To w sumie jeden z mniejszych hardkorów, ale chciałem dać próbkę, nie spoilerując jednocześnie. Z tolkienowskim patosem saga Martina nie ma nic wspólnego. Jak również z typowymi "questowymi" powieściami fantasy. Samej magii w tym cyklu jest tyle, co kot napłakał. trzy czwarte książek, gdyby nie fikcyjny kontynent i jego specyficzne uwarunkowania społeczno - kulturowe, można by uznać za powieść historyczną z akcją osadzoną w średniowieczu. Zresztą Martin mówi, że rozpisując główny konflikt, bazował na historii Wojny Dwóch Róż. Dodaj do tego jeszcze intrygi pokręcone niczym ruska sprężyna, świetnych bohaterów i od cholery twistów i cliffhangerów. dodatkowo sprawę komplikuje fakt, że tutaj każdy może zginąć w każdej chwili. I niekoniecznie będzie to bohaterska śmierć a'la Boromir.
Why are you firing wallnuts at me?
20-07-2009, 23:44





