Żadnej przesady nie ma w tych pochwałach dla Community. Serial zdecydowanie wychodzi poza pewien standard amerykańskiego serialu komediowego. To dekonstrukcja typowego standardu serialu komediowego, ale nie tylko.
Przez pierwszą część serii (no, tak do 20 odcinka) jest zwykłym serialem komediowym, tylko czasem wyróżniając się nietypowym humorem - głównie za sprawą Abeda. Do tego momentu oglądamy coś, co przypomina dawne komedie z Billem Murrayem (do którego trafnie przyrównuje Jeffa Abed właśnie), gdzie mamy wyluzowanego, inteligentnego kolesia w nietypowej dla niego sytuacji. Charakterystyczni, dobrze zagrani bohaterowie (z dość bucowatym, ale w swej dupkowatości nie dającym się nie lubić, Jeffem na czele) przekonują nas do siebie i przygotowują na więcej. Autorzy cały czas puszczają do nas oko w nienachalny sposób, żebyśmy wiedzieli, że nie tylko to mają nam do pokazania. I z odcinka na odcinek odkrywają karty.
Parodystyczne zapędy serialu pokazuje pierwszy halloweenowy odcinek z Abedem w roli Batmana, gdzie mamy świetną zgrywę z głosu superbohatera i patosu w filmach Nolana (podniosły monolog z offu na końcu: "Am I a bird? No, I'm a bat. I'm Batman. Or am I? Yes I am."). Następnie odcinek poświąteczny odcinek z Jackiem Blackiem pokazuje jak kiełkują nasionka w małej zabawie formatem i znów â schematem.
Wraz z 21 odcinkiem i magicznym odcinkiem 23 (jeden z najlepszych odcinków serialu komediowego jakie widziałem w życiu) dostajemy w twarz meta-żartami, parodiami i totalną zgrywą ze schematów â tym razem nie sitcomowych (a przynajmniej nie tylko), ale też filmowych. Tymi odcinkami Community pokazuje, że idealnie rozumie umiar w żonglerce nawiązaniami do Goodfellas, Die Hard czy filmów Johna Woo, zabawę w udawanie tych filmów oraz same postacie. Serial nigdy nie zapomina, że pod nieco karykaturalnymi bohaterami mamy osoby w nierzadko absurdalnych sytuacjach (drugi odcinek Halloweenowy i zombie).
Mocą Community jest to, że nie tylko wypełnia lukę po prawdziwych inteligentnych parodiach niegdyś goszczących w kinach i wyrywa się ramom typowego serialu komediowego, ale też na wierzchu jest po prostu świetną komedią, która będzie zabawna nawet bez erudycyjnego obycia z popkulturą czy "metakulturą". Choć pewnie niektórzy zdyskwalifikują serial po obejrzeniu paru pierwszych odcinków, stwierdzą, że nie wybija się to poza standardy typowego amerykańskiego serialu. W rezultacie popełnią błąd odkładając na bok wyjątkowy serial, który â pomimo paru niekiedy słabszych, a raczej wolniejszych, epizodów â czaruje mnie z każdym odcinkiem i odkrywa gigantyczny potencjał jaki w nim drzemie.
Szczerze polecam.
Na dokładkę dwa klipy DJa Steve'a Portera:
[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=gxdbuuVGdS0[/youtube]
oraz drugi, który lepiej oglądać raczej po obejrzeniu pierwszej serii:
[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=sHv9CGHMUc4[/youtube]
Cytat:Abed: Jeff, youâll have to play the part of my dad.
Jeff: I donât wanna be your father.
Abed: See? You already know your lines.
Przez pierwszą część serii (no, tak do 20 odcinka) jest zwykłym serialem komediowym, tylko czasem wyróżniając się nietypowym humorem - głównie za sprawą Abeda. Do tego momentu oglądamy coś, co przypomina dawne komedie z Billem Murrayem (do którego trafnie przyrównuje Jeffa Abed właśnie), gdzie mamy wyluzowanego, inteligentnego kolesia w nietypowej dla niego sytuacji. Charakterystyczni, dobrze zagrani bohaterowie (z dość bucowatym, ale w swej dupkowatości nie dającym się nie lubić, Jeffem na czele) przekonują nas do siebie i przygotowują na więcej. Autorzy cały czas puszczają do nas oko w nienachalny sposób, żebyśmy wiedzieli, że nie tylko to mają nam do pokazania. I z odcinka na odcinek odkrywają karty.
Cytat:Troy: My uncle was struck by lightning. You'd think it would give you superpowers, but now he just masturbates in movie theaters.
Parodystyczne zapędy serialu pokazuje pierwszy halloweenowy odcinek z Abedem w roli Batmana, gdzie mamy świetną zgrywę z głosu superbohatera i patosu w filmach Nolana (podniosły monolog z offu na końcu: "Am I a bird? No, I'm a bat. I'm Batman. Or am I? Yes I am."). Następnie odcinek poświąteczny odcinek z Jackiem Blackiem pokazuje jak kiełkują nasionka w małej zabawie formatem i znów â schematem.
Cytat:Troy: The only difference between Senor Chang and Stalin is that I know who Senor Chang is.
Wraz z 21 odcinkiem i magicznym odcinkiem 23 (jeden z najlepszych odcinków serialu komediowego jakie widziałem w życiu) dostajemy w twarz meta-żartami, parodiami i totalną zgrywą ze schematów â tym razem nie sitcomowych (a przynajmniej nie tylko), ale też filmowych. Tymi odcinkami Community pokazuje, że idealnie rozumie umiar w żonglerce nawiązaniami do Goodfellas, Die Hard czy filmów Johna Woo, zabawę w udawanie tych filmów oraz same postacie. Serial nigdy nie zapomina, że pod nieco karykaturalnymi bohaterami mamy osoby w nierzadko absurdalnych sytuacjach (drugi odcinek Halloweenowy i zombie).
Cytat:Chang: Are you ignoring me because I'm Korean?
Shirley: You're Chinese.
Chang: Oh there's a difference?!
Mocą Community jest to, że nie tylko wypełnia lukę po prawdziwych inteligentnych parodiach niegdyś goszczących w kinach i wyrywa się ramom typowego serialu komediowego, ale też na wierzchu jest po prostu świetną komedią, która będzie zabawna nawet bez erudycyjnego obycia z popkulturą czy "metakulturą". Choć pewnie niektórzy zdyskwalifikują serial po obejrzeniu paru pierwszych odcinków, stwierdzą, że nie wybija się to poza standardy typowego amerykańskiego serialu. W rezultacie popełnią błąd odkładając na bok wyjątkowy serial, który â pomimo paru niekiedy słabszych, a raczej wolniejszych, epizodów â czaruje mnie z każdym odcinkiem i odkrywa gigantyczny potencjał jaki w nim drzemie.
Cytat:Troy: I think I got half of it, which got me through the half I didn't.
Abed: Like the first season of The Wire.
Szczerze polecam.
Na dokładkę dwa klipy DJa Steve'a Portera:
[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=gxdbuuVGdS0[/youtube]
oraz drugi, który lepiej oglądać raczej po obejrzeniu pierwszej serii:
[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=sHv9CGHMUc4[/youtube]
02-02-2011, 14:11





