Bo Polański ma gdzieś czy ktoś jest zaangażowany emocjonalnie w jego film czy nie :D On po prostu pokazuje. W Chinatown chodzi o rozkminianie intrygi, tu ci umysł pracuje, a nie serce. Ja sam jakiekolwiek emocje poczułem właściwie dopiero w ostatniej scenie.
I tak, film zyskuje przy drugim seansie, który się przydaje do zrozumienia fabuły i całej intrygi. Bo po pierwszym razie wiedziałem tylko, że obejrzałem coś zajebistego, ale za cholerę nie wiedziałem o co w tym chodziło :D
I tak, film zyskuje przy drugim seansie, który się przydaje do zrozumienia fabuły i całej intrygi. Bo po pierwszym razie wiedziałem tylko, że obejrzałem coś zajebistego, ale za cholerę nie wiedziałem o co w tym chodziło :D
17-09-2010, 02:32





