Krótka piłka, czyli mini-recenzje
(08-11-2025, 10:47)Dr Strangelove napisał(a): Zupełnie wyprany z emocji barokowy obrazek czyli typowy Del Toro. Pierwsza godzina (do momentu ożywienia Stwora) to wręcz modelowy przykład teflonowego blockbustera. Viktor jest tak sztampowy jak tylko można, jego ojciec tak samo, na Waltza to ja już nie mogę patrzeć bo wszędzie po prostu jest Waltzem.

Dokładnie - film kaczka, totalnie wszystko tutaj spływa do ścieku. Emocji w tym wszystkim tyle co kot napłakał, a historia dramatyczna asfak, więc jest to tym bardziej dziwne. 

(08-11-2025, 10:47)Dr Strangelove napisał(a): Elodi jest niezły, Goth jest niezła, reszta leci na autopilocie.

Elodi niezły bo to taka współczesna wersja Dolpha Lundgrena - chłop słup, idealny do zagrania drewna, więc niczego wielkiego się po nim nie spodziewałem. Jaranie się tą rolą przez krytków zaskakujące - jak dostanie jakąś nominację za drugi plan to będzie dopiero powtorny nonsens. Waltz na autopilocie od czasów Tarantino. Oscar Isaac to samo - generalnie tak jak go lubiłem niegdyś, tak teraz mam do niego coraz większą awersję - nie widzę postaci, widzę aktora. Wiadomo, że nie jest to poziom Pedzio Pascala, bo Isaac to dużo lepszy aktor, ale chciałbym zobaczyć go w nieco bardziej zaskakującej roli. 

(08-11-2025, 09:36)raven.second napisał(a):
Cytat:szkoda, ze tak kurevsko nudne
Czy na pewno nudne? Historia przeorana przez media, po prostu. Ostatnia wersja była przecież w gunnowskim DC, w tej kreskówce o Koszmarnym Komando (z bonusem w postaci nekrofilskiego seksu), a tutaj jest tak bardzo klasyczna wersja, że chyba się bardziej już nie da tego zrobić.

No i dlatego ten film jest taki nudny - bo jest żodyn. Typowe 5/10, no może w porywach 6/10, głównie za aspekt wizualny i kreację świata. Ten film można porównać do jakiejśc turbobezpiecznej biografii. Meh. 

"Koszmarne Komando" natomiasto podało coś świeżego i dlatego było zajebiste, wątek Potwora i jego Narzeczonej ciągneły animkę bardzo mocno w górę. Dlatego też myślę, że "The Bride" będę bawił się lepiej, bo zaproponuje coś świeższego niż to co spłodził del Toro. 
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.

Odpowiedz
Mnie się podobało ale macie tutaj sporo racji, z drugiej strony wiele osób miało podobne zarzuty do "Nosferatu" Eggersa a tamten film podobał mi się dużo bardziej niż ten "Frankenstein". Mam też "ale" co do strony wizualnej i to w sumie większości filmów od grubasa - jasne, tak jak pisałem, widać tutaj masę serca włożonego w przygotowanie tego wszystkiego i początkowo robi to wrażenie ale zawsze łapię się na tym, że to jakieś takie sterylne wszystko, takie nie wiem, czyste jakieś, może to przez sposób kręcenia, pojęcia nie mam - nawet te zasyfione i zalane krwią ulice wyglądają jak z pocztówki, jak starannie przygotowane zasyfione krwią ulice. Może to kwestia estetyki, jakiejś takiej umowności, ale większe wrażenie na mnie robi np. brud na ulicach z "North Water" niż ten tutaj, o ile w ogóle brud może robić wrażenie ;)

