Krótka piłka, czyli mini-recenzje
W takim razie durne jest to zakończenie, bo jeśli

SPOILERY

postać Rosy Salazar nie umarła, to po kiego ta scena, gdzie poza kadrem Parker oddaje strzał i tak, my widzowie nie jesteśmy pewni czy przeżyła. Ale żona kumpla Parkera nie potrzebowała takiej szopki. Wystarczyło by, żeby ją okłamał i zapewnił, że pomścił jej męża, na pewno by mu uwierzyła.

Wysłane z mojego CPH2481 przy użyciu Tapatalka
I can see your conciliation. I wanna see your conciliation.

Odpowiedz
"Na logikę" i patrząc na całokształt to

SPOILER

..powinna zginąć. Ale Rosa Salazar tak fajnie sobie w tym filmie poradziła i jej duet z Parkerem był tak interesujący ze gdybym robił drugą część to na pewno bym pomyślał żeby ją "przywrócić". A jak - jeśli to się stanie - to już będę oceniał po fakcie.

Natomiast osią filmu jest właśnie relacja Parker/Rosa Salazar. Na początku ona jest ta zimną morderczą suką na której trzeba się zemścić za siebie i przyjaciela. Potem jest ta wielka "robota" gdzie muszą współpracować.. ale wszyscy się spodziewają że Rosa spróbuje ubić Parkera przy pierwszej okazji (jest w filmie odpowiedni dialog który ma widza nakierować). Potem jednak ta relacja między nimi idzie w zupełnie innym kierunku a Rosy nie sposób w zasadzie nie polubić.
Ale każdy przytomny widz sobie zdaje sprawę (a przynajmniej powinien) że te postacie będą musiały się potem rozliczyć ze sobą za ten "początek". Ale ponieważ relacja między nimi jest taka, to zakończenie zaczyna być coraz mniej oczywiste.

I właściwie o to chodzi w tym filmie ;)

Odpowiedz
Damian McCarthy? Kojarzę, kojarzę. Brylancik do oszlifowania, potencjał na awans do horrorowej ekstraklasy. Błyskawicznie objawia talent do budowania napięcia bez uciekania się do tanich sztuczek. Niech no tylko nieco dopracuje skrypty...

Paradoksalnie kardynalna wada Caveat stanowi zarazem spory atut. Fabuły starczyłoby na krótki metraż, takoż przez 90 minut (a więc niewiele) unaoczniają się braki w materiale bazowym. Reżyser, chcąc nie chcąc, zmuszony jest zaszywać ubytki skrawkami z innych bel. Kiecka może i przykrótka, ale robi wrażenie (zwłaszcza na fetyszystach). McCarthy upodobał sobie minimalizm; do wytworzenia "klimaciku" wystarczy mu prosty rekwizyt (dziwaczna figurka królika z bębenkiem). Może i zbytnio udziwnia i buduje opowieść na "wydumanych" fundamentach (bolączka nieco mniej irytująca w późniejszym Oddity*), ale ostatecznie broni się w najistotniejszej kwestii: wzbudzaniu strachu/niepokoju. Nie wykłada też kawy na ławę i pozwala widzowi samodzielnie uzupełnić puste pola, przez co wspomniana, z pozoru prościutka historyjka, nabiera głębi. Zaraz minie pełna doba od seansu, a film nie opuszcza łba, bo dostrzegam kolejne, nieoczywiste zrazu warstwy. Doceniam tego typu subtelne tworzenie tła opowieści (bogatego na tyle, by starczyło na... co najmniej kolejny szorcik, hehe). Kurde, polecam Caveat. Żaden tam geniusz, ale zaskakująco udana próba.

* Oddity też dobre, może nawet lider grupy pościgowej (obok Empty Mana i ciut przed Bering Her Back) wśród horrorków z tej dekady. Udziwnienia jakby lepiej wpasowane w fabułę, a kilka zgrabnie zastosowanych patentów przeobraziło się w straszakowe perełki.

Odpowiedz
Ponownie maglowałem Stephena Kinga, a teraz za mną jest:

Highway to Hell - w rocznicę wyboru JP2 znów cosik z religijnymi motywami. Jakby. Piekło jest też dość ironiczne i w stylu Home For Infinite Losers z Dragon Ball Super, np. policjant nie dostanie kawy i donutów mimo próśb, a czasem jest klimat biurokratycznego koszmaru. I oczywiście, że to nie straszy. Zresztą widać, że to bardziej taka przygodówka. I z jej przebiegu byłaby z tego dobra gra komputerowa.

