Krótka piłka, czyli mini-recenzje
Czyli ten film to nie jest "jeden z najgorszych filmów świata", jak twierdzą niektórzy na X?
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
Nie jest to żadna rewelacja, ale obejrzeć można spokojnie. Największy atut to świetna obsada, której przewodzi wspaniała Buckley.

Wysłane z mojego CPH2481 przy użyciu Tapatalka
I can see your conciliation. I wanna see your conciliation.

Odpowiedz
War Machine (2026)



Najnowszy hicior od Netflixa z Alanem Ritchsonem w roli głównej, który pewnie chciałby być "Predatorem" XXI wieku ale ani nie ma tutaj maestrii reżyserskiej Johna McTiernana, ani tak dobrego scenariusza, o obsadzie czy znakomitej oprawie muzycznej Silvestriego nawet nie wspominając; co gorsze, tytułowe zagrożenie kosmicznego pochodzenia również nie umywa się do tego z czym miała do czynienia eka najemników pod dowództwem Dutcha, w którego wcielał się Arnold. A skoro już wspomniałem o byłym gubernatorze Kalifornii to warto dodać, że choć Ritchson gabarytami jakoś mocno mu nie ustępuje, ba, aktorsko jest być może nawet mniej drewniany, tak jego ekranowa charyzma niestety blednie przy tej jaką posiadał austriacki kulturysta podrywający dziewczyny na kocyk (polecam lekturę jego autobiografii zatytułowanej "Pamięć absolutna").

To już na starcie sprawia, że film nie posiada za bardzo atutów, którymi mógłby się w jakikolwiek sposób wyróżnić na tle podobnych mu produkcji. Australijczyk Patrick Hughes, autor przyzwoitego neo-westernu "Red Hill" i trzeciej części "The Expendables" (a także paru buddy movies skręconych dla Netflixa, z których pamiętam tyle, że je kiedyś widziałem i nic ponad to) to niestety nie jest jakiś reżyserski orzeł i choć jego warsztat sprawdza się tutaj całkiem nieźle to absolutnie nie sprawia, że można by "Maszynę do zabijania" w żaden sposób zapamiętać no chyba, że z tego pokracznie przetłumaczonego na polski tytułu. Jest tam jeden ciekawie zainscenizowany mastershot kręcony w trakcie jazdy jakiegoś pojazdu (obecnie to chyba taki standard we współczesnych akcyjniakach na streaming, ostatnio np. "The Wrecking Crew") ale poza tym nie ma tutaj nic, co wybijałoby się w jakikolwiek sposób poza zwyczajną przyzwoitość.

Fabularnie "War Machine" jest równie oryginalny co jego tytuł - przypomnę tylko, że blisko 10 lat temu był już tak samo nazwany film z Bradem Pittem, nakręcony, uwaga - również dla Netflixa. Skoro twórcom nie chciało się pokombinować nawet przy tym nie ma co oczekiwać by wymyślali jakieś cuda niewidy jeśli chodzi o zaprezentowaną tutaj historię - ot, eka kandydatów na Rangersów w trakcie ostatniej zaliczeniowej misji trafia na morderczego mecha z kosmosu i musi przeżyć by wrócić do bazy w celu poinformowania o napotkanym zagrożeniu dowództwo. Dodatkowo główny bohater ma jakąś podstawową filmową traumę do przepracowania (śmierć bliskiej mu osoby, o którą się obwinia, tego typu oklepane rzeczy) i nic więcej tutaj nie ma. Żadnych ciekawych pomysłów, ot, prosta akcyjka od początku aż do nakręconego w jakimś kamieniołomie finału przywodzącego na myśl bliźniaczą końcową bitkę z pierwszego (i drugiego bo były one praktycznie takie same i sklecone z tych samych ujęć) cormanowskiego "Carnosaura", która to z kolei nawiązywała do walki z T. rexem pokazanej w powstałym w 1960 roku "Dinosaurus!" w reżyserii Irvina S. Yeawortha Jr. - czyli jak widać nic nowego lub jak kto woli, kalka kalki.

