Daphne du Maurier to ten klimat grozy budowała (MOIM ZDANIEM) dość nieudolnie (Makabreski - po prostu makabra!), a znana jest głównie z tego, że Hitchcock zekranizował jej Ptaki. Robert Bloch... ehm, podobnie.:) Choć tutaj książka wydała mi się lepsza niż film (mowa o Psychozie oczywiście), bo film wybitnie mnie nie poruszył (może jakby był w nim Bogart...:P ). Poe... Cóż, miał to "coś", ale za dużo ględził, jeśli mogę tak powiedzieć. Kojarzy mi się z płaczliwym typkiem. To już wolę Lovecrafta i jego tajemnicze bóśtwa.:D On - choć naprawdę dobrym pisarzem nigdy nie był - nie patyczkował się, tylko od razu zalewał czytelnika szaleńcami, maniakami, opętanymi, potworami, bóstwami... Klimat to to miało, ale na takiej zasadzie jak Władca Pierścieni - po prostu trzeba mieć nastrój na wkręcenie się w wymyślony świat.
14-07-2006, 23:03