I byłaby wizualnie pamiętna, bo panowie - wygląd tego filmu jest zajebisty. A i efekty jak tani film klasy B też wyglądają dobrze i nie zestarzały się. Też aktorstwo nie było złe - główna para sympatyczna i ma między sobą chemię. I jest parę pamiętnych postaci jak milczący zombi-szkieł, motocyklista wyglądający jak brat Swayze'a z Digital Mana, dziad-ostrzegacz który też jest mentorem. Z poważniejszych minusów to sidekickiem głównego bohatera zostaje ułoczy chłopczyk z zbyt słodkim głosikiem i on jest powodem, dla którego główni bohaterowie musza gnić w piekle przez co najmniej kwadrans.

Ale tak, mile się zaskoczyłem i dziwne, że ten film mocno przykrył się kurzem. Spokojnie by obrosnął kultem, a już na pewno na tym forum.

7/10

Odpowiedz
Nowokaina - no, to była dobra odtrutka na słabe "Play dirty". Wszystko to czego oczekuję od dobrej komedii akcji jest w "Nowokainie", a nie ma w filmie z Wahlbergiem. Przede wszystkim jest ciekawy bohater, któremu kibicujemy i ma bardzo dobrą chemię z główną postacią kobiecą. Najpierw mamy świetne wprowadzenie dzięki któremu rozumiemy determinację postaci Jacka Quaida, a od pewnego momentu już kompletna jazda bez trzymanki, w której miałem ubaw po pachy. W głównej mierze dzięki świetnemu pomysłowi, jakim jest to, że bohater cierpi na przypadłość, której objaw to... brak odczuwania bólu :) Zasłużone 8/10.

SPOILER, chyba ;)

Film kończy się tak, że spokojnie można by nakręcić sequel, ale nie wiem czy dość kiepski wynik finansowy nie wyczerpie tematu :/

P.S.

Wiedziałem, że kojarzę imię i nazwisko Amber Midthunder, ale nie mogłem sobie przypomnieć i jak sprawdziłem... No przecież, to ta dziewczyna z "Predator: Prey"! :)

Wysłane z mojego CPH2481 przy użyciu Tapatalka
I can see your conciliation. I wanna see your conciliation.

Odpowiedz
Dotychczas były różne gatunkowe straszydła, to teraz coroczny minicykl universalowych straszydeł. I pierwszy jest Władek Drakula:

Dracula (1979) - chyba to największe zaskoczenie tego spooktoberu. Jakoś miałem w opinii, że to jeden z bardziej średnich ekranizacji, bo mniej się ją przywołuje, a to okazała się całkiem zajebista produkcja. Dużo dała ta ówczesna estetyka lat 70. W pierwszej scenie wąpierz wyrywa gardło jakiemuś nieszczęśniku. A na taśmie dominują zimne, zdesaturowane kolory. Ogólnie atmosfera smętna jak ogon lisa po świerzbie - m.in. Yorkshire, wystrój upiornego psychiatryka, niezbyt ogładne klasy robotnicze czy bolesna śmierć Miny.

Film to tak naprawdę ekranizacja sztuki Hamilton Deane'a, więc sporo też jest zmian względem Stokera (czy sztuki, która też swoje zmieniała - nie wiem) - akcja dzieje się wyłącznie w Anglii, a też nieco później, bo w epoce edwardiańskiej. Ale też sporo jest wiernych elementów - to chyba pierwsza i jedyna znana mi ekranizacja, gdzie wzorem powieści Drakula jest Seklerem. Ale w przeciwieństwie do powieści faktycznie wampir góruje i to ludzcy bohaterowie błądzą jak dzieci we mgle, a także zadbano o realizm. Jak Lucy jak słyszy, że Minę zabił wąpierz, to jak każdy normalny człowiek bierze to za ciemnogrodzkie brednie (podobnie Jonathan). I łatwiej można uwierzyć, czemu uczony jakim jest Van Helsing jest w stanie w nie uwierzyć, bo Mina jest jego córką i facio w swej rozpaczy jest zdesperowany. Nie spodziewałem się tak dobrze wyglądającego filmu. Czuć ten syf Whitby, a z kolei Carfax wygląda jak rezydencja Władcy Ciemności z Legendy. W ogóle przyłożyli do realizacji i widać większy budżet względem poprzednich ekranizacji. Wita nas ujęcie robione z helikoptera. A wilka gra wilk, a nie jakiś pies.

Langella jest inny od interpretacji Lugosiego czy Lee. Idzie w stronę tego przystojniaka, który cię uwiedzie sadząc łzawe i czułe słówka i skutecznie wprowadzi ten syndrom sztokholmski. Harker też fajny, mniej pipowaty i patrzy z jawną wzgardą, gdy Drakul podbija do jego narzeczonej. Za to największe pochwały się należą Kate Nelligan. Widać jej rozpacz po śmierci przyjaciółki, a potem zmienia się w niejednoznacznego upiora, równie groźnego co jej groomer.

Co bym skrytykował, to że Władek dał się w finale pokonać jak złoczyńca ze Scooby-Doo, gdy wcześniej był potężnym i mającym 5 planów do przodu Batmanem. Ale tak, to ten film urasta do czołówki straszdziernika 2025.

8/10 ze wskazaniem na 9/10

Odpowiedz
Ja tam tego filmu nie lubię. Lubię to, że zaczyna się od przybycia statku z Draculą i ma jakiś tam klimat, ale to jest kolejny Draculą Remixed względem książki, i to nie taki fajny Remixed jak wersja z Lee, ale jakieś tam lovelasowe smuty i ogarniającą całość coraz większą nuda.

Dałem temu 4/10, podobnie jak wersji Franco z Lee, która też fajnie się zaczyna jako wierna adaptacja a zamienia się w pierd0ln!k

Odpowiedz
Frankenstein Unbound - ostatni film reżyserowany przez Cormana (i pewnie obiektywnie jego najdroższy). Zdziwiłem się, że to adaptacja innej powieści z udziałem Frank (dokładnie wariacji). 

Na pewno najjaśniejszym punktem jest tu John Hurt w roli głównej. Odgrywany przez niego dr Buchanan wzbudza sympatię i przynajmniej ma świadomość, że jego wynalazek może przynieść niepożądane konsekwencje. Facet ma kodeks moralny i poczucie sprawiedliwości i wiele czasu poświęca, by nie została zabita niewinna osoba. Co też stoi w kontraście z Frankensteinem będącym skurwysynem w stylu Cushinga z filmów Hammera - np. czułem, że sprawa doręczenia listu o uniewinnieniu Justine śmierdzi na kilometr.

Ma film posmak telewizyjnej produkcji. A dokładnie telewizyjnej ekranizacji Frankensteina z Randym Quaidem. Idzie nieco w świadomy kicz jak potwór ma nawet oczy pozszywane z różnych gałek (i dodatkowe paluchy), i wygląda jak Blanka z aktorskiego Street Fightera. Film jest z lat 90., a wyobrażana przyszłość jest jak z lat 60. - srebrne drelichy, wielgachne kąkutery i mrygające milionem lampek i odgłosami artuditu. Ale to również  film z czasów, gdy przeszłość nie filtrowano przez nasze czasy - XIX-wieczna Szwajcaria i sami biali, a Mary Shelley, mimo frywolności, oburza się, że ktoś może nie wierzyć w Boga. To też jeden z tych filmów o podróży w czasie, gdzie człowiek zastanawia czy główny bohater nie namiesza przypadkiem zbyt dużą wiedzą o przyszłości (nawet bohater Hurta ma ten sam dylemat). I gdy Buchanan zdaje z sprawy, że wylądował w XIX wieku, to sprawia odpowiednią garderobę, by nie wyróżniać się z tłumu.

Też nie wiedział czy też ma być zgrywa czy jednak poważniejsza wariacja, a i finał dość mało angażujący. Choć nie wiem, na ile jest to kwestia materiału źródłowego. Czuć tę szkołę Cormana i zrobienie czegoś od serca (np. do głównej roli wzięli faceta w średnim wieku zamiast modnego młokosa). Ogólnie dużo tu ciepła i nadziei jak na pastisz filmów z Frankensteinem.

6/10

Odpowiedz
[Obrazek: 7695351_1.8.webp]

Lost River

Ryan Gosling próbuje być Lynchem i Aronofskym. Tylko nie do końca mu wychodzi. Mamy opuszczone miasteczko, dziwne postaci i odhylone zachowania. Tylko czegoś brak. Brak popuszczenia hamulców. Reżyser (i scenarzysta) zatrzymuje się w pół drogi jakby bał się zrealizować totalnie swoich chorych wizji. Jest tylko kilka pomysłowych patentów/scen.

Zapewne już podejrzewacie jaką ocenę wystawię ;) Uzasadnię: 6/10 daje filmom, które warto obejrzeć ale w których nie wszystko zagrało. Tak jest tutaj.

6/10
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
Z tym nie wszystko zagrało to też kwestia proporcji, bo można nawet wystawić i 9/10 i orzec, że nota nie jest pełna bo jakieś tam aspekty niedziałały.