Mimo wszystko doceniam pracę włożoną w te kostiumy i scenografie, fajnie też, że dali ten 45-minutowy making of. No ale szanujmy się, tym bardziej przy takiej dbałości o szczegóły i każdy aspekt wizualny te CGI wilki wyglądają po prostu koszmarnie co jest dla mnie o tyle niezrozumiałe, bo te sceny kręcili normalnie z prawdziwymi wilkami, które potem powymieniali na te cyfrowe koszmarki. Nie wiem jak taki detalista i gość skupiony na wizualiach jak Del Toro mógł stwierdzić, że to będzie wyglądało lepiej. Ogólnie jeśli chodzi o projekty marzeń grubasa, "Pinokio" podobał mi się bardziej i emocjonalnie też grało mi to tam wszystko jakoś lepiej.
The height and weight of the victim can only be estimated from the partial remains. The torso has been severed in mid-thorax; there are no major organs remaining. Right arm has been severed above the elbow with massive tissue loss in the upper musculature... partially denuded bone remaining...

Odpowiedz
Wydzielcie temat, elo!

Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
Musi tu być koneksja, przecież podtytuł książki chrzci Dr Frankensteina mianem Współczesnego Prometeusza!

Odpowiedz
Czyli jednak nie lepszy od wersji Branagha. Opinie jak zwykle podzielone
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
Może lepszy. Tamtego nie widziałem z 15 lat i raczej nie będę robić powtórki, żeby rozstrzygnąć co lepsze.
Ale jakby wersja Branagha była dobra to pewnie bym wracał co jakiś czas.
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...

Odpowiedz
[Obrazek: 8209517.3.jpg]


Frankenstein (2025)

Panowie (i Panie), wersja Branagh'a jest NIEZAGROŻONA. Nie ma tu o czym dyskutować nawet.
Przez pierwszą połowę miałem poczucie, że jest to bardzo udane (abstrahując od pewnych fantasy zmian) i jak utrzyma poziom to 8/10 jak nic. Niestety druga połowa jest totalnie SPIERDOLONA. Jest to tak pozmieniane, w stosunku do materiału źródłowego, i tak KIEPSKO rozwiązane, że ma się wrażenie, że Del Toro był już zmęczony. Szczególnie gdy w głowie masz te same/podobne sceny z wersji Branagh'a. Tam to pierwsza połowa byłą rozwleczona ale można to wybaczyć bo prowadzi do tej właściwej części filmu. Tu jest na odwrót: interesująca część pierwsza prowadzi do ROZWLECZONEJ i skaszanionej części dalszej. Niewybaczalne.
Monstrum przy wersji De Niro to jakiś superheros, wyglądajacy jakby się urwał od X-Menów.

Nie, nie i NIE. Chciałem dać 7/10 ale (chyba się powtarzam) druga połowa filmu wszystko zjebała.

6+/10
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
(08-11-2025, 15:39)slepy51 napisał(a): "North Water"

Ten "Frankenstein" byłby genialnym filmem, gdyby del Toro nie zrobił klasycznej adaptacji tylko jakąs wariację w stylu właśnie "North Water" albo "Terroru"- przy takim metrażu wystarczyło dać 20-30 minut "genezy" monstrum i później zrobić survival horror, gdzie Victor ucieka przed swoim "synem" i natrafia na tych ziomków ze statku. Oglądałbym.
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.

Odpowiedz
(08-11-2025, 15:39)slepy51 napisał(a): Mnie się podobało
Jak się komuś podoba to zupełnie nieironicznie Bóg z nim i niech się cieszy :)

Dla mnie całość wyglądała jak te nasze adaptacje lektur szkolnych, że przecież "szkoły pójdą!". Zabrakło tu jakiegoś szaleństwa, iskry bożej, tylko właśnie taka bezpieczna ekranizacja, a potem do kasy po czek.

Lubię a nawet uwielbiam Dance`a, ale to właśnie taki przykład zrobienia czegoś na odpierdol. Wbijasz gościa we frak i nic nie musisz robić, bo z automatu dostajesz "zimnego jak głaz, angielskiego lorda". Tylko krzyknąć "Akcja" i odhaczone.

No ale Netflix płaci i Netflix wymaga. Zamawiamy adaptację na trójkę z plusem panie Del Toro.

No i z tym sterylnym wyglądem pełna zgoda. Jakieś takie to sztuczne, czyste.
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...

