Krótka piłka, czyli mini-recenzje
The Deadly Affair (1967)

Czyli Lumet adaptuje le Carre. Solidny jak zawsze James Mason przoduje obsadzie a na drugim planie znajdują się Maximilian Schell i Harry Andrews, czyli demoniczny kierownik więzienia z "The Hill".
Ogólnie wyszedł z tego solidny film, ale raczej najbardziej spodoba się fanom autora i spokojnych filmów szpiegowskich. No i wszystkim, którzy przepadają za szaroburym klimatem deszczowego i jesiennego Londynu.

6/10

Odpowiedz
Maria Callas

Byłem dzisiaj w kinie na nowej propozyji kolesia od "Jackie" i "Spencer" - głównie dlatego, aby zobaczyć głośną rolę Anżeliny na własne oczy. Pablo Larrain wymyślił sobie swój gatunek filmowy i trzepie te biografie znanych kobiet na swoją modłę, czyli kino smutne, depresyjne, z długimi ujęciami, wiadomo zbliżenia na twarze, coś tam kręcone z ręki itd itp. W przypadku filmu Maria Callas dochodzą do tego jeszcze grafomańskie dialogi w stylu "to moje ciało nie chciało dziecka, bo moje ciało wie, że jestem tygrysicą", czy jakoś tak, oraz często korzystanie z jakichs arty-fartsów czego kurde nie lubię zbytnio. Generalnie uważam, że Larrain ma fajne pomysły, jeśli chodzi o portretowanie ikon kobiecych naznaczonych tragedią i samotnością, ale te jego filmy to taki soft kazus Wesa Andersona, który też kręci cały czas ten film. Można go szanować, że nie kręci jakichś sztampowych biografii w stylu Boba Marleya czy coś, ale ma przy tym bardzo ciężką rękę i jest to kino dosyć cieżko przyswajalne. Tutaj dochodzi jeszcze więcej nieznośnego patosu plus Angelina w cale nie jest jakaś super w tej roli i cieszę się, że nie ma nominacji za to. Mam wrażenie, że jest to całkowicie wykalkulowana kreacja, typowy oscar bait w stylu "Judy" czy innej "Iron Lady". Jak dla mnie najmniej autentyczne i najgorsza z całej - nazwisjmy to - kobiecej trylogii Larrina.

U mnie to wygląda tak: Jackie 7/10, Spencer 5/10, Maria 5/10, ale jeśli chodzi o role aktorskie to Kristen Stewart > Natalie Portman > Angelina Jolie.

Mam wrażenie, że koleś marzy o zrobieniu filmu o Monroe. Jej historia wydaje się być idealne skrojną pod jego reżyserski fetysz. W sumie w historii znajdzie pewnie jeszcze kilka ikon, które mogłyby nadawać się do jego depresyjnego uniwersum. Edith Piaf (chociaż ta dostała mega głośny i oscarowy film też), Virginia Woolf, Zelda Fitzgerald czy Sylvia Plath spokojnie mogłyby się znaleźć na jego radarze.

Jeszcze apropo Jolie. Przed filmem leciał zwiastun "I'm still here" (idę w piątek), który widziałem po raz pierwszy. Fernanda Torres już po samym trailerze pokazała, że nominacja dużo bardziej należała się właśnie jej.
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.

Odpowiedz
Virginia była w Godzinach, Sylvia ma już swój film, a Zelde dla Amazonu zagrała Ricci :)
http://www.filmweb.pl/user/Corn

"Pierdu-pierdu, siala-lala; Braveheart kosmos rozpierdala" - Bucho


Odpowiedz
Boogie Nights (1997)

Dobry film, ale spodziewałem się eksplozji zajebistości a niestety jej nie dostałem. Ale to w sumie raczej moja wina. Niby praktycznie wszystko tutaj gra i buczy ale czegoś mi brakowało. Nie wiem, czuć było trochę takiego fałszu ale nie potrafię dokładnie tego opisać.
Marky Mark jest dobry, tak samo jak Moore i Reynolds, ale tego wymarzonego Oskara bym mu raczej nie dał, Williams był lepszy.
Magnolia była o pół godziny dłuższa ale ani przez sekundę się nie nudziłem a tutaj stało się już tak przed upłynięciem dwóch godzin. Dobry film, ale pierwsze arcydzieło PTA powstało dwa lata później.

