Stephen King - Langoliery
Pamiętałem tę historyjkę z całkiem przyzwoitego filmu telewizyjnego, który sto lat temu puszczali na RTL7. W formie książkowej wypada gorzej, ale wiecie, czego to wina? Jednego z NAJGORSZYCH tłumaczeń w historii literatury. NIE WIERZĘ, że osoba za nie odpowiedzialna posiada jakiekolwiek wykształcenie w kierunku tworzenia przekładów tekstu.
Potwory nie pędzą/napierają w czyimś kierunku. One "popychają" w czyimś kierunku. Czyżby od "to push"?
Jeden z bohaterów nie jest zwalniany z pracy. On jest "puszczany". Czyżby od "to let sb go"?
Ludzie nie uciekają z jakiegoś miejsca, oni "wysuwają" z jakiegoś miejsca. Od jakiego to wyrażenia? Nie mam pojęcia.
Anglik używający typowych angielskich słów i zwrotów - "mate", "I say" itp. - w polskiej wersji rzuca co drugie zdanie jakimś anachronicznym, stylizowanym na średniowieczne wyrażeniem. Komedia.
Ale co mnie po prostu rozpieprzyło na ściany - w oryginale szło mniej więcej tak:
"He listened to his heartbeat: top-tomp, top-tomp".
W przekładzie:
"Słuchał uderzeń swojego serca: SZCZYT-TOMP, SZCZYT-TOMP"
Jakim pozbawionym mózgu nieudacznikiem trzeba być, żeby tak położyć przekład? Przecież wystarczy ODROBINA myślenia by zauważyć, ze chyba jednak nie chodziło o "szczyt" w tej onomatopei. Autor tłumaczenia - niejaki Paweł Korombel - ma u mnie tytuł absolutnego króla żenady, mistrza fuszery i jednocześnie osoby z największymi plecami w brażny - bo inaczej nie da się wytłumaczyć faktu, że przy takich brakach w edukacji dostał do przetłumaczenia książkę liczącą OSIEMSET STRON! (Langoliery to jedna z mini-powieści w niej zawartych.)
Nie potrafię ocenić Langolier po przeczytaniu ich w takiej formie. Napiszę więc tylko, że to jedno z ciekawszych spojrzeń na podróże w czasie.
Pamiętałem tę historyjkę z całkiem przyzwoitego filmu telewizyjnego, który sto lat temu puszczali na RTL7. W formie książkowej wypada gorzej, ale wiecie, czego to wina? Jednego z NAJGORSZYCH tłumaczeń w historii literatury. NIE WIERZĘ, że osoba za nie odpowiedzialna posiada jakiekolwiek wykształcenie w kierunku tworzenia przekładów tekstu.
Potwory nie pędzą/napierają w czyimś kierunku. One "popychają" w czyimś kierunku. Czyżby od "to push"?
Jeden z bohaterów nie jest zwalniany z pracy. On jest "puszczany". Czyżby od "to let sb go"?
Ludzie nie uciekają z jakiegoś miejsca, oni "wysuwają" z jakiegoś miejsca. Od jakiego to wyrażenia? Nie mam pojęcia.
Anglik używający typowych angielskich słów i zwrotów - "mate", "I say" itp. - w polskiej wersji rzuca co drugie zdanie jakimś anachronicznym, stylizowanym na średniowieczne wyrażeniem. Komedia.
Ale co mnie po prostu rozpieprzyło na ściany - w oryginale szło mniej więcej tak:
"He listened to his heartbeat: top-tomp, top-tomp".
W przekładzie:
"Słuchał uderzeń swojego serca: SZCZYT-TOMP, SZCZYT-TOMP"
Jakim pozbawionym mózgu nieudacznikiem trzeba być, żeby tak położyć przekład? Przecież wystarczy ODROBINA myślenia by zauważyć, ze chyba jednak nie chodziło o "szczyt" w tej onomatopei. Autor tłumaczenia - niejaki Paweł Korombel - ma u mnie tytuł absolutnego króla żenady, mistrza fuszery i jednocześnie osoby z największymi plecami w brażny - bo inaczej nie da się wytłumaczyć faktu, że przy takich brakach w edukacji dostał do przetłumaczenia książkę liczącą OSIEMSET STRON! (Langoliery to jedna z mini-powieści w niej zawartych.)
Nie potrafię ocenić Langolier po przeczytaniu ich w takiej formie. Napiszę więc tylko, że to jedno z ciekawszych spojrzeń na podróże w czasie.
21-11-2010, 22:49