Odpowiedz
EJ. Ale NIE BYŁO CZARNYCH, co nie?
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
Dusze mieli czarne.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
Oglądałem lata temu zarówno dwa klasyki Jamesa Whale'a i wersję z De Niro. Wszystkie mi się podobały, zarówno oryginały jak i wersja Branagha w której właśnie Dr Niro zagrał genialnie. Czuć było w tamtym filmie grozę od Stwora i obrzydzenie jakie roztaczał.

SPOILERY

W nowej wersji faktycznie wszystko jest jakieś takie za "ładne" i grzeczne. To na pewno nie horror jak ostatni " Nosferatu". Bardziej dramat jednostki, która została zrozumiana przez tylko jedną osobę, którą gra Mia Goth.

Największa wada filmu Del Toro to właśnie ta przewidywalność fabuły. Film z 1994 oglądałem dawno, a mam wrażenie jakby tak wiele było elementów wspólnych. Przez to ciężko było mi przejąć się losem postaci Stwora, choć bardzo dobrze gra go Elordi.

Właściwie jedyne co Del Toro dodał w tej wersji to niesłychana siła Stwora. Wręcz ma siłę porównywalną do Supermana. Niemal nic nie jest w stanie go zabić i potrafi przesuwać wielkie statki kapitańskie.

Ciekawe czy będzie sequel, bardzo możliwe.

Wysłane z mojego CPH2481 przy użyciu Tapatalka
I can see your conciliation. I wanna see your conciliation.

Odpowiedz
(10-11-2025, 19:52)Pitero napisał(a): Właściwie jedyne co Del Toro dodał w tej wersji to niesłychana siła Stwora. Wręcz ma siłę porównywalną do Supermana. Niemal nic nie jest w stanie go zabić i potrafi przesuwać wielkie statki kapitańskie.

To chyba wynika z faktu, że całą historię opowiada/miał opowiadać kapitan (part III, którą pocięto) i siła potwora i jego nieśmiertelność to taka opowiastka, która urosła do rangi mitu. Podobnie jak było ze smokami. 
“A man holds sacred only 3 things. His home, his children, and his mother. He who dares to harm any of these, whomever god he serve, pray to them for mercy. You will receive none from the man.”

Odpowiedz
W sensie, ze kapitan opowiada historie, ktore opowiadano jemu? Opowiadancepcja?


(10-11-2025, 19:52)Pitero napisał(a): Właściwie jedyne co Del Toro dodał w tej wersji to niesłychana siła Stwora. Wręcz ma siłę porównywalną do Supermana. Niemal nic nie jest w stanie go zabić i potrafi przesuwać wielkie statki kapitańskie.

Ciekawe czy będzie sequel, bardzo możliwe.

To slabo pamietasz te stare. Przeciez u del Toro wiele rzeczy jest pozmienianych, szczegolnie od polowy filmu.

I rzeczywiscie ktos moglby wydzielic
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
Anioł Stóż (2025) - Wyłączyłem po godzinie. Co za nieoglądalne gunwo. Ten film nie wie czym ma być. Ani to komedia, mimo że na ekranie mamy jednego komika w roli głównej i aktora komediowego w prawie głównej. Ani to dramat, feel good movie. Totalne nic. Jedyny śmieszny tekst padł z ust postaci trzecioplanowej, która spędziła na ekranie 20 sekund.

Holiłód nie umie już kręcić komedii, a Keanu to najgorszy warsztatowo a-lister w dziejach. On się aktorsko cofa w rozwoju. 0/10

Odpowiedz
Hahaha. Wiedziałem, żeby nie nabrać się i nie iść na to. Jedynym wabikiem tu tak naprawdę był Reeves ale nie, nie, to za mało. Nie ze mną takie numery, zwiastun który męczył mnie wcześniej przed każdym innym filmem tylko mnie odrzucał.

Zamiast tego polecam film z którego seans właśnie zakończyłem, czyli...

