"Morze Srebrzystego Światła" Tada Williamsa, a tym samym cała tetralogia "Inny Świat" za mną... Mimo, ze dopiero co zamknąłem książkę a już ogarnęła mnie niemalże tęsknota za bohaterami i w ogóle za znakomicie "skompilowanym" uniwersum Innego Świata. Cóż, przez te około 4000 można się było mocno zżyć. O tym, jak to autor w sposób wręcz perfekcyjny, zapożyczając się w szeroko rozumianym dorobku literatury fantastycznej, stworzył coś zupełnie wyjątkowego i w przewrotny sposób niepowtarzalnego, wspominałem już wielokrotnie. Finezja z jaką tego dokonał sprawia, że gotów byłem uwierzyć w najbardziej nawet nieprawdopodobne wyjaśnienia i rozwiązania zagadek, które pojawiają się w tomie wieńczącym dzieło. Mało tego - świat jest tak pociągający, że chciałoby się, za bohaterami, podążyć i podróżować pomiędzy jego poszczególnymi, w większości znanymi, a jednak nowymi wariantami. Z rzadka zdarzają się książki, które w taki sposób angażują czytelnika, ale nie tylko wizją - również, że tak to ujmę, jakością "przygody".
W swoim życiu czytałem takich lektur niewiele i na palcach jednej ręki mógłbym policzyć, ile ich było. "Władca Pierścieni", "Pieśń Lodu i Ognia", książki Bakkera i Miéville, czy cykl "Mroczna Wieża" Kinga, z którą "Inny Świat" łącza pewne podobieństwa, aczkolwiek ze wskazaniem na przewagę tetralogii Williamsa, którego nawiązania do fantastyki są bardziej czytelne i nie tak hermetyczne, jak te ograniczone - w zasadzie - do uniwersum kingowego powieści.
Finał, czyli "Morze Srebrzystego Światłą" jest spektakularny. Tylko takie słowo przychodzi mi do głowy. Nie ma w tym tomie ani chwili na zbędne "mielizny": początek końca zaczyna się już w połowie, kiedy to splatają sie ścieżki większości bohaterów, a rozwiązania fabularne i niektóre twisty przyprawiają o ciarki. Zakończeń większości wątków bym się w ogóle w życiu nie spodziewał. Cóż, kropelką dziegciu jest lekkie wyeksponowanie wątków paranormalnych, ale nie jest aż tak nachalne, żeby wpłynęło szczególnie negatywnie na całość.
A w samym finale nie obyło się bez wzruszeń.. Cóż, może ja taki miękki jestem, albo co, ale przyznam, że i łezkę zdarzyło mi się uronić. To przeważa o sile dobrej literatury - że wywołuje emocje, że martwimy się losami bohaterów, że marzy się o życiu w świecie opisanym, ech... Znakomite nawiązanie do "Władcy Pierścieni" na końcu książki nie jest tu wcale przypadkowe - dla mnie Tad Williams to nazwisko, które pozostanie w mojej pamięci obok Tolkiena i innych mistrzów fantastyki.
A podsumowaniem niech będzie motto, które autor umieścił na wstępie ostatniej części "Morza Srebrzystego Światła":
"Oto baśń oparta na cudach elektryczności i napisana dla dzieci tego pokolenia.
Lecz kiedy moi czytelnicy dorosną, dla ich dzieci moja opowieść może wcale już nie będzie tylko baśnią.
Może jeden, może dwa. a może i więcej wynalazków Demona będzie już w powszechnym użyciu. Kto wie?"
L. Frank Baum, The Master Key
POLECAM!!!
W swoim życiu czytałem takich lektur niewiele i na palcach jednej ręki mógłbym policzyć, ile ich było. "Władca Pierścieni", "Pieśń Lodu i Ognia", książki Bakkera i Miéville, czy cykl "Mroczna Wieża" Kinga, z którą "Inny Świat" łącza pewne podobieństwa, aczkolwiek ze wskazaniem na przewagę tetralogii Williamsa, którego nawiązania do fantastyki są bardziej czytelne i nie tak hermetyczne, jak te ograniczone - w zasadzie - do uniwersum kingowego powieści.
Finał, czyli "Morze Srebrzystego Światłą" jest spektakularny. Tylko takie słowo przychodzi mi do głowy. Nie ma w tym tomie ani chwili na zbędne "mielizny": początek końca zaczyna się już w połowie, kiedy to splatają sie ścieżki większości bohaterów, a rozwiązania fabularne i niektóre twisty przyprawiają o ciarki. Zakończeń większości wątków bym się w ogóle w życiu nie spodziewał. Cóż, kropelką dziegciu jest lekkie wyeksponowanie wątków paranormalnych, ale nie jest aż tak nachalne, żeby wpłynęło szczególnie negatywnie na całość.
A w samym finale nie obyło się bez wzruszeń.. Cóż, może ja taki miękki jestem, albo co, ale przyznam, że i łezkę zdarzyło mi się uronić. To przeważa o sile dobrej literatury - że wywołuje emocje, że martwimy się losami bohaterów, że marzy się o życiu w świecie opisanym, ech... Znakomite nawiązanie do "Władcy Pierścieni" na końcu książki nie jest tu wcale przypadkowe - dla mnie Tad Williams to nazwisko, które pozostanie w mojej pamięci obok Tolkiena i innych mistrzów fantastyki.
A podsumowaniem niech będzie motto, które autor umieścił na wstępie ostatniej części "Morza Srebrzystego Światła":
"Oto baśń oparta na cudach elektryczności i napisana dla dzieci tego pokolenia.
Lecz kiedy moi czytelnicy dorosną, dla ich dzieci moja opowieść może wcale już nie będzie tylko baśnią.
Może jeden, może dwa. a może i więcej wynalazków Demona będzie już w powszechnym użyciu. Kto wie?"
L. Frank Baum, The Master Key
POLECAM!!!
https://the-twilight-area.com/ - strona poświęcona serialowi "The Twilight Zone"
http://www.strefamrokupodcast.pl/ - podcast o "Strefie Mroku"
https://readersinitiative.podbean.com/ - podcast o literaturze wszech treści
http://www.strefamrokupodcast.pl/ - podcast o "Strefie Mroku"
https://readersinitiative.podbean.com/ - podcast o literaturze wszech treści
21-08-2010, 21:37