I tak sobie ciągle narzekam ale dzięki tej prostocie ogląda się to wszystko bardzo przyzwoicie - sceny akcji są przejrzyste i spełniają swoje zadanie, mamy trochę fajnej pirotechniki, efekty wizualne mecha są na zadowalającym poziomie a całość choć raczej głupawa, to odpowiednio brutalna i całkiem przyziemna co sprawia, że można nawet trochę zżyć się z tymi naszymi ponumerowanymi bohaterami bez imion. Jasne, giną oni w standardowych odstępach czasowych i na sposoby, które raczej nie zdziwią nikogo, kto w swoim życiu oglądał kilka filmów akcji pt. "ekipa komandosów na misji z czymś walczy" ale nie o to tutaj chodzi. Ma być prosta rozrywka na przyzwoitym poziomie i można pokusić się o stwierdzenie, że "War Machine" pod tym względem sprawdza się całkiem nieźle.

Nie polecę nikomu tego filmu bo nie jest to nawet w swoim gatunku nic oryginalnego ale jeśli ktoś chce sobie obejrzeć jakiś w miarę przyzwoity obrazek, w którym ci raczej mniej zapadający w pamięć bohaterowie uciekają przed złym mechem z kosmosu to nie będzie to aż taki tragiczny wybór na wieczór - trzeba tylko dobrze wiedzieć, co i w jakim celu się ogląda by później nie było zawodu, "bo aktorstwo słabe, fabuła oklepana i film nie wymiecie Oscarów". No nie wymiecie (choć te nagrody i tak są już od dawna wystarczająco mocno skompromitowane) ale można trafić w dzisiejszych czasach dużo gorzej - przynajmniej nie ma tutaj popularnej obecnie marvelozy i głupkowatego śmieszkowania sabotującego każdy jeden dramatyczny moment jakimś samoświadomym żarcikiem - może i jest głupkowato czy mało oryginalnie ale też, pomimo podjętego tematu, całkiem przyziemnie i mimo wszystko szczerze.

Naciągane 6/10
The height and weight of the victim can only be estimated from the partial remains. The torso has been severed in mid-thorax; there are no major organs remaining. Right arm has been severed above the elbow with massive tissue loss in the upper musculature... partially denuded bone remaining...

Odpowiedz
Whistle (2026) to, najprościej mówiąc, mieszanka Oszukać Przeznaczenie i Uśmiech się. Final Destination, bo ekipę ściga śmierć, Smile, bo owa śmierć "przenosi się" z ofiary na ofiarę w konkretnych warunkach - tutaj poprzez dźwięk meksykańskiego gwizdka śmierci. Sympatyczny horrorek, no, z fajną muzyką, jesiennym klimatem (jest nawet festyn z okazji Halloween!), nie drażni głupotą, nie jest długi, koncept ma na tyle ciekawy, że nie nudzi, gore co prawda cgi, ale znowu, sam pomysł i oś fabuły po prostu intryguje i wciąga, aczkolwiek przydałoby się tu wrzucić jakiegoś azteckiego czy innego indiańskiego demona śmierci, jak to było w której części VHS. Na minus końcówka, będąca bezczelnym plagiatem
6/10

Odpowiedz
[Obrazek: images?q=tbn:ANd9GcQnJhqjPjtYtm6cuhT1Caq...WI_Cg&s=10]

Shriek If You Know What I Did Last Friday the 13th (2000)
czyli "przecież mamy 'Scary Movie' w domu"

Zapowiedź 6. części wspomnianego filmu przypomniała mi o tym. To jest parodia "Scream" (oraz m.in. "I know what u did last summer) z tego samego roku, co "Scary Movie". Za 5 melonów i od razu do TV.

Zawsze byłem ciekawy tego innego podejscia. Inne a jednak podobne bo w koncu ciagle parodia tego samego, z podobnymi gagami, postaciami etc.
Ale czy rzeczywiscie to jest tak słabe jak mówią oceny? Jest GORSZE.

