Krótka piłka, czyli mini-recenzje
Może kiedyś przeczytam bo historia zacna ale na razie zamówiłem książkę samego Lumeta bo ludzie w necie chwalą.

Odpowiedz
Wredne liściki - co za niespodzianka! Nie miałem żadnych oczekiwań, co więcej bałem się nudnej buły, bo akcja się dzieje 100 lat temu. A film jest dobry, angażujący i jak fantastycznie zagrany! Colman i Buckley dostały nominacje do Oscara, gdy obie grały wcześniej w "Córce". I nie rozumiem czemu za to nie dostały po nomce, bo obie są tu jeszcze lepsze. A Timothy Spall to geniusz. Uwielbiam go oglądać, jestem jego fanem. A tu gra tak ohydnego i wkurzającego typa. I Spall tak fantastycznie zagrał, że wprost nienawidzi się tej postaci. Aha, i jest to film w którym kategoria wiekowa jest jak najbardziej zasadna, bo bez bluzgów nie można by opowiedzieć tak dobrze tej historii. 7+/10

Wysłane z mojego CPH2481 przy użyciu Tapatalka
I can see your conciliation. I wanna see your conciliation.

Odpowiedz
3000 metrów nad ziemią / Flight Risk

Miałem okazję obejrzeć wczoraj w kinie i cóż... Byłoby to dużo lepsze, gdyby Gibson nie bawił się cringowy humor, który całkowicie zabija ten film i napięcie. Mam wrażenie, że bez tego głupkowatego elementu (i Hassana - gościa z wieży lotniczej, który flirtuje w równie żenujący sposób z główną bohaterką) mielibyśmy kameralne, ale poważne i nieco klaustrofobiczne kino akcji. Problem jest taki, że cała główna obsada poza Michelle Dockery nie pasuje do takiego kina. Pasuje natomiast do tego, co dostaliśmy - jak patrzyłem na Tophera Grace'a to odnosiłem wrażenie, że jego bohater równie dobrze mógłby nazywać się Eric Forman. Koleś nadal nie wyszedł z tej roli i już zapewne nigdy nie wyjdzie, także już na etapie castingu wszystko leży. Mark Wahlberg wygląda natomiat, jakby urwał się ze skeczu SNL.

Niczym nie zaskakujące kino, które idealnie nadaje się do zapełnienia telewizyjnej ramówki. Za dwa lata w Mega Hicie Polsatu. Takie to kino - 4/10.
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.

Odpowiedz
Wolf Man (2025)

Nieco dziwi aż tak kiepskie przyjęcie; jasne, nie jest to w pełni udany film, sprawia wrażenie niedogotowanego, zdejmującego nogę z gazu w kluczowych momentach, ale nie odmówię mu interesującego, mocno cielesnego podejścia do wilkołaczej tematyki, zgrabnego wplecenia motywu różnych oblicz ojcowskiej miłości, obrania całości z niepotrzebnego (nomen omen) mięsa. Oczywista inspiracja wiadomym filmem Cronenberga ale równie mocne skojarzenia miałem z kingowskim "Cujo", trochę też echa zapomnianego "The Beast Within" Philippe'a Mory. Jest to z pewnością ciekawsze i mniej irytujace od mającego przecież o wiele lepszą prasę poprzedniego filmu Whannella.

Companion (2025)

Warto przede wszystkim dla Sophie Thatcher, która jest w swojej roli wręcz niedorzecznie urocza; scenariusz pomaga jej postaci na każdym kroku i w większości przypadków te wszystkie deus ex machiny stałyby się w końcu irytujące, ale dzięki urokowi Thatcher za Iris trzyma się tutaj kciuki do krwi. Scenariuszowe przewrotki raczej do przewidzenia, ale film ma fajny rytm, debiutancką energię, dobrze korzysta z humoru i twarzy Jacka Quaida.

Odpowiedz
Jakem zapowiedział, "takem" uczynił: Memoir of a Snail zaliczony. Gdybym (tym razem) kultywował tradycję czepialstwa, to rzekłbym: fabuła prościutka i blada na tle Mary i Maxa. Uczciwy Norton ripostuje: liczy się też sposób opowiadania podbity twórczym stemplem (przyozdobionym wszelkimi niuansami autorskimi), a M&M to jeden z animacyjnych ośmiotysięczników. Do rzeczy: jestem zadowolony. Wrażliwość Elliota jest bliska mojej i brzdęka na głęboko skrytych strunach empatii. Facet przedstawia bohaterów niedoskonałych, wręcz upośledzonych; mentalnie "pękniętych" niczym naczynia sklejane przez jednego z plastusiów. W swoich obserwacjach i humorystycznym ujęciu ludzkich przywar i słabostek często ociera się o cynizm, ale rzadko bywa w tym złośliwy. Dowcipkowanie nigdy nie dominuje ciepławej, acz szorstkiej refleksji nad niedolą smutnych człowieczków. Jako "opowiadacz" jest równocześnie zabawny, poważny i błyskotliwy. Z takim podejściem i warsztatem (świetnie zastosowana technika SM) nie mógł zawieść. Zwłaszcza, że zdołał jeszcze zaangażować wielkiego Nicka Cave'a (fajny epizodzik). 8/10, polecam. Przy okazji nadrobiłem też nagrodzonego Oscarem Harviego Krumpeta. Udana wprawka przed większymi projektami, z polskimi akcentami i kapitanem Barbossą w roli narratora.

Odpowiedz
Mogę się podpisać. Dodam tez ze zwykle kręcę nosem na tego typu zakończenia ale tutaj nie miałem serca, byl szczery wzrusz.

Odpowiedz
(26-01-2025, 20:50)OGPUEE napisał(a): Flow
8/10

(24-01-2025, 19:41)Pitero napisał(a): Flow - świeżo po seansie. Ten film jest zwyczajnie piękny. Tak cudownych scen nie widziałem dawno w kinie. Aż szkoda, że taki krótki, chociaż historia zamyka się idealną klamrą. Polecam każdemu. 8/10.


To ja będę panem marudą :P
Wizualnie - przepiękne i tak inne od disnejowskiego badziewia oraz podróbek mainstreamu, że z miejsca 10/10. Na plus także strona, w którą film skręca, bo postapo się zwyczajnie nie spodziewałem, a generuje to sporo scen zwyczajnie magicznych. Gorzej, że świat przedstawiony nie jest wykorzystany w ogóle, a historia... - czy był tu w ogóle jakiś pomysł na film? Bo ten się zwyczajnie kończy, po drodze dzieją się rzeczy budzące wiele pytań i ostatecznie nie wiem w sumie dlaczego to obejrzałem, i co mam z tego wynieść. Dla mnie to był bardziej zlepek scen, z których niewiele wynika (tzn. czaję, że flow + woda, ale to za mało). Brakuje temu niestety spójności, konsekwencji oraz jakiegoś skupienia, bo niektóre sceny są tak randomowe i oderwane od reszty, że aż boli. Trochę za dużo tu też wygodnych zabiegów pchających fabułę dalej, zawsze pojawiających się w stosownym momencie. No i zagrożenia praktycznie brak, a przecież o to aż się prosiło w takim świecie. Nolanowskie to przy tym mocno - twórcy wyraźnie mają problem z pokazaniem krwi. Miałem też wrażenie, że za dużo jest zwierzątek momentami - same psy absolutnie nic nie wnoszą, pojawiając się i znikając, bo tak wygodnie. No i nie podobało mi się zupełnie to, że raz zwierzęta zachowują się jak zwierzęta, a innym razem sterują łodzią i tego typu kwiatki. Niby da się to wytłumaczyć otoczką fantastyki, ale jest w tym spora niekonsekwencja. A już Król Julian przeskoczył dla mnie rekina - to było niepotrzebne zupełnie, wręcz na granicy parodii.

naciągane 7/10
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
(06-02-2025, 19:57)Mefisto napisał(a):  No i nie podobało mi się zupełnie to, że raz zwierzęta zachowują się jak zwierzęta, a innym razem sterują łodzią i tego typu kwiatki. Niby da się to wytłumaczyć otoczką fantastyki, ale jest w tym spora niekonsekwencja. 
Sterowanie łodzią akurat w mojej ocenie przedstawiono wiarygodnie. Żaglówka jest tyle na prosta mechanicznie, iż wierzę w to, że zwierzaki ogarnęły jak używa się steru i ruszają nim tak jak wyobrażałbym z rzeczywistymi gatunkami (w gorszym filmie sekretarz używałby pewnie skrzydeł zamiast logicznie nogi). Tak jak w meganaturalistycznym Wodnikowym Wzgórzu króliki nauczyły się korzystać z prostej łódki.

I co do krwi - w sumie nie kojarzę momentu, w którym bym krzyknął "powinna trysnąć jucha", a sam historia jest całkiem lajtowa i nie potrzeba jej zbędnej brutalności.

Odpowiedz
Po pierwsze to moje koty bez problemu zamykają kabine prysznicową. Same. Wielokrotnie. Oba skrzydła. Nie wspominając o memicznym już otwieraniu klamek, czy notorycznych próbach przekręcenia zasuwki (wie co, ale nie wie jak to ruszyć). Więc to sterowanie to oczywiscie baja, ale nie taka absurdalna. Czy akurat taka kapibara umie sterować to nie wiem, ale tyle wiemy o kapibarze na ile ją sprawdzono.

Po drugie - historia: serio można nie zauważyć, że to film o wspołdziałaniu i budowaniu wspolnoty mimo fundamentalnych różnic? Może można :(

Plus mnie osobiscie poruszyl wątek odejscia sekretarza, ale to indywidualna sprawa (w skrocie - za sterem zachowuje się identycznie jak mój stary za sterem).

A kocie zachowania i dźwięki odtworzone są absolutnie genialnie.
Generalnie piękny film.

Odpowiedz
(06-02-2025, 21:53)Bibliomisiek napisał(a): Po pierwsze to moje koty bez problemu zamykają kabine prysznicową. Same. Wielokrotnie. Oba skrzydła. Nie wspominając o memicznym już otwieraniu klamek, czy notorycznych próbach przekręcenia zasuwki (wie co, ale nie wie jak to ruszyć).
Także te większe koty potrafią otwierać klamki:

Odpowiedz
(06-02-2025, 20:25)OGPUEE napisał(a): I co do krwi - w sumie nie kojarzę momentu, w którym bym krzyknął "powinna trysnąć jucha", a sam historia jest całkiem lajtowa i nie potrzeba jej zbędnej brutalności.

krew =/= brutalność

(06-02-2025, 21:53)Bibliomisiek napisał(a): Po pierwsze to moje koty bez problemu zamykają kabine prysznicową. Same. Wielokrotnie. Oba skrzydła. Nie wspominając o memicznym już otwieraniu klamek, czy notorycznych próbach przekręcenia zasuwki (wie co, ale nie wie jak to ruszyć). Więc to sterowanie to oczywiscie baja, ale nie taka absurdalna.

Może uściślę: sposób w jaki to pokazano jest za mało zwierzęcy i instynktowny, a za bardzo ludzki i naturalny, przez co średnio pasuje do reszty filmu. Bądź co bądź nie mówimy tu o zwierzętach żyjących na co dzień z człowiekiem i podpatrujących, a potem kopiujących jego ruchy - jak Twoje koty. A tymczasem sam zauważyłeś, że ptak zachowuje się jak Twój stary.

Cytat:Po drugie - historia: serio można nie zauważyć, że to film o wspołdziałaniu i budowaniu wspolnoty mimo fundamentalnych różnic? Może można

Po pierwsze: setting filmu i wszystko, co działo się po drodze, a błaha historyjka, którą w to wpisano nie do końca do siebie pasują. Albo inaczej: potencjał i tło historii przytłoczyły ją samą.

Po drugie: o jakiej wspólnocie piszesz? Co takiego zbudowano? Jedyne, co widzimy na szarym końcu, to pewien zalążek zażyłości trzech zwierzątek z całego ich stada (z czego Król Julian absolutnie nie miał podwalin pod to, aby nagle do nich dołączyć) i otwartą furtkę do tego, co może być dalej. A dalej pewnie historia się powtórzy, co sugeruje łódka na drzewie z początku filmu. Ale tutaj to już wracamy do tych wszystkich pytań o świat przedstawiony, na które nie otrzymujemy odpowiedzi.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
[Obrazek: wolfmanbanner-599x330.jpg]

Wolf Man (2025)

Cienki jak DUPA film, który powinien trafić prosto na streaming. Także przez miniaturkowy czas akcji.
Właściwie najciekawszy i oryginalny chyba (bo może ktoś widział już podobne) pomysł tu, to: wolf vision, czyli jak ta bestia (bo to nie wilkołak) widzi świat.