7/10

Odpowiedz
(26-02-2025, 00:42)Corn napisał(a): Virginia była w Godzinach, Sylvia ma już swój film, a Zelde dla Amazonu zagrała Ricci :)

Niby tak, ale Diana też miała swoje filmy. Callas tak samo.

Depresoversum Larrina spokojnie mogłoby się powiększyć, o którąś z tych pań :) Oo, Amy Winehouse byłaby dobrą bohaterką dla niego :)
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.

Odpowiedz
A czy przypadkiem Larrain nie miał tego zaplanowanego jako "kobiecą trylogię"? Może teraz pójdzie w zupełnie nowe rejony?

Wysłane z mojego CPH2481 przy użyciu Tapatalka
I can see your conciliation. I wanna see your conciliation.

Odpowiedz
@Melvin

Deadly Affair to jedna ze słabszych prób Sidneya, niemniej podobała mi się postać Andrewsa z tym jego zwierzyńcem. W razie czego możesz dodać do listy mniej oczywisty tytuł od Lumeta, mianowicie Prince of the City. Gdyby główną rolę w tymże zagrał ktoś bardziej rozpoznawalny niż Treat Williams (dał radę), to film może i byłby wymieniany w jednym rzędzie z największymi dziełami mistrza. A, Fail-Safe pewnie widziałeś, co?

True Crime

Dobrze napisani bohaterowie zmarnowani w fabułce rodem z literackiej "pulpy". Przebieg akcji możnaby zamknąć w dwóch kwadransach, bo całe "śledztwo" sprowadza się do kilku minut węszenia napędzanego dziennikarskim przeczuciem (uzasadnionym trochę na słowo honoru), szczęśłiwego zbiegu okoliczności, nagłego olśnienia i, oczywiście, finałowego wyścigu z czasem. Tak, intryga kwiczy; na szczęście po obu stronach kamery stanął wielki Clint, który wywindował nieco poziom charyzmą i kilkoma świetnymi dialogami (zwłaszcza z Woodsem). Wychodzi też ciut poza standardowe emploi i jako pismak-kobieciarz nie emanuje aż tak mocno twardzielstwem (jak to zwykle czyni), za co mały plusik. Ogólnie średniacha, ale dzięki obecności Eastwooda obejrzałem bez bólu.

The Friends of Eddie Coyle (na forum chyba wisi temat)

Kino chłodnej kalkulacji z gangsterką w przyziemnym ujęciu. Bohaterowie, miast pławienia się w luksusach niczym Chłopcy z Ferajny, dogadują szczegóły przestępczych przedsięwzięć w obskurnych szynkach. Snują się bez uśmiechu, próbując utrzymać się na pochylni, ale stopniowo spychani są poza planszę. Zero tu gloryfikowania zbrodni czy radości z dobrze wykonanej fuchy; obserwujemy za to kilka figur bostońskiego półswiatka zamkniętych w pętli akcji: od napadu do napadu, od ogarnięcia broni do opchnięcia tejże i tak dalej. Kiedyś dokonali wyboru i teraz, czy tego chcą czy nie, trwają w tym przestępczym kieracie bez przyszłości. Przyjrzyjmy się tytułowemu Edkowi - facet to niby stary wyga i ogarnięty gracz, jednak szybko okazuje się, że jaja ściska mu imadło wymiaru sprawiedliwości, przez co miota się między lojalnością wzgłedem wspólników a możliwością wyłgania się od odsiadki. Ostatecznie nie dorasta do miana "prawdziwego" protagonisty, okazując się ledwie mało znaczącym pionkiem w rękach silniejszych. I może nawet godzi się z tym w finale. Nie byłem zachwycony po seansie, bo "surowa" stylistyka z czasem nieco mi zbrzydła, niemniej seans udany (głównie dzięki dialogom, Mitchumowi i paserowi). W każdym razie bardziej doceniam niż lubię. A, z tych "metodycznych" scen rabunku czerpał zapewne i Affleck (maski z The Town), jak i betonowy Zahler.

Odpowiedz
@Norton
Fail Safe jeszcze nie widziałem chociaż planuję nadrobić, tak samo jak Prince of the City, bo Lumet zdaje się być bardzo dumny z tego filmu. Aczkolwiek ostatnio postanowiłem obejrzeć inny film LUmeta z udziałem Jasona Masona, mianowicie:


Child's Play (1972)

Jedno z mniej znanych dzieł reżysera (nawet nie ma 2000 głosów na imdb) ale tak czy siak ciekawa propozycja, choć niezbyt dla niego typowa.
Film mocno się zaczyna, jesteśmy w kościele, dookoła palą się krwisto czerwone znicze a w tle leci mrożąca krew w żyłach muzyka. Sceny normalnie jak od jakiegoś Argento. Potem poznajemy naszych głównych bohaterów, Beau Bridges jest nowym nauczycielem wf w szkole dla chłopaków, w której panuje konflikt pomiędzy dwoma starszymi nauczycielami.
Jest tutaj kilka horrorowych momentów, ale film funkcjonuje jednak najlepiej na płaszczyźnie dramatu rozgrywanego pomiędzy Masonem i Prestonem.

7/10

Odpowiedz
- The Bikeriders (2023)

Jodie Comer, Austin Butler (czy tylko mnie Butler przypomina tutaj młodego Mickeya Rourke?), Tom Hardy, Michael Shannon, Damon Herriman - mieć taką obsadę a zrobić tak nijaki film, który nie ma fabuły. Bo o czym ten film tak naprawdę opowiada? Może o odchodzących latach 60 tylko, że ten wątek pojawia się w ostatnich 20 minutach filmu gdy miałem zerowe zainteresowanie. Ale żeby nie dać możliwości aktorom się wykazać to trzeba mieć talent. O niektórych jak Shannon to zupełnie zapomniałem że grają w tym filmie. Po seansie sprawdziłem kogo to jest produkcja i jestem zaskoczony, bo jest to film Jeffa Nicholsa (choć teraz nie dziwi mnie że wystąpił Shannon bo gra w każdym jego filmie) znanego z tak dobrych filmów jak Mud, Midnight Special, Loving, Take Shelter.

Nichols to dobry rzemieślnik i ciężko mi uwierzyć, żeby takiego średniaka zrobił, ale może wina leży po mojej stronie, bo nie jestem fanem produkcji o motocyklistach i gangach motocyklowych (nigdy nie skończyłem 1 serii Synów Anarchii, a co dopiero mówić o całym serialu) i dlatego nie kupiła mnie ta produkcja. Zmarnowany potencjał dobrych i charakterystycznych aktorów, choć akurat Hardy'ego kariera w ostatnich latach jest w stagnacji, bo albo gra w bardzo złych filmach gdzie przeszarżowuje (Capone) albo nijakich produkcjach (Venom). No i to ciągle to bawienie się głosem zahaczające o parodię, a to jeden z moich ulubionych aktorów. Ale on ostatnio mało gra, jeden film na rok lub na 2 lata. Ale nikogo nie zapamiętacie z tego filmu, talent i charyzma poszły sobie do lasu w każdym przypadku.

Norman Reedus znany z Walking Dead znowu na motocyklu, trudno go rozpoznać. Tak powinien wyglądać w serialu, bardziej pasuje jego wygląd z tego filmu do serialu o zombiakach, który był przecież postapokalipsą niż to jak wygladał w serialu. Ocena: 4/10.

- The Order (2024)

Jest to dobre kino gatunkowe, które wielu widzom kojarzy się z twórczością Michaela Manna, szczególnie z Gorączką (pewnie przez wątek konfrontacji między policjantem i bandziorem, ale to nie jedyny film gdzie mamy takie zagranie, to nie tylko Mann takie filmy robił), choć ja bym powiedział, że to jest produkcja bliższa filmom Taylora Sheridana. The Order ma coś w sobie ze współczesnego westernu tak jak filmy i seriale Sheridana. Czekałem na Ciche braterstwo, bo to kolejna interesująco zapowiadająca się produkcja z Nicholasem Houltem, a ostatnio ma dobrą passę. Widocznie ma dobrego agenta, bo to kolejny wart uwagi widzów film po znakomitym Przysięgłym nr 2 Clinta Eastwooda, serialu The Great, Reinfield z Cagem, Menu (jest też Nosferatu Eggersa ale tego filmu jeszcze widziałem). I kolejny raz pokazał że jest wszechstronnym aktorem, który ne boi się wyzwań aktorskich, a tym razem gra amerykańskiego nazistę. Nie budzi sympatii jego postać, nie da mu się kibicować, choć nie można odmówić Bobowi Mathewsowi, bo tak się nazywa jego bohater, charyzmy.

