Nudna ceremonia? Musieliście zarwać nockę żeby się o tym przekonać? Rozumiem że to wasze pierwsze oscary w życiu :twisted: Ja wolałem się wyspać, aczkolwiek wstałem rano 10 minut wcześniej żeby luknąć kto co zgarnął do tej pory, rzuciłem też na chwilę okiem na samą ceremonię i widziałem jak oscara odbiera piękna Natalie. To co mnie od razu zirytowało to beznadziejny dobór klipów; z fragmentu z Annette Bening wyszło że to Moore zagrała lepiej, a przy Michelle Williams większy czas ekranowy dostał Gosling.
Natomiast co do samych nagrodzonych, to co mnie najbardziej cieszy, to statuetki dla znakomitego scenariusza The Social Network oraz muzyki do tegoż filmu. To Daft Punk powinni odebrać tę nagrodę, ale skoro Akademia ich zignorowała, muzyka Rossa i Reznora była jedyną słuszną alternatywą. Kolejny plus za zdjęcia dla Pfistera, aczkolwiek wyżej stawiam to co zrobił przy The Dark Knight i Prestiżu, niemniej zasłużył na to. Portman oczywiście gorąco kibicowałem, ale w równym stopniu cieszyłbym się z wygranej Lawrence albo Williams.
Kwiatki? Wielki triumf The King's Speech. Dałem mu 8/10 określając go mianem bardzo dobrego filmu, ale co innego patrzeć na film jako taki, a co innego rozpatrywać go w kategorii "Najlepszy film roku". Nie chodzi nawet o jakieś "Eeeee Soszjal był lepszy", ale o jakieś takie niemiłe wrażenie że wygrał film, który zwyczajnie na to nie zasłużył. To samo tyczy się scenariusza oryginalnego i reżyserii. Nosz kuźwa!
Firth zasłużył, ale gdyby to ode mnie zależało, to miejsce Jamesa Franco zająłby Ryan Gosling za Blue Valentine i to jego kreację stawiam wyżej od roli Firtha.
Natomiast co do samych nagrodzonych, to co mnie najbardziej cieszy, to statuetki dla znakomitego scenariusza The Social Network oraz muzyki do tegoż filmu. To Daft Punk powinni odebrać tę nagrodę, ale skoro Akademia ich zignorowała, muzyka Rossa i Reznora była jedyną słuszną alternatywą. Kolejny plus za zdjęcia dla Pfistera, aczkolwiek wyżej stawiam to co zrobił przy The Dark Knight i Prestiżu, niemniej zasłużył na to. Portman oczywiście gorąco kibicowałem, ale w równym stopniu cieszyłbym się z wygranej Lawrence albo Williams.
Kwiatki? Wielki triumf The King's Speech. Dałem mu 8/10 określając go mianem bardzo dobrego filmu, ale co innego patrzeć na film jako taki, a co innego rozpatrywać go w kategorii "Najlepszy film roku". Nie chodzi nawet o jakieś "Eeeee Soszjal był lepszy", ale o jakieś takie niemiłe wrażenie że wygrał film, który zwyczajnie na to nie zasłużył. To samo tyczy się scenariusza oryginalnego i reżyserii. Nosz kuźwa!
Firth zasłużył, ale gdyby to ode mnie zależało, to miejsce Jamesa Franco zająłby Ryan Gosling za Blue Valentine i to jego kreację stawiam wyżej od roli Firtha.
28-02-2011, 16:50