Narzekalem kiedys na "Milczenie Baranów", "Park Jajcarski" czy nawet "Scary Movie 5". Ale to jest gorsze i ogolnie chyba najgorsza parodia, którą widziałem. Żarty (czy raczej "żarty") atakują tu non-stop: w akcji, dialogach czy nawet pisane a żaden praktycznie NIE TRAFIA. Jedynie te "pisane" kilka razy mi siadły ale nie na zasadzie: "HAHA, jakie śmieszne" a "no, OK, wyszła im ta gra słów".

Oglądając to WSPÓŁCZUJESZ aktorom, że musieli grać te różne sceny.
Swoją drogą grają też marnie (Tom Arnold jako komik to odwieczna zagadka) choc jest jeden gość, ktory sie wybija i ktory pozniej trafil do kolejnych części... "Scary Movie".

PS: Ten film jest tak inteligentny, że zgadnijcie wobec czego kręcą się żarty przy gościu o nazwisku (ksywce?) Boner.

Rzadko daję jedynki ale chyba tu bylaby wskazana jako 1+/10 a moze byc laskawym i 2-/10?
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
(07-03-2026, 22:54)Pitero napisał(a): Panna młoda!

Za tydzień prawdopodobnie Jessie Buckley odbierze swojego pierwszego Oscara za rolę żony Szekspira. Ale nie obraziłbym się jakby dostała go też za rolę Narzeczonej Frankensteina. Jest w tym filmie tak samo wybitna jak w "Hamnecie", a oo rany, jak to zupełnie inna rola i jak kompletnie inaczej grana. Buckley krzyczy, tańczy, cały ekran zagarnia dla siebie, a jednak nie przeszarżowuje i nie popada w śmieszność ani na sekundę. Naprawdę, Jessie Buckley to GWIAZDA.

I choć film nie dowozi całkowicie, zawodzi trochę bo przewidywalny i narracja też szwankuje w połowie filmu, to dla roli Buckley warto poświęcić wypad do kina.

Lubiłem podczas oglądania wyobrażać sobie, że to sequel "Frankensteina" Del Toro bo w sumie czemu miałby nim nie być? Czasowo się zgadza, a Bale gra i wygląda podobnie jak Elordi. Co do reszty obsady to wszyscy właściwie nikną bo cały film należy do Buckley. Wyróżnia się tylko Penelope Cruz w roli pani detektyw, bo Saarsgard i Gyllenhaal to chyba zagrali dla uprzejmości z wiadomych względów.

Ocena 7+/10. Plusik za genialną scenę tańca w klubie, szkoda, że taką krótką.

Wysłane z mojego CPH2481 przy użyciu Tapatalka

Lol

Byłem dzisiaj w kinie. Ten film to paskudne dziwadło będące jednocześnie feministycznym bełkotem o tym jak biali faceci krzywdzo, gwałco, molestujo, zabijajo i smiejo się z kobiet.

Formalnie ten film jest natomiast jak potwór Frankensteina - posklejany z różnych gatunków w jedno przez co jest nieznośnym do oglądania brzydactwem. Całość dopełnia przeszarzowane aktorstwo Bale'a i Buckley, których rolę są równie nieznośne jak ten film.

Nie dziwię się, że to odniosło sromotną porażkę, bo to dziwadło będące filmowym feministycznym gniotem. Ludzie już chyba mają dosyć takiego kina. Śmieszne, że to facet, czyli Lanthimos zrobił najlepszy femi-movie ostatnich lat a nie np Gerwig (jej chujowa do granic możliwości Barbie) czy teraz Gyllenhaal.

Gówno do potęgi n-tej.

Ps a ta scena tańca to jedna z najbardziej cringe'owych (w złym tego słowa znaczeniu, bo bywa też spoko cringe) rzeczy roku. Jak można to w ogóle chwalić xD
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.

Odpowiedz
Pelivaron napisał(a):Śmieszne, że to facet, czyli Lanthimos zrobił najlepszy femi-movie ostatnich lat a nie np Gerwig (jej chujowa do granic możliwości Barbie) czy teraz Gyllenhaal.

Czemu śmieszne? Gość jest po prostu kompetentnym reżyserem, a tych pań nikt nigdy nie powinien wpuścić za kamerę.
The height and weight of the victim can only be estimated from the partial remains. The torso has been severed in mid-thorax; there are no major organs remaining. Right arm has been severed above the elbow with massive tissue loss in the upper musculature... partially denuded bone remaining...

Odpowiedz
"Barbie" to komedia dla dzieci a nie femi-movie..

Odpowiedz
(12-03-2026, 10:54)shamar napisał(a): Rzadko daję jedynki ale chyba tu bylaby wskazana jako 1+/10 a moze byc laskawym i 2-/10?


Chcialem pisac ostatnio, ze nowy SM wyglada barzdiej jak Shriek. Dowiedzialem sie o tym szrocie, gdy na jakims pchlim targu odkopalem plytke DVD-R1 z tym filmem. Absolutnie fatalna rzecz, ktora prawie zablokowalem kupiony za 20 funtow odtwarzacz DVD znanej i lubianej marki Bush :)
Holiness is in right action, and courage on behalf of those who cannot defend themselves.

Odpowiedz
"Rozgdz napisał(a):"Barbie" to komedia dla dzieci a nie femi-movie..

Ta, z pewnością...

The height and weight of the victim can only be estimated from the partial remains. The torso has been severed in mid-thorax; there are no major organs remaining. Right arm has been severed above the elbow with massive tissue loss in the upper musculature... partially denuded bone remaining...

Odpowiedz
(13-03-2026, 17:11)Rozgdz napisał(a): "Barbie" to komedia dla dzieci a nie femi-movie..

XD

W ogóle :)



W tej "Pannie Młodej" nie ma ANI JEDNEJ pozytywnej postaci męskiej. Nawet jak jak jakaś jest spoko, to finalnie się okazuje, że jednak nie, bo albo kłamał albo zaciągnął do łóżka. Już od pierwszych minut wiadomo jaki będzie to film, gdzie mamy jachikś oblechów, krzy opowiadają wulgarne i seksistowkie dowcipy o ostrygach, siłą przytulają i macają ładnie dziewczyny. A to pierwsze 5 minut.
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.

Odpowiedz
Barbie to przede wszystkim reklama zabawek przebrana za feministyczny film. Jest to zmyślna subwersja wizerunku marki, bo teraz kupując barbie nie wspierasz już nieosiągalnej sylwetki czy życia tylko siostrzeństwo i feminizm. 10/10 w skali Tikkum-Olam
http://www.filmweb.pl/user/Corn

"Pierdu-pierdu, siala-lala; Braveheart kosmos rozpierdala" - Bucho


Odpowiedz
Kufa, tak jakby w familijnych filmach dla dzieciaków nigdy nie było że trzeba być dobrym w ogóle, dbać o zwierzątka, dbać o środowisko, szanować dziewczynki , kochać mamę i tatę, i w ogóle :p

"Barbie" jest filmem stworzonym dla reklamowania marki, ma formę komedii dla dzieciaków i miał sprytną strategię sprzedażową podpietą pod "femizm antypatriarchat" (plus Barbiehaimer) co było uzupełnione całą masa filmowych tricków. Bo "mał być hit".


.. tyle że każdy kto oglądał film uważnie i wie co w nim powiedziano i przedstawiono - wie że to tylko komedia dla dzieciaków. Pewnie, były całe epistoły, chyba np w "Napisach końcowych" długo gadali "co to tam naprawdę znaczy" ale takie rzeczy dowodzą tylko - paradoksalnie - że większość ludzi nie potrafi uważnie oglądać filmów :p

Odpowiedz
To, że Ty oglądasz filmy dupą i później wmawiasz innym, że to robią to jedno. Drugie to to, że film może być komedią i produktem sprzedającym markę, jednocześnie nie wyklucza tego, że zawiera komentarz społeczny. To, że "Barbie" jest chujową komedią dla dzieci, nie zmienia to faktu, że jest dodatkowo też chujową satyrą na role płciowe oraz kulturę patriarchalną. Jakbyś uważnie oglądał i słuchał dialogów to byś wiedział bo postacie mówią to wprost, co zresztą pokazałem jedną sceną - ale tak to jest jak się ogląda dupą albo nie powiedzieli tego na youtube na kanałach, którym daje sie suba.