A drugą ważna postacią, a dokładnie to pierwszą, bo gra główną rolę jest Jude Law w roli agenta FBI, którego zniszczyła praca i postać którą też ciężko darzyć sympatią, choć z innych powodów co nazistę. Jest to też taki aktor, który od kilku lat nie schodzi poniżej poziomu i nawet jeśli produkcja, która całościowo nie dowozi to Lawowi nie można nic zarzucić. I tak samo jest w tym przypadku, bo znowu dał popis aktorstwa. Jest jeszcze Tye Sheridan w roli policjanta, który też daje radę. Ogólnie cała obsada się spisuje np aktor o swojsko brzmiacym imieniu i nazwisku Victor Slezak w roli szefa kongregacji, ale to Hoult i Law są postaciami, które przyciągają do ekranu. Jest to film oparty na faktach i z tego co słyszałem to dużo się zgadza z prawdziwymi wydarzeniami, ale ciekawe jest to jak jednocześnie jest to prosty film.

Chodzi mi o klisze np chyba każdy się domyśli w czasie seansu co się stanie z partnerem agenta FBI. A jednocześnie jest to produkcja tak dobrze zagrana i zrealizowana (sceny akcji i napadów są na dobrym poziomie), że nawet jak następuje zwolnienie akcji, to film trzyma cały czas w napięciu. Duże brawa należą się za zdjęcia, stronę wizualną i za dudniącą, szarpiącą nerwy muzykę. Bardzo podobał mi się ostatni akt czyli sceny w domu, nie tylko wizualnie, ale ogólnie cała sekwencja. Jest to najlepszy film Justina Kurzela, choć przyznam, że znam go tylko z dwóch filmów, czyli Makbeta z Fassbenderem, który wyróżniał się stroną wizualną i nudnawego Assassin's Cred. Chyba pora zapoznać się z Nitram i Snowtown. A nie, okazało się, że widziałem też True History of the Kelly Gang i bardzo mi się podobał, pamiętam że było to połączenie klimatów Peaky Blinders oraz filmów The Nightingale i ?Bronsona Refna, więc Ciche braterstwo to drugi najlepszy film Kurtzela. Ocena: 7.5/10

Odpowiedz
(27-02-2025, 13:48)michax napisał(a): - The Order (2024)
No ja się wynudziłem jeśli mam być szczery i obejrzałem na raty. Niby wszystko tutaj jest na porządnym poziomie, ale historia po mnie zupełnie spłynęła.
No i rzecz jasna trudno trudno uniknąć polityki. Po raz kolejny mamy "białych, aryjskich suprematystów". Tak, to oni rzecz jasna są od lat największym zagrożeniem dla Ameryki.
Jest tu tylko jedna dobra scena jak (już nie pamiętam, kto) w pewnym momencie mówi - To już nie jest nasz kraj.
No ciężko się nie zgodzić :)
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...

Odpowiedz
I'm Still Here

Przede wszystkim film niesiony na barkach jednej osoby - Fernandy Torres, która w idealnym świecie szykowałaby się do odebrania Oscara (ewentualnie mój smutek po jej porażce zostanie wybaczony Akademii, jeśli wygra Demi). Wybitna rola, subtelna, ale bardzo przejmująca, ograna na małych gestach. Zdecydowanie lepsza od faworyzowanej, drącej morde przez pół filmu Mikey Madison.

A sam film? Cóż - sielankowy początek, gdzie cudownie jest budowane napięcie i poczucie tego, że coś nadciąga. Później wszystko nieco opada i nie jest już tak dobrze, momentami wręcz troche nuży i ma o jedno zakońcenie za dużo. Generalnie dobre kino, ale wolałbym dać Oscara "Dziewczynie z igłą" albo "Flow".

7/10
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.

Odpowiedz
September 5

Film, który trafia do kin w idealnym momencie, kiedy to trzeba ocieplać wizerunek wiadomo kogo. Tym bardziej, że 5 września przeprowadzono atak wiadomo na kogo, wiadomo przez kogo. No po prostu czysty przypadek, że ten film powstał akurat teraz. No, ale już asbrahując od tego totalnego zbiegu okoliczności to film Tima Fehlbauma jest najwyczajniej w świecie solidną robotą.

Produkcja jak sam tytuł wskazuje opowiada o ataku terrorystycznym na członków izraelskiej drużyny olimpijskiej, który miał miejsce w 1972 roku na Igrzyskach w Monachium. Całość jest jednak przedstawiona z perspektywy dziennikarzy oraz ekipy tworzącej przekaz medialny dla ABC z tamtejszej imprezy.

To co mi się pierwsze rzuciło to bardzo dobry montaż. Film gadany, gdzie tak naprawdę nie widzimy samego ataku - z oddali słychać co najwyżej strzały - jest podany w naprawdę dynamiczny sposób, przez co ogląda się to jednym tchem. Film nie jest długi bo trwa jakieś 90 minut, ale mimo wszystko nie wiem, kiedy to mi zleciało. Wszystko jest na swoim miejscu i naprawdę pasjonująco ogląda się kolejne minuty tego spektaklu, gdzie ludziom tworzącym program rodzą się kolejne większe lub też mniejsze problemy z tym związane, jak chociażby możliwość zerwania sygnału satelitarnego, bo musi on być dzielony na kilka stacji. Ograne przez aktorów jest to też znakomicie i super, że nie ma tutaj żadnych pierwszoligowych mord bo raczej Peter Sarsgaard czy Ben Chaplin do takowych nie należą. Do tego w obsadzie Leonie Benesch, która mam nadzieję, ze zagości na stałe w hollywoodzkich produkcjach bo jest naprawdę urocza i wypada mega autentycznie w roli tłumaczki.

Oczywiście film ma konotacje iście propagandowe i w żaden sposób nie pogłębia ani tła wydarzeń, ani nie pokazuje drugiej strony konfliktu. W sumie na wstępie napisałem, że trafia w idealnym momencie do kin, ale z drugiej stony po co ma takie tło wydarzeń pogłębiać, nie o tym jest to film. To co tutaj jest ciekawe to tak naprawdę pytania o samą etykę dziennikarstwa i tego co można pokazać, a czego nie można. Bo równie dobrze, gdyby ABC Sports nie goniło za sensacją, to owych zakładników można by jakoś uratować. Z filmu wynika, że zamachowcy oglądali wszystko w telewizji, która była udostępniana sportowcom w pokojach znajdujących się w wiosce, także mieli oglądać co się dzieje na zewnątrz. Z drugiej strony można powiedzieć - gdyby nie zrobiło tego ABC, zrobiłby to pewnie ktoś inny.

Także, jeśli brać September 5 jako quasi-thriller o tworzeniu telewizji na żywo, a nie filmową analizę historyczną, okaże się, że dostajemy całkiem zgrabnie opowiedziany film, który co prawda ma jeden czy dwa momenty zadyszki pod względem dramaturgii, ale za to zadaje pytania natury etycznej, na które ciężko jednoznacznie odpowiedzieć. Z jednej strony można chwalić dziennikarzy bo wykonali swoją robotę, a z drugiej ganić, bo zjebali robotę komuś innemu. I weź tu bądź mądry.

Na duży plus również użycie archiwalnych nagrań z wystąpień na żywo Jima McKaya.

Ode mnie 7/10. Idealny film do podwójnego seansu z "Monachium" Spielberga.
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.

Odpowiedz
Wallace i Gromit: Zemsta pingwina (2005)

Nie podzielam zachwytów sprzed kilku stron Pitero. Niesamowicie wymęczone, tragicznie infantylne jakby skierowane do dzieci od lat 5. No bez kitu, praktycznie non stop postacie tłumaczą i powtarzają co myślą, co zrobią albo mówią to kiedy już robią. Tak jak tłumaczy się dzieciom co widzą co mają myśleć.

4/10
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
Anora - przyjemne filmidło, ale to raczej dolne rejony Bakera, Red Rocket to jakieś dwie półki wyżej. Gdyby nie końcowe próby uszlachetnienia opowieści przez komentarz klasowy, to prawdę mówiąc byłaby to zaledwie niezła komedia gangstersko-romantyczna, tylko na wyższym reżyserskim i aktorskim poziomie. Odważne sceny seksu też są wg mnie zaledwie próbą uczynienia filmu poważniejszym niż w rzeczywistości jest.
Cały segment z siepaczami rodziców to taka komedia spod znaku Kevina samego w domu, wymieszana z karuzelą spierdolenia jak od braci Safdie.
Jest ok, ale ja jednak wolałem czasu, gdy tego typu filmy były po prostu jednymi z wielu, a nie nagle tuzin nominacji jakby to było Bóg wie co. Dam solidne 6/10
Oscar dla Madison? A niech ma, gorsze rolę w przeszłości dostawały statuetki, więc jej bardzo dobra rola też mogłaby dostać, przynajmniej się kobita poświęciła i pokazała sporo ciała.
Właśnie na Oscarach uświadomiłem sobie, że chłop grający Igora dostał nominację za drugi plan, no i muszę przyznać że pomimo tego, że w historii tej kategorii było sporo nominacji z dupy, tak ta spokojnie wygrywa konkurencję na bycie najbardziej z dupy :p

Odpowiedz
(17-11-2023, 08:27)Gieferg napisał(a): Renfield - zwiastuny po mnie spływały ale film okazał się nawet zabawny (przerysowane krwiste sceny, Dracula) i całkiem dobrze się oglądało. Największy plus to z pewnością Cage jako Dracula. Niestety jest też problem  w postaci Awkwafiny, której postać jest cholernie nudna i  jest jej zdecydowanie za dużo . Ogółem wychodzi więc coś w okolicach 6-7/10.

Idealny przykład na to, dlaczego współczesne kino nie działa. Sam koncept u podstaw jest ok, poszczególne żarty pokazują, że oryginalny scenariusz (lub sam synopsis) miał potencjał. Ale całościowo to po prostu nie działa. Film wizualnie jest obrzydliwy i drętwy, CGI paskudne, CGI krew jeszcze gorsza (szczególnie w zestawieniu z bezkrwawym obijaniem sobie paszczy), obsada to w 90% miscasty nie mające materiału do grania, a ich bohaterowie to zbiór kartonowych wycinek, które nie kleją się z własnym tłem, historia nie trzyma się kupy na praktycznie żadnym poziomie, montaż leży, a o jakiejkolwiek wiarygodności można zapomnieć (a ta ma jednak wpływ na minimalne zainteresowanie fabułą/bohaterami). Dość napisać, że Akwacośtam jest tu policjantką-rozpierdalaczem, choć jedyna scena z jej udziałem, która jakkolwiek działa, to ta, w której dostaje oklep. Humor jest na ogół suchy i cierpi na to, że o ile pojedyncze dowcipy są nawet udane, to w starciu z żenującą całością stają się zwyczajnie spalone. Dodatkowo 90 minut dłuży się tak jakby twórcy usiłowali rozciągnąć połowę materiału do pełnego metrażu. Ostatecznie najlepsze są tu i tak przeróbki klasyki, choć i to nie stanowi czegoś, o czym warto na dłuższą metę wspominać. Sam Cage nie pomaga - ot, kolejna rola, która nawet nie jest jakoś szczególnie ekscentryczna czy wyrafinowana aktorsko. A zresztą - piłem alkohol do tego filmu i nie pomogło.

naciągane 3/10
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
[Obrazek: bl.jpg]

Blood Sport 2

Postanowiłem sprawdzić kilka starych b-filmów z VHS. Jedne powtarzam, inne oglądam pierwszy raz. Zazwyczaj to zawód, rzadko miłe zaskoczenie.
"Krwawy Sport 2" ma ocenę 5,9 na FW i 4,8 na IMDB. I w tym przypadku bardziej prawdziwa jest ocena polska. POLSKA GÓRĄ KURVA.