BTW warto wspomnieć, że w tym filmie rólkę ma legenda włoskich horrorów, Barbara Steel, która zresztą wspominała w jednym z wywiadów, że ma taką przypadłość, że występuje w filmach reżyserowanych przez debiutantów, chodźby w Shivers Cronnenberga (w sensie to był jego pełnoprawny debiut)

Odpowiedz
The Right Stuff 1983r, w reżyserii Phillipa Kaufmana

Film kompletny. Idealny. Co więcej, zmontowany, udźwiękowiony i nakręcony z taką jakością, że jakby walnąć rok produkcji 2025 i przylepić nazwisko Rona Howarda to nikt by się nie zorientował. Każdy kadr, dialog, obsada to mistrzowski poziom. Rozmach ogólny produkcji także robi wrażenie jeśli chodzi o ilość lokacji. Coś wspaniałego, aż mi trudno uwierzyć że to film mający aż 42 lata! Ocena 10/10 należy się jak nic.
“A man holds sacred only 3 things. His home, his children, and his mother. He who dares to harm any of these, whomever god he serve, pray to them for mercy. You will receive none from the man.”

Odpowiedz
(19-10-2025, 18:16)Debryk napisał(a): jakby walnąć rok produkcji 2025 i przylepić nazwisko Rona Howarda to nikt by się nie zorientował.
Nie tyle nie zorientował, co nie wierzył, bo Howarda nie stać na nakręcenie tak dobrego filmu jak Right Stuff :) U mnie 9/10.

Odpowiedz
Belfegor, upiór Luwru - wreszcie jakiś tytuł spooktoberu, który już widziałem. I przyznaję - niewielu pamiętam z telewizyjnego seansu. Głównie jak mumiak po zdjęciu maski jęczy i motyw z wycieczką szkolną, po czym opętana Sophie Marceau opierdzieliła gówniaka, że nie uważał na jej wykładzie.

Teraz widzę np. spory udział strażników, których obawa przed upiorem wydaje się przesadzona, potem okazuje się że nie, bo podobny był przypadek w dawnych latach. I czuć, że to francuski film pełną gębą i to z przełomu wieku, bo jest ta charakterystyczna stylistyka kamery, filtry i o muzyce nie wspomnę. Też fajnie, że Lisa to zwykła przeciętniaczka nie będąca Marie Sue czy wybrańcem, a po prostu znalazła się w złym miejscu o złej porze.

I też to jakieś realne. Szef Luwru na doniesienie o jakimś fantomie reaguje śmiechem i uważa go za jakiegoś włamywacza. Sami strażnicy są wydygani, a jeden to uzbraja się w kamerkę rodem z Ghostbusters i obrzyn. W sumie duch jest ukazany z zachowaniem realizmem, bo jest astralną kopią aktualnego stanu ciała. Nieliczne efekty specjalne dają radę. Niektóre nadnaturalne ruchy Belfegora śmierdzą zachłystem nowych możliwości kamer, a duch mumii co prawda komputerowy jak diabli, ale dzięki transparentności wypada OK. Wszystkie wizje opętanych całkiem klimatyczne, jak np. wizja animatronicznego szakala. Dodaje wartości fakt, że kręcili to w autentycznym Luwrze. I jest fragment z przeszłości częściowo stylizowany na lata 60., z zasyfiałą taśmą i bardziej odpustowym kostiumem Belfegora. I postarali się o to, by Belfegor wzbudzał grozę - porusza się jakby płynął, ma gwałtowne ruchy – też bym się zaczął dygać.

Marceau też świetna, szczególnie w scenach jak jest świadoma tego, że jest opętana przez złego ducha. Pierwszą połowę się ogląda z ciekawością, ale przy finale traci tempo. No i Julie Christie z podwójnie dubbingowanym głosem gra tu przesadzoną postać mającą potem z dupy romans z uber-emerytowanym kozakiem-gliniarzem.

Ogólnie spoko seans i choć oryginalnej powieści i poprzednich adaptacji nie znam, podejrzewam że z szacunkiem odnosi się materiału źródłowego i był dobrym uaktualnieniem.

7,5/10

Odpowiedz
Kiedyś w Polsce puszczali tego czarno-białego Belfra. To była pierwsza adaptacja z 1965, 4-odcinkowy miniserial. Nie wiem czy ktoś z forum to wtedy oglądał albo chociaż kojarzy?

Odpowiedz
O, nawet nie wiedziałem, że u nas emisję miał ten serial z lat 60. Sądziłem, że franczyza zadebiutowała u nas za sprawą filmu kinowego.


Werewolf in London - pierwszy Universal o wilkołaku (czy film, nie wiem). Jest ciekawy ujrzenia ze względu za inne podejście do wilkołactwa niż dekadę później (jak czytałem w Wolfmanie z Chaneyem Jr. cały wilkołaczy lore to była twórczość własna). Tu wilkołak ma świadomość kim jest i jest cywilizowany, bo przed wyjściem zakłada kaszkiet i płaszcz :) i nie rozrywa ciuchów podczas przemiany (podobnej do tej Jekylla i Hyde'a). I kolo wypuszcza jednego wilka z klatki zoo, by go wrobić w zagryzienia ludzi (dobra, za robienie złego PR-u temu biednemu zwierzęciu należy mu kulka). I w przeciwieństwie do filmu z Chaneya Jr. wilkołaki nie mają różnych leveli w przemianie. Nie spodziewałem się, że to rozpocznie się wstępem z Tybetu, bo horrorowo ten region kojarzy się z innym futrzanym potworem. I też sajfaj, bo gościu ma u siebie prototyp Skype'a. Z kolei fani gatunku będą zadowoleni, bo bardzo szybciutko pokazują kudłacza. I budżet musiał być dobry, bo wzięli autentyczne wilki do zagrania tych z zoo.

Co do reszty, to raczej ma się do czynienia z ramotką, która służyła jako prosty straszak do rozluźnienia. Jest kiepskie aktorstwo głównego bohatera, a damy grają jak z kreskówki lub screwball comedy (zwłaszcza żona głównego bohatera). Szybko się domyśliłem co było twistem już przy pierwszej wskazówce, bo to było zbyt oczywiste. Jak to lata 30./40., design wilkołaka taki sobie i wygląda jak ten ze Scooby Doo, gdzie jesteś?; pewien jestem, że twórcy przy jednym odcinku z tego filmu brali inspiracje. Nawet dobrze, bo to był mój ulubiony odcinek. I mimo wszystko, film nie był jakiś zły i przy paru szlifach byłby równie kultowy co inne universalowe horrory.

6/10

Odpowiedz
(19-10-2025, 18:16)Debryk napisał(a): The Right Stuff 1983r, w reżyserii Phillipa Kaufmana

Film kompletny. Idealny. Co więcej, zmontowany, udźwiękowiony i nakręcony z taką jakością, że jakby walnąć rok produkcji 2025 i przylepić nazwisko Rona Howarda to nikt by się nie zorientował.

Zorientował by się, zorientował... Z pewnością wyszedłby 10x gorszy i bardziej nijaki film.

Odpowiedz
Wy tak poważnie? Bo o ile cały wątek Yeagera jest faktycznie idealny i mucha nie siada, tak cała część poświęcona astronautom...
W sumie to nie wiem do końca, bo za każdym razem w okolicach 3-4 godziny przygotowań zasypiam z nudów.
Fajnie jechać po poczciwym wyrobniku Howardzie, ale obok zwartego dramatyzmu Thirteen Lives toto nawet nie stało.

Odpowiedz
Idź do konta!
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
Przepraszam że nie zsikałem się w portki kiedy banda jankeskich obciągaczy którzy przegrali wyścig z Gagarinem rucha groupies czy czym oni tam wypełnili swój wątek.

Odpowiedz
Obejrzyj film w końcu, to pogadamy o fabule, bo widzę uciekła :D
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  ALARM! NADCHODZI KOLEJNY REMAKE! czyli wszystko o remake'ach Mierzwiak 1,247 243,691 12-05-2026, 00:28
Ostatni post: shamar
  Pętla czasowa czyli motyw dnia świstaka w filmach Craven 91 23,948 07-08-2025, 14:13
Ostatni post: shamar
  Prekognicja, czyli oceń film, który zaraz obejrzysz military 77 28,268 04-03-2017, 00:43
Ostatni post: Juby
  Dłuższa piłka, czyli coś dla kino maniaków od kino maniaków wika 3 4,453 02-12-2013, 19:10
Ostatni post: Bucho
  Prawdziwy film, czyli istota kina Bodzio 22 8,756 07-08-2011, 20:23
Ostatni post: MauZ
  Starocie filmowe, czyli trochę klasyki Eorath 44 17,438 20-12-2010, 19:03
Ostatni post: szopman
  Krótka piłka, czyli mini-recenzje military 6,447 723,955 11-04-2009, 16:35
Ostatni post: Negrin
  Parada banału, czyli wpływ formy filmu na odbiór fabuły;) Mental 167 31,333 26-03-2008, 09:55
Ostatni post: D'mooN
  [oddzielony] Krótka piłka, czyli mini-recenzje 0 327 Mniej niż 1 minutę temu
Ostatni post:



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości