Pierwsze dwa kojarzę, Noroi rozważałem niedawno (ostatecznie wybrałem Kairo/Pulse*) i zrezygnowałem z seansu tegoż po przeczytaniu niepochlebnych opinii forumowiczów. Lake Mungo obejrzałbym już dawno, ale (do diaska) kiedyś przez przypadek trafiłem na TĘ scenę (swoją droga chyba ktoś niedawno o niej tutaj pisał) i teraz sam nie wiem, czy warto obejrzeć całość. Tak czy siak - dzięki za polecenia, Noroi pewnie kiedyś wskoczy na ekran.
* Dobry, acz ślamazarny "horror" melancholijny. Od snujących się, zrozpaczonych duchów bardziej przeraża świadomość pustki po śmierci. Nie tak udany jak wcześniejszy Cure (to akurat thriller) Kurosawy juniora, wciąż jednak wybijający się ponad perfekcyjną przeciętność azjatyckich straszaków z czarnowłosymi dziewczynkami wypełzającymi spod łóżka.
02-10-2023, 20:44
Dużo pisze
Liczba postów: 503
Liczba wątków: 0
The Pope's Exorcist (2023)
Nie wiem w sumie co myśleć o tym filmie bo mam wrażenie że twórcy sami nie wiedzieli do końca w którą stronę iść.
Z jednej strony podobało mi się to że to wszystko nie było miejscami całkowicie na poważnie,bo przecież sama postać Maximusa była przerysowana, co w połączeniu z jego akcentem dało komiczny efekt miejscami.
Z drugiej strony jest w filmie parę scen w których czuć że to ma być "na poważnie" i na serio, ale ta mieszanka powagi ze śmiechem nie do końca funkcjonuje.
Mimo tego nie mogę powiedzieć że film mi się nie podobał bo muszę całkiem szczerze przyznać że całkiem dobrze się bawiłem, szczególnie że nie ma tu zbytniego owijania w bawełnę i dość szybko przechodzimy do rzeczy a w końcówce już całkowicie jest szaleństwo.
Jeśli ktoś oczekuje że film podejdzie do tematu w stylu Egzorcysty i będzie zadawał poważne pytania na temat wiary to nie ma tutaj nic dla niego. Ale jeżeli ma chęć na horror który jest z jednej strony przerysowany i kiczowaty ale zrobiony z sercem, to może się tutaj dobrze bawić
6/10
03-10-2023, 08:10
|