Ok, wczoraj obejrzałem ponownie HEAT po kilkuletniej przerwie. Mało co pamiętałem z poprzedniego seansu, więc mogę szczerze napisać, że podszedłem do tego z czystą kartką i wyciszonym umysłem, aby jeden plus nie przysłonił minusa (i odwrotnie
)
Na wielki plus:
- absolutnie debeściacki background historii. To jest prawie jak wciągająca książka, z mnóstwem opisów, szczegółów. Wszyscy bohaterowie są odpowiednio zbudowani, mają swoje motywy, a całość jest napchana rożnej maści detalami z życia prywatnego. Dzisiaj pewnie ktoś zrobiły z tego trylogię. Mann nakręcił długi, dopracowany film sensacyjny. Taki jaki lubię. No i w końcu to jest Los Angeles!
- sceny z użyciem broni palnej. Tak fenomenalnie oddanego dźwięku wystrzału z M16A1 czy HK91 nie ma nigdzie, w żadnym filmie. No po prostu miód Mann leje na moje serce w scenach gdy Studi napier..la serią w chowającego się za wozem Neila, czy gdy Kilmer usadowiony na dachu kontroluje przekazanie przesyłki. Miazga.
- postać Waingro. Nie wiem czemu, ale jego wejście w film jest tak naturalne, że nie musimy nic o nim usłyszeć, aby wiedzieć kim jest i jaki jest. Facet po prostu jest i wchodzi do zespołu Neila. I nie trzeba tego tłumaczyć słowami przy użyciu łopaty.
- wiele miodnych scen i ujęć - wizytka Vincenta na disco, motherfucking TELEVISION!, gadka z Marciano, że o napadach nie wspomnę. Ale oprócz tego klasyczne dla Manna sceny nocne. Podoba mi się zwłaszcza jedna - mamy sobie panoramę na miasto i wieżowce, obraz wydaje się nieostry. Nagle kamera kieruję się na drogę, obraz staje się wyraźniejszy i widzimy jadącą furgonetkę z Kilmerem i de Niro.
Na plus:
- maski w napadzie na furgon na początku.
- całkiem wiarygodna kwestia opchnięcia obligacji i innych papierów wartościowych. Kontakty ze światkiem brudnych pieniędzy, kombinator Van Zant, spokojny Nate (rewelacyjny Voight!).. Ja lubię takie rzeczy, które dodają realizmu działaniom przestępców.
- gra aktorska. Bez zarzutu. Pacino i de Niro w top formie, dużo świetnych aktorów w drugoplanowych rolach. Takiej obstawy Mannowi chyba zazdroszczą wszyscy do dzisiaj. Moja ulubiona postać - Chris. Kilmer jest świetny z kucykiem i gnatem w ręku
A do tego dobrze rozgrywa partię badassa - hazardzisty. Przegrany człowiek.
Na +/-:
- życie prywatne Neila. Ja wiem, że tak miało być, ale kurczę... ja bym to rozegrał trochę mniej słodko. A już gdy laska jest odwrócona do de Niro plecami i udaje focha to już prawdziwa telenowela. Dla odmiany wątek Hanny i jego problemów z trzecią żoną poprowadzony jest koncertowo.
- niesamowite zbiegi okoliczności o których wspomniał wcześniej military. Pacino siedzi z palcem w tyłku bo nie wie jak ruszyć śledztwo. Gadka szmatka z czarnym informatorem, jedno słowo klucz i czary mary mamy trop na Sizemore'a, który siedział z tym ziomkiem w jednej celi! Strasznie to naciągane i irytujące. To samo z Haysbertem, który zatrudnia się akurat w tym samym barze, w którym stołuje się ekipa Neila. LA to nie wiocha!
- mimo, że film wydaje się kompletny to wywaliłbym (albo skrócił) scenę przed finałem - ratowanie wykrwawiającej się Portmanówny. Mental zwraca uwagę na styl wyjścia Hanny ze szpitala. A ja pytam, czy to było tak potrzebne? Przecież to koniec filmu, śledztwo wciąż trwa, Hanna wciąż chce dorwać uciekającego z LA McCauleya. Tu nie trzeba żadnej motywacji, ani podkreślania jak to Pacino chce zakończyć sprawę. Na pewno te 10 minut wyszłoby filmowi na jeszcze lepiej.
minusów znaczących brak.
Podsumowując, HEAT to znakomity film. Wciągnął mnie jak cholera, lubię tak rozbudowane historie. Czy jest to najlepszy film wszechświata? Dla mnie nie (i proszę o wyrozumiałość). Nowotworów to nie leczy
Ale wiem, że wrócę do Heat niejeden raz, aby odświeżyć sobie ten świetny klimat LA, słusznie okreslany jako "Crime Saga". O tak 
9,5/10
)Na wielki plus:
- absolutnie debeściacki background historii. To jest prawie jak wciągająca książka, z mnóstwem opisów, szczegółów. Wszyscy bohaterowie są odpowiednio zbudowani, mają swoje motywy, a całość jest napchana rożnej maści detalami z życia prywatnego. Dzisiaj pewnie ktoś zrobiły z tego trylogię. Mann nakręcił długi, dopracowany film sensacyjny. Taki jaki lubię. No i w końcu to jest Los Angeles!
- sceny z użyciem broni palnej. Tak fenomenalnie oddanego dźwięku wystrzału z M16A1 czy HK91 nie ma nigdzie, w żadnym filmie. No po prostu miód Mann leje na moje serce w scenach gdy Studi napier..la serią w chowającego się za wozem Neila, czy gdy Kilmer usadowiony na dachu kontroluje przekazanie przesyłki. Miazga.
- postać Waingro. Nie wiem czemu, ale jego wejście w film jest tak naturalne, że nie musimy nic o nim usłyszeć, aby wiedzieć kim jest i jaki jest. Facet po prostu jest i wchodzi do zespołu Neila. I nie trzeba tego tłumaczyć słowami przy użyciu łopaty.
- wiele miodnych scen i ujęć - wizytka Vincenta na disco, motherfucking TELEVISION!, gadka z Marciano, że o napadach nie wspomnę. Ale oprócz tego klasyczne dla Manna sceny nocne. Podoba mi się zwłaszcza jedna - mamy sobie panoramę na miasto i wieżowce, obraz wydaje się nieostry. Nagle kamera kieruję się na drogę, obraz staje się wyraźniejszy i widzimy jadącą furgonetkę z Kilmerem i de Niro.
Na plus:
- maski w napadzie na furgon na początku.
- całkiem wiarygodna kwestia opchnięcia obligacji i innych papierów wartościowych. Kontakty ze światkiem brudnych pieniędzy, kombinator Van Zant, spokojny Nate (rewelacyjny Voight!).. Ja lubię takie rzeczy, które dodają realizmu działaniom przestępców.
- gra aktorska. Bez zarzutu. Pacino i de Niro w top formie, dużo świetnych aktorów w drugoplanowych rolach. Takiej obstawy Mannowi chyba zazdroszczą wszyscy do dzisiaj. Moja ulubiona postać - Chris. Kilmer jest świetny z kucykiem i gnatem w ręku
A do tego dobrze rozgrywa partię badassa - hazardzisty. Przegrany człowiek.Na +/-:
- życie prywatne Neila. Ja wiem, że tak miało być, ale kurczę... ja bym to rozegrał trochę mniej słodko. A już gdy laska jest odwrócona do de Niro plecami i udaje focha to już prawdziwa telenowela. Dla odmiany wątek Hanny i jego problemów z trzecią żoną poprowadzony jest koncertowo.
- niesamowite zbiegi okoliczności o których wspomniał wcześniej military. Pacino siedzi z palcem w tyłku bo nie wie jak ruszyć śledztwo. Gadka szmatka z czarnym informatorem, jedno słowo klucz i czary mary mamy trop na Sizemore'a, który siedział z tym ziomkiem w jednej celi! Strasznie to naciągane i irytujące. To samo z Haysbertem, który zatrudnia się akurat w tym samym barze, w którym stołuje się ekipa Neila. LA to nie wiocha!
- mimo, że film wydaje się kompletny to wywaliłbym (albo skrócił) scenę przed finałem - ratowanie wykrwawiającej się Portmanówny. Mental zwraca uwagę na styl wyjścia Hanny ze szpitala. A ja pytam, czy to było tak potrzebne? Przecież to koniec filmu, śledztwo wciąż trwa, Hanna wciąż chce dorwać uciekającego z LA McCauleya. Tu nie trzeba żadnej motywacji, ani podkreślania jak to Pacino chce zakończyć sprawę. Na pewno te 10 minut wyszłoby filmowi na jeszcze lepiej.
minusów znaczących brak.
Podsumowując, HEAT to znakomity film. Wciągnął mnie jak cholera, lubię tak rozbudowane historie. Czy jest to najlepszy film wszechświata? Dla mnie nie (i proszę o wyrozumiałość). Nowotworów to nie leczy
Ale wiem, że wrócę do Heat niejeden raz, aby odświeżyć sobie ten świetny klimat LA, słusznie okreslany jako "Crime Saga". O tak 
9,5/10
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.
09-11-2009, 12:04