BUGONIA

I podobał mi się nie tylko dlatego, że jestem fanem całej głównej trójki, czyli Lanthimosa, Stone i Plemonsa. Choć oczywiście słabszy od rewelacyjnych "Poor things", ale lepszy od długaśnych "Rodzajów życzliwości".

Co sprawiło, że uważam seans za bardzo udany? A to, że przyjąłem od początku postawę oglądać ten film ABSOLUTNIE POWAŻNIE I NA SERIO. "Bugonia" reklamowana jest wszędzie jako komedia. Co poniekąd rozumiem, bo przyciągnie w ten sposób na pewno dużo większą publiczność. Ale ja dobrze znam twórczość Greka i wiedziałem, że lepiej mi ten film wejdzie jako dramat. Kapitalne uczucie, w scenach, gdzie ludzie na sali się śmiali mnie kompletnie nie było do śmiechu. Zresztą nie lubię śmiechu wymuszonego i sztucznego. Czekałem aż sam zaśmieję się szczerze i autentycznie. I może raz tylko się lekko uśmiechnąłem, teraz już nawet nie pamiętam dokładnie na której scenie. Także dla mnie "Bugonia" to dramat pełną gębą, a finał był dla mnie nawet wstrząsający. 8/10

Wysłane z mojego CPH2481 przy użyciu Tapatalka
I can see your conciliation. I wanna see your conciliation.

Odpowiedz
I co, żadnego odzewu? Nikogo nie interesują filmy Lanthimosa? Szkoda, myślałem, że to jeden z najbardziej oryginalnych współczesnych reżyserów, który zasługuje nawet na swój osobny wątek wśród reżyserów.

Wysłane z mojego CPH2481 przy użyciu Tapatalka
I can see your conciliation. I wanna see your conciliation.

Odpowiedz
Załóż temat, jak chcesz osobny wątek - to je krótka piłka. I tak, nikogo :>
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
A jak mamy zareagować na opinię w stylu "to miała być komedia, ale ja podszedłem do filmu poważnie. Ludzie w kinie się śmiali, ale ja nie, bo to przecież dramat. 8/10" ?

Odpowiedz
(12-11-2025, 15:25)Pitero napisał(a): Nikogo nie interesują filmy Lanthimosa?

O panie, nie tyle nie interesują, co wręcz mnie usypiają. Oglądałem "Kieł" - wynudziłem się i wyparłem z pamięci - a także pierwsze pół godziny "Faworyty", zanim wyłączyłem w cholerę. Tak że, no, dla mnie nazwisko reżysera akurat tutaj działa ostrzegawczo.

A co do gatunków filmowych, to ja ich nigdy nawet nie sprawdzam, tak że można powiedzieć, że odpalając film, nawet nie wiem, czy ma być na poważnie czy na śmieszno.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  ALARM! NADCHODZI KOLEJNY REMAKE! czyli wszystko o remake'ach Mierzwiak 1,248 243,809 16-05-2026, 11:11
Ostatni post: shamar
  Pętla czasowa czyli motyw dnia świstaka w filmach Craven 91 23,961 07-08-2025, 14:13
Ostatni post: shamar
  Prekognicja, czyli oceń film, który zaraz obejrzysz military 77 28,269 04-03-2017, 00:43
Ostatni post: Juby
  Dłuższa piłka, czyli coś dla kino maniaków od kino maniaków wika 3 4,459 02-12-2013, 19:10
Ostatni post: Bucho
  Prawdziwy film, czyli istota kina Bodzio 22 8,757 07-08-2011, 20:23
Ostatni post: MauZ
  Starocie filmowe, czyli trochę klasyki Eorath 44 17,446 20-12-2010, 19:03
Ostatni post: szopman
  Krótka piłka, czyli mini-recenzje military 6,447 724,238 11-04-2009, 16:35
Ostatni post: Negrin
  Parada banału, czyli wpływ formy filmu na odbiór fabuły;) Mental 167 31,339 26-03-2008, 09:55
Ostatni post: D'mooN
  [oddzielony] Krótka piłka, czyli mini-recenzje 0 327 Mniej niż 1 minutę temu
Ostatni post:



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
2 gości