3/10
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
Girl Haunts Boy (2024) - Szukałem jakiegoś feel-good movie, a tu jeszcze mamy ducha i coś w rodzaju pętli czasowej, co chyba jest moim ulubionym gatunkiem filmowym. Namawiać nie trzeba. Na RottenTomatoes 92% u krytyków i 83% u widzów. No i nie rozumiem dlaczego, bo to takie max 6/10. Ani nic odkrywczego, ani nie podane w odświeżający sposób. Brakowało czegoś, co odróżniłoby tę produkcję od podobnych filmów. Ale niestety jedzie schematem, bez żadnej oryginalności. A wiele przecież nie trzeba. Okazje były. Chociażby pokazać jak zmienił się świat w ciągu tych 100 lat od śmierci głównej bohaterki. I jakim dla niej jest szokiem ten dzisiejszy. Dałoby się tym pobawić. A tu mamy tylko jedną scenę z Ajfonem i trochę gadki o samolotach. Niewykorzystany potencjał.


Aktorsko oboje mi nie podeszli. Tzn. bardzo lubię Tory z Cobra Kai, no ale to dla mnie właśnie Tory z Cobra Kai, a nie ciepła, uśmiechnięta i delikatna dziewczyna z lat. 30 XX. wieku. Jeszcze dużo się musi nagrać, żeby wyjść z łatki karateczki z problemami. Natomiast koleś to totalne drewno bez osobowości, a najlepiej w całym filmie mu wyszło śpiewanie. Nawet myślałem, że to jakiś popowy śpiewacz, próbujący sił w aktorstwie. Ale nie. Ahtor na pełen etat.

Film ma lekki vibe, choć pod koniec skręca w poważne rejony. Przemijanie, utrata bliskiej osoby, radzenie sobie ze stratą. Jest też trochę femi-pierdololo, ale tak delikatnie, do przyjęcia. No i nie wiem czy dobrze pamiętam, bo parę dni minęło od seansu. Ale tam chyba wystąpiło tylko 4 aktorów, którzy mieli więcej niż 2 kwestie do wypowiedzenia. Niby film o dziewczynie - duchu, ale tak naprawdę niewidzialni byli wszyscy inni poza matką i koleżanką głównego bohatera. Ale taki chyba był cel twórców, aby pokazać jego samotność. 

Wszystko wyszło tak sobie i chyba nawet obniżę do 5/10.

Odpowiedz
The Anderson Tapes (1971)

Jeden z luźniejszych filmów Lumeta, o gangu złodziej planującym duży napad. Szefem gangu jest walczący z łysiejącą głową i pozbawiony tupetu Connery, który właśnie skończył odsiadkę. Film daje radę szczególnie w momentach w których widzimy jak owy gang szykuje się do napadu bo ma to trochę taki klimat od filmów o Dannym Ocean.
Mimo to nie chodzi tutaj głównie o ten napad bo film opowiada w sumie o czymś innym ale nie chcę zbytnio nic zdradzać bo ani Imdb ani Filmweb o tym nie wspominają. Zdradzę tylko że jak na swoje czasy film był czasami mocno futurystyczny, co u nas może wywoływać uśmiech politowania ale wtedy było to raczej coś nowego. Albo powiem inaczej, tematyka się nie zestarzała praktycznie w ogóle ale styl w jakim Lumet o tym opowiada na pewno, w szczególności jeśli chodzi o muzykę i efekty dźwiękowe, które ssą. No ale to początek lat 70 więc jest jak jest. Nie wiem czy nie wolałbym jakby Lumet zdecydował się po prostu na zrobienie klasycznego heist movie w stylu Włoskiej roboty czy coś.

6/10

Odpowiedz
Companion - Jezu jaki wspaniały film, bawiłem się przednio. O fabule nie wiedziałem rzecz jasna nic i nie żałuję, bo frajdy z tego miałem co niemiara. Sophie Thatcher jest również wspaniałe i tak śliczna i urocza, że kradnie każdy kadr. Hughie też super wypadł.

Póki co, film roku. 9,5/10 za świetną zabawę.
http://www.filmweb.pl/user/tynarus120
Forum światopoglądowe filmowe

Odpowiedz
Z dystansu (2011) - Mój ulubiony film z Brodym i motywem "nauczyciel pracujący z trudną młodzieżą". 

Nie jest to film dla życiowych optymistów, ponieważ brud, smutek, ból i poczucie beznadziei wylewa się z każdego zakątka ekranu. Od początku do końca. Na szczęście twórcom udało się uniknąć karykaturalnego przedstawienia zbuntowanych nastolatków z patologicznych domów. Nie ma tu członków meksykańskich gangów, czy Cripsów. To zwyczajnie wyglądające dzieciaki, próbujące się odnaleźć w świecie kiepskiej jakości edukacji, gadających głów w oświacie, którym kompletnie na nich nie zależy, bezradnych, wypalonych zawodowo nauczycieli oraz przemocowych, ignorujących ich potrzeby rodziców, którzy grają tu rolę głównego złola, choć na ekranie widzimy przez minutę tylko jednego z nich. Pozostali to głosy z offu lub w słuchawce telefonu.

Tak naprawdę, to jestem pod ogromnym wrażeniem jak zagrali tu młodzi aktorzy.  Wszyscy. Szczególnie, że kamera często skupia się na ich twarzach, emocjach i reakcjach na otaczający ich świat. Szczególnie podczas lekcji z Brodym. 

W ogóle wszystkim należą się oklaski. Lucy Liu, James Caan, Marcia Gay Harden, Christina Hendricks. Wyciągnęli ze swoich ról 100%. Oczywiście bryluje sam Brody w roli odcinającego się od świata i nieprzywiazującego się do ludzi oraz miejsc "nauczyciela zastępczego". Z czasem poznajemy przyczyny wyboru tej ścieżki życiowej i choć grana przez niego postać jest wspaniałym, wybitnym pedagogiem, to twórcy dają mu jasno do zrozumienia, że obrana ścieżka życiowa jest krzywdząca zarówno dla niego, jak i osób, którym na nim zależy i które się do niego przywiązały. 

Na osobny akapit zasługuje wspaniały montaż, retrospekcje oraz artyzm, jakim przyprawiona została ta produkcja. Nie lubię, gdy artyzm jest celem samym w sobie, w produkcjach pozbawionych głębi. Tu jest genialnym uzupełnieniem tej smutnej historii. Coś pięknego.

Będziecie mieli depresję po tym filmie, ale warto ją mieć dla samego seansu:) Byłem zachwycony za pierwszym razem i wczoraj, gdy obejrzałem ten film po raz 15, po kilku latach przerwy. 

10/10. A poniższa scena, choć nakręcona 14 lat temu, nigdy nie była tak aktualna jak dziś.


Odpowiedz
(26-01-2025, 14:17)Krismeister napisał(a): Dziewczyna z igłą - pierwszy kinowy seans w tym roku, i od razu mamy topkę 2025 roku jak nic.
9/10

No wielkie dzięki za polecajkę - widzę, że "polaczki" dalej inwestują jedynie w kino depresyjne. A tutaj mamy niezłą patolę od samego początku i potem to tylko narasta. Jest aż do przesady. Całość w oparciu o prawdziwe wydarzenia, ale skoro tak, to czemu nie można było skupić się po prostu na nich, tylko udawać, że jest się Lynchem. Zdjęcia ładne, choć nie wiem czemu te artystyczne dramaty muszą iść ostatnio zawsze w 4:3 i czerń i biel. Muzyka? Momentami mocno przesadzona i od czapy, podobnie jak te artsy-partsy wtręty, które nie wiadomo po co są, bo nie przystają do reszty zupełnie. Choć same w sobie fascynujące, to jednak odwracają uwagę od fabuły. Trine świetna, choć już się przez te ostatnie kilka lat posunęła niestety. Ta druga laska też dobra, choć jest w niej coś niepokojącego - podobnież jak w tej dziewczynce. Realizacyjnie dobre kino, choć generalnie ani do polecenia, ani nie wiem jak coś takiego ocenić.

Jeśli ktoś regularnie wraca do Człowieka słonia, dobrze bawił się na Placu Zbawiciela, Requiem dla snu jest jego ulubionym filmem, a Biała wstążka jest dla niego wyznacznikiem arcydzieła, to niech bryka do kina.

7?/10
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
Uwielbiam depresyjne kino
http://www.filmweb.pl/user/tynarus120
Forum światopoglądowe filmowe

Odpowiedz
Bambi: Opowieść leśna - okazało się, że ten francuski Bambi będzie w polskich kinach, to uznałem że pójdę i przy okazji zabrałem swoją przyszłą chrześnicę i nasze matki. Jeśli mam dać zarobić którejś live action ekranizacji Bambiego, to niech będzie ta z mojego kontynentu. Swoją drogą część moich znajomych była przekonana, że jest to ten CGI-remake Disneya (i mam nadzieję, że nie powstanie). Jedna kumpela brała występującego tam królika za Tuptusia (tutaj ma na imię Kacperek). Nie zdziwię się, że część osób olała film sądząc, że to disnejowski rimejk i się zraziła. Diversity nie uniknęło Bambiego, bo wśród jego ziomeczków jest amerykański szop ;).

Po zwiastunach spodziewałem się większej cukierkowości, a mile się zaskoczyłem. Bardziej idzie to w fabularyzowany dokument, bo zwierzęta nie są zantropomorfizowane, a jedyny głos to narracja z offu (nie, polskiej wersji nie czytała Krystyna Czubówna). Coś jak Saga prastarej puszczy dla młodszych. I sądziłem, że przez 95% część filmu główny bohater będzie tylko dzieckiem, a jednak dostajemy jeleni Boyhood. Przez co jest też trochę też bardziej zgodny naukowo (co robiono zarzut wersji Disneya), bo Bambi zostaje półsierotą w wieku nastoletnim i gdy jest jako tako samodzielny. A głównym przyjacielem jelonka jest czarnowron (ewidentnie nazwany po Saltenie i moim zdaniem, to zwierzę i jego rodzina bardziej pasuje na alegorię prześladowanych mniejszości), więc ta przyjaźń mięsożerca-jarosz nie wybija.

Uaktualnia też względem książki, bo w lesie występują szczytowe drapieżniki - zarówno te lądowe i powietrzne. Technicznie te zagrażają bohaterom, ale robi to uczciwie i nieco na przekór filmowym tropom. Takiego wilka, choć grasującego za Bambim w wiadomym celu, nie przedstawiono jako warczącą bestię z propagandy PZŁ i jest bardziej neutralny. Gdy z kolei orzeł (zwykle okazywany jako nobliwy i srający marmurem) jest tu nadętym kutafonem, który nadużywa swej potęgi. A i wciąż to człowiek jest tu najgroźniejszy i film wprost mówi, że to drapieżniki polują, a ludź to tylko napada i zabija. I względem poprzednich ekranizacji pokazał ludzi jako dziwny wytwór, którego lepiej się jest bać osioł to jakieś monstrum ze strasznym głosem. Ładnie wyjaśnia też, że dlaczego domowy pies jest groźniejszy niż wilk. Przy czym też nie jest to jakaś agitka rodem z PETA, a krytyka działalności ludzkiej też jest naturalna i najwięcej obrywa się kłusownikom (ale pewnie środowiska myśliwskie będą jęczeć, że "reee, zwierzęta nas kochajo, a film nie rozumie gospodarki łowickiej").

Choć jest kierowany dla dzieci i nieco romantyzuje naturę, film ten w przeciwieństwie do obecnego Disneya miał jaja i uśmiercił matkę (jedyny trup w filmie BTW. W sumie ojciec też zdycha, ale z przyczyn naturalnych). Tu miałem kolejne zaskoczenie, bo spodziewałem salwy płaczów, bo trza być szczerym - takie filmy to naturalne tear-jerkery :). O dziwo spokojnie na sali, nawet moja matka to dzielnie zniosła. I chrześnica również obyła się bez łez, mimo że ja i jej matka zastanawiałyśmy czy przetrwa, bo ona wrażliwa (disneyowskiego Bambiego nie widziała). Zresztą podejrzewam, że przez swoją dokumentalną formę i zdystansowanie postaci od widza, takie sceny są bardziej naturalne i akceptowalne. A także jak u Disneya śmierć matki odbywa poza kadrem i wyjaśnia narratorka. Oczywiście były groźne momenty, więcej oznak strachu słyszałem jak Kacperek wpadł w wnyki i za mną jakieś dziewczynki rozpaczały (choć podejrzewam, że pewnie mają uszatego jako zwierzątko domowe). I matka chrześnicy zmroziła się momentem jak Bambi oberwał sidłami.

Piękne zdjęcia i co najważniejsze - zwierzęta grają autentyczne zwierzęta, a nie jakieś kukły. Może w kilku miejscach królik miał CG-dublera. Mnie od razu skojarzyło z Mikrokosmosem i podobnymi filmami. Część faktycznie kręcono w dziczy, a w niektórych scenach to ewidentnie używali tresowanych zwierząt i aranżowali, jak wroniec ląduje na pupie jelenia. Przy czym twórcy mogli być w pełni konsekwentni, bo generalnie dali zgodne gatunkowo zwierzęta (nawet wilki to są te euroazjatyckie), ale królika dali jakiegoś domowca, bo te dzikie wyglądają inaczej. I pierwszy raz w ekranizacji utworu Saltena widać człowieka. Nawet w tej wersji od Natalii Bondarczuk nie pokazali fizycznie myśliwych. Choć nadal nie widać twarzy dwunogów i kręceni są z daleka. Końcówka zrobiona dosyć po łebkach i ostatni rok życia zredukowano do kilku minut. Przydałoby się trochę więcej minut czy ekranizowania jakichś scenek rodzajowych jak np. walka z innymi młodymi jeleniami - Karusem i Ronno.

Salten nie musi się przewracać w gromie, bo choć każda z kinowych adaptacji była kierowana do młodszej widowni (gdy oryginał był dla dorosłych), to każda jest udana i co też ważne, każda ma swoją tożsamość i własne podejście. A ta sprawdza się jako przystępny film przyrodniczy, który spodoba się targetowi i zaciekawi, a też komentarz proekologiczny jest całkiem zgrabny. 

7,5/10

Odpowiedz
The Gorge, czyli Ania i Miles w roli snajperów pilnujących wąwozu. Dziwaczny film, sprawdziłby się dużo lepiej jako serial, taki na pięć, czy siedem odcinków, bo wszystko tutaj zdecydowanie za szybko idzie, nic nie ma czasu należycie wybrzmieć bo już trzeba odhaczyć kolejny punkt na liście. Z jednej strony są tu elementy ponurego technothrillera, z drugiej romantycznego akcyjniaka, z trzeciej upiornego horroru... no nie łączy się to za dobrze. Podobnie jest jeśli chodzi o kwestie czysto techniczne, cgi miejscami razi w oczy, by potem zaskoczyć genialną scenografią skąpaną w dymie i mgle (ale znów, ta mgła, dymy i cała reszta czasami jest obrzydliwa), design humanoidalnych stworków koszmarny (ale już pająki wyglądają creepy), sam pomysł też niczego sobie (i znowu "ale", bo sprowadzono go do absurdu), także... no dziwaczny film. Zwłaszcza, że to niby walentynkowy release.
6/10 i serduszko, mimo wszystko. To sinusoida taka, o.
[Obrazek: b2e97445ddef0948db9a9fc1884694d0a1e86fc8.gifv]

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  ALARM! NADCHODZI KOLEJNY REMAKE! czyli wszystko o remake'ach Mierzwiak 1,244 242,959 14-04-2026, 18:15
Ostatni post: shamar
  Pętla czasowa czyli motyw dnia świstaka w filmach Craven 91 23,786 07-08-2025, 14:13
Ostatni post: shamar
  Prekognicja, czyli oceń film, który zaraz obejrzysz military 77 28,195 04-03-2017, 00:43
Ostatni post: Juby
  Dłuższa piłka, czyli coś dla kino maniaków od kino maniaków wika 3 4,446 02-12-2013, 19:10
Ostatni post: Bucho
  Prawdziwy film, czyli istota kina Bodzio 22 8,743 07-08-2011, 20:23
Ostatni post: MauZ
  Starocie filmowe, czyli trochę klasyki Eorath 44 17,345 20-12-2010, 19:03
Ostatni post: szopman
  Krótka piłka, czyli mini-recenzje military 6,447 721,704 11-04-2009, 16:35
Ostatni post: Negrin
  Parada banału, czyli wpływ formy filmu na odbiór fabuły;) Mental 167 31,154 26-03-2008, 09:55
Ostatni post: D'mooN
  [oddzielony] Krótka piłka, czyli mini-recenzje 0 324 Mniej niż 1 minutę temu
Ostatni post:



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
6 gości