Spodziewałem się totalnego sequelo-kupsztala (bez głównej gwiazdy) "prosto na VHS" a tu mamy wypadek od normy. Po 1: film ten miał jakąś znikomą dystrybucję kinową. Po 2: Nie wygląda jakoś wybitnie tanio, po 3: przez całe lata myślałem, że Bernhard (aka Siro) gra Franka Duxa. No nie.
To sequel a raczej spin-off, którego nic nie łączy z oryginalnym film. Prawie nic, bo wraca jedna postać z oryginału w sympatycznej drugoplanowej roli.

Co się udało: (porównując do 1 części) walk dostaniecie tu w nadmiarze, walki są o wiele lepsze choreograficznie i bardziej dynamiczne, Bernhard to całkiem udane "zastępstwo" (jak na tańszy sequel). Poza tym dostajemy w tle Jamesa Honga, Pata Moritę i jakąś dupę o przyjemnej buźce.

Co się nie do końca udało: wlatują tu motywy waleczno-baśniowe, niektóre fragmenty bezczelnie kopiują cz. 1, zdarzają się wpadki i uproszczenie typowe kina klasy B. Ale jakoś nie psuje to przyjemności. Ot coś na zasadzie "nosz kurwa czemu główny złol zachowuje się jak klon Bolo?"

Może to wina, że obejrzałem ostatnimi czasy sporo kopanych kupsztali VHS (takie "ShotFightery" czy "Najlepsi z najlepszych 2" nie mają żadnych szans z tym), ocena będzie dość wysoka przez pozytywne zasko.

-7/10
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
(02-12-2024, 16:01)PropJoe napisał(a): Konklawe - od początku się zastanawiałem co też takiego ekscytującego i zaskakującego mogli wymyślić przy konklawe, ale recenzenci i zwykli widzowie naobiecywali mi, że będzie jakaś super intryga, napięcie, w dodatku z zajebistą rolą Fiennesa i super zdjęciami. Ogólnie to samo zajrzenie za kulisy konklawe (nawet jeśli wiadomo, że będzie to zawsze obraz trochę nierealistyczny i trochę "z drugiej ręki") plus wszystkie te kościelne rytuały oraz wnętrza to jest fajny temat. Poza tym, lubię filmy dziejące się w jednym miejscu, oparte na scenariuszu. Oczekiwania miałem więc spore. No i jestem rozczarowany. Bo to się nie sprawdza ani jako poważna intryga, ani nawet jako takie Knives Out w Watykanie, ani jako rozprawka o stanie Kościoła, jakimś wewnętrznym zderzeniu poglądów w tymże czy tam na przykład specyfice "zawodu" kardynała. Najwięcej miało być chyba tego pierwszego z domieszką czegoś z tej ostatniej grupy. Ale intryga jest raczej banalna, to takie watykańskie warcaby a nie szachy. Ogląda się to przyznaję nieźle i w jakimś tam napięciu do momentu aż się człowiek zorientuje, że lepiej nie będzie i nie ma co czekać na jakąś mega rozgrywkę. Wątki powiedzmy religijno-egzystencjalne też banalne. A jak już wjeżdża przewidywalny konflikt liberałowie kontra konserwatyści to już w ogóle trudno mieć złudzenia. Mogło to oczywiście być coś ciekawego i prowokującego do myślenia, nawet jeśli tylko o kondycji KK. Z tego co pamiętam, pod tym względem Two Popes był sporo ciekawszym filmem. Co więc pozostaje? Fajne wnętrza, trochę tych rytuałów i zajrzenia za kulisy Watykanu. Ale pewnie nie za te prawdziwe :P Bo w sumie to film ociepla wizerunek KK - może i dobrze, bo jeśli hejt na KK byłby tak subtelny jak to co dostaliśmy to niepotrzebnie tylko byłaby wrzawa, że znowu Kościół szkalują. Intryga, jak pisałem, mało wymyślna i w sumie wynik konklawe da się przewidzieć dosyć szybko. A finalny twist... o mój nomen omen Boże... jak ktoś nie planuje obejrzeć, zapraszam do spoilera...


Dużo więcej sensu miałoby coś, czego się spodziewałem, czyli, że...


Aha, Fiennes gra nieźle, ale przecież to jest zajebisty aktor. Jak ktoś widział więcej niż 3 jego role to nie będzie pisał o najlepszej roli w karierze, chociaż możliwe, że grał ostatnio w jakichś totalnych szrotach i ta rola się wyróżnia na ich tle.

5/10 i największy plus to, że chyba wrócę do lepszego pod każdym względem o trzy klasy The Young/New Pope.

obejrzałem wczoraj, wcześniej nic nie czytałem, nie interesowałem się tym filmem

to co wyżej, duże rozczarowanie ale warto dodać


słabo wyszło, cała intryga, fajne obrazki, dobrze gra Fiennes ale to wszystko

Odpowiedz
Konklawe to jest adaptacja książki Roberta Harrisa, której akurat nie czytałem, ale czytałem wieki temu kilka jego innych powieści. No i coś mi tak świta, że on lubi w takie zwroty akcji. A mimo tego że nie wiedziałem w czasie seansu że to adaptacja książki Harrisa, ale gdy tylko pojawił się
gdy zaczęli o tym mówić, to tak pomyślałem, że może się tak zakończyć,
Po seansie przeczytałem streszczenie książki i zakończenie jest takie samo jak w filmie, jest to wierna adaptacja.

Odpowiedz
Bridget Jones 4 (Mad about a boy) - kurcze, mam problem z oceną tego filmu. Część trzecia była lepsza, ale z drugiej strony ta wcale nie jest jakoś gorsza, bo uderza w nieco inne tony. Piszę "nieco" bo jednak to dalej ta sama bohaterka i jej towarzystwo, więc to dalej produkt skierowany pod pewien target. Jest tu też więcej dramatu, za to mniej humoru sytuacyjnego (gagi też średnie). Kiedy film robi się bardziej poważny i dotyka tematów utrzymania rodziny, powrotu do pracy czy po prostu szukania miłości będąc w średnim wieku to zdecydowanie błyszczy. Hugh Grant wracający do roli Daniela jest zajebisty (mógłby mieć spin off). No i zaskoczyło mnie to, jak "staroświeckie" to jest - zero gejów i lesbijek, 95% obsady biała, mocny wydźwięk pro-family, do tego toczenie beki z ekologów... No nie ukrywam, troszkę się pośmiałem z tego. Zupełnie jakbym obejrzał niezłą komedię z końca lat 90-tych. Przy zakończeniu trójki myślałem, że to koniec serii, ale po 9 latach Zellweger wróciła i jest to powrót udany. Czy popchną ten wózek dalej? Byłoby ciekawe, gdyby poczekali z realizacją piątej części kolejne 15 lat i stworzyli "kobiece uniwersum" pełną gębą.

7/10
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.

Odpowiedz
(06-03-2025, 23:20)Snappik napisał(a): No i zaskoczyło mnie to, jak "staroświeckie" to jest - zero gejów i lesbijek

Wydaje mi się, że nawet w oryginale był :)
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  ALARM! NADCHODZI KOLEJNY REMAKE! czyli wszystko o remake'ach Mierzwiak 1,244 243,086 14-04-2026, 18:15
Ostatni post: shamar
  Pętla czasowa czyli motyw dnia świstaka w filmach Craven 91 23,807 07-08-2025, 14:13
Ostatni post: shamar
  Prekognicja, czyli oceń film, który zaraz obejrzysz military 77 28,216 04-03-2017, 00:43
Ostatni post: Juby
  Dłuższa piłka, czyli coś dla kino maniaków od kino maniaków wika 3 4,448 02-12-2013, 19:10
Ostatni post: Bucho
  Prawdziwy film, czyli istota kina Bodzio 22 8,744 07-08-2011, 20:23
Ostatni post: MauZ
  Starocie filmowe, czyli trochę klasyki Eorath 44 17,364 20-12-2010, 19:03
Ostatni post: szopman
  Krótka piłka, czyli mini-recenzje military 6,447 722,056 11-04-2009, 16:35
Ostatni post: Negrin
  Parada banału, czyli wpływ formy filmu na odbiór fabuły;) Mental 167 31,197 26-03-2008, 09:55
Ostatni post: D'mooN
  [oddzielony] Krótka piłka, czyli mini-recenzje 0 326 Mniej niż 1 minutę temu
Ostatni post:



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości