Terminator: Salvation- niestety film jest średnio-słaby. Największym problemem jest to, że jest taki sam jak reszta kręconych dziś obrazów, czyli mamy wybuchy, mamy durne roboty, bohaterów też mamy, ale głęboko w dupie.
WADY SPOILERY:
- Scenariusz leży - przede wszystkim kretynizmy tj. Connor skaczący z samolotu do oceanu, Connor przebity kawałem żelastwa, ale nadal przytomny i całkiem nieźle kuśtykający, przeszczep serca na pustyni i zaraz potem odlot śmigłowcem. Poza tym dialogi są do dupy, sztywne, przez co postacie nieciekawe, papierowe, bez ikry. Nawet Marcus, który miał być najlepszym punktem obrazu nic nie prezentuje.
- Skynet tłumaczący Marcusowi, co i dlaczego zrobił. Co to jest? Durniejszego pomsyłu na wyjaśnienie "intrygi" nie było?
- Aktorstwo nijakie, ale czego wymagać od aktorów po takim fabularnym zakalcu.
ZALETY:
- dobre efekty (Arnold wygląda przekonująco)
- kilka fajnych ujęć (np. katastrofa śmigłowca na samym początku)
OCENA: 4/10
[ Dodano: Pią Cze 12, 2009 00:55 ]
Jeśli mogę dołączyć się do zjeżdżania T4.
Po pierwsze:
- John zatyka nos i skacze z samoltu do oceanu. To jest jakaś kpina. Normalnie parsknąłem śmiechem jak to zobaczyłem. Czy Ci ludzie nie mieli oczu i nie widzieli co kręcą?
- terminator przebija Johna (skutek - przynajmniej zmasakrowane płuco), ale Connor kuśtyka jakby nigdy nic.
- nie wiedziałem, że przeszczepy serca robi się na poczekaniu w warunkach polowych, a później można transportować rannego śmigłowcem.
- Skynet objaśniający Marcusowi swój niecny plan. Brakowało tylko, żeby na ekranie pojawił się łysy karzeł z Austina Powersa z monoklem w oku.
- Marcus wyrywa sobie z potylicy chip (chyba). Brakowało tylko "zrywam z tobą". W ogóle pomysł, że Marcus ma cokolwiek do gadania, że to on miałby zdecydować, żę przyłącza się do Skynetu, jest ultra-durny.
- Black-Hawk uciekający przed mega wybuchem w finałowej scenie. Nawet w T3 uwzględnaino coś takiego jak fala uderzeniowa (wybuchająca bateria na pustyni). W T4 groźny jest tylko płonący grzyb i fala uderzeniowa rozchodząca się po powierzchni ziemii.
- Jak już ktoś napisał, dialogi nie istniały. Były tylko jakieś pojedyncze linijki powklejane koło siebie.
- Gdzie są emocje, gdzie chociaż namiastka głębi postaci. Connor z T2 potrafil płakać, być wrednym dzieciakiem klących na swoich opiekunów, cwaniakiem, kumplem etc. Tutaj nie ma żadnych charakterów, bo nie ma gdzie tego pokazać, postacie nie wchodzą w jakąś głębszą interakcję.
- Sceny akcji są bez jajec. T-800 miota Connorem, ale na widzu nie robi to w ogóle wrażenia.
- i na koniec. Świetnie ukryto terminatorowego ptaka chmurką pary. Nie można było zrobić jazdy od pięt poprzez poślady i obrotu na mordkę? Zamiast tego mamy parę wodną skupiającą się wokół jajec T-800.
To co mi się podobało:
- scena kraksy helikoptera na samym początku filmu (kamera odwrócona do góry nogami etc)
- mordka Arnolda- ładnie wykonana
A co do tekstów wziętych z poprzednich części, to również uważam, że pasują do scen jak pięść do nosa. Arnold, który aktorem wybitnym nie jest, w T2 z dużą naturalnością wypowiada "I'll be back". Connor-Bale mówi to jakby miał się zaraz zesrać. Już wolałbym, żeby, po unieruchomieniu T-800, Connor doczołgał się do jakiegoś gnata i powiedział "Hasta la vista" - przynajmniej nie byłaby to powtórka po raz 4.
WADY SPOILERY:
- Scenariusz leży - przede wszystkim kretynizmy tj. Connor skaczący z samolotu do oceanu, Connor przebity kawałem żelastwa, ale nadal przytomny i całkiem nieźle kuśtykający, przeszczep serca na pustyni i zaraz potem odlot śmigłowcem. Poza tym dialogi są do dupy, sztywne, przez co postacie nieciekawe, papierowe, bez ikry. Nawet Marcus, który miał być najlepszym punktem obrazu nic nie prezentuje.
- Skynet tłumaczący Marcusowi, co i dlaczego zrobił. Co to jest? Durniejszego pomsyłu na wyjaśnienie "intrygi" nie było?
- Aktorstwo nijakie, ale czego wymagać od aktorów po takim fabularnym zakalcu.
ZALETY:
- dobre efekty (Arnold wygląda przekonująco)
- kilka fajnych ujęć (np. katastrofa śmigłowca na samym początku)
OCENA: 4/10
[ Dodano: Pią Cze 12, 2009 00:55 ]
Jeśli mogę dołączyć się do zjeżdżania T4.
Po pierwsze:
- John zatyka nos i skacze z samoltu do oceanu. To jest jakaś kpina. Normalnie parsknąłem śmiechem jak to zobaczyłem. Czy Ci ludzie nie mieli oczu i nie widzieli co kręcą?
- terminator przebija Johna (skutek - przynajmniej zmasakrowane płuco), ale Connor kuśtyka jakby nigdy nic.
- nie wiedziałem, że przeszczepy serca robi się na poczekaniu w warunkach polowych, a później można transportować rannego śmigłowcem.
- Skynet objaśniający Marcusowi swój niecny plan. Brakowało tylko, żeby na ekranie pojawił się łysy karzeł z Austina Powersa z monoklem w oku.
- Marcus wyrywa sobie z potylicy chip (chyba). Brakowało tylko "zrywam z tobą". W ogóle pomysł, że Marcus ma cokolwiek do gadania, że to on miałby zdecydować, żę przyłącza się do Skynetu, jest ultra-durny.
- Black-Hawk uciekający przed mega wybuchem w finałowej scenie. Nawet w T3 uwzględnaino coś takiego jak fala uderzeniowa (wybuchająca bateria na pustyni). W T4 groźny jest tylko płonący grzyb i fala uderzeniowa rozchodząca się po powierzchni ziemii.
- Jak już ktoś napisał, dialogi nie istniały. Były tylko jakieś pojedyncze linijki powklejane koło siebie.
- Gdzie są emocje, gdzie chociaż namiastka głębi postaci. Connor z T2 potrafil płakać, być wrednym dzieciakiem klących na swoich opiekunów, cwaniakiem, kumplem etc. Tutaj nie ma żadnych charakterów, bo nie ma gdzie tego pokazać, postacie nie wchodzą w jakąś głębszą interakcję.
- Sceny akcji są bez jajec. T-800 miota Connorem, ale na widzu nie robi to w ogóle wrażenia.
- i na koniec. Świetnie ukryto terminatorowego ptaka chmurką pary. Nie można było zrobić jazdy od pięt poprzez poślady i obrotu na mordkę? Zamiast tego mamy parę wodną skupiającą się wokół jajec T-800.
To co mi się podobało:
- scena kraksy helikoptera na samym początku filmu (kamera odwrócona do góry nogami etc)
- mordka Arnolda- ładnie wykonana
A co do tekstów wziętych z poprzednich części, to również uważam, że pasują do scen jak pięść do nosa. Arnold, który aktorem wybitnym nie jest, w T2 z dużą naturalnością wypowiada "I'll be back". Connor-Bale mówi to jakby miał się zaraz zesrać. Już wolałbym, żeby, po unieruchomieniu T-800, Connor doczołgał się do jakiegoś gnata i powiedział "Hasta la vista" - przynajmniej nie byłaby to powtórka po raz 4.
11-06-2009, 23:15






