Filmy z serii Resident Evil jakie są, każdy wie. W najlepszym przypadku tylko poprawne (i to chyba tylko odnosi się do pierwszej części), w najgorszym...aż szkoda pisać, ale wystarczy obejrzeć pierwsze 30 minut Apocalypse, aby sprawdzić co jest nie teges. To mogły być rewelacyjne w swojej kategorii akcyjniaki, niestety kolejni reżyserzy do spółki z Andersonem odchodzili od kanonu i częstowali widzów własną wizją wypełnioną momentami wiadrami kiczu. Apocalypse to porażka na całego, ciężko w nim doszukać się jasnych momentów. Wykonanie Nemesisa jest ok, ale to chyba wszystko. Bije od tego serialowością na kilometr. A budżet miał przecież niemały.
Extinction nadrabia braki westernowym, apokaliptycznym klimatem, ale znowu mamy do czynienia z filmem pustym jak koryto świni w Ugandzie. Fajne kadry i dobra muzyka to nie wszystko, skoro scenariusz był pisany przez 10-latka. Masa głupot i pomysł podrasowania Alice to główne problemy, ciągnące się już od sequela.
Afterlife to pierwszy, growy film w 3D. Czy lepszy od poprzednich dwóch? Moim zdaniem tak. Anderson skupił się na lajtowej, wizualnie wypolerowanej do ostatniego piksela rzeźni w slow-motion. Nie ma co pisać o głębokiej fabule, rozbudowanych charakterach - Afterlife to produkcja na jeden raz, na jedno popołudnie. Przyjść, zobaczyć, zapomnieć. Wciąż wkurzają pewne durnoty fabuły, ale jak wspomniałem, rewelacyjne sceny akcji w 3D nadrabiają pewne braki. Szkoda tylko, że całość przyozdobiono durnym cliffhangerem. Plusem filmu jest delikatnie zarysowany klimacik z Left 4 Dead.
Po kolei:
RE 1 - 6/10
RE 2 - 0/10
RE 3 - 3,5/10
RE 4 - 5/10
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.
10-09-2010, 18:37





