15-04-2024, 12:09
|
Krótko o polskich filmach
|
|
Też nie zrozumiem fenomenu tego gościa. W każdej roli to jest po prostu Ogrodnik.
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...
15-04-2024, 12:36
A co z "Chce się żyć"? Kreacja, która dała mu uznanie i nagrody. Zresztą nie tylko ta bo jeszcze szereg ról opartych na autentycznych postaciach.
Wysłane z mojego CPH2481 przy użyciu Tapatalka
I can see your conciliation. I wanna see your conciliation.
15-04-2024, 16:04
Rzeczywiście Ogrodnikowi trafiło się ostatnio kilka takich sobie w najlepszym razie filmów z rzędu, bo Jak pokochałem gangstera (choć tutaj grał epizod), a film o nauczycielu, to kolejny słaby z nim film po Jednej duszy. Jedna dusza to typowy polski ciężki dramat o Śląsku, taki jakiego się spodziewacie, z kliszami, jakie widzieliście w każdym smutnym polskim filmie o Śląsku wyreżyserowany przez gościa od Kac Wawy, więc może to nie powinno być zaskoczenie że wyszło słabo. Jedyne czym się broni to rolami Małgorzaty Gorol w roli maltretowanej żony i Ogrodnika, który gra bardzo niesympatycznego faceta. Choć i tak jest lepsze od tej polskiej wersji Młodych gniewnych z Michelle Pfeiffer, w której kobietę kot z Powrotu Batmana zastąpił Ogrodnik.
Ale przecież jest Johnny, Najmro, Wszystkie nasze strachy (ok, Magnezja jest beznadziejna, ale doceniam za próbę zrobienia w Polsce czegoś innego, świeżego, tylko że totalnie nie wyszło, jest to nieudany eksperyment), Ikar. Choć coś w tym jest, że najlepszą rolą Ogrodnika wciąż pozostaje występ w Chce się żyć. A też nie jestem jakimś super fanem, w sensie takim, że każda jego rola mi się podoba, bo też są dobre filmy, w których przestrzelił z aktorstwem, przeszarżował jak było w Ostatniej rodzinie. Dobry aktor, ale czasami twórcy pozwalają mu na za dużo, nie potrafią go upilnować na planie i wtedy wychodzi różnie. 16-04-2024, 01:47 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 16-04-2024, 01:53 przez michax.)
Jedno jest pewne. Dajcie Ogrodnikowi dobry scenariusz a wyciśnie z roli maksimum. Oglądałem kiedyś wypowiedź reżysera Macieja Pieprzycy. W prostych słowach chwalił Ogrodnika za pracowitość na planie i oddanie roli.
Wysłane z mojego CPH2481 przy użyciu Tapatalka
I can see your conciliation. I wanna see your conciliation.
16-04-2024, 12:30
Ostatnio widziałem go w "Rojst Millenium" i z całej głównej obsady gość był zdecydowanie najsłabszy a scenariusz tego sezonu jest akurat jak na polskie warunki wybitny.
The height and weight of the victim can only be estimated from the partial remains. The torso has been severed in mid-thorax; there are no major organs remaining. Right arm has been severed above the elbow with massive tissue loss in the upper musculature... partially denuded bone remaining...
16-04-2024, 12:43 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 16-04-2024, 12:46 przez slepy51.)
Ja w Ogrodniku zawsze widzę po prostu Ogrodnika, nie widzę totalnie jakiegoś szerokiego zakresu jego umiejętności.
16-04-2024, 13:19
Może po prostu gość ma słabszy okres, może kobieta go zdradza albo ciężar życia go przytłacza i przestał się tak bardzo skupiać na karierze. De Niro też był kiedyś aktorskim kozakiem, a w ostatnich latach nie można na niego patrzeć bez zażenowania.m
16-04-2024, 16:14
Tylko De Niro to dziadek po osiemdziesiątce, któremu zależy już tylko na kasie i przytuleniu się do młodej piersi :p a i tak jeszcze u Scorsese zagrał bardzo dobrze ostatnio.
16-04-2024, 17:05
Jajo - jedyny polski monster movie w końcu udostępniony na jakimś normalnym serwisie, bo TVP woli archiwizować Barwy szczęścia (ciekawe czy dlatego, że jest scena uwalania kręgosłupa myszy i jej sekcji zwłok). No i świetnie, mam co omawiać na pyrkonowej prelekcji:
Szołajski zapatrzył się na japońskie kaiju królujące w kinach (dokładnie to na Gappę z 1967 r.) i uznał, że zrobimy to po swojemu. W sumie przez pierwsze 30 minut nie wskazuje na to, że będzie potwór. Ot, jakiś zaangażowany film o laborantce, która bawi się jakimś akceleratorem do powiększania jaj. Mało sajfajowe, bo pewnie okaże, że w tym czasie takie eksperymenty były głośne. I wynajmuje pokój u jakiegoś creepiastego ornitologa, który ma jakiś interes w pogrążeniu profesora u którego laborantka pracuje. M.in. podgląda profesorka w jego posępnej rezydencji. Potem się okazuje, ze profesorek ma żonę-nimfomankę. Więc ostatnie 15 minut może wziąć z zaskoczenia, jeśli się ogląda na czczo bez znajomości fabuły. Potwór to aktor w gumie, ale wiedzieli, że jednak Godzillą nie jest i wzbudzi śmiech, dlatego też trzymają go z ciemności i z daleka. W sumie PRL mimo był bardziej odważny i nie bał się brać za różne gatunki, nawet jeśli środków nie było i efekt nie zawsze był zadowalający. Finałowy akt to jest coś, czego by się nie powstydził Cronenberg. Też nie przesadzają z czasem i nie rozwlekają, bo trwa 45 minut, więc można rzucić okiem jako ciekawostkę. I też nie pogardziłbym pełnometrażowym remake'iem. 6/10 PS. Portierka zrzędzi na laborantkę, ze tyle siedzi w tych chemikaliach i szkoda zdrowia, bo potem urodzi się chore dzieci, po czym chwili wręcza jej papierosa mówiąc "Na zdrowie" :). 12-05-2024, 19:07
Kolory zła. Czerwień
Krył się tu potencjał na w miarę interesujące kino gatunkowe z polskiego podwórka. Podobno sam materiał książkowy całkiem przyzwoity. Niestety wyszedł z tego kolejny polski bieda-thriller z tą różnicą, że zamiast logo TVN-u towarzyszy logo Netflixa. Realizacyjnie słabizna totalna, a reżyser nawet nie udaje, że stara się wykrzesać jakiś klimat. Wszystko tu po prostu nie skacze ponad rangę "polski film" (no może poza pracą kamery w scenie gdy naćpana Ostaszewska próbuje się wydostać z klubu na Elektryków - przez sekundę akurat tam nawet statystuję :))), a dobór muzyki to po prostu jakiś dramat. Niektóre amerykańskie kawałki wciśnięte tak losowo i jakby z jakiejś randomowej playlisty na Spotify, a wyłączając je to samej muzyki Chajdeckiego jest zdecydowanie za dużo i przypomina siłowanie się na Michała Lorenca. Moim zdaniem napięcie na tym cierpi mocno. Aktorzy się coś tam starają, niestety w niejednej scenie tak źle poprowadzeni, że z pustego i Salomon nie naleje. Szczególnie jak mają jeszcze wygłaszać te sztywne kwestie. Wisienką na torcie jest zdecydowanie twist. Dawno tak żenującego i niezamierzenie bekowego zwrotu akcji nie widziałem jak babcię kocham. Otóż, okazuje się Serio, ja takie rozwiązanie zagadki widziałbym w parodii gatunkowej od Mela Brooksa czy nawet Monty Pythona. Jako, że jestem z Trójmiasta to tradycyjnie fajnie się odhaczało znane mi lokacje z filmu. Szkoda, że reżyserzy nie biorą z tego miejsca wszystkiego co najlepsze i nie zachowują klimatu takiej Gdyni na ekranie. 4/10 30-07-2024, 09:35 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 30-07-2024, 09:38 przez Kryst_007.) (15-04-2024, 10:47)srebrnik napisał(a): Widziałem jakoś od czapy klip z rapowaniem na lekcji. Więcej nigdy nie obejrzę, ale mam wrażenie, że dałeś za wysoką ocenę. O jakieś 100 punktów Wy się podśmiewujecie, a ja takie rzeczy miałem w realu, jak na polskim w liceum jeden kolega rapował "Bogurodzicę". 30-07-2024, 09:41
Lisiczka - zacznę może od mema:
Mamo, możemy kupić Bambiego? Mamy Bambiego w domu. Bambie w domu: Mamo, to może chociaż kupmy Liska Vuka? Liska Vuka również mamy w domu. Lisek Vuk w domu: Chyba najgorszy film animowany jaki widziałem. Nic tu nie działa. Nie ma nawet jakiegoś WYBITNIE ZŁEGO elementu, który sprawiłby, że film byłby pamiętny. Animacja będąca PRL-owską biedą, brzydkie projekty postaci na czele z pękatymi zającami przypominającymi bardziej króliki (i zające są brązowe), Voice acting - okropny. Głosy niedobrane, albo brzmiące jak z pornola. Tylko Ewa Kolasińska (Yzma z Nowych szat króla) jakoś to ratuje. Chujowe piosenki o niczym sztucznie wydłużające czas trwania, by przebił chociaż te 60 minut. W tym filmie tytułową piosenkę odgrywa Zbigniew Wodecki. Podejrzewam, że Zbyszek na wspomnienie tego filmu bardziej by się wkurwiał niż na Pszczółkę Maję. Scenariusz bez ładu i składu z płaskimi (jak tytułowa lisica) albo antypatycznymi postaciami. Stawka zerowa, a główny zły, czyli kłusownik (który na pewno bije żonę, dzieci i szwagra) wyglądający jak Wredniak Było sobie… nie stanowi wielkiego zagrożenia, bo to podlaska wersja Elmera Fudda wiele razy obrywająca od kiepskiego slapsticku. Tu zatrzymam się dłużej - w filmie nie ma fabuły. Pół filmu to niepowiązane epizody bez ładu i składa, a jedyna część - zawierająca ciągłość fabularną - to woła pomstę o nieba przez swój punkt zaczepienia. Otóż leśniczy-piłsudczyk widzi, że jego wnuk chce usilnie wziąć lisie szczenię - tytułową lisiczkę. Jako fachowiec i przede wszystkim funkcjonariusz państwowy powinien młodemu wyjaśnić, że tak nie wolno, że zwierzęta to nie zabawki itd. A chuja, bierzmy dzikie zwierzę jako domowego pupila, tym samym traumatyzując je (i jego matkę) w nieznanych warunkach, narażając na choroby i łamiąc wszelkie możliwe przepisy o ochronie przyrody, prawa łowieckiego (lis już wtedy miał okres ochronny - wiem, bo sprawdziłem) itd., bo rozwydrzony bachor nie został w porę zdyscyplinowany przez rodziców, a w Lasach Państwowych panuje korupcja i dawanie fuch po znajomości. Przypominam jeszcze, że wówczas wśród lisów panowała wścieklizna, więc tym bardziej nie powinno się ich zabierać do ludzkich siedzib. Już nawet żona leśniczego mająca najwięcej oleju w głosie mówi, że to kretyński pomysł i na cholerę wnukowi lis, skoro ma psa. I potem okazuje, że ma rację bo lisiczka - ale szok! - m.in. szabruje kurnik. Czy wyciągają z tego wnioski? Nie kurwa! Psychopatyczny gówniarz, który nie zważa na konsekwencje niczego się nie uczy i w końcówce na widok nowych lisich szczeniąt ŁASKAWIE stwierdza, że nie chce ich domu. Po serii slapsticku, który nie rozbawiłby nawet mojego 4-letniego siostrzeńca, i ucieczki szczeniaka na wolność następuje gigantyczny przeskok w czasie, gdzie lisica jest dorosła. Ma na sobie obrożę (która nie wygląda na telemetryczną), ale film nie stara precyzować czy ona nadal jest w posiadaniu leśniczego czy żyje na swoim. Skoro to drugie, niby jak lisica nabrała doświadczenia będąc odcięta od dorosłych osobników i leśnego świata? Tym samym nauka, że nie wolno zabierać małych zwierząt z ich środowiska, bo potem w dorosłym życiu nie dadzą rady, idzie w las. Bo jak widać małoletnia lisica dobrze sobie radzi, bo to ten rzadki przypadek, gdzie nastolatek bez doświadczenia decyduje żyć bez rodziców w celu udowodnienia im, że da radę bez nich i o dziwo mu się udaje. I czy obroża przeznaczona dla szczeniaka ma szanse utrzymać się na dorosłym osobniku i w ogóle nie nieść komplikacji zdrowotnych? Lisiczka nie działa nawet pod kątem dramatycznym. Na pewnym etapie lisiczka wiąże się z lisem i ma z nim młode. Kłusol zestrzeliwuje partnera lisiczki. I... film nic z tym nie robi. Zero reakcji lisiczki, że jej gach jest kaputt. Następna scena to jak szabruje znowu dworek leśniczego. Ps0wata pewnie szukała frajera do zapłodnienia. Najgorsze, że nie sprawdza się jako film przyrodniczy. Ogólnie oprócz łacińskich nazw wypluwanych przez leśniczego nie dowiedziałem się niczego nowego o zwierzętach. Ludzie nie ponoszą konsekwencje za błędne decyzje, a ich wpływ na zwierzęta też jest znikomy, bo zabranie szczeniaka i zabicie karmiącego partnera to pryszcz. Także natura przyjemna i idylliczna bardziej niż z Bambiego - lisy prócz ludzi nie mają się czego obawiać. Nawet niedźwiedź to kolejna postać urwana z Texa Avery'ego. A leśniczy wspomina, że w lesie są wilki - przypomnę, że największy wróg i najskuteczniejszy eliminator lisiej populacji. Tak to jest, jak się bierze jakiś dziad, co wiedzę przyrodniczą brał wyłącznie z kursu propagandowego PZŁ. Jak leśniczy i gnojek zabierają lisiątko, bo wszystkie angażują w jego ratowanie i przewodzi sroka. Taa... już widzę jak sroka (gatunek, który wobec młodych ma ten sam gust kulinarny co Sabor z Tarzana) będzie świadomie ratować cudze młode, a już na pewno zagrażającego jej drapieżnika. Drapieżnika, który przez swój jadłospis na pewno narobił sobie mnóstwo wrogów wśród innych zwierząt. Na pewno otrzyma pomoc :P. Chyba, że leśniczy też podpadł zwierzynie i zadziałała zasadza "wróg mojego wroga to mój przyjaciel albo wspólny interes". Ale scenariusz taki wielowarstwowy aż nie jest. Nawet to nie Zwierzęta z Zielonego Lasu, które pokazały okrucieństwo natury i jak człowiek nieświadomie zgubnie wpływa na przyrodę. Węgierski Lisek Vuk dużo lepiej się sprawdził jako film przyrodniczy dla młodych z ekologicznym przesłaniem. I Lisek Vuk miał adekwatną kreskę. Gdyż zastosowany tu styl graficzny jest okropny. Robili to goście od Włosa z Andrzejem Zauchą zawierającą dość ostrą brutalistyczną kreskę nie kierowaną do młodego widza. To jakby kazać Danny'emu Antonucciemu zanimować w jego stylu disneyowski musical. Jak mniemam Lisiczka miała być kierowany do dzieci. Już oba włoskie Titanici miały przyjaźniejszy dla dziecka koncept graficzny. Z kolei włoskie Titanici to są PAMIĘTNE i są tak złe, że aż fajne i są memiczne. A tu? Całość nudna i słaba, a tylko podkurwia organizm. Jak chcecie czegoś o przyrodzie dla maluchów, to proponuję kolejny raz Bambiego i wspomnianego Liska Vuka. A jeśli czegoś bardziej lisocentrycznego, to polecam jeden odcinek The Wonderful World of Disney "The City Fox" z lat 70. pokazał jak poprawnie obchodzić się ze dzikimi zwierzętami i ludzcy bohaterowie zachowują się adekwatnie do sytuacji: Szkoda, że jedyny dobry polski film ekologiczny ekologiczny to Królestwo Zielonej Polany. Powrót (o ironio robiony przez współreżysera Lisiczki). 0/10 31-07-2024, 18:48
Spadek - polska bieda-odpowiedź na Knives out z Netflixa, ale bez wyrazistego głównego bohatera. Motyw rodzinki zjeżdżającej się do jednego miejsca, aby pokonać animozje i pogodzić się, był już przerabiany multum razy. Tym bardziej szkoda, że nikt nie chciał tu wyjść poza ramy typowej komedii kryminalnej, która może zaskoczyć jakimś pomysłem lub zwrotem akcji. Ten jest niestety mierny i wykonany w trybie ekspresowym, a zagadki zastawione przez zmarłego wuja mogą sprawić trudność co najwyżej osobie poniżej 10 roku życia. Dość powiedzieć, że teoretycznie najtrudniejsza, ostatnia łamigłówka zostaje rozwiązana po minucie.
Generalnie cała fabuła wydaje się pozbawiona sensu, co biorąc pod uwagę próbę kopiowania Knives Out jest sporym wyczynem. No niby na początku nie ma jeszcze niczego, co zwiastuje tragedię, ale potem gdy dodaje się do siebie pewne motywy to wychodzi kompletny idiotyzm scenariusza Ach, no i jak to na Netflixa przystało - w filmie musi być parka gejów, choć nie ma to żadnego uzasadnienia (no i z biegiem czasu ich występ nie ma kompletnie żadnego znaczenia). 2/10
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.
11-08-2024, 19:19
Wodzirej - zasłużona opinia jednego z klasyków polskiego kina. Zaskoczył mnie trochę poziom zdjęć, które są fantastyczne, niby niepozorne, bo całość dzieje się raczej w ciasnych przestrzeniach, gabinetach, a parę ujęć było wprost genialnych: w czasie pierwszej wizyty u kadrowej Meli powietrze możnaby nożem kroić, takie jest gęste, kapitalna scena. Świetny pomysł na to stopniowe pokazywanie jakim chujkiem jest Danielak, ale też dobrze pokazane balansowanie na krawędzi zimnego wyrachowania w planowaniu swojego awansu i instynktownych reakcji obronnych, bo sam Lutek zapewne jest przekonany że on nie jest zły z wyboru, tylko okoliczności go zmusiły. Ogólnie chyba najlepszy film o PRLowskim zepsuciu jaki dotychczas widziałem, a do tego bardzo dobra rozrywka, bo po prostu przyjemnie się to ogląda, w czym pomagają znakomite piosenki - cała strona formalna filmu to cudeńko.
Ocena? Na pewno bardzo mocne 8/10 a nad 9 się jeszcze waham. Czy wizerunek Kryszaka został wykreowany tą rolą? To niesamowite, bo oglądałem film z kumplem i po sekundzie ujęcia gdy widzimy samą sylwetkę od tyłu, płaszcz, włosy Kryszaka to obaj zapytaliśmy siebie "czy to jest Kryszak?" :D Sequel Bohater roku jest warty uwagi? 14-08-2024, 21:56 (31-07-2024, 18:48)OGPUEE napisał(a): Lisiczka - zacznę może od mema:Daję epilog - dowiedziałem się, iż Lisiczka to adaptacja czeskiego opowiadania z początków XX wieku. Poczytałem na czeskiej wikipedii treść oryginalnego opowiadania – otóż od początku leśniczy jest ustanowiony jako ten zły. Podobnie jego wnuk będący rozwydrzonym skurwolem, któremu nie powinno się kibicować. I potem leśniczy chce ubić lisiczkę, ale ma tego samego pecha co Elmer Fudd. Postać kłusownika Haraszty pojawiła się dopiero w operowej adaptacji, ale tam również leśniczy jest konsekwentnie negatywną postacią i wciąż nie lepszy od Haraszty. A ich relacja jest pokazana trochę jak Ferdek wyganiający Boczka na górne piętro. Ja pierdzielę, jak można było to tak skiepścić?! Skoro zdecydowali, że leśniczy i wnuk są teraz dobrymi postaciami, to czemu scenarzyści nie byli konsekwentni? Przecież łatwo można byłoby zrobić, że lisiczka została osierocona, bo matka zginęła z rąk Haraszty i wnuczek postanowił ją zaadoptować z litości. Albo jak nie chemy zabijania rodziców, to że lisiczka jest ranna i młody nalega by ją podleczyć. I w obu przypadkach początkowe obiekcje (a potem zgoda) dziadka były zasadne i byłaby z tego refleksja (bo niby natura naturą, a empatia swoje). A tak muszę się wkurwiać na indolencję adaptacyjną, egoizm postaci "pozytywnych" i utwierdzać w przekonaniu, że to był faktycznie plan na ocieplanie wizerunków powoli krytykowanych grup zawodowych. Ocena bez zmian. Przy okazji obejrzałem inną polską pełnometrażową animację z lat 90. (w tym przypadku ze stawkami live action): Mamo, czy kury potrafią mówić? - druga po W krainie czarnoksiężnika Oza polska ekranizacja cyklu L. Franka Bauma o Krainie Oz. Oraz jestem pewien, że to pierwsza rola Grzegorza Pawlaka (gdyż jego dopadła skleroza i on sam nie pamięta). Z Doroty u króla gnomów bierze tylko szkielet fabularny, bo imiona postaci są inne, a za Dorotkę robi polska dziewczynka z lat 90. Początek randomowy - jakaś live action księżniczka przenosi kurę i daje jej ludzką mowę. Potem kura zjawia nie wiadomo czemu w samochodzie, gdzie jest jakaś małolata. I nagle obie samice lądują w PRL-owskiej animacji lalkowej i odtwarzają Bauma. I co jakiś czas obie bohaterki wracają do rzeczywistości kiedy chcą, bo tak. Szukali zapewne jakichś sposobów na przekroczenie 60 minut, bo trochę jest zapychaczy np. pokaz cyrkowców z Czarnych chmur w parku. Nigdy nie poznajemy tożsamości wróżki, czemu przeniosła kurę do dziewczynki, nic nie jest wyjaśnione i można pomyśleć, że dziecku uaktywnia się za dużo wyobraźni. Troszku mnie rozbawiła reakcja matki zarzucającej ok. 6-letniej córce (bardziej sarkastycznie), że zostawiła niepilnowany samochód gdy wychodziła za potrzebą - w latach 90. podejrzewam, że mafijne zbiry i podobny element nie przejęłyby się jakimś przedszkolakiem :P. Ale najgorsza jest strona techniczna. Animatronicznej kury (gdzie widać doskonale, w jakim momencie z niej korzystają zamiast tej prawdziwej) czepiać się nie będę, bo jestem realistą i wiedziałem jak to było z ówczesnym przemysłem filmowym. Ale będę się czepiać archaicznej animacji lalkowej, która może by przeszła w na przełomie lat 80./90. w telewizyjnym paśmie dla dzieci. W 1997 roku na wielkim ekranie, niekoniecznie. Bez kitu, nawet czołówka jest urwana z Misia Colargola. Gdyby nie obecność cinquecento i innych zagranicznych marek samochodów dałbym czas produkcji najpóźniej schyłek lat 80. W dodatku postać dziewczynki (i paru innych okołoludzkich) będąca w poklatkowej animacji nie rusza nawet ustami (gdy w wspomnianym Misiu Colargolu z 1968 roku postacie ludzkie ruszały nimi jak pamiętam). Nowoczesne efekty dźwiękowe i czasem muza nie ukryją ramotkowej animacji. Dubbing wypada lepiej - bryluje tu Leon Niemczyk w roli Bad Guya. Aktorstwo dziewczynki ujdzie. Całość bezbolesna, choć działa tu głównie materiał źródłowy i fakt, że scenarzyści od niego nie odbiegają. Filmidło nie angażujące i powstałe o jakieś 30 lat za późno i lecące na oparach przeminiętej sławy Semaforu. Lepiej zarzucić w/w W krainie czarnoksiężnika Oza. 3/10 16-08-2024, 22:30 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 17-08-2024, 14:45 przez OGPUEE.) |
| Podobne wątki | |||||
| Wątek: | Autor | Odpowiedzi: | Wyświetleń: | Ostatni post | |
| Dystrybucja polskich filmów na świecie | Pai-Chi-Wo | 9 | 2,906 |
04-10-2018, 19:45 Ostatni post: Pai-Chi-Wo |
|
| Efekty dźwiękowe w polskich filmach... | pawian | 25 | 9,199 |
08-08-2007, 08:31 Ostatni post: Massimo |
|
| Użytkownicy przeglądający ten wątek: |
| 2 gości |

Spoiler





