Gibson jest debeściak.
mnie z kolei zaciekawił ten fragment: skoro działania człowieka zasiadającego w Białym Domu mają niebagatelny wpływ na losy całej planety, to może â jak sugerują niektórzy â do urn wyborczych należałoby dopuścić mieszkańców całej planety?
Darek Arest nie zdaje sobie sprawy, o co prosi, nawet jeśli rzucił tylko "niegroźnym" żartem. nie takie żarty bierze się dzisiaj na serio.
wyobraźmy sobie rząd światowy wybrany demokratycznie w równych i przeprowadzonych na globalną skalę wyborach. jaki byłby wynik głosowania? najprawdopodobniej zostałby wybrany rząd koalicji chińsko-indyjskiej (łączna populacja Chin i Indii wynosi w sumie coś około 2.2 miliarda - dla porównania liczba mieszkańców Europy Zachodniej i Ameryki Północnej to raptem 700 milionów). a jakie kroki zostałyby podjęte przez ten rząd w celu zapewnienia sobie reelekcji? z duża dozą pewności mogę stwierdzić, że taki rząd - już na pierwszym posiedzeniu - uznałby, że "Zachód" dysponuje zdecydowanie za dużym majątkiem, zaś reszta świata, w szczególności Chiny i Indie, zdecydowanie za małym i że w związku z tym konieczna będzie jakaś redystrybucja. albo wyobraźmy sobie na przykład, że w III RP prawo do głosowania zostałoby przyznane siedmiolatkom. chociaż rząd pewnie nie składałby się z dzieci, to jednak jego polityka niemal na pewno wychodziłaby na przeciw "uzasadnionym potrzebom" maluchów, obejmującym "odpowiedni" i "równy" dostęp do frytek, lemoniady i gier wideo.
tak więc Darek Arest nie wie, o co prosi (albo co sugeruje, powołując się na "niektórych"). rozpatrywanie jakiegoś kretyństwa ufundowanego na jeszcze większym kretyństwie owocuje nieuchronnie następnym kretyństwem :)
mnie z kolei zaciekawił ten fragment: skoro działania człowieka zasiadającego w Białym Domu mają niebagatelny wpływ na losy całej planety, to może â jak sugerują niektórzy â do urn wyborczych należałoby dopuścić mieszkańców całej planety?
Darek Arest nie zdaje sobie sprawy, o co prosi, nawet jeśli rzucił tylko "niegroźnym" żartem. nie takie żarty bierze się dzisiaj na serio.
wyobraźmy sobie rząd światowy wybrany demokratycznie w równych i przeprowadzonych na globalną skalę wyborach. jaki byłby wynik głosowania? najprawdopodobniej zostałby wybrany rząd koalicji chińsko-indyjskiej (łączna populacja Chin i Indii wynosi w sumie coś około 2.2 miliarda - dla porównania liczba mieszkańców Europy Zachodniej i Ameryki Północnej to raptem 700 milionów). a jakie kroki zostałyby podjęte przez ten rząd w celu zapewnienia sobie reelekcji? z duża dozą pewności mogę stwierdzić, że taki rząd - już na pierwszym posiedzeniu - uznałby, że "Zachód" dysponuje zdecydowanie za dużym majątkiem, zaś reszta świata, w szczególności Chiny i Indie, zdecydowanie za małym i że w związku z tym konieczna będzie jakaś redystrybucja. albo wyobraźmy sobie na przykład, że w III RP prawo do głosowania zostałoby przyznane siedmiolatkom. chociaż rząd pewnie nie składałby się z dzieci, to jednak jego polityka niemal na pewno wychodziłaby na przeciw "uzasadnionym potrzebom" maluchów, obejmującym "odpowiedni" i "równy" dostęp do frytek, lemoniady i gier wideo.
tak więc Darek Arest nie wie, o co prosi (albo co sugeruje, powołując się na "niektórych"). rozpatrywanie jakiegoś kretyństwa ufundowanego na jeszcze większym kretyństwie owocuje nieuchronnie następnym kretyństwem :)
01-02-2011, 18:34