Dla Rozgdza pewnie Szczęki nie są filmem o rekinie, tylko filmem o turystyce nad morzem, ale to trzeba uważnie oglądać, żeby zauważyć.
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.

Odpowiedz
Ok, dobra.

Jak Barbie może być czymś takim skoro w Barbielandzie odpowiednikiem mężczyzn "z naszego świata" - są Barbie. Bo to one od zawsze "mają władzę i "traktują Kenów jak powietrze". To Kenowie pełnią rolę "kobiet".

Gdzie jest "krytyka mężczyzn" za postępowanie wobec kobiet skoro każdy Ken żyje właściwie tylko dla swojej Barbie, dba o nią, kocha ją i by ją nosił na rekach przez kałuże (nawet jak udaje twardziela i niby że nie). To Barbie są pokazane jako "wredniejsza płeć".

Gdzie jest ta "krytyka patriarchatu " skoro w filmie "patriarchat" polega na tym że Kenowie - odpowiednik kobiet - obejmują władzę i używają jej.. głownie po to aby się troszczyć o Barbie (pamiętając ze Barbie o Kenów specjalnie nie dbały). Czyli czy jest "matriarchat" czy "patriarchat" - i tak rządzą Barbie, tyle że raz wprost a raz pośrednio.

Gościu który wprowadza "patriarchat" - czyli Gosling - nie robi tego z żadnych innych powodów niż taki żeby Barbie (Robbie) wreszcie go jakoś zauważyła i pokochała. Czyli popisuje się przed dziewczyną.

Wszystko co napisałem jest w filmie.

Odpowiedz
Wow, stary, właśnie opisałeś mechanizm, który ten film krytykuje. "Barbie" celowo odwraca role i w Barbielandzie to Barbie mają władzę, a Kenowie są dodatkiem. To jest lustro dla świata ludzi. Wątek Kena polega na tym, że odkrywa "patriarchat" w wydaniu Barbie i kompletnie go nie rozumie, tak jak ty nie rozumiesz tego filmu. No i cały paradoks polega na tym, że Twoja interpretacja opisuje wydarzenia z filmu, tylko pomija to, że one są napisane jako satyra.

Łap -> https://pl.wikipedia.org/wiki/Satyra
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.

Odpowiedz
Chodzi generalnie o to że film stawiając sprawy na głowie ani nie krytykuje mężczyzn, ani nie "bonusuje" kobiet ani nie mówi nic o patriarchacie. Niczego nie krytykuje, niczego nie wskazuje, te wszystkie rzeczy nie mają tu żadnego znaczenia, są po prostu "obudową". Natomiast dzieciaki zrozumieją ten film świetnie. Bo to po prostu film dla nich. I tyle :p

Odpowiedz
(13-03-2026, 18:32)Pelivaron napisał(a): W tej "Pannie Młodej" nie ma ANI JEDNEJ pozytywnej postaci męskiej. Nawet jak jak jakaś jest spoko, to finalnie się okazuje, że jednak nie, bo albo kłamał albo zaciągnął do łóżka.

Nawet Frank? Cóż...
[Obrazek: MV5BOTQ2ZGM3YjAtYjkwNC00MGY1LTlhOGYtYzNh...@._V1_.jpg]

Odpowiedz
[Obrazek: images?q=tbn:ANd9GcTz_k0PbPN81GwDQa9QgLn...0pxuQ&s=10]

Silent Night, Deadly Night (2025)

Oryginał to był prosty slasher z fajnym twistem. Twistem, ktory wyroznial ten film na tle 1000 innych.
Co robisz rimejkując to 40 lat pozniej? Rozpierdalasz ten twist na samym początku, zmieniasz praktycznie cały scenariusz, osobowość głównego bohatera, dodajesz postaci, usuwasz postaci, dodajesz kretynskie sceny ( w tym: lewacką, jak z jakiejś parodii), dziwne zwroty akcji (nieobecne w oryginale)... Nie chcę spoilerować ale JA PIERDOLĘ.

