Stały bywalec
Liczba postów: 13,273
Liczba wątków: 77
Nie pamiętam już dokładnie, może tak było, ale w cz 4 te diversity jest totalnie okrojone. Jest taka scenka, jak Bridget idzie do grupy znajomych i rodziny (circa 15 osób) na urodziny zmarłego męża, siada do stołu a tam wszyscy biali i heteropary, wręcz rodowici klasyczni brytole. Wśród koleżanek zaledwie jedna murzynka (hetero), reszta biała (hetero). W klasie syna Bridget też dominują biali, do tego 1 Hindus.
Zresztą obczajcie to zdjęcie z jednej sceny i znajdźcie coś podobnego na Netflixie. No nie ma wała - tam obok bohatera zawsze musi być jakaś mniejszość:
Jedyny pipol of kolor, który ma większe znaczenie dla fabuły to Chiwetel Ejofor
w którym Bridget się zakochuje na koniec, ale biorąc pod uwagę że kobieta jest po menopauzie to raczej Mental może spać spokojnie - nie będzie zamurzyniania Europy:)) a sam wątek nakręca się naturalnie.
Może brzmię trochę rasistowsko :), ale ta komedia to jest czysty destylat tego co najlepsze w starych, brytyjskich komediach. Zero sztucznego udziwniania i dostosowania wątków oraz bohaterów do wymogów producentów. Brytyjczycy chyba tęsknią za tym co było kiedyś.
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.
07-03-2025, 11:59
Miszczu AVTAKa 2014/18/22
Liczba postów: 30,160
Liczba wątków: 67
Każdy normalny człowiek tęskni :)
07-03-2025, 13:52
.
Liczba postów: 27,558
Liczba wątków: 60
The Apprentice - jestem rozdarty, bo to film z rodzaju tych, w których jest równocześnie dużo dobrego i złego, więc w zależności od tego co dla kogo jest ważniejsze to można oczekiwać oceny zarówno 4/10 jak i 8/10. Kapitalne jest oczywiście wykonanie, stylizacja na jakiś telewizyjny materiał z lat 80. całość wygląda jakbym oglądał z (trochę lepszego niż był naprawdę) VHSu, do tego to połączenie blichtru i kiczu z brudem ówczesnego Nowego Jorku daje wspaniałe efekty. Film stoi również aktorstwem: nominacja oscarowa dla Stana jak najbardziej zasłużona, bo jest naprawdę sztuką oddanie maniery Trumpa bez parodiowania go i tutaj udało się perfekcyjnie. Rola Stronga też dobra, ale mam do niej sporo zastrzeżeń, uważam że jednak jest przeszarżowana w czym nie pomaga przesadne portretowanie Cohna jako geniusza zła - nawet jeśli gość naprawdę taki był, to tutaj jest to nieautentycznie pokazane. I tutaj dochodzimy do głównego zarzutu, czyli prostactwo scenariusza, miałkość historii, która nie polega na niczym innym niż ilustracja motywu "uczeń przerósł mistrza" w wykonaniu straszliwego Trumpa - nie ma tutaj nic więcej, więc seans kończymy z poczuciem, że byłby to znakomity pierwszy odcinek serialu o Trumpie, bo poznaliśmy jego początki, a dopiero w kolejnych odcinkach dostaniemy prawdziwie mięso i zanurkujemy wgłąb tej fascynującej postaci.
Inna kwestia, że mrugnięć okiem do widza na zasadzie "bo wiecie, ten gość za 30 lat zostanie prezydentem" jest trochę za dużo. Ogólnie lepiej by było, gdyby ten film powstał w okolicy 2014 roku bez tego ciężaru, że oglądamy origin story prezydenta Trumpa, tylko po prostu historię pewnego kolorowego nowojorskiego przedsiębiorcy.
09-03-2025, 06:53
Miss Avatara 2016
Liczba postów: 18,271
Liczba wątków: 5
(09-03-2025, 06:53)simek napisał(a): The Apprentice - jestem rozdarty, bo to film z rodzaju tych, w których jest równocześnie dużo dobrego i złego, więc w zależności od tego co dla kogo jest ważniejsze to można oczekiwać oceny zarówno 4/10 jak i 8/10.
