Nie widziałem mało, bo oglądam te ceremonie od 2003 r. - no chyba, że to oznacza mało :) I nigdy jeszcze chyba nie było tak pozbawionych charyzmy prowadzących, tak znikomo mało śmiesznych żartów i tak mało energetyzującej samej gali, która zwyczajnie nudziła i wysysała soki życiowe z biednych ciał mojego i kolegi, którzyśmy zarywali noc dla tego pochodu próżności :P Co z tego, że występ Kirka Douglasa był fajny i Melissa Leo zrzuciła F-bomb skoro całość była tak totalnie statyczna, bez fantazji, pomysłu i EPY, że szło się pociąć. I wiem, że nie jestem odosobniony w tej opinii, bodajże Ebert napisał, że to była najgorsza ceremonia Oscarowa jaką kiedykolwiek widział. A on już na pewno przebył ich niemało :P
01-03-2011, 04:13





