Rashomon (1950), reż. Akira Kurosawa
W latach 40. Kurosawa nakręcił dwa znakomite dramaty Pijany anioł i Zbłąkany pies. Jednak za pierwsze arcydzieło reżysera uznawany jest Rashomon, co jest dla mnie dziwne, gdyż moim zdaniem jest to filmie znacznie słabszy. Bardzo dobre jest w nim aktorstwo oraz sam pomysł na pokazanie ludzkiej natury. Człowiek kłamie, by obronić swój honor, pokazać się z jak najlepszej strony, a ludzie kupują te kłamstwa, bo "nieważne czy historia jest prawdziwa - ważne, by była ciekawa".
W miejscu o nazwie Rashomon trzech mężczyzn myśli o pewnej tajemniczej zbrodni, zastanawiając się, kto jest mordercą. Cztery osoby opowiadają swoją wersję wydarzeń: bandyta, żona ofiary, świadek zdarzenia i ... ofiara morderstwa. Każda wersja jest inna, więc na pewno ktoś kłamie, może nawet wszyscy.
Jednak sposób realizacji niektórych scen mi się nie podobał. Bohaterowie wybuchają głośnym śmiechem, choć sytuacja wcale nie jest zabawna, kobieta ciągle płacze, a szczytem głupoty jest scena, w której kobieta wariuje, bo jej mąż się na nią dziwnie patrzy. Kiepsko wykonana jest scena walki na miecze, w której bohaterowie pokazują, że nie tylko nie umieją walczyć, ale też nie umieją chodzić (przewracają się i walczą na leżąco). Dotyczy to drugiej sceny walki, bo ta pierwsza jest całkiem dobra. Znacznie lepsze filmy samurajskie Kurosawa robił później (Siedmiu samurajów, Tron we krwi, Straż przyboczna). Rashomona widziałem dwa razy i za każdym razem nie potrafię się do niego przekonać.
W latach 40. Kurosawa nakręcił dwa znakomite dramaty Pijany anioł i Zbłąkany pies. Jednak za pierwsze arcydzieło reżysera uznawany jest Rashomon, co jest dla mnie dziwne, gdyż moim zdaniem jest to filmie znacznie słabszy. Bardzo dobre jest w nim aktorstwo oraz sam pomysł na pokazanie ludzkiej natury. Człowiek kłamie, by obronić swój honor, pokazać się z jak najlepszej strony, a ludzie kupują te kłamstwa, bo "nieważne czy historia jest prawdziwa - ważne, by była ciekawa".
W miejscu o nazwie Rashomon trzech mężczyzn myśli o pewnej tajemniczej zbrodni, zastanawiając się, kto jest mordercą. Cztery osoby opowiadają swoją wersję wydarzeń: bandyta, żona ofiary, świadek zdarzenia i ... ofiara morderstwa. Każda wersja jest inna, więc na pewno ktoś kłamie, może nawet wszyscy.
Jednak sposób realizacji niektórych scen mi się nie podobał. Bohaterowie wybuchają głośnym śmiechem, choć sytuacja wcale nie jest zabawna, kobieta ciągle płacze, a szczytem głupoty jest scena, w której kobieta wariuje, bo jej mąż się na nią dziwnie patrzy. Kiepsko wykonana jest scena walki na miecze, w której bohaterowie pokazują, że nie tylko nie umieją walczyć, ale też nie umieją chodzić (przewracają się i walczą na leżąco). Dotyczy to drugiej sceny walki, bo ta pierwsza jest całkiem dobra. Znacznie lepsze filmy samurajskie Kurosawa robił później (Siedmiu samurajów, Tron we krwi, Straż przyboczna). Rashomona widziałem dwa razy i za każdym razem nie potrafię się do niego przekonać.
02-04-2010, 08:58