2+/10
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
Polecam dwa powojenne tytuły: A Matter of Life and Death oraz Kind Hearts and Coronets. Pierwszy wspaniale żongluje gatunkami, sprawdzając się jednocześnie jako uroczy romans, zabawna komedia i (nakręcony z rozmachem) film fantasy. Dodatkowo tkwi w nim sporo dziwacznych, nieoczywistych motywów, skutecznie utrudniających osadzenie w sztywnych szablonach. Niektórych razić może melodramatyczny, nieco „naiwny" emocjonalny finał, mnie jednak kupił w pełni jako adekwatne zwieńczenie tej sympatycznej bai (kontekst historyczny wzmacnia przekaz i zgrabnie łączy się z przedstawionymi motywami). David Niven od zawsze był jednym z moich ulubionych filmowych dżentelmenów, ale tutaj jeszcze lepiej wypada facet nazwiskiem Livesey. Gra główną rolę w (ponoć równie dobrym) The Life and Death of Colonel Blimp od tego samego duetu reżyserskiego (Łucznicy Powell i Pressburger nakręcili też świetnie Trzewiki) i to będzie pewnie moja następna podróż do lat 40.

Szlachectwo zobowiązuje to zupełnie inna bestia. „Niewygodna" moralnie czarna komedia rozdzierająca szponami krytyki gustowny obraz brytyjskiej arystokracji*, niewpadająca wszakże w pułapkę nieuczciwego sądzenia; bohater mszczący rodzinne krzywdy jest tutaj znacznie gorszym indywiduum od swoich krewnych. Bez mrugnięcia okiem, z zimnokrwistą konswekwencją realizuje plan eksterminacji, likwidując kolejnych członków książęcego rodu (co ciekawe wszystkich gra kapitalny Obi Wan-Kenobi/Alec Guinness). Cholernie to wszystko „nieprawomyślne" (zwłaszcza biorąc pod uwagę rok produkcji), mroczne i cyniczne. Humor serwuje się tu na chłodno, z kamienną twarzą i monotonnym głosem narratora-terminatora, co idealnie pasuje do tonu odpowieści; niektóre komentarze czy przemyślenia niszczą (chociażby „I was sorry about the girl, but found some relief in the reflection that she had presumably during the weekend already undergone a fate worse than death" albo „It is so difficult to make a neat job of killing people with whom one is not on friendly terms"). Rewelacyjne, zaskakujące kino. Park Chan-wook mógł się nieco inspirować w trakcie tworzenia No Other Choice.

* Wybaczcie (celową) grafomanię, bawię się w tego pulchnego fajansiarza z Filmwebu.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  ALARM! NADCHODZI KOLEJNY REMAKE! czyli wszystko o remake'ach Mierzwiak 1,244 243,057 14-04-2026, 18:15
Ostatni post: shamar
  Pętla czasowa czyli motyw dnia świstaka w filmach Craven 91 23,801 07-08-2025, 14:13
Ostatni post: shamar
  Prekognicja, czyli oceń film, który zaraz obejrzysz military 77 28,212 04-03-2017, 00:43
Ostatni post: Juby
  Dłuższa piłka, czyli coś dla kino maniaków od kino maniaków wika 3 4,447 02-12-2013, 19:10
Ostatni post: Bucho
  Prawdziwy film, czyli istota kina Bodzio 22 8,744 07-08-2011, 20:23
Ostatni post: MauZ
  Starocie filmowe, czyli trochę klasyki Eorath 44 17,361 20-12-2010, 19:03
Ostatni post: szopman
  Krótka piłka, czyli mini-recenzje military 6,447 721,964 11-04-2009, 16:35
Ostatni post: Negrin
  Parada banału, czyli wpływ formy filmu na odbiór fabuły;) Mental 167 31,186 26-03-2008, 09:55
Ostatni post: D'mooN
  [oddzielony] Krótka piłka, czyli mini-recenzje 0 326 Mniej niż 1 minutę temu
Ostatni post:



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości