co jest u Manna mega szczere i piękne zarazem, to to, że nigdy nie traci on z oczu prawdy, takiej mianowicie, że nie ma nic gorszego od wychwalania bezpieczeństwa kosztem wolności (a współcześnie niestety taka moda intelektualna i nieintelektualna panuje - wystarczy spojrzeć, ile firm ubezpieczeniowych wykwitło w przeciągu ostatnich kilku lat). chodzi o to, że Mann trochę jakby wyminął się z epoką, bo dzisiaj jego fabuły wydają się momentami po prostu zbyt romantyczne, a obsesyjne dążenie do wolności jawi się w nich jako etyka wyabstrahowana z rzeczywistości - absolutna i nieuznająca kompromisów. PE w drugiej połówce filmu serwuje dużo kluczowych, typowo "Mannowskich" rozkmin ideowych, ale sceną najlepiej ukazującą, o co biega, jest ta, w której, dillinger wpada do pokoju na piętrze i widzi bukmacherów trzepiących kapuchę na zakładach. podchodzi do niego dawny kumpel (teraz wróg) D'Andrea, zarządzający całym biznesem z ramienia mafii, i mówi:
Jesteś zagrożeniem dla interesu. Więc syndykat wydał nową polisę, dotyczącą ciebie, Karpisa, Nelsona, Campbella. Nie pierzemy już waszej forsy i nie wpłacamy kaucji. Nie macie wstępu do naszych burdeli. Żadnej broni, lekarzy, kryjówek, niczego... rozumiesz?
a dillinger milczy. zero gadki. patrzy kolesiowi głęboko w oczy i bez słowa wycofuje się z pokoju. wie, że już nie ma odwrotu. obecnie na świecie jest może w porywach dwóch reżyserów (kiedyś było ich więcej, ale już nie żyją - jeden zapił się na śmierć), którzy nakręciliby te scene dokladnie tak samo.
tak sobie dumałem wczoraj o tych sprawach, czytając biografie Benjamina Franklina, i doszedłem do w sumie mało odkrywczego wniosku, że filmy Manna bardziej nadawałyby się do pokazywania masom na przełomie lat 60/70, kiedy to na cześć wolności powstawały peany w klimatach Vanishing point niż do współczesności, kiedy to powolny proces tłumienia w ludziach wolnościowych odruchów dziwi może garstkę osób. z tego tez powodu słowa Franklina, że ci, którzy oddają podstawową wolność za cenę tymczasowego bezpieczeństwa, nie zasługują ani na wolność, ani na bezpieczeństwo uczyniłbym mottem wielu Mannowskich filmów. i w ogóle mega pokrętną formą nobilitowania wolności jest to, że najgorliwiej wyznają tę etykę złodzieje i płatni zabójcy - to oni w pierwszej kolejności gotowi są poświęcić dla niej życie. dla abstrakcyjnej zasady. bo wolność można mieć tylko za pewną cenę - i jak śpiewał Otis Taylor - Wish I could go down to a department store buy myself some freedom nie sprawdza się w realnym życiu.
genialny reżyser. możecie mi skoczyć na dyda, jeśli uważacie inaczej
Jesteś zagrożeniem dla interesu. Więc syndykat wydał nową polisę, dotyczącą ciebie, Karpisa, Nelsona, Campbella. Nie pierzemy już waszej forsy i nie wpłacamy kaucji. Nie macie wstępu do naszych burdeli. Żadnej broni, lekarzy, kryjówek, niczego... rozumiesz?
a dillinger milczy. zero gadki. patrzy kolesiowi głęboko w oczy i bez słowa wycofuje się z pokoju. wie, że już nie ma odwrotu. obecnie na świecie jest może w porywach dwóch reżyserów (kiedyś było ich więcej, ale już nie żyją - jeden zapił się na śmierć), którzy nakręciliby te scene dokladnie tak samo.
tak sobie dumałem wczoraj o tych sprawach, czytając biografie Benjamina Franklina, i doszedłem do w sumie mało odkrywczego wniosku, że filmy Manna bardziej nadawałyby się do pokazywania masom na przełomie lat 60/70, kiedy to na cześć wolności powstawały peany w klimatach Vanishing point niż do współczesności, kiedy to powolny proces tłumienia w ludziach wolnościowych odruchów dziwi może garstkę osób. z tego tez powodu słowa Franklina, że ci, którzy oddają podstawową wolność za cenę tymczasowego bezpieczeństwa, nie zasługują ani na wolność, ani na bezpieczeństwo uczyniłbym mottem wielu Mannowskich filmów. i w ogóle mega pokrętną formą nobilitowania wolności jest to, że najgorliwiej wyznają tę etykę złodzieje i płatni zabójcy - to oni w pierwszej kolejności gotowi są poświęcić dla niej życie. dla abstrakcyjnej zasady. bo wolność można mieć tylko za pewną cenę - i jak śpiewał Otis Taylor - Wish I could go down to a department store buy myself some freedom nie sprawdza się w realnym życiu.
genialny reżyser. możecie mi skoczyć na dyda, jeśli uważacie inaczej
23-11-2009, 15:04






