.
Liczba postów: 27,497
Liczba wątków: 60
(04-02-2024, 16:18)Dr Strangelove napisał(a): Padło na "Faworytę" tego greckiego PTA.
Po pierwsze, to uprasza się o odrobinę szacunku dla PTA.
Po drugie, to jak najbardziej można pisać o filmach sprzed kilku lat w ich tematach. Powiedziałbym nawet, że jest to bardziej wskazane i przydatne niż posty "obejrzałem nowego Netflixa i nie zgadniecie co? Jest gówniany" :)
Tymczasem ja:
Śnieżne bractwo - obejrzałem nowy hit Netflixa i nie zgadniecie co? No może nie jest gówniany, ale jest to Netflix/10. Nawet gdy bywają dobre fragmenty, to później i tak nijakość bierze górę. Obejrzałem, bo odhaczam nominacje oscarowe i o ile wyróżnienie za charakteryzację można zrozumieć, tak nomka w prestiżowej przecież kategorii filmu międzynarodowego można rozpatrywać tylko jako świetny przykład konkursowej korupcji: wszyscy zdolni do głosowania dostali chyba luksusową wycieczkę w Andy. 5/10 ale to taką solidna piątka, nawet można to obejrzeć z jakąś przyjemnością :)
04-02-2024, 17:51
Stały bywalec
Liczba postów: 2,176
Liczba wątków: 14
The Peacemaker z roku 1997, w reżyserii Mimi Leder
Występują: Cloney i Kidman. Chyba rozczarowanie po latach: w kinie to się jarałem, pamiętałem jako porządną akcję z fajną końcówką. No i d0pa. Akcja jest taka trochę naciągana, bohaterom idzie jak z płatka, tropy podjęte natychmiast mają rozwiązanie pozytywne, a namierzenie ciężarówki gdzieś na zadupiu jest dziecinnie proste. Cały scenariusz zalatuje tanią książką. No i do tego końcówka jest rozwleczona na kilka epizodów i w ogóle nie angażująca, a nawet rozczarowująca. Za plus plenery i widoczki, ale to za mało. Kidman zagrałą spoko, a Cloney był po prostu Cloneyem. Marne takie filmidło aspirujące do serii Ryana z mizernym skutkiem.
Dałbym 5/10 ale rozczarowanie względem wspomnień mocne więc 4 będzie odpowiednią oceną.
“A man holds sacred only 3 things. His home, his children, and his mother. He who dares to harm any of these, whomever god he serve, pray to them for mercy. You will receive none from the man.”
04-02-2024, 18:54
Miss Avatara 2016
Liczba postów: 18,179
Liczba wątków: 5
(04-02-2024, 17:51)simek napisał(a): Po drugie, to jak najbardziej można pisać o filmach sprzed kilku lat w ich tematach. Powiedziałbym nawet, że jest to bardziej wskazane i przydatne niż posty "obejrzałem nowego Netflixa i nie zgadniecie co? Jest gówniany" :)
Nawet nie wiedziałem że to ma swój wątek. No ale po pierwsze obejrzałem tylko połowę, a po drugie widzę tam zachwyty, więc nie będę wchodził bo tam sami "studenci chumaniści" z "ą" i "ę"
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...
04-02-2024, 20:09
Movie Lover
Liczba postów: 7,227
Liczba wątków: 73
Adam's Rib (1949)
Ale fajna błyskotliwa komedia ze złotego okresu Hollywood. Film raczej poruszający dość niewygodną tematykę w tamtych czasach i dzisiaj z takimi dialogami to Oscar-bait o ciężkiej niedoli kobiet na drodze sądowej jak się patrzy (kwestia czasu kiedy Gerwig zrobi "bardziej progresywny" rimejk, za który zarobi kolejna nomkę do Oscara). Na szczęście to były inne czasy, a temat został potraktowany na dystans i z możliwością dojścia do głosu dla obydwu stron.
Tracy i Hepburn to jeden z tych duetów, który naprawdę jest jakby dla siebie stworzony. Przyjemnie się na nich razem patrzy i wierzę w każdą ich wymianę komplementów czy kłótnię. Fakt, że prywatnie też byli sobie bliscy mnie absolutnie nie dziwi. Po prostu na ekranie to widać.
8/10
04-02-2024, 21:42
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 04-02-2024, 21:43 przez Kryst_007.)
Miszczu AVTAKa 2014/18/22
Liczba postów: 30,117
Liczba wątków: 67
Napoleon (1927) - trudno się ocenia takie rzeczy, zwłaszcza w momencie gdy są niekompletne. Zresztą w ogóle nie wiedziałem, że reżyser planował prawdziwą kampanię historyczną, iż miało być aż sześć filmów (Cameron wysiada). Z kolei ten jeden jedyny, który pozostał w swej hardcorowej wersji miał ponoć aż 9 godzin. Tymczasem nam się ostało "zaledwie" pięć i pół hrs metrażu. No i nie powiem - wizualnie film imponuje. Niekiedy ujęcia są tu takie, że klękajcie narody, a współcześni filmowcy z tym swoim CGI to mogą spierdalać na drzewo (a jeszcze jak się poczyta, co wycięto albo co nie dotrwało w żadnej formie do naszych czasów, to bez kitu mega szacunek ludzi ulicy). Energii też film ma sporo, nawet jeśli teatralna maniera niemej produkcji sprawia, iż niektóre sceny wydają się trwać dłużej niż faktycznie trwają (choćby prolog). Niestety całość nie jest w stanie udźwignąć legendy jaka narosła wokół niej i da się odczuć jej długi czas. Osobiście wywaliłbym w cholerę godzinę materiału - głównie tego dotyczącego Józefiny (czyli gros aktu III), romans z którą zwyczajnie przynudza. Wstawki informacyjne, choć same w sobie z pewnością cenne, nie pomagają w obcowaniu z fabułą, którą co chwila przerywają. No i innowacyjny finał w obecnej formie prezentacji też nie działa, jak powinien - trochę casus cineramy, choć w tamtym wypadku transfer powstałych w niej filmów na współczesne kino domowe udał się zdecydowanie lepiej. Napoleon w tym wypadku kuleje, choć i tak imponuje rozmachem sekwencji. Plus jest to bodaj wciąż najpełniejszy obraz Bonapartego jako człowieka, nawet jeśli niepełny (film urywa się wraz z początkiem kampanii włoskiej). Ale arcydziełem jest, co najwyżej, niespełnionym. Niemniej obczaić warto - tym bardziej, że to właśnie pierwsza część filmu robi największe wrażenie i jest najbardziej zróżnicowana, czyli pierwsze 2 godziny.
7/10
05-02-2024, 00:50
Stały bywalec
Liczba postów: 12,417
Liczba wątków: 29
Odnośnie Napoleona Gance'a to kilka lat temu ogłoszono, że CNC i Netflix finansują odrestaurowanie 7-godzinnej wersji prezentowaną w kinoteatrze Apollo i ma ona wyjść w połowie 2024 roku.
Jak chcesz coś dobrego w temacie Napoleona, to polecam Waterloo Siergieja Bondarczuka, gdzie wykorzystano 15. tys. statystów do scen bitewnych. Plus dzięki Kino Polska do tego filmu został udostępniony polski dubbing z 1972 roku.
05-02-2024, 01:33
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 05-02-2024, 01:41 przez OGPUEE.)
Stały bywalec
Liczba postów: 5,879
Liczba wątków: 6
No właśnie, ciekawe czy dotrzymają teraz terminu. Bo wcześniej to chyba nawet w 2021 roku miało wyjść na rocznicę śmierci Napoleona, ale pojawiły się jakieś komplikacje z procesem odrestaurowania materiału.
Wysłane przy użyciu Tapatalka
zombie001, member of Forum KMF Film.org.pl since Jul 2013.
05-02-2024, 01:42
Miszczu AVTAKa 2014/18/22
Liczba postów: 30,117
Liczba wątków: 67
(05-02-2024, 01:33)OGPUEE napisał(a): Jak chcesz coś dobrego w temacie Napoleona, to polecam Waterloo Siergieja Bondarczuka
Od lat stoi na półce :)
A Napoleon to w tym roku zdaje się do domeny publicznej trafia.
05-02-2024, 04:01
Stały bywalec
Liczba postów: 10,412
Liczba wątków: 11
Z prawami do tego filmu jest trochę kompikacji.
W USA on już jest w domenie publicznej od 2022 albo 2023. Problem w tym, że chodzi tutaj o oryginał filmu, dokładnie tę wersję, która miała premierę w 1927 roku. Natomiast już 2 czy 3 lata później wypuszczono alternatywny montaż. Później prawa kupili Universal z Coppolą i porobili trochę zmian, dodając nową muzykę i ponownie kombinując z montażem. Później jeszcze część praw kupował Netflix z myślą o rekonstrukcji, ale coś im chyba ten projekt się zawiesił z jakichś powodów. Być może właśnie przez trudności z ustaleniem praw.
.
05-02-2024, 08:00
Stały bywalec
Liczba postów: 2,985
Liczba wątków: 0
Jak zwykle wchodzę w dyskusję spóźniony, ale... "Czerny krab?" Na Netfliksie nawet kraby są czarne? ;)
Ale z "Faworytą" udało ci się dojechać dalej niż ja, doktorze. Gratulacje i wyrazy współczucia.
(04-02-2024, 17:51)simek napisał(a): (04-02-2024, 16:18)Dr Strangelove napisał(a): Padło na "Faworytę" tego greckiego PTA.
Po pierwsze, to uprasza się o odrobinę szacunku dla PTA.
Co chcesz - kino, jakie on robi, nie jest dla każdego. "Aż poleje się krew" mnie wynudziło, przy "Mistrzu" wysiadłem, "Wadę ukrytą" jakoś obejrzałem do końca, ale nie byłbym w stanie opowiedzieć, co się tam działo. Oczy niby widziały, a uszy słyszały, ale mój mózg nie był w stanie przyswoić tej fabuły :(
W sumie porównanie PTA i Lanthimosa do mnie przemawia pod tym względem, że twórczości tych panów jednakowo nie cierpię (chociaż po prawdzie to tego drugiego w całości widziałem jedynie "Kieł", ale wystarczy).
05-02-2024, 09:39
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 05-02-2024, 09:42 przez al_jarid.)
Stały bywalec
Liczba postów: 12,417
Liczba wątków: 29
(05-02-2024, 08:00)srebrnik napisał(a): Z prawami do tego filmu jest trochę kompikacji.
W USA on już jest w domenie publicznej od 2022 albo 2023.
Tyle, że to film francuski i wedle prawa europejskiego film wchodzi 70 lat po śmierci twórcy, a Abel Gance zmarł w latach 80. Dlatego Popeye w Europie był w domenie publicznej, gdy w USA wchodzi dopiero za rok. I Steamboat Willie na terenie Niemiec będzie dostępny za darmo dopiero 70 lat po śmierci Uba Iwerksa. I Metropolid będzie też za darmo w Europie dopiero w 2040-którymś, bo tyle mija lat od śmierci Fritza Langa.
W ogóle z domeną publiczną to pierdolnik i jak np. amerykański film trafia w PD, to już powinno tak na całym świecie, a nie że mam czekać, aż minie te łaskawe 70 lat (to też kuriozum, bo prawa autorskie miały chronić interesy autora, a nie jakichś jego spadkobierców, którzy i tak by przechlali dochody).
05-02-2024, 09:43
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 05-02-2024, 09:56 przez OGPUEE.)
Stały bywalec
Liczba postów: 10,412
Liczba wątków: 11
Oczywiście masz rację z tymi 70 latami od śmierci twórcy, ale to nie ma znaczenia jeżeli chodzi o rynek amerykański. Tam prawo jest inne. Problem pewnie by się zaczął w momencie dystrybucji światowej. Natomiast na terenie USA mogą robić z tym co chcą za darmo.
Przynajmniej tak to rozumiem.
.
05-02-2024, 09:50
Miszczu AVTAKa 2014/18/22
Liczba postów: 30,117
Liczba wątków: 67
(05-02-2024, 08:00)srebrnik napisał(a): W USA on już jest w domenie publicznej od 2022 albo 2023. Problem w tym, że chodzi tutaj o oryginał filmu, dokładnie tę wersję, która miała premierę w 1927 roku. Natomiast już 2 czy 3 lata później wypuszczono alternatywny montaż.
Z tego co wiem, to ten film ma/miał 19 różnych wersji, więc pierdolnik z prawami na pewno jest. Ale tak, chodzi o tę "oryginalną" (choć tu też trudno uznać, która by to była).
05-02-2024, 14:59
Movie Lover
Liczba postów: 7,227
Liczba wątków: 73
Palacz zwłok (1968)
Rekomendacja od nowo poznanej koleżanki, która świetnie się orientuje w kulturze czeskiej i mogłaby o tym filmie nagrać komentarz. Ale to było dobre. Fenomenalnie nakręcone kino, które robi wrażenie nawet te 55 lat po premierze.
Kocham ten surrealistyczny klimat. Szczególnie montaż, który gra na nosie widza i wprowadza go w dezorientację. Chyba czołówka najlepiej zmontowanych filmów jakie widziałem, ale nie tylko to. Specyficzne kadry czy ta plastycznie piękna czołówka to po prostu palce lizać. Brawa także dla dobrego wojaka Szwejka za jedną z bardziej niepokojących aktorskich kreacji w historii X Muzy. Przeraża jak ten człowiek jest święcie przekonany, że wyświadcza przysługę społeczeństwu, uwalniając ludzkie dusze by poszły w eter i fakt, że ma swój wkład w narodziny pewnego śmiercionośnego ruchu. Absolutnie wielka i nie pozostawiająca obojętnym rola. Powtórka formalnością, bo wiele jednak nadal nie daje mi spokoju.
9/10
06-02-2024, 18:56
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 06-02-2024, 18:59 przez Kryst_007.)
Stały bywalec
Liczba postów: 2,985
Liczba wątków: 0
Mama i tata ratują świat (1991)
Pewne małżeństwo zostaje porwane z Ziemi przez nikczemnego uzurpatora z innej planety, który chce zmusić Ziemiankę do ślubu.
Oglądałem to raz w telewizji, jak miałem 10 czy 11 lat. Zapamiętałem jako naprawdę zabawną rzecz. Po prawie trzydziestu latach wyszukałem sobie w necie, żeby sprawdzić, jakie teraz będą moje wrażenia. I cóż... okazuje się, że film jednak raczej słaby, choć z przebłyskami.
Do połowy to raczej nędza, a humor polega głównie na błaznowaniu Johna Lovitza, który gra owego uzurpatora. Fabuła jest prosta, w sumie przypomina "Diunę", bo jest pustynna planeta, główny bohater z pałacu ucieka przed kosmicznym uzurpatorem na pustynię, tam spotyka plemię tubylców, staje na czele rebeliantów i rusza z nimi na pałac. Różnica jest taka, że tutaj jest to planeta idiotów. Co samo w sobie jest pomysłem dość prostym, ale niekoniecznie złym. Proste pomysły mogą stanowić podstawę dobrego humoru. Ja się jak najbardziej lubię pośmiać z tego, że ktoś jest głupi - nie będę ukrywał. Ale tutaj odmalowanie społeczeństwa idiotów wychodzi jakoś tak na pół gwizdka. "Idiokracja" to to nie jest. Można było z tego wyciągnąć na pewno dużo więcej, niż się tu udało.
W połowie filmu akcja przenosi się poza pałac i pojawiają się rebelianci. Wtedy poziom się poprawia, film dostaje wreszcie jakiejś energii i zaczyna dostarczać zabawniejszych żartów, związanych z głupotą mieszkańców planety.
Jest tu jakby starcie dwóch elementów. Jeden to komedia oparta na dziecinnej błazenadzie Johna Lovitza, który czasem bawi, ale najczęściej jest nieśmieszny, a w większych dawkach staje się po prostu męczący. W dodatku te jego sceny często nic nie wnoszą do fabuły - wiele z nich jest tu tylko po to, żeby Lovitz mógł się powygłupiać.
Drugi element to wątek rebeliantów, no i to jest dużo lepsze - wszystkie sceny z nimi są jakby żywcem wyjęte z twórczości Mela Brooksa (najlepszy jest żart z granatem świetlnym - on najbardziej utkwił mi w pamięci z seansu w dzieciństwie). Problemem są proporcje - jest tu zdecydowanie za dużo Lovitza, a za mało rebeliantów. Jak już pisałem, pojawiają się dopiero w połowie, a nawet i wtedy ich wątek jest przeplatany scenami z pałacu, w których Lovitz po staremu robi z siebie durnia.
Gdyby cały film trzymał poziom scen z rebeliantami, to bym naprawdę polecał. Ale w takiej formie, w jakiej powstał, jest tu jednak za mało dobra jak na półtoragodzinny seans. Mimo wszystko wciąż mam do niego sympatię, głównie pewnie przez sentyment. No ale kilka razy rzeczywiście mnie rozbawił, a mimo, że powstał w latach 90-tych, jego estetyka i styl wydają się żywcem wyciągnięte z 80-tych, co też ma swój urok.
[Na marginesie dodam, że w wersji, jaką oglądałem na CDA brakuje jednej sceny, konkretnie tej, w której Kathy Ireland dostawia się do głównego bohatera, bo obiło jej się o uszy, że ziemscy mężczyźni to demony seksu (potrafią się kochać trzy, cztery, a czasem nawet pięć razy w miesiącu!). Pamiętałem, że jak leciało w TV, to była taka scena (mimo, że film widziałem tylko raz i to prawie 30 lat temu), no i rzeczywiście, znalazłem ją na Youtubie. Więc okazało się, że sobie tego nie wymyśliłem.]
07-02-2024, 14:25
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07-02-2024, 14:33 przez al_jarid.)
Fhtagn
Liczba postów: 5,326
Liczba wątków: 9
ISS. Krótkie, nudne, biedne, szkoda, bo pomysł naprawdę fajny. Wybuchła wojna, atomówki poszły w ruch, a na orbicie, na stacji, są i Amerykanie, i Rosjanie, i wszyscy mają ten sam rozkaz: zdobyć władzę nad stacją. O ile sam pomysł wojny atomowej i niepewności, co do dalszego losu ludzkości (przez wizjery widać eksplozje i grzybki na powierzchni globu), tak reszta ssie. Astronauci, już nieważne skąd pochodzący, to podobno elita elit, najlepsi z najlepszych, a nie banda opętanych lojalnością wobec rządu psychopatów i morderców, którzy przy pierwszej lepszej okazji rzucą się sobie do gardeł. Nie mija też wcale tak dużo czasu, by zmęczenie psychicznie wzięło górę i rozpacz z desperacją zastąpiły zdrowy rozsądek: całość to raptem godziny! Śmierć nawet jednego z nich to powinna być ogromna strata i ryzyko dla wszystkich pozostałych... 4/10, bo jednak widoczki są fajne, no i jest tutaj Swietłana z For All Mankind jako Weronika, rosyjska weteranka kosmiczna :)
07-02-2024, 16:29
Sympatyczny forumowicz :)
Liczba postów: 4,102
Liczba wątków: 5
"The Beekepeer"
Film w którym mocno czuć "Suicide Squad" i.. fascynację kinem VHS. Twardy jak skała gość typu "jednoosobowa armia" dla którego nie ma rzeczy niemożliwych i klasyczni bedgaje którym trzeba wycisnąć mózg przez uszy ku uciesze widza.
Realizmu tu jest tyle co kot napłakał ale zabawa konwencją i po prostu czysta zabawa - przednia.
Ode mnie 8/10.
Acha, jeśli po obejrzeniu tego filmu ktoś nadal będzie wierzyć że "Suicide Squad" z 2016 nie jest wersją Ayera to ja naprawdę nie rozumiem jak ogląda filmy.
08-02-2024, 02:10
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 08-02-2024, 02:15 przez Rozgdz.)
Stały bywalec
Liczba postów: 2,176
Liczba wątków: 14
Man called Otto z 2022 roku, w reżyserii Marca Fostera
Taaaa, włączę sobie jakąś komedię na wieczór - pomyślałem i odpaliłem ten film, pamiętając trailer, sugerujący coś lekkiego. No i takiego wała, bo to surowy dramat o życiu i śmierci, i przemijaniu. Momenty może i są lekkie, ale na całej szerokości jest to ujmujący dramat. Hanks dobry, ale show kradnie bohaterka Marisol, która zagrała fenomenalnie. We flashbackach, których jest sporo pojawia się Sonya i jest zjawiskowo piękna. Końcówka niby próbuje to wszystko osłodzić, co się działo, ale nadaremnie, bo po prostu całość taśmy wypełnia żal, rozpacz i życiowa katastrofa. Co jest fajne, że pewne rzeczy są dawkowane umiarkowanie i te puzzle potem składają się w całość, ukazując naturę Otto. Nawet reakcja Marisol na to, że ma "wielkie serce" była taka, jak moja. ot, ironia losu. I przede wszystkim ciężko mi się oglądało, bo Otto to dosłownie ja. Taki wnerwiający typ, który wszystkich wyzywa od idiotów :/
Dla samej realcji Otto - Marisol warto to obejrzeć i z pewnością wrócę do tej historii, ale nie prędko bo można zaliczyć doła. Daję 8/10!
“A man holds sacred only 3 things. His home, his children, and his mother. He who dares to harm any of these, whomever god he serve, pray to them for mercy. You will receive none from the man.”
09-02-2024, 00:38
PapaBoomer
Liczba postów: 12,983
Liczba wątków: 1
Dinner in America (2020)
Autystyczna dziewczyna z zamiłowaniem do punka spotyka zadziornego buntownika grającego punk, w tej roli Kyle Gallner. Przeurocza, wyjątkowo zabawna komedia. Polecam 10/10 i serduszko.
que sera sera
Leżę i robię pod siebie
Oozy nine millameedah.
09-02-2024, 21:27
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 09-02-2024, 21:30 przez marsgrey21.)
Agent Putina
Liczba postów: 4,318
Liczba wątków: 21
Cudowne Dziecko Bez Baszki napisał(a):Acha, jeśli po obejrzeniu tego filmu ktoś nadal będzie wierzyć że "Suicide Squad" z 2016 nie jest wersją Ayera to ja naprawdę nie rozumiem jak ogląda filmy.
1. Suicide Squad jest filmem zmontowanym jak trailer pod oczywiste piosenki.
2. The Beekeeper nie jest filmem zmontowanym jak trailer pod oczywiste piosenki.
3. Nienawidzę cię i ludzi którzy cię spłodzili.
A sam film jest... okej. Szlachetny w założeniach i satysfakcjonujący w swym niezobowiązującym sadyzmie, na dodatek po tylu filmowych i literackich wersjach postaci którą na własnym użytek nazywam "Ronaldem Rumpem" dla odmiany w roli złego dostajemy Huntera Clintona.
Ale Statham ma tu plot armor potężnej grubości, a wszyscy ci walczący z nim superkomandosi to cudaki i/lub patałachy (przy czym wszystkie cudaki są patałachami, ale nie wszystkie patałachy są cudakami). Na dodatek córka-agentka to klisza którą widzieliśmy dziesiątki razy, ostatnio choćby był to Layun w Terminal List. W ogóle mam wrażenie że Dawidek pozazdrościł koledze Antosiowi serialu i postanowił zrobić własną wersję - głupszą i zabawniejszą.
A poza tym w finale Ayerowi zmiękła jakby rura:
prawdziwa Hillary w życiu nie chciałaby powiedzieć prawdy, poza tym Hunter ma za szybką śmierć. Ogólnie takie tam 6/10, ale za chwalebne przesłanie podbijam do 7.
09-02-2024, 21:49
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 09-02-2024, 21:50 przez Paszczak.)
|