Tak jak pisałem wcześniej (gdzieś tutaj jest krótka recka) dla mnie to jednak rozczarowanie i może nie 4/0 ale maks 5/10.
Rola Stronga zupełnie nie warta nominacji, Stan jako Trump naprawdę dobry, ale cała historia to takie meh i wzruszenie ramion.
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...
10-03-2025, 00:03
Dużo pisze
Liczba postów: 739
Liczba wątków: 3
A Real Pain (2024) - Nie pamiętam kiedy ostatnio zmęczył mnie film trwający 89 minut. A jak jeszcze dodać, że to film znanego aktora, którego nawet lubię i gdzie akcja toczy się w moim kraju, to nuda wydawała mi się wręcz niemożliwa. A jednak.
Fkurwia mnie, gdy sceny toczą się bardzo powoli, ale jednocześnie nie dowiadujemy się niczego interesującego o samych bohaterach, a akcja ledwo posuwa się do przodu. I potem musimy oglądać recenzje Oleszczyka czy kogoś innego, żeby skumać o co w ogóle w tym filmie chodziło:))
On był jednocześnie prosty i kompletnie niezrozumiały. Wydaje mi się, że Eisenberg po prostu nie umie w sposób angażujący i jasny opowiadać historii. No nie każdy ma taki talent. A jak go nie masz w przypadku prostych, osobistych historii, to widz zamiast docenić, będzie szukał opinii innych, aby poznać czyjąś perspektywę, bo sam nie wyrobił sobie żadnej.
Polska jest pokazana spoko i właściwie nie mam żadnych uwag poza jedną, że praktycznie nie ma tam interakcji z naszymi rodakami, poza sceną z Januszem i jego synem. Żydzi zamknęli się w swoim towarzystwie i byłoby spoko, gdyby te postaci były interesujące. No ale nie były.
Obaj zagrali dobrze, ale żeby Culkin dostał za to Oscara to dla mnie mega dziwne, bo rola nie wymagała od niego praktycznie niczego. To już Eisenberg sceną, w której mówi mu ze łzami w oczach, że zazdrości mu tego jak reagują na niego ludzie, że go uwielbiają, a on tego nie dostrzega, ale nie chciałby go stracić, pokazał więcej.
Ale było tego mało. Spodziewałem się emocji w jednych scenach i lekkiego humoru w innych, a dostałem ziewanie. Nawet znajome ulice nie uratowały tego snuja. Daję więc 3/10. Surowo, ale spieprzono potencjał, który Polakom mógł dać hamerykańską produkcję, do której byśmy wracali.
A wyszło tak, że ciężko mi sobie wyobrazić, że jakiś Anglik czy Francuz obejrzał ten film z jakimkolwiek zaangażowaniem i bez ziewania.
P.S. Nie poznałem Bejbi z Dirty Dancing. No ale twarz tak przeorana, że trudno się dziwić:))
14-03-2025, 03:44
Don Sinatio
Liczba postów: 2,944
Liczba wątków: 11
Na obronę Culkina działa to, no że ma te dwie dobre sceny w których pokazał emocje, ale dla mnie to też trochę za mało na te wszystkie nagrody.
Wysłane z mojego CPH2481 przy użyciu Tapatalka
I can see your conciliation. I wanna see your conciliation.
14-03-2025, 07:20
.
Liczba postów: 27,558
Liczba wątków: 60
(14-03-2025, 03:44)ugh napisał(a): On był jednocześnie prosty i kompletnie niezrozumiały. Wydaje mi się, że Eisenberg po prostu nie umie w sposób angażujący i jasny opowiadać historii. No nie każdy ma taki talent. A jak go nie masz w przypadku prostych, osobistych historii, to widz zamiast docenić, będzie szukał opinii innych, aby poznać czyjąś perspektywę, bo sam nie wyrobił sobie żadnej.
Trochę nie rozumiem tego szukania cudzych opinia przez widza, ale naprawdę trudno zarzucić Eisenbergowi brak talentu i jakąś porażkę na gruncie scenariusza, skoro ten jest powszechnie doceniany, bo zgarnął nominację chyba do każdej poważnej nagrody w tym sezonie (Oscar, Złoty Glob, BAFTA). To znaczy jasne, że mogło ci się nie podobać, czy jak sam piszesz, było to dla ciebie niezrozumiałe, ale opinia, że Eisenberg po prostu nie umie opowiadać jest raczej krzywdząca, bo dla masy widzów scenariusz był bardzo dobry, tylko tobie nie podszedł.
Oscara (i cała masa innych wyróżnień) dla Culkina wg mnie zasłużony, no nie jest to jakaś wiekopomna rola, ale jest bardzo dobra, z czym zgodził się właściwie cały filmowy świat (były jakieś nagrody w których wygrał inny aktor drugoplanowy w ogóle?). No ale wiem, że dla marudów z forum to aktorskie Oscary w większości lat nie byłyby w ogóle przyznawane, bo większość ról to przecież "meh, żadne cuda, nie rozumiem zachwytów" :P
14-03-2025, 07:52
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14-03-2025, 07:57 przez simek.)
Miszczu AVTAKa 2014/18/22
Liczba postów: 30,160
Liczba wątków: 67
(21-10-2023, 14:46)Snappik napisał(a): Gran Turismo - nie wierzyłem, że Blomkampowi uda się zrobić jeszcze jakiś dobry w karierze. A ten jest właśnie dobry, przynajmniej w swojej kategorii. Nie dość, że szanuje mocno swój origin, czyli kultową serię gier (od której zaczyna się właściwie fabuła), to jeszcze bazuje na faktach w postaci prawdziwego simracera, który osiągnął sukces w rzeczywistych wyścigach. Scenariusz to oczywiście taki hit&miss jak to u Blomkampa, gdzie złe są sceny nazwijmy to uczuciowe - to taki poziom dramatyczny dla 9-latków. Ale cała reszta - nawet biorąc pod uwagę wszechobecne schematy - trąci solidną klasą B, nic więcej w sumie do szczęścia tu nie trzeba. Aktorsko najlepszy jest tu Harbour i to on jest dla mnie miłym zaskoczeniem, bo film w pewnym fragmencie skupia się na jego osobie i wyciąga trochę więcej głębi. Nie to, że jest to jakoś oryginalne i w ogóle przełomowe w adaptacjach gier wideo, ale ja to kupiłem. W ogóle pewien wątek przed finałowym wyścigiem wyszedł Blomkampowi i ekipie nadzwyczaj dobrze. A same wyścigi? Megadobre, realizacyjnie - poza 2 scenkami - pierwszorzędne. Neill poszedł w dużo scen praktycznych i to się czuje. Trochę żałuję, że nie byłem na tym w kinie, bo dźwięk pewnie musiał brzmieć zajebiście. Oczywiście realizm miejscami idzie się walić, ale tak samo było w uwielbianym przeze mnie ostatnim Top Gunie, więc ciężko tu pisać o minusach.
BTW. Dawno nie widziałem tak skrajnie antyniemieckiego filmu w mainstreamie ;) Normalnie czułem się jakby producentem była TVP.
Niemiecki zespół wyścigowy z symbolem tęczy, do tego drugi niemiecki kierowca okazuje się niebezpiecznym debilem i wrogiem, inny Niemiec rozpieprza wóz na torze. A w samej historii też zmieniono skład ekipy w Le Mans, bo Niemca zastąpiono w filmie Brytyjczykiem :)
7/10
Cornowi chyba też się podobało. Cóż, wisicie mi 15 euro :>
Średnie to straszne. Do tego nudnawe, dłużące się i realizacyjnie zaskakująco nijakie (naliczyłem całą jedną ciekawą sekwencję, ale ta jest jednocześnie bieda retrospekcją), a pod względem zdjęć typowo brzydkie i szaro-bure (niby sporo akcji dzieje się za dnia, a miałem wrażenie jakby na słońce ktoś założył filtr). Większość postaci jest wyciętych z kartonu i praktycznie cały drugi plan to kukły bez charakteru. Główny bohater to jest natomiast dramat w postaci dukającej kłody drewna i niepełnosprawnej twarzy. Fakty faktami (w ogóle zaskoczyło mnie, że coś takiego naprawdę miało miejsce :D ), ale film rządzi się swoimi prawami i tutaj niestety casting leży. Główny złol nie lepszy - aryjska twarz pojawia się dosłownie w kilku scenach, żeby porobić niby złe miny, ale zagrożenia jako takiego kompletnie ten koleś nie reprezentuje, o jakiejkolwiek chemii między nim, a dukającą nadzieją wyspiarzy nie wspominam. Podobnież wątek romansowy jest siódmą wodą po kisielu. Cały film jest zresztą tak bezjajeczny jak obecne (ostatnie) pokolenie, wobec czego dramaturgii nie ma tu żadnej, a emocji jest tyle co na grzybach. Serio. Jeśli porównać to z Days of Thunder - które nigdy przecież wielkim kinem nie było - to dostajemy mizerię straszną, pozbawioną charakteru, pozbawioną pazura i w końcu czegoś, co takiemu kinu jest potrzebne jak paliwo, czyli testosteronu. No ale czego wymagać, skoro znowu faceci tutaj płaczą, nie palą, nie piją, nie biją i nie przeklinają.
Plusy? Dźwięk wykurwisty, efekty dobre (zwłaszcza, gdy czytam, ile tutaj ostatecznie CGI) i Harbour, który jako jedyny robi coś z niczego (ale znowuż: gdzie mu do Duvalla?). Poza tym może 2-3 sceny są solidne i mniej więcej tyle samo żarcików udanych. W każdym razie w temacie stare kino (60-70s) nadal niezagrożone, Rush również. Nawet FvF i Ferrari oglądało mi się lepiej jednak. Tutaj najbardziej chyba boli to, że reżyseria jest w sumie przezroczysta. Kosinski myślę dowiózł by coś lepszego - i może właśnie F1 będzie odpowiedzią na tę dzieciniadę.
5/10
15-03-2025, 00:26
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 15-03-2025, 00:28 przez Mefisto.)
Stały bywalec
Liczba postów: 18,478
Liczba wątków: 148
The Electric State
Bosze święty, gdyby ten film wchodził do kin to mielibyśmy flopa na miarę "Mortal Engines" czy innego "Tomorrowlandu". W normalnym świecie bracia Russo po "Gray Manie" i teraz tym tworze, zostaliby zesłani do hollywoodzkiego czyścca, gdzie mieliby za zadanie dłubać w kinie za 20-30 mln a nie 300. No, ale z racji tego, że jest to Netflix to pewnie będzie miało to setki milionów widzów i będzie można odtrąbić kolejny ogromny sukces bracholi.
Nie czytałem książki na bazie, której opiera się scenariusz i świat przedstawiony, ale ponoć jest ona dosyć kameralna i pełna niepokoju, dotyka tematu samotności oraz konsekwencji postępu technologicznego, kiedy ten wymknie się spod kontroli.
I oglądając ten film byłem w szoku, że ludzie, którzy dali nam Winter Soldiera i Infinity War, tworzą coś takiego. Z jednej strony mówi się, że wielkie studia nie dają wolności artystycznej i cały czas kontrolują uderzając bacikiem w filmowych wizjonerów i artystów, ale kurwa - bracia Russo należą do tej grupy, która ewidentnie musi mieć takiego Kevina Fejdziego nad sobą bo później dostajemy takie gnioty jak The Electric State. To w ogóle nie wygląda mi jak literacki pierwowzór, o którym poczytałem. To wygląda, jak mix Chappiego, wspomnianego właśnie Tomorrowland i Player One, tylko jeszcze bardziej przemielono to wszystko i wyszlo takie infantylne chujwieco dla dzieciaków. Ten film jest skierowany dla dziecięcej widowni, która będzie chciała kupić sobie robocika.
Tematy takie, jak samotność związana z pogrążeniem się w wirtualny świat jest zaledwie liźnięta i w żaden sposób nie rozwinięta. Tak samo krytyka konsumpcjonizmu i rozrywki zapewnianej przez komputery, która zamiast łączyć ludzi, doprowadziła do ich stopniowego zaniku. A to byłoby w sumie najciekawsze i sprawdziłoby się jako kino poważne. Ale nie w rękach takich dzbanów, jak bracia Russo.
I ta obsada - Chris Pratt gra Star Lorda i Andy'ego Dwyera, czyli gra siebie samego. Znowu. Giancarlo Esporita gra te samą rolę co zawsze - widzieliśmy to w Kapitanie Ameryce, widzieliśmy to w The Boys. Mandalorianie, Więźniu labiryntu i wielu innych. Szkoda, że tak toczy się jego kariera, koleś powinien zmienic agenta albo cholera wie co, bo po prostu jest marnowany przez Hollywood. Stanley Tucci zresztą to samo.
Millie Bobby Brown w normalnym świecie nie byłaby aktorką bo po prostu jest kurwa fatalna i jakimś zrządzeniem losu, ruchem motyla po drugiej stronie świata, dostała angaż w ST i proszę... zrobiła karierę. Jest straszna, antypatyczna, ma wkurwiającą twarz. Mam wrażenie, że laska nie ma totalnie jakichkolwiek aktorskich ambicji bo wie, że nie ma żadnego talentu i po prostu będzie się trzymała tego Netflixa do usranej śmierci. Albo po prostu tak długo jak będą ją trzymali. Bez podjazdu do gwiazdek nowego pokolenia typu Zendaya czy Sydney Sweeney.
The Electric State fajnie wygląda i widać tu budżet, ale 320 baniek???? Ja pierdole, District 9 który niedługo będzie miał 20-lecie premiery i kosztował 30 baniek i wygląda pod każdynm względem lepiej. Plus tamten świat pasowałby mi dużo lepiej do tej historii - zamiast kosmitów dać roboty :) The Electric State powinno mieć max 50 mln i tyle. A pewnie utalentowanym twórcom zostałoby jeszcze na kolejny film, np taki Brady Corbet, który w porównaniu z braćmi Russo zrobił film sto razy większy za "paczkę frytek".
Strasznie gówno 2/10.
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.
15-03-2025, 11:14
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 15-03-2025, 11:28 przez Pelivaron.)
Miss Avatara 2016
Liczba postów: 18,271
Liczba wątków: 5
No to tutaj zdecydowanie wygrałem :D
Dałem sobie spokój po chyba 25 minutach i jak widać intuicja nie zawiodła.
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...
15-03-2025, 11:19
Stały bywalec
Liczba postów: 18,478
Liczba wątków: 148
Z tego co widzę to Prime zrealizował serial na bazie opowiadań Simona Stalenhaga, gdzie ten świat wygląda tak, jak powinien. W sensie wizualnym to sie prezentuje o niebo lepiej niż film Russo.
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.
15-03-2025, 11:37
Stały bywalec
Liczba postów: 9,014
Liczba wątków: 26
(09-03-2025, 06:53)simek napisał(a): The Apprentice - jestem rozdarty nie ma tutaj nic więcej, więc seans kończymy z poczuciem, że byłby to znakomity pierwszy odcinek serialu o Trumpie, bo poznaliśmy jego początki, a dopiero w kolejnych odcinkach dostaniemy prawdziwie mięso i zanurkujemy wgłąb tej fascynującej postaci.
miałem to samo wrażenie, ten film to takie 3 odcinki serialu z 6, połowa to pasowałaby idealnie, że Trump przerósł mistrza i lecimy w drugą stronę z ciekawymi wątkami (bankructwa kasyn w Atlantic City w latach 90, odzyskanie tej fortuny po problemach, rozwód z Ivaną, podważanie obywatelstwa Baracka Obamy i później już nominacje Republikanów na Prezydenta)
film obejrzałem przed rozdaniem Oscarów, ale miejscami miałem wrażenie, że blisko mu do Big Short lub Vice, szczególnie rola Strona, bezlitosny chujek nagrywający w piwnicy i zbierający haki, zimny skurwiel
no a tak, trochę rozczarowanie, w zasadzie nie wiem o czym był ten film bo fabuła zapierdalała i nim się człowiek obejrzał to widział postawione budynki Trumpa który wykłócał się ze wszystkimi co mu na drodze stanęli
zaśmiałem w oczywistej scenie na gej party
15-03-2025, 13:54
Sympatyczny forumowicz :)
Liczba postów: 4,126
Liczba wątków: 6
(15-03-2025, 11:14)Pelivaron napisał(a): The Electric State
Nie czytałem książki na bazie, której opiera się scenariusz i świat przedstawiony, ale ponoć jest ona dosyć kameralna i pełna niepokoju, dotyka tematu samotności oraz konsekwencji postępu technologicznego, kiedy ten wymknie się spod kontroli.
(15-03-2025, 11:14)Pelivaron napisał(a): The Electric State fajnie wygląda i widać tu budżet, ale 320 baniek???? Ja pierdole, District 9 który niedługo będzie miał 20-lecie premiery i kosztował 30 baniek i wygląda pod każdynm względem lepiej. Plus tamten świat pasowałby mi dużo lepiej do tej historii - zamiast kosmitów dać roboty :) The Electric State powinno mieć max 50 mln i tyle. A pewnie utalentowanym twórcom zostałoby jeszcze na kolejny film, np taki Brady Corbet, który w porównaniu z braćmi Russo zrobił film sto razy większy za "paczkę frytek".
Na podstawie książkli? 320 baniek ?? O kufa, nic nie czytałem o filmie i po jego obejrzeniu byłem pewny że to twórczość własna właśnie za jakieś 50 baniek...
15-03-2025, 16:33
Stały bywalec
Liczba postów: 5,889
Liczba wątków: 6
(15-03-2025, 11:14)Pelivaron napisał(a): The Electric State
Nie czytałem książki na bazie, której opiera się scenariusz i świat przedstawiony, ale ponoć jest ona dosyć kameralna i pełna niepokoju, dotyka tematu samotności oraz konsekwencji postępu technologicznego, kiedy ten wymknie się spod kontroli.
Książka to chyba duże słowo. Mnie się wydawało, że to bardziej art-book z dopisaną szczątkową fabułą. I oczywiście te grafiki wyglądają milion razy lepiej niż finalny produkt w postaci filmu.
A co do budżetu to tam pewnie z połowę tej kwoty zgarnęli: Pratt, Millie, bracia Russo + scenarzyści. :D
zombie001, member of Forum KMF Film.org.pl since Jul 2013.
15-03-2025, 19:40
PapaBoomer
Liczba postów: 12,983
Liczba wątków: 1
Moim zdaniem raczej kreatywna księgowość, jak budżetu nie widać, to znaczy, że zachachmęcili.
que sera sera
Leżę i robię pod siebie
Oozy nine millameedah.
15-03-2025, 20:02
CGI Paul Walker
Liczba postów: 22,231
Liczba wątków: 29
Kickboxer 2
W sumie są tu inne tematy gdzie by sie nadawalo. Ale niewazne. W mojej podrozy po VHSowych kiepskich sequelach przyszla pora na to. I nie, to nie jest lepsze niz jedynka. I nie to nie jest tez lepsze od "Bloodsport 2" (co stwierdzil ktos w innym temacie).
To rodzaj najgorzej pociagnietego queasisequela, gdzie uwala sie stare postacie w najbardziej żenujący sposob a jedniczesnie dodaje nowe Z DUPY. Z dupy czyli nikt wczesniej o nich nie wspominal. Ale OK, to mozna by przetrawic gdyby sam film byl niezly. Ale nie jest. Serwuje najtansze, najglupsze rozwiazania a sceny walki (co jest juz niewybaczalne) są marne, jest ich malo i w 80% na zwolnieniu.
3/10
welcome to prime time bitch!
Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.
15-03-2025, 22:21
.
Liczba postów: 27,558
Liczba wątków: 60
The Train - bardzo porządny film, taki szlachetny, staroszkolny thriller z czasów gdy jeszcze budowanie napięcia mogło się odbywać bez łopatologicznej muzyki, czy nachalnego montażu. Imponuje skala (zderzenia prawdziwych lokomotyw!) produkcji, dobrze poprowadzona fabuła (podobno jako tako oparta na prawdziwych wydarzeniach) i świetny główny złol - być może protoplasta tych wszystkich inteligentych, niesamowicie zdeterminowanych złoczyńców przyszłego kina akcji?
Świetny seans, tylko szkoda że nie użyto prawdziwych języków, bo filmy w paru momentach zaznacza to, że ktoś niby nie zna niemieckiego w sytuacji gdy wszyscy mówią po angielsku - nie lubię tego. Tak czy siak, daje 8/10
16-03-2025, 09:42
Agent Putina
Liczba postów: 4,331
Liczba wątków: 21
Pierwszorzędny film i po Manchurian Candidate pewnie mój ulubiony Frankenheimer. Do pozytywów dopisałbym jeszcze wspaniałe zdjęcia z dużą głębią ostrości.
Poza tym jak na vanity project Lancastera, jego postać wypada zaskakująco nieefektownie - ot francuski urzędas w wymiętym garniaku bardzo niechętnie angażujący się w całe przedsięwzięcie i popychany do działania przez innych.
16-03-2025, 10:14
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 16-03-2025, 10:14 przez Paszczak.)
Stały bywalec
Liczba postów: 18,478
Liczba wątków: 148
The Monkey
Niezbyt mi się to podobało. Jak dla mnie nie działa to ani jako horror gore, ani jako czarna komedia. Tytułowa małpa jest od czapy i jej działanie nie ma najmniejszego sensu - jeśli jej nieprzewidywalność miała w jakiś sposób symbolizować nadejście traum z różnych stron, to nie pykło, ale doceniam za pomysł. W ogóle próba stworzenia takiego filmu z ukrytym motywem wielopokoleniowej traumy była całkiem ambitna, ale jednak ten brak decyzji, w którą stronę ma to pójść psuje odbiór filmu. Wolałbym jednak żeby Perkins zrobił to totalnie na poważnie.
Sceny mordow raz lepsze, raz gorsze. Czasami aż nazbyt groteskowe, przypominały mi wręcz jakiegoś burtonowskiego naśladowcę, który postanowił nakręcić swoje Finał Destination.
Pierwsza część filmu, dziejąca się w dzieciństwie głównego bohatera lepsza, aczkolwiek ma też ciulowy element w postaci księdza wyjętego prosto ze Strasznego filmu.
Takie tam naciągane 4/10. No dziwaczny film.
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.
16-03-2025, 23:41
Stały bywalec
Liczba postów: 18,478
Liczba wątków: 148
Mickey 17
Jestem względnie zadowolony. Raczej ciężko po takim gigancie jak "Parasite" wrócić z czymś lepszym, ale pomimo tego uważam, że Bongowi udało się zachować odpowiedni poziom i dostarczył fajne kino rozrywkowe, które na tle tych wszystkich sequelów, prequelów i rebootów wypada całkiem dobrze. Napakowane jest tu bardzo dużo pomysłów, pewnie za dużo - jedne są lepsze, drugie mniej - przez co można czasami odnieść wrażenie, że ogląda się jakiś zlepek różnych scen, które są finalnie sklejone na taśmę klejącą i w każdej chwili może się to rozlecieć. Na szczęście dla mnie się to nie rozlatuje. Inna sprawa, że zwiastuny były dla mnie dosyć przeciętne i idąc na film nie miałem żadnych oczekiwań, co więcej byłem raczej scepycznie nastawiony.
Pattinson w roli tytułowego idioty jest świetny, ale dużo bardziej podobała mi się jego kolejna wersja. Film bywa zabawny, bywa też mocno groteskowy, co podbija przeszarżowana rola Marka Ruffalo, który jak dla mnie przedobrzył. A szkoda, chociaż jego postać pięknie trafia w tezę, że rządzą nami debile - często bez swojego zdania, sterowani z bocznego fotela przez kogoś innego (np swoją babę - nie, nie patrzę w stronę pewnego polskiego polityka pełniącego ważną funkcję w polskim rządzie), ale udający, że wiedzą co robio.
Jak ktoś podejdzie z otwartą głową i nie będzie oczekiwał kina na poważnie (a takie komentarze hejtu na film widziałem na facebooku), a czarnej satyry na takie tematy jak kolonializm czy konsumpcjonizm, to będzie się dobrze bawił. Dla mnie 7/10.
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.
19-03-2025, 09:19
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19-03-2025, 09:21 przez Pelivaron.)
|